dwutygodnik internetowy
09.12.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Płód jest człowiekiem

Jeśli chodzi o pytanie o to, kiedy zaczyna się człowiek, już dawno nie poruszamy się we mgle. Od dziesięcioleci przestało być ono domeną przekonań, także religijnych. Stało się przedmiotem intersubiektywnej wiedzy.

ilustr.: Antek Sieczkowski


Kwestionowania człowieczeństwa płodu jest szczególnie niebezpieczne, ponieważ prowadzi do banalizacji aborcji, która staje się „działaniem praktycznym”, coraz mniej kojarzonym z uśmiercaniem istoty ludzkiej.
Przedstawiamy Państwu kolejny głos w debacie o aborcji wywołanej przez niedawny artykuł Piotra Kozaka „Dylemat praktyczny”.
 
 
Piotr Kozak podejmuje często powracający w debacie publicznej problem aborcji, przedstawiając argumenty za jej legalizacją, jednocześnie kwestionując zasadność argumentów wysuwanych przeciw niej. Autor pisze: Czasami nieporozumienie w dyskusji wynika nie tyle z faktu, że nie zgadzamy się w kwestiach światopoglądowych, ale stąd, że rozmawiamy na dwa różne tematy. Taki jest problem z debatą o delegalizacji aborcji. Stwierdza dalej: Nie jest to dyskusja światopoglądowa. Dotychczas debata o delegalizacji aborcji koncentrowała się głównie na trzech powiązanych ze sobą kwestiach. Po pierwsze, od kiedy możemy mówić, że mamy do czynienia z istotą ludzką. Po drugie, czy kobieta ma pełną wolność z dysponowaniem swoim ciałem. Wreszcie, czy zabijanie istot ludzkich jest moralne.
 
W tych sformułowaniach pojawia się sprzeczność, ponieważ kwestia trzecia jest niewątpliwie światopoglądowa, ale możemy ją tu pominąć, ponieważ sam Autor stwierdza, że nie budzi ona kontrowersji.
 
W tej sytuacji kluczową sprawą w debacie nad legalizacją aborcji staje się odpowiedź na pierwsze pytanie, tj. o status płodu, które Autor zdaje się bagatelizować, pisząc: Słaba wydaje się również argumentacja dotycząca kwestii tego, co jest, a co nie jest istotą ludzką. Pomijając kwestię tego, że argumenty na rzecz jednej lub drugiej strony mają najczęściej charakter estetyczny, możemy łatwo przyjąć, że dyskusja o tym, co to znaczy być człowiekiem i od kiedy zaczyna się człowiek, mimo że trwa od trzech tysiącleci, nie doczekała się rozstrzygnięcia.
 
Otóż jeśli chodzi o pytanie o to, kiedy zaczyna się człowiek, już dawno nie poruszamy się we mgle. Od dziesięcioleci przestało być ono domeną przekonań, także religijnych, chociaż do nich liczni dyskutanci uporczywie starają się je sprowadzić. Tymczasem kwestia ta stała się przedmiotem intersubiektywnej wiedzy. Nauka już dawno pokazała, że człowiek w swym rozwoju ontogenetycznym przybiera kilka postaci: zarodkową, płodową, noworodkową, niemowlęcą, dziecięcą, młodzieńczą, dojrzałą i starczą. Płód jest człowiekiem w postaci zarodkowej. Kwestią przekonania pozostaje na przykład, czy ma on duszę i od kiedy.
 
W Raporcie Wyjaśniającym do Konwencji Rady Europy o Prawach Człowieka i Biomedycynie napisano: Konwencja używa wyrażenia „istota ludzka”, by stwierdzić konieczność ochrony godności i identyczności wszystkich istot ludzkich. Uznano za powszechnie akceptowaną zasadę, że ludzka godność i tożsamość istoty ludzkiej ma być respektowana od chwili, gdy zaczyna się życie (as soon as life began). A to dlatego, że jest ona nową, autonomiczną osobą z własnym unikalnym wyposażeniem genetycznym determinującym jej cechy od koloru oczu do ilorazu inteligencji.
 
