dwutygodnik internetowy
01.12.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Pendolino nie zmieni polskiej kolei

Nawet trasy obsługiwane pociągami Pendolino wciąż będą mocno odstawać od europejskiej rzeczywistości. Między Warszawą i Krakowem, kursować ma dziennie 16 pociągów, z Pragi do Brna jeździ ich 32. W dodatku wszystkie w tej samej cenie i bez rezerwacji.

ilustr.: Kuba Mazurkiewicz


 
Już za dwa tygodnie pociągi Pendolino („Wahadełko”) – a właściwie Pseudolino, bo Polska zakupiła Pendolino bez mechanizmu wychylnego nadwozia – mają rozpocząć rozkładowe kursy po polskich torach. Przedstawiciele spółki PKP Intercity głoszą, że „pociągi Pendolino na polskich torach oznaczają nową jakość”. Podobne głosy pojawiały się już wcześniej: „Pendolino zmieni obraz niedomagającej kolei i brudnych pociągów” mówił Andrzej Massel, wiceminister transportu ds. kolei w latach 2010-2013.

 
Opinie, że składy Pendolino, które zostaną skierowane do obsługi linii z Warszawy do Trójmiasta, Krakowa, Katowic i Wrocławia, przywiozą przełom dla polskiej kolei, stanowią tylko zaklinanie rzeczywistości. W rzeczywistości pociągi, które mogą osiągać prędkość 250 km/h (choć długo jeszcze tak szybko nie pojadą), to próba ucieczki przed ciężkim stanem, w jakim znajduje się kolej w Polsce.
 
Pendolino nie wjeżdża w dobrze działający system kolejowy – raczej stanowi kwiatek do dziurawego kożucha. W ciągu minionych dwóch dekad polska sieć kolejowa skurczyła się o jedną czwartą (to niechlubny europejski rekord). Na wciąż funkcjonujących liniach kolejowych pociągi, w porównaniu z Europą, jeżdżą niezwykle rzadko. Podczas gdy w Czechach czy w Niemczech pociągi – tak na trasach lokalnych, jak i dalekobieżnych – kursują regularnie co pół godziny, co godzinę, od świtu do późnego wieczora, w Polsce mamy problem z „pociągami-alibi” – połączenia niby są, ale jest ich tak mało, że nie zapewniają akceptowalnego poziomu mobilności. Przykładowo w Suwałkach pojawiają się cztery pociągi na dobę, w Braniewie – trzy, a do Milicza koleją dojedziemy tylko w piątki i niedziele. Na dziesiątkach tras kolej nie potrafi zagospodarować rosnącej mobilności społeczeństwa, lecz jedynie biernie się jej przygląda.
 
Nawet trasy obsługiwane pociągami Pendolino wciąż będą mocno odstawać od europejskiej rzeczywistości. Wedle zapowiedzi – po wprowadzeniu do eksploatacji od 14 grudnia 2014 r. pociągów Pendolino – między dwoma największymi polskimi miastami, Warszawą i Krakowem, kursować ma w sumie 16 pociągów na dobę. Dla porównania z Pragi do Brna – a więc między dwoma największymi miastami Czech – codziennie kursują 32 pociągi. W dodatku wszystkie – pospieszne, intercity, eurocity – objęte są tą samą taryfą, a pasażer nie musi rezerwować miejsca, dzięki czemu po skończonym spotkaniu, wcześniejszym zakończeniu zajęć na uczelni czy przedłużających się bisach na koncercie może po prostu wsiąść do najbliższego pociągu.
 
Tymczasem w Polsce zdecydowano, że składy Pendolino nie tylko będą objęte obowiązkową rezerwacją miejsc, ale wręcz ich reglamentacją. Na każdy pociąg będzie sprzedawanych tylko tyle biletów, ile jest w składzie miejsc siedzących. W dodatku ten, kto będzie chciał kupić bilet na pokładzie pociągu, zostanie potraktowany jako gapowicz i będzie musiał uiścić opłatę dodatkową wynoszącą 650 zł! Reglamentacja stoi w sprzeczności z planem, by Pendolino było narzędziem na rzecz odzyskania pasażerów masowo utraconych przez polską kolej. Pamiętajmy, że najlepiej działające koleje w Europie – niemieckie, duńskie czy szwajcarskie – nie stosują obowiązkowych miejscówek, nawet w ostatniej chwili zapewniając pasażerom możliwość elastycznego wyboru godziny podróży. Dobry przewoźnik kolejowy świetnie bez rezerwacji miejsc prognozuje jakiego dnia, o jakiej porze, na jakich trasach będzie dużo pasażerów i dostosowuje podaż miejsc do popytu. W okresach szczytowej frekwencji przewoźnicy i pasażerowie akceptują podróż na stojąco, pamiętając o zasadzie, że „lepiej stać w pociągu niż zostać na dworcu”.
 
