dwutygodnik internetowy
20.10.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Polska 1794: niedokończona rewolucja Kościuszki

Według Andrzeja Ledera Polacy swoją społeczną rewolucję prześnili. Nawet jeśli tak się ostatecznie stało, to przynajmniej raz byli blisko tego, aby dokonać jej świadomie. W 1794 roku, pod wodzą Tadeusza Kościuszki.

ilustr.: Kuba Mazurkiewicz

„Prześniona rewolucja” – to pojęcie przeniknie chyba na stałe do kanonów myślenia o historii polskiego społeczeństwa. Jeśli tak, to warto zadać sobie pytanie, czy Polska miała szansę na dokonanie rewolucji całkiem świadomej. Polscy mieszczanie, drobna szlachta i kosynierzy pod dowództwem Tadeusza Kościuszki byli bardzo blisko tego, by na trwałe zmienić społeczne oblicze Polski.
 
Dramat wielkiej rewolucji rozgrywa się tylko raz w historii danego państwa. (…) Powodem jest ten przyziemny fakt, że w każdym państwie istnieje tylko jeden porządek, z którym naród chce się uporać, a gdy tego dokona – lub choćby spróbuje – ma już za sobą epokowy, nieodwracalny przełom. Ten cytat z „Lokomotyw historii” Martina Malii jest trzonem teoretycznej podbudowy „Prześnionej rewolucji” Andrzeja Ledera. Książki, którą śmiało można uznać za jeden z najgorętszych intelektualnie tytułów roku. Główna jej teza mówi o tym, że Polakom nie udało się przeprowadzić tej „jedynej” rewolucji własnymi rękami. W tym trudnym, ale niezbędnym dziele musieli ich „wyręczyć” hitlerowscy i stalinowscy okupanci. To dzięki ich działaniu w latach 19391956 dokonała się w Polsce rewolucja, która zburzyła dotychczasową stanową strukturę społeczną i zbudowała nową, zdominowaną przez mieszczańską klasę średnią i opartą na nowoczesnych stosunkach własności. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, uważa Leder, gdyby tylko polskie społeczeństwo tę „prześnioną rewolucję” przepracowało – rozliczyło się z niej i uznało za fundament swojej tożsamości. Tymczasem jest ona przez Polaków systematycznie wypierana. Odnoszą oni do dzisiejszej, „porewolucyjnej” rzeczywistości zupełnie nieaktualne schematy pojęciowe (zwane przez autora, czerpiącego z psychoanalizy, „imaginarium” lub „polem symbolicznym”). Zamiast stworzyć nowe, adekwatne „pole symboliczne”, wciąż uznajemy za swoją historię w wydaniu szlacheckim, co podświadomie wpływa m.in. na nasze gusta czy stosunki w miejscach pracy. Na tym skończę z konieczności upraszczającą parafrazę pracy Ledera. Wydaje się, że, nawet jeśli słychać wobec niej istotne głosy krytyczne, ma ona szanse wejść na stałe do kanonu myślenia o historii polskiej państwowości i społeczeństwa. I dobrze, bo wprowadza do niego inspirujące i oryginalne koncepcje.
 
Jeśli przyjmiemy tezę Ledera o zewnętrznym czynniku sprawczym polskiej rewolucji, warto zastanowić się nad tym, czy we wcześniejszych etapach historii naszego kraju nie można znaleźć wydarzeń, które moglibyśmy uznać za próbę przeprowadzenia takiej rewolucji świadomej, programowej i gwałtownej zmiany stosunków społecznych, ekonomicznych i politycznych, połączonej z wytworzeniem nowego, odnoszącego się do nich „pola symbolicznego”. Sądzę, że za najpoważniejsze i, być może, najbliższe osiągnięcia rezultatu należy uznać powstanie kościuszkowskie, które wybuchło w Krakowie 16 marca 1794 roku, a upadło 16 listopada tegoż roku po rzezi dokonanej przez wojska rosyjskie na warszawskiej Pradze. Może warto wykonać swego rodzaju intelektualne ćwiczenie i ocenić ten okres wzmożonego wrzenia społecznego w Polsce przez pryzmat zachwiania „imaginarium” tworzącego feudalną Polskę szlachecką, a nawet Polskę magnacką, i próby emancypacji upośledzonych dotychczas stanów. Postaram się podjąć tego zadania i pokrótce nakreślić możliwe ścieżki analizy tego zjawiska, uwzględniając jego tło historyczne, zagadnienia ideowe i praktykę rewolucyjną 1794 roku.
 