Spotkać się często można z poglądem, że prawo płodu do życia w konfrontacji z prawem do autonomii i wolności dorosłych osób nie jest mocniejsze, lecz słabsze, bo dotyczy istoty potencjalnej, nie mającej w istocie praw, istoty, która dopiero, gdy się narodzi (lub będzie żyć samodzielnie poza organizmem matki), takich praw nabierze. Człowiek nabiera niektóre prawa nawet długo po urodzeniu, np. prawa do głosowania. Czy jednak ma dopiero oczekiwać prawa do życia? Poza tym zarodek, czy płód, może być potencjalnym szewcem, profesorem czy policjantem, ale jest człowiekiem, a nie tylko człowiekiem potencjalnym. Zakwestionowanie tego faktu wymaga wprowadzenia opisowej definicji człowieka. To bardzo groźne, bo definicja taka z konieczności musi być arbitralna i stąd pojawiają się różne jej warianty, również oparte na kryteriach niby-naukowych. Jak mogliśmy przekonać się kilkadziesiąt lat temu, na podstawie tego typu kryteriów ze społeczności ludzkiej wykluczono całe grupy etniczne.
 

ilustr.: Antek Sieczkowski


P. Kozak jest skłonny przyjąć człowieczeństwo płodu, odwołując się do zasady, że wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść zainteresowanego. Jednak ontyczny status płodu, na którym się skupiam, nie wydaje się dla niego szczególnie istotny w prawnym rozwiązywaniu problemu aborcji. Autor uznaje, że to zagadnienie estetyczne, trudno je więc uwzględniać w debacie. De gustibus non est disputandum. Najważniejszym argumentem P. Kozaka za legalizacją aborcji jest to, że jej zakaz jest nieskuteczny (podziemie aborcyjne, turystyka aborcyjna, aborcja farmakologiczna itd.). Jego zdaniem nie jest prawdą, że delegalizacja przyczynia się do zmniejszenia liczby aborcji w kraju, chociaż przyznaje, że nikt nie wie, jaka jest skala aborcji nielegalnych.
 
Ponieważ prawo zakazuje zabijania ludzi, dla poparcia swoich propozycji Autor stwierdza dalej, że: niefortunny jest argument z analogii pomiędzy mordowaniem ludzi a zabijaniem dzieci. Mówi on w skrócie, że jeśli zakazujemy zabijania ludzi, a płód jest człowiekiem, to powinniśmy również zakazać zabijania nienarodzonych dzieci. Problem polega na tym, że prawo państwowe nie jest prawem moralnym. Może lepiej uchwycimy analogię, jeżeli nieco zmienimy retorykę, mówiąc o mordowaniu ludzi przed i po urodzeniu. Tej zmodyfikowanej analogii nie podważa fakt, że prawo traktuje obydwie sytuacje inaczej – i słusznie, bo przemawia za tym wiele racji, na które powołuje się P. Kozak. Nie będę ich więc powtarzał. Niemniej legalizacja aborcji, za którą opowiada się autor, zaciera różnice miedzy aborcją, na którą decyduje się kobieta znajdująca się w dramatycznej sytuacji, a podejmowaną przez kobietę, ponieważ jest sezon narciarski.
 
