dwutygodnik internetowy
3.07.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Pełno(s)prawny sport

Wielu pełnosprawnych myśli o sporcie osób z niepełnosprawnością jako „nieprawdziwym”, a w nich samych widzi grupę jednolitą i pozbawioną sprawczości. Przykład rugby na wózkach pomaga pozbyć się wszystkich tych złudzeń.

ilustr.: Karolina Niedzielska

ilustr.: Karolina Niedzielska

– Ja: (…) No a poza tym jestem sędzią rugby na wózkach.

– Rozmówca: [otwiera usta]

No tak, rugby, na wózkach. Taki sport dla osób poruszających się na wózkach, z porażeniem czterokończynowym.

– Ale jak to?

No normalnie. Są sobie tacy kulawi i oni sobie grają w rugby.

 

Dziwność, obcość, dystans

Próbując odpowiedzieć na pytanie, czemu fakt uprawiania rugby na wózkach przez osoby z niepełnosprawnością ruchową wywołuje w ludziach zdziwienie (a może raczej: czemu zdumiewa ich samo istnienie takiej dyscypliny), dochodzę do wniosku, że winna jest obcość.

Pomiędzy ludźmi pełnosprawnymi a tymi z niepełnosprawnością istnieje na tyle duży dystans, że tworzą oni dwie odmienne grupy. Pełnosprawni zastanawiają się, jak się zachowywać, o co pytać, a o co lepiej nie, aby tej drugiej osoby nie urazić. Wynika to stąd, że dostępne większości społeczeństwa informacje na temat niepełnosprawności są sfragmentaryzowane i sprowadzają się do stereotypów. Tymczasem przełamując ich barierę, odkrywa się świat emocjonującego sportu. Jest to świat obcy, nieznany i przez to jeszcze bardziej ciekawy.

„Jakbyśmy wspólną matkę mieli”

Należąc do świata rugby na wózkach, rozmawiam z rugbistami również o stereotypach, z jakimi przychodzi im się stykać na co dzień. Większość moich rozmówców ma duży dystans do własnej niepełnosprawności, niemniej jednak denerwują ich pewne wyobrażenia na ich temat.

Po pierwsze, wszystkie osoby z niepełnosprawnością traktuje się jako spójną grupę. Jak określił to jeden z moich rozmówców: „Niestety ludzie postrzegają w uproszczeniu wszystko. Dla nich kulawy to kulawy, to środowisko, sekta, jakbyśmy wspólną matkę mieli”. Nie ma powodu, by myśleć o ludziach z niepełnosprawnością jako niezróżnicowanych, jednolitych. A rugbiści skarżyli mi się też na to, że traktuje się ich tak, jakby dotyczyły ich również inne rodzaje niepełnosprawności (najczęściej intelektualnej). Kuriozalne wydają się sytuacje, kiedy do człowieka na wózku ktoś mówi nadmiernie wyraźnie, jak gdyby miał przekonanie, że nie jest ona w stanie pojąć tego, co się jej próbuje przekazać. Bywa też tak, że pełnosprawni nie zwracają się w ogóle do osoby siedzącej na wózku, ale do tego, kto jej towarzyszy. Taki towarzysz bywa często określany jako „opiekun” osoby z niepełnosprawnością, nawet jeśli jest to zwykły znajomy.

Inna kwestia to umniejszanie wartości i umiejętności. Obraz osoby z niepełnosprawnością prezentowany w mediach jest jednoznaczny, podkreśla brak samodzielności i potrzebę pomocy. Reportaże ukazujące smutne życie w zamknięciu (przykłady pojedynczych osób na wózkach) tworzą wyobrażenie zupełnie nieadekwatne do sposobu życia moich rozmówców. Świadomość rozbieżności pomiędzy własnymi staraniami a tym, jak są oni postrzegani na zewnątrz, wzbudzała w nich negatywne emocje, mimo że nabrali już do tych sytuacji nieco dystansu.

Zawodnicy wyrażali również niezadowolenie, gdy obcy ludzie gratulowali im „odwagi wychodzenia z domu”. Łączy się to z pierwszym stereotypem, który tu przywoływałam – łączeniem niepełnosprawności fizycznej z intelektualną. Pełnosprawni czasem traktują niepełnosprawnych infantylnie, protekcjonalnie. Nie pytają ich o zdanie, ale narzucają swoją pomoc, a osobę, która odmawia jej przyjęcia, uznają za nieuprzejmą.