I. Tło

Rewolucje, konstytucje, naczelnik z wielkiego świata

 
Gdy na krakowskim rynku, w chłodny marcowy poranek, były generał rewolucji amerykańskiej Tadeusz Kościuszko ogłaszał, że powierzonej sobie władzy na niczyj prywatny ucisk nie użyje, lecz jedynie jej dla obrony całości granic, odzyskania samowładności Narodu i ugruntowania powszechnej wolności używać będzie, zarówno Polska, jak i cała Europa znajdowała się w czasie wielkiego przełomu. Rewolucyjna Francja, która cztery lata wcześniej ogłosiła, że ludzie rodzą się i pozostają wolnymi i równymi w prawach, toczyła wojny ze wszystkimi europejskimi potęgami, a sama przeżywała chwile najbardziej drastycznego jakobińskiego terroru. W Wielkiej Brytanii krystalizował się powoli parlamentarno-gabinetowy, liberalny system sprawowania władzy. Oczy wielu skierowane były na Stany Zjednoczone, republikę, która w wojnie na śmierć i życie pokonała państwa ancien régime’u. Nawet monarchie absolutne w rodzaju Austrii czy Prus liberalizowały swoje prawo karne. Idee Oświecenia zdawały się mieć coraz większy wpływ na realne położenie milionów mieszkańców Europy – kontynentu, który wkraczał na krętą drogę prowadzącą do tego, co dziś nazywamy „nowoczesnością”.
 
Także przez szlachecką Rzeczpospolitą w poprzedzających ów dzień latach przeszedł polityczny i obyczajowy huragan. W ciągu trzydziestu lat panowania ostatniego króla zracjonalizowano system polityczny i utworzono instrumenty, które umożliwiły kulturalny i społeczny awans tysiącom przedstawicieli średniej szlachty i mieszczaństwa. Następnie zaś, wykorzystując dobrą koniunkturę międzynarodową, dokonano aktem Konstytucji 3 Maja znaczącej, choć dość zachowawczej reformy polityczno-społecznej. Konstytucja, prócz regulacji usprawniających działanie instytucji państwowych, zawierała również treści zmierzające ku upodmiotowieniu mieszczan (dopuszczono ich do uczestniczenia w obradach Sejmu, ale bez prawa głosu) czy chłopów, których „wzięto pod opiekę rządu”. Nawet jeśli były to półśrodki i drobne gesty, którym daleko do przełamania zdominowanego przez szlachtę „pola symbolicznego”, to nie da się ukryć, że na jego nienaruszalnym od wieków obrazie pojawiły się pierwsze zmiany.
 
Losy Polski po 3 Maja 1791 roku są znane: odbyła się krwawa wojna, nastąpiły dotkliwa klęska i rozbiór, po którym ambasador carycy Katarzyny rządził krajem przy pomocy arystokratów spod znaku Targowicy i stacjonujących w stolicy garnizonów. Następnie zaś emigracyjne spiski twórców Konstytucji doprowadziły do powstania 1794 roku. Zatrzymajmy się jeszcze przez chwilę przy samej osobie jego przywódcy. Tadeusz Kościuszko, syn drobnego szlachcica z białoruskiej prowincji, był człowiekiem swoich czasów w najlepszym tego słowa znaczeniu. Skorzystał z cywilizacyjnej szansy, jaką była możliwość nowoczesnej edukacji w warszawskiej Szkole Rycerskiej, a podczas pobytów we Francji i Niemczech nasiąkł ideami Oświecenia i wojskowymi umiejętnościami. Jedne i drugie miał okazję praktykować w „próbie ogniowej”, jaką była wojna w obronie amerykańskiej rewolucji. Od podszewki poznał też beznadziejną sytuację polskich chłopów, próbując reformować swój białoruski majątek po powrocie z Ameryki, a także ułomność polskich sił zbrojnych, dowodząc nimi podczas wojny 1792 roku. Stojąc na krakowskim rynku Naczelnik był więc bardziej niż świadomy okoliczności, w których rozpoczynał misję swojego życia.
 

II. Program

Co to znaczy naród?