Z mojego punktu widzenia, opartego na wieloletnim śledzeniu i uczestniczeniu w debacie bioetycznej, sposób, w jaki jest w wywodach P. Kozaka potraktowany płód, jest szczególnie niebezpieczny, ponieważ prowadzi w świadomości społecznej do banalizacji aborcji, która staje się „działaniem praktycznym”, coraz mniej kojarzonym z uśmiercaniem istoty ludzkiej. Nie wiem na ile P. Kozak zdaje sobie z tego sprawę. Doskonałą ilustrację tej tezy znajdujemy w wywiadzie nawiązującym do sejmowej debaty o aborcji, jakiego udzielił Robertowi Mazurkowi poseł Andrzej Rozenek (Rzeczpospolita,12-13.X 2013). Oto jej fragment:
 
R.M.: Wyszliście, gdy przemawiała Kaja Godek.
A.R.: Wyszliśmy, gdy mówiła o zabijaniu dzieci. Nikt nie zabija dzieci.
R.M.: Tylko zabija się płody?
A.R.: To jest aborcja.
R.M.: Ale po jej dokonaniu owo dziecko, czy też płód, jak pan woli, jest żywe?
A.R.: Żeby być żywym, to trzeba się urodzić.
R.M.: Słucham?! To płód jest martwy?
A.R.: Jest żywy, ale do pewnego momentu stanowi część ciała matki. To naukowo stwierdzone.
R.M.: Tak, a do którego momentu to część ciała matki?
A. R.: Niech pan popyta naukowców. Powtórzę: to nie jest żadne zabijanie dzieci, ale aborcja, przerwanie ciąży.

 
No tak. Przecież go nie zabili, tylko rozstrzelali – nie wierzysz, to spytaj naukowców.
 
Przypomina mi się uwaga znakomitego krytyka literackiego Jana Błońskiego – w jednym ze swoich artykułów w Tygodniku Powszechnym napisał, że mowa oderwana od bytu staje się bełkotem. Gdy w debacie o aborcji z pola widzenia znika jej przedmiot, jakim jest istota ludzka w postaci płodowej, groźba przekształcenia debaty w bełkot staje się, jak widzimy, realna.
 

  • Piotr Kozak

    Dziękuję za głos polemiczny. Trzy słowa w kwestii wyjaśnienia:

    1) problemem nie jest to, czy płód jest człowiekiem, czy nie jest. Po pierwsze, nie gra to roli dla istoty mojej argumentacji, a po drugie, konia z rzędem temu, kto poda mi definicję człowieka;). Inna sprawa, że nie polemizuje we wspomnianym fragmencie ze zwolennikami tezy, że płód człowiekiem jest, ale spieram się z tymi, którzy uważają, że płód człowiekiem nie jest. Cały argument mówi więc tylko tyle, że racje, na które powołują się ci, którzy odmawiają płodom statusu bycia człowiekiem, są nieprzekonujące. W tym miejscu wydaje mi się, że nie ma między nami sporu.

    2) Jak pisałem, to czy uznamy płód za człowieka, czy nie, nie odgrywa kluczowej roli w argumencie przeciwko delegalizacji aborcji (to w żadnym wypadku nie oznacza, że należy ją całkowicie zalegalizować), ponieważ spór ma naturę pragmatyczno-prawną, a nie moralną. Prawo zezwala na wiele niemoralnych rzeczy (pierwszy z brzegu przykład, to zabijanie się paleniem papierosów). To, czy prawo jest dobre, czy złe, ma tylko pośredni związek z tym, czy jest moralne, czy nie. Prawo oceniamy przede wszystkim po konsekwencjach. Dlatego np. prawo zezwala na upijanie się alkoholem – wiemy wprawdzie, że prowadzi to do moralnie negatywnych konsekwencji, ale zakaz prawny miałby w tym wypadku odwrotny skutek do zamierzonego. W dużym skrócie przedstawiam podobną argumentację w stosunku do prawa do aborcji (dodaję do tego jeszcze argument z redukcji szkód). Jeżeli konsekwencje prawa zakazującego aborcji byłyby gorsze niż częściowe zezwolenie na aborcję, to byłoby to złe prawo, bez względu na to, że ludzi nie można zabijać.

