dwutygodnik internetowy
26.10.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Piętnastu sprawiedliwych

Taki rok jak ten w polskiej polityce zdarza się raz na dekady. Na wiosnę wybraliśmy nową głowę państwa, wczoraj zmienialiśmy parlament i najprawdopodobniej cały układ rządzący, w międzyczasie w ogniu sporów odchodzący Sejm wybrał nowego rzecznika naszych praw. Tymczasem niemal niezauważenie przeszedł dokonany tydzień temu wybór pięciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Ludzi, którzy – bez cienia przesady – mają władzę porównywalną z wymienionymi wyżej.

 

 

ilustr.:  Monika Grubizna

ilustr.: Monika Grubizna

Mało jest w Polsce instytucji publicznych otaczanych powszechnym szacunkiem, cieszących się autorytetem u różnych grup i środowisk. Brak zaufania do państwa i tradycji jego ciągłości stał się ostatnio tematem licznych sporów i analiz. Dodatkowo mniej lub bardziej skompromitowali się niedawno szefowie dwóch niezależnych i istotnych dla trwania wysokiej jakości państwowości instytucji, czyli Najwyższej Izby Kontroli oraz Narodowego Banku Polskiego. W obliczu takiej sytuacji tym ważniejsze wydaje się chronienie nielicznych „wysp normalności”, instytucji, których działalność sprawia, że nawet w obliczu politycznych tornad substancja państwa trwa i wypełnia swoje funkcje. Jednym (jeśli nie jedynym) tego rodzaju niewzruszalnym bastionem wydaje się Trybunał Konstytucyjny. Bardzo specyficzna instancja sądownicza, której głównym zadaniem jest „sądzenie prawa”, czyli badanie zgodności aktów niższego rzędu z zasadami wynikającymi z aktami hierarchicznie wyższymi, a w szczególności z przepisami Konstytucji.

Rzeczywiście niezawiśli

Piętnastu odzianych w togi poważnych ludzi o włosach przyprószonych siwizną przysparzało bólu głowy rządom wszelkich opcji od lewa do prawa. W latach 90. mieli trudne zadanie. Z ogólnej zasady „demokratycznego państwa prawnego” zawartej w nowelizacji PRL-owskiej Konstytucji uchwalonej w 1989 roku wyprowadzili cały szereg praw i wolności obywatelskich, wpisanych następnie do Konstytucji z 1997 roku. Wśród nich choćby prawo do bezstronnego sądu, wolność zgromadzeń, a także, co dla niektórych bardzo kontrowersyjne, ochronę życia poczętego. Bazując na ułomnym materiale, jakim była ustawa zasadnicza stworzona dla państwa totalitarnego, stworzyli więc solidne podstawy demokratycznego państwa prawnego, jak również podwaliny naszej integracji z Unią Europejską.

W pierwszych latach nowego stulecia Trybunał wydawał bardzo głośne wyroki, które niejednokrotnie szły w sprzeczności z interesami rządzących. Rząd Leszka Millera zabolało uznanie za niekonstytucyjny pomysłu tak zwanej abolicji podatkowej Grzegorza Kołodki, która zakładała darowanie oszustom podatkowym ich przewin w zamian za uiszczenie części należności na rzecz Skarbu Państwa. Rząd Prawa i Sprawiedliwości ucierpiał najbardziej na faktycznym „rozbrojeniu” przez sędziów radykalnej ustawy lustracyjnej z 2007 roku. Do historii przeszły podejmowane przez posła Arkadiusza Mularczyka nieetyczne próby wyłączenia sędziów TK z orzekania na podstawie ich rzekomej współpracy z organami PRL. Prezes Jerzy Stępień rozpoczął ustne uzasadnienie wyroku od znamiennego zdania: „Lustracja nie może być narzędziem zemsty”. Rząd PO i prezydent Bronisław Komorowski musieli znieść miażdżący wyrok Trybunału w sprawie znowelizowanej z inicjatywy tego ostatniego ustawy o zgromadzeniach. Komorowski, w reakcji na wydarzenia z Marszu Niepodległości, wprowadził do ustawy między innymi zakaz zasłaniania twarzy przez protestujących, nakaz zgłaszania zgromadzeń organom samorządu na trzy dni przed ich odbyciem czy możliwość braku wyrażenia zgody na odbycie dwóch wydarzeń w jednym miejscu. Sędzia Marek Zubik nie pozostawił złudzeń, że takie rozwiązania w wątpliwej trosce o bezpieczeństwo publiczne godzą w istotę konstytucyjnego prawa do wyrażania swoich poglądów.