 
Wydaje się, że pojęciem kluczowym dla zrozumienia rewolucyjnego charakteru insurekcji 1794 roku jest „naród”. Fundamentem systemu ideologii podtrzymującej dominację szlachecką w Polsce, a więc – idąc za Lederem – „pola symbolicznego polskiego feudalizmu”, było zarezerwowanie używania go dla ludzi szlachetnie urodzonych. „Panowie bracia”, „naród szlachecki” byli narodem w sensie politycznym, a zarazem jedynym „narodem”, o jakim mówiono i pisano w Rzeczypospolitej. Tego typu retoryka wykluczała z jakiegokolwiek podmiotowego uczestnictwa w życiu publicznym wszelkie inne stany.
 
Już bogata publicystyka czasów Sejmu Wielkiego zajęła się szeroko problemem potwornej niesprawiedliwości stosunków społecznych ówczesnej Polski. Hugo Kołłątaj porównywał sytuację chłopów polskich do sytuacji Murzynów, tych nieszczęśliwech dwóch części świata obywateli na wyspach francuskich, osadach holenderskich i angielskich. Sam zaś Kościuszko, w głębi serca pragmatyk, wskazywał na walory, jakie może mieć chłopskie wojsko dla obronności kraju. Nawet jednak stronnictwo reformatorskie zdawało sobie sprawę z tego, że prędkie rozwiązanie kwestii chłopskiej będzie niezwykle trudne, biorąc pod uwagę egoistyczne dążenie do realizowania interesów stanowych przez szlachtę oraz brak samoświadomości włościan.
 
W znacznie bardziej zaawansowanym stadium była w latach poprzedzających Powstanie kwestia politycznej podmiotowości stanu mieszczańskiego. Jego przedstawiciele, zwłaszcza ci reprezentujący „lud” Warszawy, stanowili istotną grupę nacisku podczas trwających w latach 1788–1792 obrad Sejmu Wielkiego i swoją zdecydowaną postawą, wyrażoną m.in. w „czarnej procesji”, przesądzili o przyznaniu im wspomnianych wyżej, ograniczonych praw politycznych. Jest warte podkreślenia, że była to bodaj pierwsza od XVI wieku publiczna i zorganizowana manifestacja podmiotowości politycznej stanu innego niż dominująca szlachta. Sytuacja ta była efektem niebywałego rozwoju urbanistycznego i społecznego stolicy Polski, która za panowania Stanisława Augusta powiększyła liczbę mieszkańców niemal trzykrotnie, stając się europejskim ośrodkiem gospodarczym, kulturalnym i politycznym z prawdziwego zdarzenia. Bogusław Leśnodorski w fascynującej pracy pt. „Polscy jakobini” stawia tezę, że właśnie wówczas w stolicy z mieszczaństwa i drobnej szlachty widzącej swoją przyszłość w pracy piórem i intelektem zaczęły się tworzyć zarodki nowej grupy społecznej – inteligencji, która tworzyła warunki dla genezy nowego wzorca społeczno-obyczajowego, który zaczął odchodzić w nastrojach chwili nie tylko od sarmatyzmu, ale od przeciętnego szlacheckiego modelu w ogóle.
 

ilustr.: Kuba Mazurkiewicz

 
Spośród tej właśnie grupy społecznej wywodzili się w znacznej mierze najbardziej radykalni działacze powstania, tacy jak Tomasz Maruszewicz, Jan Kalasanty Szaniawski, Franciszek Ksawery Dmochowski czy sam Hugo Kołłątaj. Ludzie ci, w większości skupieni w warszawskim „klubie jakobinów” (oficjalnie noszącym bardzo niemedialną nazwę Zgromadzenia Obywateli Ofiarujących Pomoc i Posługę Magistraturom Narodowym w Celu Dobra Ojczyzny), formułowali najśmielsze postulaty polityczne i społeczne czasów insurekcji. Za ich sedno można uznać właśnie zmianę sposobu rozumienia pojęcia narodu. W odezwie, którą wydał we wrześniu 1794 roku opanowany przez nich Wydział Instrukcji (zajmujący się w powstańczym rządzie oświatą i propagandą), czytamy, iż zadaniem rządu wolnego i niepodległego jest utworzyć nowe niemal Polaków plemię, przywiązać każdego do miłej Ojczyzny. O tym, jak duże niebezpieczeństwo w tej pojęciowej (czy też „symbolicznej”) zmianie widziała zachowawcza część szlachty i arystokracji, niech świadczy treść wyroku warszawskiego sądu (chwilowo opanowanego przez jej przedstawicieli), jaki zapadł 28 VI 1794 roku na jakobina Józefa Piotrowskiego za udział w ludowych zamieszkach. Szczególnym obciążeniem dla działacza było to, iż stale lud narodem nazywał.
 
