dwutygodnik internetowy
20.01.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Polska czeka aż zgaśnie zapał Majdanu

W sprawie protestów na Majdanie polskie władze opanowały do perfekcji sztukę uniku. Mówią o dialogu i konieczności unikania przemocy, od dwóch miesięcy nie udało im się jednak wywrzeć realnego wpływu na Wiktora Janukowycza i jedo administrację. Zamiast pokazywać swoją sprawność, polska dyplomacja tylko traci.

W sprawie protestów na Majdanie polskie władze opanowały do perfekcji sztukę uniku. Mówią o dialogu i konieczności unikania przemocy, od dwóch miesięcy nie udało im się jednak wywrzeć realnego wpływu na Wiktora Janukowycza i jego administrację. Zamiast pokazywać swoją sprawność, polska dyplomacja tylko traci.
 
Od samego początku ukraińskich protestów prasowe doniesienia na temat Majdanu to narastają, to znów cichną razem ze zmieniającą się aktywnością Wiktora Janukowycza i podległych mu służb bezpieczeństwa. W „górce” słyszmy relacje o dramatycznych wydarzeniach na kijowskich ulicach, w „dołku” Ukraina z Polskich mediów niemal całkiem znika.
 
W podobny sposób zachowują się Polscy politycy, którzy gdy trzeba wyrażają „głębokie zaniepokojenie” i „wzywają do dialogu”, a kiedy potrzeba mija, wracają do innych spraw. Sprawiają wrażenie, jakby razem z prezydentem Janukowyczem czekali, aż zapał Majdanu zgaśnie i problem rozwiąże się sam. Brak zdecydowanej reakcji, w postaci chociażby sankcji, tłumaczony był tym, że w stosunku do władz Ukrainy potrzebna jest ostrożność, niemal delikatność, by zbytnią surowością nie wepchnąć ich w ramiona Moskwy. Nie wiadomo jednak, co miałoby nastąpić, gdyby Majdan faktycznie samoistnie się rozpadł. Politycy najprawdopodobniej wspólnie z ukraińską administracją i oligarchami posprzątaliby gruzy umowy stowarzyszeniowej i podjęli próbę odnowienia relacji, jakby miesiące protestów i brutalnych reakcji władz niczego nie zmieniły. Byłoby to oczywiście najbardziej przyjazne, bo nie wymagające ryzyka rozwiązanie.
 
Niestety dla polskich władz, Janukowycz i jego poplecznicy powiedzieli głośne „sprawdzam”. W środę w Kijowie zginęły co najmniej cztery osoby. Tymczasem głos władz RP w tej sprawie przypomina kolejną rozprawkę na temat: „jak powiedzieć coś tak, by nic nie powiedzieć”.
 
W rozmowie z Radiem Zet prezydent powtarza frazy, które wielu analityków powtarza od miesiąca. Przekonuje, że Majdan dzisiaj nie w pełni utożsamia się z opozycją. Następuje zjawisko emancypacji Majdanu, ludzi pełnych niecierpliwości, bardzo zmęczonych sytuacją, żądających też od opozycji i od władz całego szeregu działań. To nie jest dobra sytuacja. Premier tymczasem przestrzega polskich i europejskich polityków przed zbyt szybką i radykalną licytacją na sankcje. Sankcje w relacjach z Ukrainą będą narzędziem ostatecznym. Jeszcze w grudniu Unia obiecywała reakcję w przypadku przemocy wobec Majdanu. Dziś nawet śmierć czterech osób nie wystarcza, abyśmy doczekali się zdecydowanej reakcji władz.
 