Wszystkie przywoływane stereotypy są tym bardziej irytujące dla moich rozmówców, że większość z nich musieli sami w sobie przełamać i pokonać.

Pozorne paradoksy

Przedstawione wyobrażenia mają wspólny mianownik. Przekonanie o braku zdolności intelektualnych, myślenie o wszystkich niepełnosprawnych jako jednolitej grupie, uważanie ich za ludzi roszczeniowych, którzy potrzebują pomocy i nie są w stanie sami nic zrobić, a z drugiej strony rozwodzenie się nad „super-bohaterami”, którzy mają tyle odwagi, by na wózku wychodzić z domu – wszystko to sugeruje, że generalnie osoby z niepełnosprawnością nie powinny być zdolne do uprawiania jakiegokolwiek sportu, tym bardziej rugby, które jest sportem kontaktowym i czasem brutalnym.

Sport osób z niepełnosprawnością uznawany jest za alternatywną formę ruchu dla tych, którzy nie są w stanie uprawiać „normalnego” sportu. Wielu ludziom wydaje się, że jedynym jego celem jest utrzymywanie jakiejkolwiek sprawności fizycznej lub też że zastępuje on fizjoterapię. Uogólniając, sport ten jest traktowany jako próba przywracania osób z niepełnosprawnością do normalności – usprawnianie ich tak, aby mogły jakoś funkcjonować w „normalnym” społeczeństwie.

Podkreśla się również zbawienną rolę sportu w powrocie do zdrowia psychicznego, które zostało zaburzone na skutek wypadku czy choroby. Te ostatnie są na tyle ważnymi wydarzeniami w biografii jednostki, że zmuszają ją do przedefiniowania własnego świata i odnalezienia tożsamości na nowo. Sport miałby więc pozwalać takiej osobie na powrót z marazmu życia na wózku do życia ciekawego, pełnego wrażeń.

Przywracanie zdrowia fizycznego i psychicznego to funkcje istotne i prawdziwe. Błędem byłoby jednak ograniczanie istoty sportu osób z niepełnosprawnością do tych dwóch aspektów. Trenowanie rugby nie jest tylko próbą stania się „normalnym”, pełnosprawnym człowiekiem. To pasja osób, które już nigdy pełnosprawnymi się nie staną. Czy można jednak powiedzieć, że nie mamy tu do czynienia ze sportem w pełnym tego słowa znaczeniu? Czy jest to zajęcie mniej atrakcyjne i emocjonujące niż sporty pełnosprawnych?

Działalność drużyny rugby, do której należę, oprócz samej gry obejmuje propagowanie sportu ludzi z niepełnosprawnością. W  jednym z naszych meczów pokazowych miała wziąć udział grupa osób pełnosprawnych rywalizujących na wózkach z naszymi zawodnikami. Przed meczem zorganizowaliśmy wspólny trening; dla większości osób z grupy pełnosprawnych był to pierwszy raz, kiedy mogły usiąść na wózku. W trakcie wzajemnego przedstawiania się jeden z pełnosprawnych powiedział: „Nigdy nie lubiłem za dużo się ruszać, dlatego myślę, że rugby na wózkach to mógłby być sport dla mnie”.

Jak przekonał się cytowany rozmówca (oraz każda inna osoba, która próbowała jazdy na wózku, a w szczególności gry w samo rugby), nie jest to prawda. Gdy pełnosprawny siada na wózek, zabiera mu się przewagę fizyczną, którą posiada, stojąc. Nie może korzystać z siły nóg i musi podejmować rywalizację, używając jedynie rąk i swojej zwrotności. Wbrew pozorom nawet najbardziej kompetentny pełnosprawny na początku swojej gry na wózku nie będzie lepszy od osób z niepełnosprawnością. Wytrenowane ręce (w pewnym sensie zastępujące nogi) i opanowanie wózka to warunki, których nie dostrzega się, dopóki się nie spróbuje grać w rugby na wózkach.

Zasady gry

Rugby na wózkach zostało stworzone w 1977 roku w Kanadzie przez czterech tetraplegików (osoby z urazem rdzenia kręgowego, których co najmniej trzy kończyny są w jakimś stopniu niesprawne). Miała to być alternatywa dla osób z niepełnosprawnością, które z powodu swoich ograniczeń nie były w stanie konkurować z innymi w koszykówce na wózkach (w koszykówkę grają osoby, których sprawność jest wyższa niż rugbistów).

