dwutygodnik internetowy
25.07.2016
magazyn papierowy


Po gorszej stronie życia. O „Wykluczonych” Artura Domosławskiego

Powinniśmy zrozumieć, że my też się na stronach tej książki pojawiamy. Choć Domosławski pisze o mieszkańcach Brazylii, Kenii, Pakistanu i innych państw globalnego Południa, to nietrudno dostrzec kraje Północy w tle każdego wątku. Jednak przedstawiciele państw wysoko rozwiniętych bynajmniej nie pojawiają się tam jako bojownicy o prawa człowieka, pomoc rozwojową czy poszanowanie mniejszości.

okładka: materiały prasowe

okładka: materiały prasowe

Domosławski, znany głównie jako autor głośnej biografii Ryszarda Kapuścińskiego „Kapuściński non-fiction” (2010), ale też nie mniej ważnego reportażu „Śmierć w Amazonii” (2013), napisał właśnie kolejną książkę. Autor znany ze stawiania trudnych pytań i udzielania głosu tym, których nie słyszymy bądź nie chcemy słyszeć, postanowił opisać codzienną rzeczywistość wykluczonych.

Żyją na obrzeżach świata dostatku […], nie mają dostępu do zdobyczy cywilizacyjnych, z których korzystają ci urodzeni po lepszej stronie życia. Nie chodzi o telefon komórkowy, telewizor, odtwarzacz DVD – te zazwyczaj, choć nie zawsze, są w zasięgu ich skromnych dochodów.

Nie chodzili do szkoły bądź uczyli się krótko. Niektórzy od dziecka pracowali. To ludzie, którzy mają ograniczony dostęp do lekarza lub nie mają go wcale; podobnie – do formalnego rynku pracy, ubezpieczeń. Niekiedy to migranci – wędrujący z kraju do kraju albo tylko jednego regionu swojego kraju do innego, bo wygnała ich nędza, wojna czy innego rodzaju konflikty […]. Represje dotykają ich czasem z powodu popełnionego przestępstwa, a często tylko dlatego, że są ubodzy, bezbronni albo szukają szczęścia tam, gdzie im nie wolno.

To wykluczeni. Współczesna refleksja nazywa ich najczęściej homo sacer – ludźmi przeklętymi […]. Ludzie – nieludzie.

Domosławski przejeżdża więc świat wzdłuż i wszerz, udzielając głosu mieszkańcom slumsów, uchodźcom, ludziom bezdomnym i współczesnym niewolnikom. Rozmawia także z dziećmi, kobietami, muzułmanami czy homoseksualistami. Autor „Chrystusa bez karabinu” skupia się zwłaszcza na Ameryce Południowej, ale podróżuje także do części północnej (Stany Zjednoczone, Meksyk), Afryki (Kenia, Sudan Południowy, Egipt) i Azji (Izrael, Pakistan, Tajlandia, Mjanma), tylko jeden rozdział poświęcając Europie (Grecja, wyspa Kos). Opowiada nam o przypadku miasta, w którym co roku znika średnio sześćdziesiąt osiem kobiet. Objaśnia, kto zbudował obóz koncentracyjny, w którym przebywał dziadek Baracka Obamy. Przedstawia historię Beduinów budujących szkołę ze starych opon samochodowych. Opisuje losy dzieci z faweli – dzielnicy biedy, którym zostało tylko życie na ulicy, wąchanie kleju i miejscowe gangi. Stara się być głosem tych, którzy nigdy nie pojawiają się na łamach gazet. Spisuje historie, które rzadko mają szczęśliwe zakończenie.

