dwutygodnik internetowy
04.11.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Pieta

Przygnębiający i ponury, ale głęboki i udany film koreańskiego reżysera Kim Ki-duka. Zdobywca weneckich Złotych Lwów. Świetnie przemyślana technicznie, ze świetny dźwiękiem i montażem.


 
Z pewnym zawstydzeniem muszę przyznać, że przed projekcją „Piety”, nowego filmu koreańskiego reżysera Kim Ki-duka, nic o nim nie słyszałem. Tymczasem zdobył on główną nagrodę (Złoty Lew) na festiwalu w Wenecji. I chociaż osobiście uważam to za przesadę (ja bym przyznał nagrodę „Mistrzowi” Paula Thomasa Andersona), to jednak jest to dzieło warte uwagi.

Kang-do Lee (Leong-jin Lee) pracuje dla gangu jako zbieracz haraczy. Po tym jak biedni ludzie pożyczają sporo pieniędzy, zaś odsetki w szybkim tempie rosną dziesięciokrotnie, jego zadaniem jest sprawić, by dług został oddany. Wiąże się to zwykle z okaleczeniem ofiary i zabraniem pieniędzy z polisy ubezpieczeniowej. I oto pewnego dnia w jego świat wparowuje Mi-sun Jang (Min-soo Joo), kobieta twierdząca, iż jest jego matką, która porzuciła go w dniu narodzin.
 
Od razu muszę uprzedzić – nie jest to film dla ludzi o słabych nerwach. Jest on bardzo brutalny i okrutny, nie tylko fizycznie, ale także psychicznie. Przy kilku scenach miałem ochotę nie tylko odwrócić wzrok, ale też zatkać uszy. Wszystko jest tu bowiem robione realistycznie, przez co jeszcze bardziej wstrząsa. A do tego kilka scen autentycznie szokuje. Azjaci chyba po prostu nie znają ograniczeń w pokazywaniu przemocy (czego najlepszym przykładem jest „Old Boy” Chan-wook Parka, do dziś być może najbardziej brutalny film, jaki widziałem). Co jednak ważne, nie jest to robione bezsensownie, machinalnie, jak często się zdarza w produkcjach amerykańskich. Okrucieństwo w „Piecie” boli widza, ale jest uzasadnione.
 

Słów kilka o scenariuszu. Jest to film bardzo przygnębiający – nie ma tu w zasadzie miejsca na nadzieję, czy pozytywne emocje. Każde działanie jest albo w pełni podporządkowane pieniądzom, albo w jakiś sposób wiąże się z nimi wiąże. Niszczą one życie nawet wtedy, gdy intencje ich zdobycia są dobre i mają służyć jakiemuś pozytywnemu celowi. Ciekawe jest też podejście do prawa – Kang-do Lee w ogóle nie obawia się, że trafi do więzienia; wie, że jest bezkarny. Z kolei ofiary nie szukają pomocy u policji, same zaś boją się bronić lub mścić. Cały jednak pomysł na film oparty jest na relacjach między Kang-do Lee i Mi-sun Jang. I chociaż intrygę da się przewidzieć, to nie przeszkadza to w oglądaniu.
 

Pod względem technicznym „Pieta” też jest świetnie przemyślana. Ma ponure, utrzymane w szarej tonacji zdjęcia, jeszcze bardziej potęgujące wszechogarniający postaci brud, zepsucie i zło. Znakomicie zrealizowany jest dźwięk i jego montaż, swoją rolę spełnia także dyskretna muzyka.
 
Oglądając film Kim Ki-duka od razu pojawiło mi się w głowie skojarzenie z „Old Boy’em”. Chociaż nieco podobny, to jednak nie dorównuje temu dziełu. Nie znaczy to jednak, że „Pieta” nie jest godna polecenia. Jeśli lubicie ciężkie, przygnębiające filmy, to będzie to zdecydowanie dobry wybór.