Rozstrzyganie kwestii definicji narodu nie ograniczyło się jednak w czasie powstania tylko do rozważań teoretycznych. Kościuszko w pełni świadomie popierał rozwiązania mające na celu znaczące polepszenie bytu obu upośledzonych stanów. W kwestii chłopskiej kluczowy był tu tzw. Uniwersał połaniecki, który zapewniał włościanom prawo do opuszczenia swojej ziemi, zmniejszał pańszczyznę o połowę oraz zwalniał z obowiązku jej odrabiania wszystkich zgłaszających się do wojska. Co więcej, wyposażał chłopów w procedury dochodzenia swoich praw przed terenowymi Komisjami Porządkowymi. Nie mniej istotny od przepisów normatywnych Uniwersału wydaje się wstęp do niego, w którym Naczelnik nadmienia, że niedola chłopska może być wykorzystywana przez Moskwę do buntowania chłopów przeciw Panom (tu należy oddać cześć przenikliwości Kościuszki, który antycypował rabację galicyjską). Dalej zaś wymienia katalog wartości, które mogą pomóc szlachcie zapobiedz podstępom złości domowey, lub zagraniczney Intrygi. Są nimi ludzkość, sprawiedliwość i dobro Oyczyzny. Takie więc uniwersalne zasady ustanawia Naczelnik jako swego rodzaju filozoficzne założenia poszczególnych rozwiązań w kwestii chłopskiej. Nie będzie chyba zbytnią przesadą, jeśli uznamy, że jest to jedno z pierwszych odwołań do idei praw człowieka w polskich aktach prawnych.
 
Górnolotne i słuszne (choć przecież i tak dość umiarkowane – Kościuszko był w praktyce politycznej głęboko osadzony w Realpolitik) postanowienia i treści Uniwersału połanieckiego pozostały w znacznej mierze bez pokrycia w rzeczywistości. Kościuszko przeliczył się co do gotowości większości szlachty do poświęcenia swoich interesów ekonomicznych na ołtarzu dobra publicznego (wszakże nie wolno zapominać o przypadkach, w których chłopom udawało dostać się do oddziałów powstańczych i odegrać w nich kluczową rolę).
 
Zupełnie inaczej przedstawiała się w praktyce powstańczej kwestia upodmiotowienia mieszczaństwa. Przedstawiciele tego stanu, dyskryminowani prawnie od XIV wieku, wreszcie uzyskali dostęp do istotnych pozycji politycznych w państwie. Objęli 7 z 40 miejsc w Radzie Najwyższej Narodowej, co zresztą uznali za skandalicznie niską liczbę. My, mieszczanie dokonaliśmy rewolucji kosztem własnego życia: myśmy wypędzili Moskali z Krakowa, Warszawy i Wilna, naszą też rzeczą jest poprzeć ją i doprowadzić do pomyślnego końca. Żądania nasze, iż byśmy mieli udział w rządzie rewolucyjnym są godziwe i słuszne. Tak pisali w odezwie do Kościuszki po ogłoszeniu składu Rady mieszkańcy Warszawy zgromadzeni w klasztorze Kapucynów. Ich gniew osłabł co prawda po odpowiedzi Kościuszki, iż kiedy nominował członków Rady chciał nie pamiętać o tym, czy są to włościanie, czy mieszczanie czy szlachta, a wszyscy jej członkowie są ludźmi cnotliwymi, a zatem przyjaciółmi ludu. Wydaje się jednak, że z całego tego zdarzenia można wyciągnąć jeden, bardzo istotny wniosek: mieszczaństwo polskie czuło się w trakcie insurekcji tak silne, że aż uprawnione do wysuwania daleko idących roszczeń wobec samego Naczelnika. To sytuacja bezprecedensowa w tradycji szlacheckiej Polski.
 

