dwutygodnik internetowy
06.04.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Po ludzku to nie ma sensu

– Cóż widzimy? Martwe Ciało. Oszpecone, sponiewierane, powykręcane nieludzko, wyśmiane, bez życia. Jeszcze niedawno to Ciało było Nauczycielem, było pełne życia. To Oblicze dawało nadzieję. Spojrzenie otaczało miłością spragnionych, gromiło zło u pysznych. Ręce dotykały trędowatych, błogosławiły chorych, tuliły dzieci, pracowały. To był Człowiek. Wyjątkowy, jedyny…

ilustr.: Martyna Wójcik-Śmierska

ilustr.: Martyna Wójcik-Śmierska

A teraz jest jak każdy, każdy, który narodził się z niewiasty i przeznaczony jest na śmierć. Również On. Miał być inny. Miało być inaczej… Może zapomnieć o tym wydarzeniu? Może wrócić do tego, co było wcześniej? Może uda się jakoś ten ostatni epizod z Jego życia zapomnieć…? Nie!!! Nie da się oddzielić Jego życia od katorgi i śmierci. Ona również przynależy do Jego historii. Porażka jest więc wpisana również w Jego dzieje. I teraz to martwe, już zimne Ciało…

– I mówią nam, że ta Męka i Śmierć Jezusa to wywyższenie, to intronizacja Króla. Gdzie jesteś Królu? Gdzie? Po ludzku to nie ma sensu… W tym więc momencie zatrzymuję się, załamuję. Odchodzę bądź popadam w rozpacz albo w odrętwienie, które pozwala egzystować, ale czy żyć? Po ludzku to nie ma sensu… Nie ma… Dochodzę więc do granicy, granicy moich wszelkich możliwości. Koniec.

– Przyszedłeś Jezu na ten świat, by odnaleźć człowieka, człowieka zagubionego, zranionego, człowieka, nad którym panuje śmierć, we wszelkich jej przejawach. Przyszedłeś, by odnaleźć człowieka w jego stacjach, w moich stacjach Drogi Krzyżowej. Prowadzę więc Ciebie przez te zakręty, poznajesz smak bycia człowiekiem. Gorzki często to smak i cierpki. Teraz doszliśmy więc do końca, do śmierci, rozdzielenia… Dalej już Ciebie nie poprowadzę, bo wedle moich map nie ma już „dalej”.

– Przyszedłeś, bo tęskniłeś za człowiekiem, za mną. Tak daleko odszedł człowiek od Ogrodu, od Ojca, tak mocno zapatrzony w to, co udało się wykraść z Edenu. Przyszedłeś, by mnie nie tylko odnaleźć, by nie tylko ze mną być, ale by wziąć na swe ramiona i ponieść dalej. Ja nie znam tego „dalej”, jest ono mi obce, ukryte przede mną. Boję się go, choć znam Twoją dalszą historię, choć uczestniczę w niej poprzez liturgię. Dla mnie naturalne jest zatrzymać się, przed, czasami na moim krzyżu. Zatrzymać się, bo gdy jestem martwy, oddzielony od Życia, jakim jest Bóg, nie mogę zrobić kroku dalej. Dobrze więc, że jesteś taki jak ja. Martwy. Chcesz czegoś więcej dla mnie? Czy wytrwam w niepewności dnia następnego – Soboty, Świętego Szabatu, gdy wszystko wydało się skończone?

– Jezusie Chrystusie, daj mi wiarę, zaufanie, najmniejsze, że moja droga krzyżowa, która stała się Twoją Drogą Krzyżową, że mój krzyż, który bywa moim przekleństwem, na wzór Twego stanie się wyborem dalszej drogi, bo jest, będzie to „dalej”. Przymnóż nam wiary, Panie… Ja już nie poprowadzę Ciebie. Teraz TY prowadź. W Twoje „DALEJ”…