Poglądy są najważniejsze

Trybunał Konstytucyjny, niezależnie od aktualnego układu władzy, umiał więc zachować dystans zarówno wobec polityki rządu, jak i wobec oczekiwań społecznych. Jest to zapewne skutkiem bardzo silnej pozycji ustrojowej jego członków. Raz powołanego przez sejm sędziego nie można usunąć przez dziewięć lat (za wyjątkiem przypadku popełnienia przez niego określonych przestępstw), niedopuszczalna jest również jego reelekcja. Te przepisy – wraz z gwarancją wysokich zarobków i solidnego zaplecza eksperckiego – zapewniają sędziom niezależność i komfort pracy. Dodatkowo można stwierdzić, że w zdecydowanej większości przypadków mieliśmy szczęście do członków Trybunału. Jego prezesami zostawali wybitni znawcy różnych dziedzin prawa: karnista Andrzej Zoll, cywilista Marek Safjan czy administratywista Jerzy Stępień. Także wśród jego „szeregowych” sędziów roiło się aż od wybitnych i barwnych postaci, jak choćby profesorowie Mirosław Wyrzykowski czy Ewa Łętowska. Przypadki wybierania kandydatów typowo „politycznych” i jawnie odbiegających od wysokich standardów kompetencyjnych były bardzo nieliczne, a bywało, jak w przypadku Lidii Bagińskiej, że pod wpływem presji środowiska tacy sędziowie sami rezygnowali.

Personalny dobór członków Trybunału ma w kontekście jego działalności kluczowe znaczenie. Problemy prawne, które trafiają przed jego oblicze, są bowiem często tak bardzo złożone i wieloznaczne, że z prawniczego punktu widzenia każdy wyrok może być uzasadniony. W takim wypadku czynnikiem decydującym o wydaniu takiej, a nie innej decyzji są poglądy sędziów. Przed Trybunałem z zasady toczą się sprawy, w których należy zważyć różne racje i wartości wynikające bezpośrednio z ustawy zasadniczej, która sama z siebie jest aksjologicznym fundamentem państwa. Częstokroć trzeba zadecydować, czy w danym przypadku większe znaczenie ma na przykład wolność słowa czy bezpieczeństwo publiczne, równowaga budżetu państwa czy bezwzględna ochrona własności prywatnej, ochrona środowiska czy wolność religijna i tak dalej. Można więc z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że sędziowie, którzy wszak mają kierować się literą prawa i własnym sumieniem, będą szukać inspiracji do wydania konkretnych wyroków we własnym światopoglądzie i życiowym doświadczeniu.

Kandydaci nie zabierają głosu

Z tych właśnie przyczyn dużym niepokojem napawają ostatnie wybory członków Trybunału przeprowadzone przez Sejm na ostatnim posiedzeniu w bieżącej kadencji. Po pierwsze, duże kontrowersje wzbudza fakt, że Platforma Obywatelska, zmieniając ustawę o Trybunale (o szczegółach zmiany dalej), sprytnie sprawiła, że ustępujący Sejm wybrał wszystkich pięciu sędziów na miejsce tych, których urzędowanie kończy się w tym roku, choć z długości kadencji wynikało, że dwóch spośród nich powinien „zostawić” izbie, która zostanie wybrana po wyborach. Po drugie, pobito niechlubny rekord. Od zgłoszenia kandydatur do głosowania nad nimi upłynęło zaledwie siedem dni. Siedem dni – niech to wybrzmi głośno! – tyle czasu opinia publiczna, eksperci czy decydujący o wyborze posłowie mieli, aby zastanowić się, czy panowie profesorowie Roman Hauser, Krzysztof Ślebzak, Andrzej Jakubecki, Bronisław Sitek i Andrzej Sokala są najlepszymi możliwymi kandydatami do jednego z najważniejszych państwowych gremiów. Dodatkowo, co szczególnie oburzające, żaden z kandydatów nie przybył na organizowane przez Instytut Prawa i Społeczeństwa, Helsińską Fundację Praw Człowieka i Sekcję Polską Międzynarodowej Konferencji Prawników otwarte spotkanie, na którym mieliby zaprezentować się opinii publicznej. Jak czytamy w oświadczeniu tych trzech organizacji, tylko jeden z nich, profesor Roman Hauser, obecnie prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego i szef Krajowej Rady Sądownictwa, usprawiedliwił swą nieobecność konkretną przyczyną (przedłużającym się posiedzeniem KRS), trzech sędziów in spe mgliście tłumaczyło się „wcześniejszymi zobowiązaniami”, a profesor Ślebzak był uprzejmy stwierdzić, iż  „publiczne wyrażanie prywatnych poglądów na temat obowiązującej Konstytucji oraz ustaw dalekie jest od stosowania prawa w procesie podejmowania określonych rozstrzygnięć sądowych”.

Taki stan rzeczy musi budzić sprzeciw obywateli niezależnie od ich poglądów i orientacji. Trzeba powiedzieć jasno: Trybunał Konstytucyjny jest instytucją państwową o silnym zabarwieniu politycznym. Jego wyroki mogą obalać decyzje parlamentu, który jest wyrazicielem woli suwerena, narodu, czyli nas wszystkich. Choćby powierzchowna znajomość temperamentu, zainteresowań, ścieżek życiowych i przekonań kandydatów do zasiadania w tym gremium powinna być uznana za prawo każdego obywatela. Tymczasem dziś jesteśmy skazani na wyłuskiwanie tych informacji z biogramów kandydatów zamieszczanych na stronach uczelni bądź tytułów ich publikacji naukowych.

ilustr.: Monika Grubizna

ilustr.: Monika Grubizna

Degradacja instytucji?