III. Czyny i symbole

„Powiesim sobie króla i prymasa”

 
W swojej publikacji Andrzej Leder bardzo wiele miejsca poświęca samemu aktowi przemocy, który jest nieodłączną częścią rewolucji, ponieważ w bezpośredni sposób oddaje jej sprawcom sprawiedliwość, a wręcz sprawia im rozkosz. Ponieważ ta ostatnia koncepcja nie jest mi szczególnie bliska, ograniczę się do analizy powstańczych aktów przemocy pod tym pierwszym, i tak zwykle okrutnym, „sprawiedliwościowym” kątem. Miały one miejsce podczas rewolucji warszawskiej 1794 roku kilkakrotnie. Jej podmiot, drobna szlachta i mieszczaństwo stolicy, kilkakrotnie dokonywały samosądów na arystokratach (świeckich i duchownych) oskarżanych o zdradę ojczyzny, którzy według powszechnej opinii nie dość sprawnie poddawani byli pod sąd. Warto też zauważyć, że morderstw tych (czasem legalizowanych później przez organy powstańcze, niekiedy zaś przez nie potępianych) dokonywano częstokroć na osobach niejako uosabiających najbardziej dominujące elementy feudalnego „imaginarium” szlacheckiej polski – na biskupach, hetmanach, wysokich urzędnikach konfederacji i innych przedstawicielach najwyższej klasy stanu szlacheckiego. Co więcej, w postulatach najbardziej radykalnych grup powstańczych przewijał się, bardziej lub mniej śmiało, postulat skopiowania czynu rewolucji francuskiej kluczowego dla przełamania tamtejszego „imaginarium” władzy, to znaczy dokonania królobójstwa.
 
My krakowiacy, nosim guz u pasa/ powiesim sobie króla i prymasa. Tak brzmiały słowa dość makabrycznej przyśpiewki radykalnego odłamu krakowskich uczestników insurekcji. Choć większość historyków utrzymuje, że nie była to groźba realna, to faktem pozostaje, iż król histerycznie reagował na donosy o tego typu utworach, a jego brat, zwierzchnik polskiego Kościoła, zmarł na skutek choroby będącej wynikiem szoku po obserwacji egzekucji, które przeprowadzano pod oknem jego pałacu.
 
Wydaje mi się stosowne, aby w tym miejscu zastrzec, iż absolutnie nie jest moją intencją gloryfikacja wspomnianych wyżej czynów, podobnie jak nie jest celem tego tekstu ocenianie moralnych wymiarów rewolucji i zmian społecznych. Jest on jedynie próbą opisu pewnych wydarzeń historycznych z punktu widzenia kategorii badawczych dostarczonych przez autora „Prześnionej rewolucji”.
 
Skoro zaś omawialiśmy rolę króla w czasie kościuszkowskiej rewolucji, to nawet jeśli do jego dekapitacji było daleko, to faktem jest, iż został on całkowicie zmarginalizowany politycznie. Niektórzy historycy porównują sytuację, w której się znalazł, do aresztu domowego. Faktycznie, nie miał swobody ruchów, jego pojawienie się na ulicach Warszawy wzbudzało pomruki niechęci, a wszelkie jego próby odegrania istotnej roli w insurekcyjnych strukturach władzy były krótko i stanowczo ucinane przez Naczelnika. Znów, nie chcę zajmować się historyczną słusznością bądź niesłusznością tego, jak potoczył się los nieszczęśliwego Ostatniego Króla, który przeczuwał chyba że powstanie może przynieść ostateczną zgubę jego państwu. Istotne z punktu widzenia tego wywodu jest całkowite pozbawienie znaczenia jednego z istotniejszych punktów na „polu symbolicznym” Rzeczpospolitej szlacheckiej, jakim był obierany przez szlachecką brać król.
 
Za inny, znacznie mniej drastyczny gest świadomie łamiący pewien zespół wyobrażeń związany ze szlachecką dominacją można uznać przywdzianie przez całe kościuszkowskie wojsko chłopskich sukman po zwycięskiej bitwie pod Racławicami, na cześć jej głównych bohaterów. Zdarzenie to można odczytać jako bezprecedensowe wprowadzenie przedstawicieli wzgardzanego stanu chłopskiego w symboliczne miejsce, które zastrzeżone było dotąd tylko wojskowym wywodzącym się z jedynego politycznie istotnego stanu. Jak widać, rysy na „imaginarium” kształtującym Rzeczpospolitą szlachecką przybierały różne formy, głębokość i rozmiary.
 