    3) “Dylemat praktyczny” nie dotyczy tego, czy dokonywać aborcji, czy nie. Nie zamierzam tu ani nawoływać ani wybielać aborcji. Aborcja jest zawsze zła, choć czasem może być usprawiedliwiona (podobnie jak wojna). “Dylemat praktyczny” dotyczy wyłącznie kwestii delegalizacji aborcji. Jak więc pisałem, czymś innym jest rozmowa o tym, czy aborcja jest moralna, czy nie – i tu jest miejsce na światopoglądowy spór – a czymś innym to, czy powinno się aborcję zdelegalizować, czy nie. Nie mieszajmy tych dwóch kwestii, bo zamiast rozmawiać ze sobą, będziemy rozmawiać obok siebie.

    • Jędrek

      1) o ile istnieje wiele przestrzeni (ontologiczna, kulturowa), w których definiowanie człowieka jest zagadnieniem bardzo szerokim i bogatym, o tyle istnieją też takie, w obrębie których jego definicję można sformułować bardzo prosto – w tym biologia, która wydaje się, że jest uważana za autorytet w debacie na temat aborcji. Otóż bardzo prosta biologiczna definicja człowieka (nie jestem biologiem, więc mogę się mylić – proszę mnie poprawić, jeżeli jest ona ułomna) brzmi: człowiek jest to organizm żywy posiadający swój niepowtarzalny genotyp gatunku homo sapiens.

      2) odgrywa o tyle, o ile uznamy istnienie “wychowawczej” roli prawa stanowionego (i nie mam tu na myśli tego, czy uważamy, że taką “wychowawczą” rolę prawo powinno spełniać, ale to jaka jest rzeczywistość). Zalegalizowanie aborcji może nie przyniesie z dnia na dzień gwałtownego wzrostu liczby przerywanych ciąż, ale istnieje duże ryzyko, że w zmiękczy świadomość znacznej części “prostych” (czyli takich o niewysokiej podmiotowości i suwerenności intelektualnej i światopoglądowej) ludzi dotyczącą aborcji, tj. sprawi, że znaczna część ludzi przestanie (w mniejszym lub większym stopniu) traktować aborcję jako aktywne pozbawienie życia drugiego człowieka. Natomiast zmiękczenie tej świadomości może się przełożyć w przyszłości (bliższej, bądź dalszej) na zwiększenie liczby aborcji “na żądanie”. Nie musi, ale może – istnieje takie ryzyko, a ze względu na wagę sprawy nie wolno nam go podejmować.

      • Piotr Kozak

        Dziękuję za uwagi. Pozwolę sobie na krótki komentarz:

        ad1: Nawet w biologii definicja człowieka nie jest wcale tak prosta. Kontrowersja dotyczy przede wszystkim tego, czy materiał genetyczny jest warunkiem wystarczającym dla tego, aby mowic o istocie ludzkiej. Bardzo wiele wskazuje, że raczej nie. Ale nawet jeżeli zdefiniować człowieka na gruncie biologii na podstawie kryterium genetycznego, to przenoszenie tej definicji na grunt moralny to tzw. błąd kategorialny. W dużym skrócie: mamy inne obowiązki moralne w stosunku do zygoty i dorosłego człowieka pomimo tego, że z punktu widzenia pewnej definicji biologicznej mogą być to ludzie.

        ad2: co do tego, że prawo pełni funkcję wychowawczą, zgoda. Tyle że nie odwołuję się w swojej argumentacji (choc przyznam, ze tez musialem sprawdzic, bo mozna sie zgubic w polemikach do polemik).do funkcji prawa, tylko do funkcji sankcji prawnej i twierdzę, że w tym wypadku prawo zakazujące aborcji jest i/lub będzie martwym prawem. Martwe prawo nie pełni z kolei żadnej funkcji wychowawczej, a nawet jest kontrwychowawcze, poniewaz podważa szacunek wobec prawa.

