dwutygodnik internetowy
17.02.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Polsko – ukraińskie mielizny

Ważnym momentem przemiany mogło by być autentyczne zrozumienie Ukrainy, a do tego potrzeba nie entuzjazmu, lecz zimnej analizy. Ukraina nie jest już tylko sąsiadem Polski, z którym kiedyś łączyła nas wspólna historia.

ilustr.: Albert Łukasiak

Ukraina to polskie Indie. Nasz utracony klejnot w „koronie Imperium”. Ukraina to problem mentalny, z którym polskie elity nie poradziły sobie od dwudziestu lat, choć rzekomo miało to nastąpić za sprawą Jerzego Giedroycia i procesu polsko-ukraińskiego pojednania.
 
Gdy kilka tygodni temu Majdan przeżywał okres pierwszego obywatelskiego zjednoczenia, czyli tuż po pierwszej próbie pacyfikacji ukraińskiego ruchu społecznego, niektóre media (zasadniczo jednak rosyjskie) doszły do wniosku, że warto uderzyć w protestujących w stary, sprawdzony sposób. Zaczęto wypominać im wsparcie Zachodu, mówiono o „eksporcie rewolucji na Wschód”, przypomniano sobie nagle o „nadmiernym udziale Polaków” w wydarzeniach w Kijowie. Była to oczywista nieprawda. Chyba tylko człowiek o złej i pokręconej woli może ujrzeć w zjawisku aktualnego, powszechnego ukraińskiego sprzeciwu efekt istnienia czyjegoś spisku. Od pewnego czasu jednak głosy takie pojawiają się w mediach. Po kilku tygodniach milczenia, kiedy entuzjazm wobec Majdanu doprowadził wielu polityków do wygłaszania ostrych oświadczeń (za którymi nie szły jednak konkretne działania), i energicznych działań „zwykłych obywateli”, wylała się fala krytycznych głosów o ukraińskiej rewolucji i polskim w niej udziale.
 
Obalając oskarżenie pierwsze – Polska i Polacy nie są i nie byli żadnymi eksporterami rewolucji. Polskie państwo zachowuje się w ukraińskiej sprawie nawet zbyt wstrzemięźliwie, o czym zdarzało mi się już w różnych tekstach wspominać. Nieco lepiej jest ze sfera pozarządową. Tu nie zabrakło nie tylko entuzjazmu (choć co przyjdzie Ukraińcom po okrzykach pochwalnych!), ale i autentycznej pomocy, nagłaśniania zła, które działo się w Kijowie, albo klasycznej dobrej roboty dziennikarskiej.
 
Pod koniec stycznia wrócił jednak sposób narracji charakterystyczny dla „Polski cywilizowanej”. Ukraińcy jawili się w nim jako nasz „młodszy brat” – naród, który jeszcze nie do końca radzi sobie z demokracją i wymaga naszej pomocy. Ten błąd popełniają również przyjaciele Ukrainy w całej Polsce. Wielu ludzi, którzy zainteresowali się Ukrainą dopiero niedawno uważa, że Polska i Polacy są osobliwie predestynowani do pomagania Ukrainie i Ukraińcom czy ferowania wyroków o tym kraju z powodów historycznych i kulturowych.
 
Pomogliśmy w 1991 czy 2004 roku (mniejsza o to, czy naprawdę). My Polacy mamy „soft-power”. Podobno wspaniały. Dwadzieścia kilka lat temu pod przewodem Lecha Wałęsy (Tadeusza Mazowieckiego, Bronisława Geremka – niepotrzebne skreślić, w zależności od poglądów politycznych), przy wsparciu modlitw Jana Pawła II samodzielnie obaliliśmy komunizm, a potem zbudowaliśmy demokrację. Proszę mi wybaczyć ironię, ale rzeczywiście są miejsca w których wierzy się w prawdziwość tej historii. Jednym z nich jest Ukraina. Tam w bardzo wielu środowiskach Polska uchodzi za wzór przemian, reform gospodarczych, zwalczenia korupcji i budowania nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego. Autorytet Polski na Ukrainie był przez wiele lat choćby z tego powodu mocniejszy niż się nam, malkontentom, zdawało.
 
Ale polski „soft-power” nie jest taki mocny jak nam się zdaje. Owszem, Ukraina winna korzystać z naszych doświadczeń, ale żeby je powielać? To jednak zupełnie inny kraj, a już na pewno nie tak jednolity jak Polska. Używając porównania ze znanego eseju Jarosława Hrycaka istnieją „dwadzieścia dwie Ukrainy”. Ważnym momentem przemiany mogło by być autentyczne zrozumienie Ukrainy, a do tego potrzeba nie entuzjazmu, lecz zimnej analizy. Ukraina nie jest już tylko sąsiadem Polski, z którym kiedyś łączyła nas wspólna historia. To skomplikowany organizm polityczno-społeczny.
Rewolucja trwa już dwa miesiące i napotkała właśnie na mieliznę. Na takiej mieliźnie są również stosunki polsko-ukraińskie, w których poza zbliżeniami niektórych jednostek społecznych i organizacji nie zdarzyło się w ciągu ostatnich trzech miesięcy nic naprawdę nowego. Nasze myślenie o Ukrainie wraca powoli do kolein z roku 2013. I to jest druga mielizna stosunków polsko-ukraińskich, z której się zbyt szybko nie podniesiemy.
 
Jeśli nie chcą Państwo przegapić kolejnych wydań naszego tygodnika, zachęcamy do zapisania się do naszego newslettera.