***

 
Rewolucja Kościuszki była aktem niezwykle specyficznym. W większości rewolucji sekwencja zdarzeń bywała bowiem taka, że najpierw dochodziło do radykalnego przesilenia wewnątrz państwa, a dopiero później trzeba było bronić tego państwa, już w nowym kształcie, przed agresją zewnętrzną. Tu sytuacja miała się zgoła odwrotnie. Pierwszym i nadrzędnym celem było niewątpliwie odzyskanie niepodległości przez Rzeczpospolitą, dopiero następnym krokiem miała być jej całkowicie nowa organizacja. To znaczy, że rewolucja społeczna dokonywała się równolegle z wojną z przeciwnikiem zewnętrznym. Sam Naczelnik powstania nigdzie i nigdy nie przedstawił całościowego programu ustrojowego ani społecznego, jaki miał realizować po ewentualnym zwycięstwie. Niemniej z wyżej dokonanej analizy poszczególnych wydarzeń i ogólnych zjawisk wynika raczej jasno, iż państwo post-kościuszkowskie miało reprezentować znacznie bardziej postępowy model społeczno-polityczny niż ten, który reprezentowała dogorywająca Rzeczpospolita w chłodny poranek 16 marca 1794. Kościuszko chciał dokonać „rewolucji narodowej” w dwojakim sensie – wyzwolić naród od zewnętrznej okupacji, a zarazem rozszerzyć jego zasięg na przedstawicieli stanów, które dotychczas nie były uznawane za jego część. Stanów, które w narodowym „imaginarium” zajmowały miejsce podrzędne lub wręcz żadne.
 
W jaki sposób przebiegałaby ta zmiana i jak daleko by zaszła? Czy drobnoszlachecko-mieszkański substrat przerodziłby się w burżuazyjną klasę średnią z prawdziwego, europejskiego zdarzenia, zamiast tworzyć inteligencję, dziwny etosowo-marzycielski twór charakterystyczny tylko dla wschodnioeuropejskich narodów walczących z caratem? Czy szybko dokonałoby się uwłaszczenie chłopów? Czy rewolucja narodowa nabrałaby także cech przewrotu w kwestii podziału własności i ziemi? Czy może chociaż gdyby potrwała jeszcze pół roku, ustaliłaby zupełnie inny wzorzec, do jakiego dążyliby Polacy wywołujący kolejne powstania? W tej materii skazani już jesteśmy tylko na domysły. Niestety, rewolucja Kościuszki, w ostatniej swojej fazie już bardzo radykalna, upadła pod butem armii dowodzonych przez zaborczych cesarzy. A ci po zwycięstwie zrobili wszystko, aby wyrzucić na śmietnik jej całkiem jeszcze niedojrzałe owoce.
 
Post scriptum: W rewolucyjnej agendzie kościuszkowskiej insurekcji znalazły się tak fascynujące wątki, jak „pierwsze od starożytności” żydowskie wojsko w formie miejskiej milicji i oddziału kawalerii czy też rewolucyjna (również pod kątem społecznym) działalność przedstawicieli katolickiego kleru. Niestety, ze względu na specyfikę tygodnika internetowego, która domaga się raczej skrótu, niż wieloaspektowej analizy, w tekście ograniczyłem się do głównej, moim zdaniem, osi tarć społecznych w Polsce AD 1794.
 
Faktografia i cytaty przede wszystkim na podstawie książek: Polscy Jakobini. Karta z dziejów insurekcji kościuszkowskiej Bogusława Leśnodorskiego; Demokracja Kościuszkowska Adama Próchnika; Kościuszko. Książę chłopów Alexa Storozynskiego; Powstanie Kościuszkowskie 1794 i Tadeusz Kościuszko Bartłomieja Szyndlera; oraz Warszawa w powstaniu kościuszkowskim Andrzeja Zamoyskiego.
 

  • Pingback: Naczelnik państwa? Nie mylmy pojęć | Magazyn Kontakt()

  • Zofia Pacuska

    Ta książka Andrzeja Ledera jest wprost niesamowita. Ta próba podsumowania postaw społeczeństwa polskiego i wytłumaczenia naszych obecnie problemów. Robi ogromne wrażenie, trzeba tylko na przeczytanie jej poświecić sporo czasu zwłaszcza gdy nie jest się socjologiem.