        Inna sprawa, że nie do końca przekonuje mnie argument z rozmiękczania aborcji, bo, po pierwsze, traktuje ludzi jako jednostki nieautonomiczne, niezdolne do refleksji, ktorzy to ludzie, zeby dobrze działać, muszą mieć nad sobą bat w postaci prawa karnego. Nie dość że mało to optymistyczna wizja i, proszę mi wybaczyć, podszyta paternalizmem, to też nie wydaje mi się, żeby była ona prawdziwa. Az tacy zli chyba nie jestesmy:). To, że nie zabijamy siebie nawzajem nie wynika wcale z tego, albo wynika w bardzo małym stopniu z tego, że boimy się kary. Po drugie, zbyt duże nadzieje pokładamy w funkcji wychowawczej prawa karnego. Im jestem starszy, tym bardziej mam wrażenie, że powoduje ono więcej problemów niż ich rozwiązuje, a z pewnością nie jest najlepszą odpowiedzią na wszystkie problemy moralne tego swiata.

        Pozdrawiam serdecznie
        Piotr Kozak

        • Krzysztof Szczubełek

          Witam!

          Panie Piotrze,
          jest Pan mądrym człowiekiem tego świata.
          Dochodzi Pan do wniosku, że “prawo karne […] nie jest najlepszą odpowiedzią na wszystkie problemy tego świata.”. Żadne prawo ludzkie nie jest. Rozwiązuje je jedynie prawo Boskie. Dlatego to ludzkie, oparte na ludzkim rozumowaniu, zawsze będzie ułomne.
          Napisał Pan wyżej: “Aborcja jest zawsze zła, choć czasem może być usprawiedliwiona (podobnie jak wojna).” Myli się Pan i to bardzo.
          Tak, ma Pan prawo bronić swoich najbliższych, ale aborcja nigdy nie może być usprawiedliwiona.
          Wiem, są przypadki trudne. Oto lekarz, mówi kobiecie: “Ten płód (nie mówi to dziecko, ten człowiek) trzeba usunąć, bo urodzi się potworek. Ze zdjęć to jasno wynika.”
          Jak postąpi kobieta małej wiary? Usłucha lekarza. Jak postąpi kobieta wielkiej wiary? Złoży wszystko w ręce Boga i… urodzi się zdrowe dziecko. Alleluja!
          Człowiekiem jest się od poczęcia, bo tak Bóg ustanowił. Czyż nie byłby świat lepszy, gdyby przyjęto Jego Słowo?

          Pozdrawiam serdecznie!
          Krzysztof

          • pres

            Co za debilny bełkot. Po pierwsze nikt jeszcze nie udowodnił istnienia jakiegokolwiek boga, po drugie z pewnością z płodowych potworków nie rodzą się zdrowe dzieci.

          • przask

            ani nie udowodnił nie istnienia jego…

          • Paw Kosmosky

            Co do punktu drugiego, bywa bardzo różnie. W przypadku mojej ciąży, lekarze byli zgodni, że dziecko jest obarczone letalną wadą genetyczną – zespołem Patau i od razu zasugerowali terminację, bo taki “potworek” najprawdopodobniej nie doczeka w postaci żywej nawet momentu swoich narodzin. Zacznijmy od tego, że jest to jawne wmawianie przyszłym rodzicom nieprawdy – dziecko ze wspomnianą trisomią może żyć jeszcze wiele lat po opuszczeniu brzucha mamy, ba może czerpać radość ze swojego istnienia. Inna rzecz, że diagnozy niejednokrotnie stawiane są na wyrost “bo tak wskazują badania”. Każde badanie obarczone jest marginesem błędu, niekiedy naprawdę sporym. Nie zgodziłam się na terminację ciąży i jestem szczęśliwą mamą ZDROWEJ 4-latki.

    • Krzysztof Szczubełek

      Panie Piotrze,
      logicznie rozkładając Pana “Dylemat praktyczny”, można przyjąć i takie rozwiązania:
      1. Aborcja nie jest moralna i mamy jej legalizację.
      2. Aborcja jest moralna, i mamy jej delegalizację.
      Jest Pan w wielkim błędzie.
      Pozdrawiam serdecznie!
      Krzysztof z Ostrołęki