dwutygodnik internetowy
26.08.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Pasterz niezmotoryzowany

Biskup jeżdżący metrem to nie tylko człowiek, który nie posiada limuzyny wartej kilkaset tysięcy złotych (i który przeto może wydać te pieniądze na inne cele). To również człowiek, którego można spotkać w drodze do pracy, którego można dotknąć, z którym można porozmawiać.

ilustr.: Rafał Kucharczuk

Biskup jeżdżący metrem to nie tylko człowiek, który nie posiada limuzyny wartej kilkaset tysięcy złotych (i który przeto może wydać te pieniądze na inne cele). To również człowiek, którego można spotkać w drodze do pracy, którego można dotknąć, z którym można porozmawiać.

 

Ubóstwo papieża Franciszka, o którym przesadnie rozpisywać się nie trzeba, wprawiło polskich duchownych w pewną konsternację. Znaleźli się oni w nie lada kłopocie, gdy niechętne instytucjonalnemu Kościołowi media, zwyczajowo lustrujące parafialne i diecezjalne garaże, zaczęły kontrastować warte niekiedy kilkaset tysięcy złotych limuzyny z papieskim Fordem Focusem.

Gdy nieżyjący już kardynał Kazimierz Świątek wypomniał biskupom zgromadzonym na jednym z posiedzeń Konferencji Episkopatu Polski, że jeżdżąc takimi samochodami, sami kręcą na siebie bicz, z ust prymasa Józefa Glempa miał tylko usłyszeć: „Dziękujemy księdzu kardynałowi za wygłoszone rekolekcje”. Nawet najbardziej prominentnym spośród polskich hierarchów trudno jednak w ten sposób skwitować słowa samego papieża. Ten zaś na niedawnym spotkaniu z seminarzystami powiedział: „Naprawdę boli mnie, kiedy widzę księdza lub zakonnicę w najnowszym modelu samochodu. Przecież tak nie można! […] Uważam, że samochód jest potrzebny, ponieważ jest wiele pracy do wykonania. Ale kupcie samochód skromniejszy! A jeśli podoba ci się ten okazały, pomyśl, ile dzieci umiera z głodu”.

Wcześniej jeszcze, niejako wietrząc niebezpieczeństwo, głos zabrał przewodniczący KEP, arcybiskup Józef Michalik, który wytknął „komercyjno-ideologicznym mediom”, że „walczą z rzekomo bogatym Kościołem przy pomocy papieża”. O tym, że jest w tej diagnozie ziarno prawdy, może być przekonany każdy, kto choćby pobieżnie wertuje codzienną prasę. Bardzo jednak niepokoi opinia księdza arcybiskupa, w myśl której „ubóstwo jest postawą duchową, której nie należy łączyć ani z nędzą, ani z abnegacją, ani z «dziadostwem»”. Jak się wydaje, stanowi ona wyraz popularnego w Kościele „przeduchowienia” ubóstwa i zapomnienia o tym, że to właśnie starotestamentowi anawim, to znaczy biedni i uciśnieni, byli zarazem tymi, którzy całkowicie zdają się na Boga. Ubóstwo duchowe idzie w parze z ubóstwem materialnym, stanowiącym wyraz solidarności Kościoła z nędzarzami, i trudno o to pierwsze, gdy brakuje drugiego.

Przewijające się w polskiej prasie obrazki – kardynał Bergoglio jadący metrem z teczką na kolanach, kardynał Bergoglio samodzielnie gotujący sobie obiad, kardynał Bergoglio kupujący gazetę w kiosku – można zapewne zbyć jako próby skremówkowania nowego papieża. Nie sposób jednak przeskoczyć nad banalną konstatacją, że eksponowane przez polski kler atrybuty władzy i posiadania, zarówno z punktu widzenia owieczek, jak i samych pasterzy (wbrew temu, co im się może wydawać), tworzą trudny do przekroczenia dystans. Biskup jeżdżący metrem to nie tylko człowiek, który nie posiada limuzyny wartej kilkaset tysięcy złotych (i który przeto może wydać te pieniądze na inne cele). To również człowiek, którego można spotkać w drodze do pracy, którego można dotknąć, z którym można porozmawiać. Trudno natomiast porozmawiać z biskupem, który bardziej, chcąc nie chcąc, przypomina prominentnego dygnitarza lub feudalnego pana niż strażnika i opiekuna (takie było pierwotnie znaczenie greckiego słowa epískopos). I który, jako że byt w pewnej mierze określa świadomość, jak dygnitarz i pan raczej niż strażnik i opiekun myśli.

Niech za wzór służy nam więc Alfons Nossol, emerytowany biskup opolski, który nie wyznaczał audiencji, sam odbierał telefony, a Monice Olejnik tłumaczył, by na wizji nie nazywała go „arcybiskupem”, ponieważ jest to arcygłupie. Albo papież Franciszek – skremówkowany czy nie – który oddzwaniając ostatnio, jak to ma w zwyczaju, do autora jednego ze skierowanych do siebie listów, poprosił go, by – wzorem Jezusa i apostołów – mówili sobie na „ty”. Takiego właśnie ubóstwa życzę polskim Ekscelencjom i Eminencjom. Przynajmniej raz na jakiś czas przesiądźcie się do tramwajów – jeśli nie ze względu na skromność, to przynajmniej dlatego, by nie oglądać swoich owieczek jedynie przez szczelnie zamknięte szyby samochodów, których rynkowej wartości nie dociekam.