dwutygodnik internetowy
11.03.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Polka rzeczywiście niepodległa?

Od czasów sufrażystek i feminizmu pierwszej fali zmieniły się już główne pola dyskryminacji, więc zmienić powinien się też sposób walki o równouprawnienie. Dlatego tak ważne jest, żeby zadać sobie pytanie, czy wyjście na ulicę nadal jest najskuteczniejszą jej metodą, czy może zupełnie straciło swoją dawną moc i słuszność.

Fot.: Tomek Kaczor

Powiedzmy głośno, że chcemy być wolne. Chcemy być niepodległe! Chcemy odzyskać nasze siły, nasz czas i nasze ciała! Jeszcze Polka nie zginęła!

 

Manifa w tym roku odbyła się pod wiele mówiącym hasłem: O Polkę niepodległą! Dopełniało je logo – kobieta z wpisaną kotwicą Polski Walczącej. Nikomu nie trzeba chyba tłumaczyć, dlaczego wykorzystanie takich słów i symbolu może budzić kontrowersje. Ale nie jest to nic nowego, Manifa co roku stara się właśnie w ten sposób zwrócić uwagę, przekonać i przyciągnąć na demonstrację. Po odcinaniu pępowiny łączącej władze państwowe z kościelnymi (nie bez znaczenia była oczywiście sama pępowina i dosłowne rozumienie jej odcinania) przyszedł czas na odwołanie się do retoryki patriotycznej. Zadziwiające jest to o tyle, że feminizm i ruch narodowy to przecież jakby dwa przeciwne bieguny, których nie łączy nawet podejmowana problematyka. Co więc tak naprawdę oznacza hasło O Polkę niepodległą?

Przeglądając Gazetę Manifową nie można pozbyć się wrażenia wszechobecnej ironii – głównie względem polskiego romantyzmu niepodległościowego. I rzeczywiście, już w pierwszym tekście autorka wskazuje na temat polskiej niepodległości jako ulubione zagadnienie polityków bez względu na faktyczną sytuację kraju. Można by pomyśleć, że pomysł na tegoroczną „oprawę” Manify jest próbą zdystansowania się wobec polskiej tradycji patriotyzmu. I po części ośmieszenia jej powagi, patosu, wielkich słów wzywających do walki. Jednak za pełnymi sarkazmu parafrazami Jeszcze Polka nie zginęła czy Chcemy Polki niepodległej, abyśmy mogli urządzić życie lepsze i sprawiedliwsze dla wszystkich kryje się zupełnie poważne nawoływanie do buntu przeciwko patriarchalnemu modelowi społeczeństwa. Uświadamiając sobie to, hasła Manify stają się paradoksalne. Operują przecież retoryką, z której jednocześnie szydzą. A te same słowa, raz użyte w kontekście narodowym, są śmieszne, a po prostej zamianie wyrazu Polska na Polka stają się całkowicie usprawiedliwione. Myślenie to wynika chyba z błędnego przeświadczenia polskich feministek, że w XXI wieku jedynie rewolucją można wywalczyć pełne równouprawnienie. W sytuacji, gdy prawo zapewnia, przynajmniej teoretycznie, całkowitą równość płci, wydaje się to niedorzeczne.

 

Dyskryminacja kobiet tkwi przecież głównie w świadomości, mentalności przedstawicieli obu płci. Używanie tak mocnych słów na określenie nierówności kształtuje przekonanie o jej formalnym istnieniu i o tym, że tak wiele spraw zależy od płci. A przecież celem walki o równouprawnienie nie może być założenie, że „jesteśmy kobietami, więc nam się należy”, ale „należy nam się, a to, że jesteśmy kobietami, nie ma znaczenia”. Przedstawicielki stowarzyszenia Porozumienie kobiet 8 marca nie uważają za najważniejsze udowodnienie swojej wartości jako człowieka, naukowca, specjalisty, artysty, ale wskazanie jej w tym, że są kobietami. A to kłóci się wyraźnie z istotą równouprawnienia.

W Gazecie Manifowej jest też oczywiście dużo na temat niezdrowej zależności władz świeckich od biskupów katolickich i konsekwencjach tego w realizacji praw kobiet, a raczej ich braku. Nie mogło też zabraknąć wzmianki o sprawie związków partnerskich, których wprowadzenie w ujęciu autorek jest naturalną konsekwencją respektowania praw kobiet. Manifa nie podejmuje więc tak naprawdę wyłącznie kwestii równouprawnienia, ale jest głosem skrajnej lewicy w tych najbardziej „chwytliwych” sprawach dla opinii publicznej. Pretenduje do bycia głosem polskich kobiet z różnych opcji i środowisk (odwołanie do haseł patriotycznych, jak twierdzą członkinie Porozumienia kobiet 8 marca, miało na celu przyciągnięcie osób związanych z ruchami narodowymi, raczej z niewielkim rezultatem), ale nic nie wskazuje na to, żeby w rzeczywistości kiedykolwiek była. Na Manifę nie pójdą raczej ani przeciwnicy aborcji, ani katolicy (nawet ci otwarci), ani tradycjonaliści przywiązani do wartości takich, jak ojczyzna czy naród. Nawet gdyby osoby te odczuwały potrzebę walki z dyskryminacją ze względu na płeć. Organizacje takie, jak Porozumienie kobiet 8 marca, przez to, że zajmują stanowisko w tak wielu sprawach światopoglądowych, w rzeczywistości nigdy nie będą reprezentować wszystkich „kobiet niezależnych”.

 

Kwestia dyskryminacji kobiet wcale nie straciła na swojej aktualności. Nadal zarabiamy mniej na tych samych stanowiskach, mamy utrudniony powrót do pracy po urlopie macierzyńskim, jesteśmy często traktowane niepoważnie tylko z powodu płci. Od czasów sufrażystek i feminizmu pierwszej fali zmieniły się jednak główne pola tej dyskryminacji, więc zmienić powinien się też sposób walki o równouprawnienie. Dlatego tak ważne jest, żeby zadać sobie pytanie, czy wyjście na ulicę nadal jest najskuteczniejszą jej metodą, czy może zupełnie straciło swoją dawną moc i słuszność.

 

Przeczytaj inne teksty Autorki.