Galerię mężów umiarkowanych dopełnia Radosław Sikorski, który pozwolił sobie w środę na błyskotliwą uwagę, zgodnie z którą praprzyczyną tego, co się dzieje dzisiaj, jest zejście z kursu europejskiego. Nasz minister rozwodzi się nad utraconymi przez Ukrainę szansami dobrobytu i niezależności. Wszystko kwituje dąsem: radziliśmy władzom ukraińskim, ale one teraz słuchają rad spoza Unii Europejskiej. Szef MSZ w zbyt łatwy sposób próbuje umyć ręce od odpowiedzialności za polskie zaniechania. Kontynuuje też politykę spektakularnego odcięcia się od spraw Ukrainy. Od początku zdaje się mówić „zrobiliśmy wszystko, co się dało”, a winę za niepowodzenie zbliżenia Ukrainy z Unią zrzuca wyłącznie na tę pierwszą. Póki co minister, a wraz z nim najwyraźniej cała Polska nieustająco wzywa obie strony konfliktu na Ukrainie do umiaru.
 
Wypowiadane przez polskich polityków okrągłe słowa składają się na PR równie dobry, jak ich własne samopoczucie w obliczu stale zmniejszającego się znaczenia polskiej dyplomacji na Ukrainie. Słowo „dialog” skutecznie przykrywa problemy. Ktoś powie, że cnotą polityka jest umiarkowanie w wypowiadaniu sądów. Jeśli jednak od dwóch miesięcy powtarzamy te same ogólniki, tracimy szczątkowe uznanie drugiej strony i zmniejszamy swoją szansę pomocy ukraińskiemu społeczeństwu. Na nic zdadzą się tu wyświechtane zaklęcia prezydenta, przekonanego, że na Ukrainie dialog między opozycją a władzą, mający na celu powstrzymanie eskalacji konfliktu jest nie tylko możliwy, ale jest konieczny. Konieczny – zależy z czyjej perspektywy. Możliwy – zależy na jakich warunkach.
 
Oczywiście, Bronisław Komorowski ma rację mówiąc, że trudno realizować prozachodnie dążenia Ukrainy za Ukraińców. Nie wolno nam jednak zapomnieć, że jako inicjatorzy Partnerstwa Wschodniego i tym samym procesu zbliżenia Ukrainy z Europą, jesteśmy współodpowiedzialni za obecne wydarzenia za wschodnią granicą. Dotychczasowa ostrożna polityka wobec administracji Janukowycza bazowała na przekonaniu, że wysyłanie negatywnych sygnałów może zburzyć okruchy dialogu. O ile do środy istniały podstawy – jakkolwiek kontrowersyjne – do obrony tej tezy, dziś widać, że nie możemy dłużej uciekać przed sankcjami. Zastosowane wobec wybranych przedstawicieli administracji i oligarchów, nie wobec całego kraju, mają szansę wywrzeć presję, bez rujnowania szans na porozumienie. Zakazy wjazdu na teren Unii dla osób odpowiedzialnych za krwawą rozprawę z opozycją, zamrażanie kont i wgląd w interesy prorządowych oligarchów to dla nas program minimum. Z drugiej strony powinniśmy wyciągnąć rękę do ukraińskiego społeczeństwa likwidując lub łagodząc reżim wizowy. Byłby to dla Ukraińców sygnał, że nie tylko zależy nam na przyszłej unijnej integracji, ale że już dziś uważamy ich za równoprawnych obywateli Europy. Przywrócilibyśmy im dzięki temu godność, którą w ostatnich miesiącach zdeptał rodzący się właśnie autorytarny rząd.
 
Tych rozwiązań nie wdrożymy rzecz jasna sami – i tu znajduje się przestrzeń do prawdziwej pracy dla polskich polityków. Muszą przekonać unijnych kolegów do tego, że zdecydowana reakcja jest nie tylko potrzebna, ale i w pełni uzasadniona. W tym wypadku premier niewątpliwie ma rację – w sprawie Ukrainy Unia musi być jednomyślna.
 
 
Jeśli nie chcą Państwo przegapić kolejnych wydań naszego tygodnika, zachęcamy do zapisania się do naszego newslettera.
 

  • m.z.

    No ale to nic nowego i odkrywczego. Jeśli by przeanalizowac całą wschodnią politykę Tuska i jego ekipy, to niestety sprowadza się ona do klękania przed berłem Putina. Jeśli UE i Polska będą miały tą sytuacje…gdzieś, to jak skończy się olimpiada w Soczi nasz Wielki Brat zaprowadzi spokój na Ukrainie.