Zasady gry pomyślane są tak, aby umożliwić równą konkurencję osobom ze znacznym ograniczeniem ruchu, ale pomimo tych ograniczeń sport ten jest bardzo kontaktowy. Każdy z drużyn wystawia na boisko czwórkę zawodników. Przeciwnicy zderzają się ze sobą z hukiem, co dla osób widzących rugby po raz pierwszy może wyglądać niebezpiecznie. Rugbiści jeżdżą jednak na specjalnie zaprojektowanych wózkach, mocno obudowanych.

Poza kontaktowością i paroma zasadami rugby na wózkach ma niewiele wspólnego z macierzystą odmianą rugby; podobne jest raczej do koszykówki. Gra odbywa się na boisku o wymiarach boiska do koszykówki, zawodnicy używają piłki do siatkówki (muszą kozłować piłkę co dziesięć sekund). Punkt zdobywa się, przekraczając linię bramkową z opanowaną piłką; można ją mieć na kolanach. Wygrywa drużyna, która ma więcej punktów na końcu ostatniej kwarty gry.

Kontrowersyjna klasyfikacja w rugby

Aby zapewnić jak najsprawiedliwszą konkurencję, w sportach dla osób z niepełnosprawnością wprowadzono klasyfikację punktową. Każdy zawodnik otrzymuje punktację, która określa jego sprawność fizyczną; w przypadku rugby można uzyskać od 0,5 do 3,5 punktu. Im niższa punktacja, tym mniejsza sprawność. Punkty przydziela panel specjalnie przeszkolonych klasyfikatorów z wykształceniem medycznym lub paramedycznym, którzy poddają ocenie sprawność poszczególnych mięśni oraz stabilizację danego zawodnika (możliwość utrzymania pionowej pozycji w siedzeniu).

Jaki jest sens tej klasyfikacji? Otóż czterech zawodników, którzy w danym momencie rywalizują na boisku, nie może razem mieć więcej niż osiem punktów. Taka zasady wymuszają na trenerach wykorzystywanie zawodników o różnych punktacjach oraz współpracę pomiędzy bardziej i mniej sprawnymi rugbystami. „Wysokopunktowcy” – jak mówi się czasem o graczach mających powyżej dwóch punktów – to zwykle zawodnicy ofensywni, a przody ich wózków są zaokrąglone. „Niskopunktowcy” są przeważnie obrońcami, ich wózki zaś posiadają specjalne zderzaki służące do blokowania przeciwników.

Kwestia klasyfikacji jest sporna zarówno w kręgu osób pełnosprawnych, jak i tych z niepełnosprawnością. Pełnosprawni uważają za niesprawiedliwość określanie czyjejś sprawności jedną cyfrą. Mówi się o dehumanizacji człowieka i sprowadzaniu go do jego fizyczności. Przypomnę jednak, że nie jest to jedyny sport, w którym istnieje podział na kategorie; na przykład w boksie mamy kategorie wagowe, w większości sportów istnieje też podział na rozgrywki męskie i damskie. Powodem tego podziału jest nieprzystawalność zawodników w ramach odmiennych kategorii, a w konsekwencji – różnica szans już przed rozpoczęciem rozgrywek.

Wątpliwości wskazywane przez ludzi z niepełnosprawnością mają zazwyczaj zupełnie inny wymiar. Nie uważają oni, aby sama klasyfikacja była czymś złym, ale są zdania, że nie jest ona wystarczająco restrykcyjna, jeśli chodzi o wysokopunktowców. Można spotkać się z poglądem, że poprzez dopuszczanie bardziej sprawnych zawodników niskopunktowcy tracą swoje role na boisku i stają się coraz mniej wartościowymi zawodnikami.

***

Celem tego wszystkiego jest umożliwienie zawodnikom z niepełnosprawnością wykorzystania ich uzdolnień. Myśląc o niepełnosprawności, zamykamy ją często – my, pełnosprawni – w ramach braków i ograniczeń. Zapominamy, że również osoby z niepełnosprawnością są w pewnym zakresie sprawne. Sport przystosowany do ich potrzeb pokazuje, że nawet w ramach istotnych ograniczeń fizycznych można trenować i osiągać sukcesy.

Atrakcyjność rugby polega według mnie na tym, że rola niepełnosprawności ogranicza się do wyodrębnienia grupy mogącej brać udział w rozgrywkach. Cała reszta widowiska, które można obserwować na boisku, to najprawdziwsza sprawność.

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.