Dbałość o transparentność wyboru członków TK jest tym ważniejsza dziś, kiedy coraz częściej podnoszone są krytyczne głosy wielu środowisk odnoszące się do jego działalności orzeczniczej. W ostatnich latach podnoszono przeciw niemu wiele zarzutów. Od tych dotyczących „techniki wyrokowania”, że zbyt często stawia literalną wykładnię prawa ponad sensem przepisów, po te odnoszące się do istoty merytorycznej wyroków, że konsekwentnie stawia wolność religijną ponad innymi wartościami konstytucyjnymi. Zwłaszcza ostatni zarzut był szczególnie nośny medialnie, w kontekście całej serii orzeczeń trybunału, który w przeciągu roku między innymi przywrócił legalność uboju rytualnego i rozszerzył rozumienie lekarskiej klauzuli sumienia. Do tych wydarzeń dołączyć należy także niezbyt fortunne przyjęcie przez prezesa TK papieskiego odznaczenia. Nawet jeśli tezy o „klerykalizacji Trybunału” są zdecydowanie zbyt daleko idące, nie ulega wątpliwości, że jego pozycja, jako ciała szanowanego przez wszystkie środowiska ideowe, została zachwiana.

Przywróceniu autorytetu nie służy także dokonana w dużym pośpiechu nowelizacja ustawy o Trybunale. Jej przepisy między innymi zmniejszają składy orzekające w wielu sprawach oraz rezygnują z dotychczas obowiązującej zasady rozpatrywania spraw na jawnych rozprawach. Obniżono także znacząco wymagania, które mają spełniać kandydaci na sędziów. Nowelizacja miała przyspieszyć postępowania przed Trybunałem oraz otworzyć go na prawników o różnej drodze zawodowej i specjalizacji. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że wiele jej rozwiązań zostało przyjętych z myślą o obronie interesów dotychczasowej koalicji rządzącej.

Trybunałowi Konstytucyjnemu, jak każdemu sądowi, do solidnej pracy potrzebny jest spokój i szacunek. Aby je odbudować, warto sprawić, by przedstawiciele różnych orientacji ideowych i światopoglądowych mieli poczucie, że ich głos jest obecny przy ważeniu racji w tej instytucji. Warto pomyśleć, jak zapewnić taki stan rzeczy. Bo dobry, rozważny i pluralistyczny Trybunał Konstytucyjny jest nam bardzo potrzebny. O czym nie jeden raz mieliśmy już okazję się przekonać.

  • yo!

    Masz trochę racji, ale
    1) wątpliwości odnośnie jakości wybieranych sędziów są regularne, żeby przypomnieć tylko przywoływaną w tekście Lidię Bagińską, Marka Kotlinowskiego (prezes LPR, bodajże wicemarszałek sejmu, reprezentujący sejm w postępowaniu przed TK w chwili wyboru), Marka Safjana (wiceminister sprawiedliwości w rządzie AWS-UW w chwili wyboru) czy z ostatnich kandydatur prof. Sitka co do którego pojawiały się wątpliwości czy spełnia wymogi formalne (tytuł magistra wyższych studiów prawniczych – skończył prawo kanoniczne).
    Żadna z wyżej wymienionych osób w chwili wyboru nie była powszechnie uznanym i wybitnym ekspertem w swojej dziedzinie.
    2) pisząc taki tekst wypadało zauważyć, że właśnie została
    znowelizowana ustawa o TK, co miało być przyczyną i uzasadnieniem wyboru
    nowych sędziów jeszcze przez sejm VII kadencji.
    3) niepisanym zwyczajem jest, że partie reprezentowane w sejmie dzielą się między sobą stanowiskami sędziów TK, które aktualnie są do obsadzenia.
    4) w ramach prac nad nowelizacją przepadł projekt przepisu zgodnie z którym nie można przejść bezpośrednio z bycia posłem/senatorem/członkiem rządu do TK co byłoby bardzo pożądane bo zmniejszałoby ryzyko konfliktu interesów.
    5) faktycznie mieliśmy szczęście do sensownych prezesów TK (w tym Marka Safjana, który początkowo nie był świetnym kandydatem do TK).
    6) sposób wyboru nowych sędziów (7 dni!) to granda i psucie dobrych standardów. Szkoda również, że kandydaci nie skorzystali z dobrej okazji tworzenia dobrych zwyczajów w rodzaju rozmowy z zainteresowanymi NGO`sami. Tym niemniej nie jest dobrą praktyką oczekiwanie, aby sędzia formułował oceny przed zapoznaniem się z konkretną sprawą. W tym kontekście stanowisko prof. Ślebzaka nie jest pozbawione odrobiny(!) słuszności.

  • Pingback: Oda do państwa prawa | Magazyn Kontakt()