Symbolem tego, w jak okaleczony system wjeżdża Pendolino jest linia Warszawa – Gdańsk. Do tej trasy dołącza się 10 linii, na których w ciągu minionych dekad zlikwidowano kursowanie pociągów lub co więcej zdemontowano tory. Przez to mieszkańcy Nowego Miasta Lubawskiego, Lubawy, Dzierzgonia, Kwidzyna, Lidzbarka Welskiego, Brodnicy czy Nowego Dworu Gdańskiego nie staną się potokiem podróżnych, który dopłynie do głównego nurtu obsługiwanego przez Pendolino. Dodajmy, że Pendolino będzie bez zatrzymania przejeżdżać przez takie miasta jak Ciechanów, Będzin, Brzeg, Dąbrowa Górnicza, Działdowo, Mława, Opoczno czy Zawiercie, a równocześnie pięć razy zatrzyma się w Trójmieście i trzy razy w Warszawie. Ponadto z kilku województw płyną sygnały, że pociągi Pendolino otrzymały priorytet przy tworzeniu rozkładu jazdy, przez co pociągi regionalne przesunięte zostały na gorsze godziny i w związku z tym w jeszcze mniejszym stopniu będą zaspokajać potrzeby codziennych dojazdów do szkoły i pracy.
 
Jakub Karnowski, prezes PKP, powiedział o Pendolino, że „to symbol zmian na polskiej kolei”. Trudno się z nim nie zgodzić.
 

  • ppp

    Zgadzając się z częścią zarzutów autora, nie trudno również zauważyć, że miłość pana Trammera do kolei mocno zaburza mu widzenie rzeczywistości.
    Kolej już od dawna nie oferuje niczego atrakcyjnego, zwłaszcza cenowo – stosunek ceny do jakości jest żenujący. Płacić, nawet promocyjnie, jak za przelot, a jechać w często niedogrzanych, starych wagonach i do tego niemiłosiernie długo to mogą co najwyżej fanatycy kolei. Zwykły pasażer chce mieć względny komfort za niewygórowaną cenę i do tego w rozsądnym czasie. Ponadto biorąc pod uwagę ciągły rozwój tanich przewoźników drogowych (jak PolskiBus), ale również coraz lepszą ofertę przewoźników lotniczych i budowę kolejnych portó lotnicznych, nie widzę powodu, aby sytuacja kolei miała się poprawić.
    Autor również cały czas zapomina o tym, że ludzie mają już dość kolektywizacji i wolą podróżować samemu, względnie z kimś kogo znają, a do tego świetnie się nadaje samochód. I dojedzie się nim do o wiele większej ilości miejsc.

    • ziomal

      ppp, jak przygotowania do testów gimnazjalnych? Korwinizm to dotyka gimnazjalistów.

      • ppp

        “Ziomal” chyba bardziej trąci gimnazjum, o ile nie czymś jeszcze gorszym. A z Korwinem-Mikke nie mam nic wspólnego i nawet na niego nie głosuję, choć z częścią poglądów się zgadzam.

  • Anon

    PolskiBus sprawił, że na długi czas zapomniałam o istnieniu kolei. Przypomniało mi się, kiedy chciałam wybrać się w trasę, jakiej ten przewoźnik nie obsługuje. Okazało się, że na trasie z Gdańska do okolic Kętrzyna nadal łatwiej jest dojechać pociągiem, niż autobusem (z jakiegoś dziwnego powodu pociąg do Korsz dojeżdża szybciej niż PKSy, pokonując trasę dłuższą w km, odwiedzając “po drodze” kolejno Malbork, Elbląg i Pasłęk). No i co z tego? Pewnego pięknego dnia mój wspaniały “ekspres” zaszczycił mnie opóźnieniem 60 minut (mogącym ulec zmianie). Poza tym, bez przesiadek jeżdżą tam tylko 2 pociągi dziennie. Ostatnio razem z partnerem wybraliśmy się w podróż samochodem, bo po godzinach jego pracy nie ma już żadnych połączeń.