Poza granicami Pierwszego Świata

Świat, który pokazuje nam Domosławski, można określić jednym słowem, którego używają czasem mieszkańcy Brazylii mówiąc o swoim państwie – Belindia. To wyraz będący połączeniem nazw dwóch krajów: oznacza enklawę dostatku i dobrobytu, jak Belgia, wokół której rozciąga się morze nędznych slumsów rodem z Indii. W enklawie mieszkamy my – ludzie Pierwszego Świata, żyjący we względnym dobrobycie i stabilizacji. Poza bramami raju została reszta.
Reportaż Domosławskiego można by uznać za potwierdzenie słuszności tez Zygmunta Baumana, na którego autor nie raz się zresztą powołuje, ale i za dowód aktualności przesłania papieża Franciszka, którego słowa również znajdziemy w „Wykluczonych”. Wszyscy trzej w podobny sposób posługują się kategorią „wykluczenia” i podobnie postrzegają mechanizmy wykluczeniem rządzące. Rozumieją, że w dzisiejszych czasach, w świecie ponowoczesnym, istnieje grupa ludzi, której nie przysługują żadne prawa, która nie jest społeczeństwu przydatna i została przez nie odrzucona.

Produkcja „ludzi-odpadów” – jak ich nazywa Bauman – to niezmienny od kilku wieków składnik modernizacji; początkowo tylko w Europie, a gdy ta zaczęła podbijać inne kontynenty i cywilizacje, również na całej planecie.

Wszyscy trzej także widzą, że dzieje się to najczęściej przy zupełnym braku reakcji ze strony pozostałej części społeczeństwa – zachodzi coś, co Franciszek nazywa „globalizacją obojętności”, a Bauman „moralną ślepotą, możliwą jedynie w nowoczesnym, niezwykle złożonym społeczeństwie, którym rządzi zasada pośrednictwa w działaniu”. Oba te terminy dotyczą… nas.

Powinniśmy zrozumieć, że my też się na stronach tej książki pojawiamy. Choć Domosławski pisze o mieszkańcach Brazylii, Kenii, Pakistanu i innych państw globalnego Południa, to nietrudno dostrzec kraje Północy w tle każdego wątku. Jednak przedstawiciele państw wysoko rozwiniętych bynajmniej nie pojawiają się tam jako bojownicy o prawa człowieka, pomoc rozwojową czy poszanowanie mniejszości. Prawie w każdym z wątków kraje globalnej Północy pojawiają się jako byli kolonizatorzy, doprowadzający do ruiny gospodarkę, eksploatujący środowisko naturalne i wyniszczający społeczeństwo. Zachód czynił to i wciąż czyni poprzez prywatyzację ziem, w tym wspólnych własności gminnych, niszczenie rodzimego przemysłu i import tańszych, ale gorszej jakości produktów ze swoich państw. Z pomocą skorumpowanych władz rządowych i lokalnych, wprowadza monokulturowe rolnictwo, tworząc rozległe niewolnicze plantacje, w których uzyskuje się jeden rodzaj żywności (kawa, kakao, banany), przeznaczonej bezpośrednio na eksport. Bardzo często kończy się to głodem i pauperyzacją bezrobotnych rolników, masowo migrujących do miast i zasiedlających rozrastające się slumsy. Skutkuje to także utratą bezpieczeństwa żywnościowego, co oznacza, że państwo nie jest już w stanie w przypadku kryzysu samo  wyżywić swoich obywateli, co – wbrew pozorom – w krajach, gdzie często są katastrofy klimatyczne, jest bardzo ważne. Koncerny z Zachodu wykorzystują słabe prawo prosocjalne państw Trzeciego Świata i w swych montowniach, szwalniach i fabrykach zatrudniają pracowników na warunkach urągających godności ludzkiej, wykorzystując ich do niewolniczej pracy.

To, co zaczęły Kompanie Handlowe w XIX wieku, trwa dalej, spotęgowane liberalizacją międzynarodowej gospodarki (na przykład poprzez niechlubną do niedawna działalność Międzynarodowego Funduszu Walutowego czy traktaty o wolnym handlu). Ale nie musimy szukać daleko. Nasz rodzimy Ursus, wspierany przez polski rząd w ramach programu „Go Africa”, od roku już współpracuje z koncernem Ethiopian Sugar Corporation. Firmą odpowiedzialną za Cukrowy Projekt Rozwojowy, który doprowadził do przymusowych przesiedleń setek tysięcy mieszkańców Etiopii (z których podczas protestów kilkuset zginęło, tysiące zostało rannych, dziesiątki tysięcy aresztowanych).

Dawid staje się Goliatem

Podróżując wraz z Arturem Domosławskim dostrzegamy także inne niż gospodarcze skutki działalności państw Zachodu. Kolonizując inne kontynenty, odcisnęły na nich swoje niezbywalne piętno. Niewolnictwo, ludobójstwa, czystki etniczne, podsycanie krwawych wojen domowych, obozy koncentracyjne (także po II wojnie światowej) oraz, co nie mniej ważne, kolonizowanie kultury i obyczajów życia społeczności, do dziś mają wpływ na gospodarkę i politykę społeczeństw globalnego Południa. Czytając „Wykluczonych” z niepokojem dostrzegamy, że „Dawid staje się Goliatem” lub, jak mówi przytoczone w książce kenijskie przysłowie, „wąż wydaje na świat węża”. Domosławski nie twierdzi naiwnie, że w czasach przedkolonialnych społeczeństwa w Afryce żyły w spokoju i dobrobycie. Pokazuje jednak, że wiele wojen domowych i animozji międzyetnicznych było zaczętych, a później wspieranych przez kolonizatorów – poprzez dyskryminowanie jednych grup, a faworyzowanie innych, w myśl zasady „dziel i rządź”.

Nie jest też tak, że Zachód nie czyni tego dalej. Jak udowadnia autor na przykładzie Kenii, globalna Północ wciąż często wspiera jedne ugrupowania przeciw drugim, zwykle mając w tym swoje interesy gospodarcze lub geopolityczne – jak to ma miejsce w przypadku walki z islamem o wpływy w Afryce.

Okiem wrażliwego reportera

Domosławski, oprócz opisywania historii swych bohaterów, w krótkich rozdziałach z cyklu „Poza kadrem” zastanawia się nad rolą mieszkańców Północy: nad odpowiedzialnością naszą, jako bezrefleksyjnych konsumentów lub bezpiecznych obserwatorów, ale także swoją, jako reportera. Stawia pytanie o moralną ocenę swojego zajęcia: przyjeżdżania z bezpiecznego i relatywnie bogatego zakątka świata i rozmawiania z ludźmi żyjącymi w ciągłym strachu, niepewności, biedzie. My przecież zawsze możemy wrócić do siebie, a będąc czytelnikami – nie musimy nawet wyjeżdżać. Oni zostaną tam prawdopodobnie na zawsze. Domosławski doskonale zdaje sobie z tego sprawę – z jednej strony chce opisać ich losy, mając nadzieję, że może jakoś na nie wpłynie lub po prostu czując reporterską powinność. Z drugiej strony twierdzi:

Tłumaczymy to pasją, potrzebą informowania, wzbudzaniem empatii, czasem nawet walką o sprawiedliwość, o prawa uciśnionych. Zderzamy się z nieszczęściem, podchodzimy do niego blisko, ale… mamy bilet powrotny. Zarabiamy w ten sposób, żyjemy z opisywania dramatów bliźnich.

Mimo wszystko, Domosławski pisze jednak dalej. Robi to, ponieważ książki takie, jak „Wykluczeni” czy wydany także niedawno „Głód” Martina Caparrósa (o którym na naszych łamach pisał niedawno Maciek Papierski), są potrzebne. Pomagają przełamać „moralną ślepotę”, o której pisze Bauman, czy „globalizację obojętności”, o której mówi papież Franciszek. Udzielają głosu tym, których nie chcemy widzieć ani słyszeć – bo „Wykluczeni” to jednak przede wszystkim osobiste historie wielu ludzi. To prawdziwe osoby, wydarzenia i miejsca. To losy tych, o których jeśli coś słyszymy, to najczęściej w liczbach i suchych faktach. Ofiary wojen domowych, których nie rozumiemy. Przedstawiciele mniejszości etnicznych, o których nigdy nie wiedzieliśmy, że istnieją. Łączy ich to, że żyją poza granicami nie tylko dostatku i szczęścia, ale także naszej świadomości.

Powinniśmy jednak mieć się na baczności. Bo, jak przestrzega Domosławski, czas życia w błogiej niewiedzy i spokoju się kończy.

Wykluczeni załomotali do bram naszej twierdzy. Zapragnęli wejść do naszego raju.