dwutygodnik internetowy
29.01.2018
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Pandemonium w kondominium

Człowiek to stworzenie Boga; ale człowiek to nie Bóg, człowiek to grzesznik, istota słaba, stająca w swoim życiu niejednokrotnie przed wyborami, którym nie jest w stanie sprostać. Człowiek może zdobyć się na heroizm, który niekiedy prowadzi go do świętości, ale tego rodzaju bohaterstwo jest konsekwencją tylko i wyłącznie wolnego wyboru – i tylko wtedy jest prawdziwe.

ilustr.: Zuzia Wojda

ilustr.: Zuzia Wojda

Minęło kilkanaście dni. Wzburzone fale szybko opadają. Stan części polskich mediów po głosowaniu „aborcyjnym” w Sejmie (zarówno tych papierowych, jak i cyfrowych z Facebookiem na czele) określiłbym jako „pandemonium w kondominium”. Przy czym słowo „kondominium” rozumiem tu architektonicznie – jako osiedle strzeżone, odrealnione od świata, pełne mieszkańców, przekonanych o szerokościach swoich nowoczesnych horyzontów umysłowych, a także o własnym wpływie na rzeczywistość.

Takie ławicowe wzdęcia moralne zazwyczaj prędko przemijają; podobnie będzie i teraz, dość szybko okaże się, że te wszystkie uniesienia z ostatnich dni, katastrofizm i wściekłość wyrażane w tekstach, postach, wpisach, memach mają się nijak do preferencji społecznych, a nachalna i indoktrynacyjna metoda, jaką obrano do ich zmiany, jest boleśnie nieskuteczna. I mam tu na myśli obydwie strony wojny aborcyjnej. Wszyscy jej uczestnicy jeszcze bardziej okopali się na swoich pozycjach.

Mój komentarz do ostatnich polemik wokół ustawy aborcyjnej przedstawię w punktach, przewidując, że zapewne narażę się wielu osobom.

1) Posłowie opozycji, którzy poprzez nieobecność bądź przez głosowanie na „nie” (trzech posłów) odrzucili projekt społeczny pod nazwą „Ratujmy kobiety”, popełnili poważny błąd polityczny. Słusznie napisał Stanisław Zakroczymski, autor wywiadu rzeki z profesorem Adamem Strzemboszem oraz redaktor „Kontaktu”, że jako katolik nie popiera merytorycznie tego projektu, ale uważa, „że jeśli kilkaset tysięcy obywateli zechciało taki wniosek podpisać, to mają prawo być wysłuchani. Mają prawo do rzetelnej procedury”.

2) Błąd części opozycji został wykorzystany, co zrozumiałe, przez partię rządzącą, która na razie z powodów politycznych – żeby nie psuć porekonstrukcyjnego ocieplenia wizerunku rządu – najchętniej nie zajmowałaby się aborcją w ogóle.

3) Choć rozumiem pierwsze emocje, to warto dostrzec, że bardzo szybko nastąpiło przekroczenie ram najostrzejszej nawet dyskusji. Histeria, hejt i ataki medialne na opozycję przekroczyły wszelkie granice obiektywizmu, a rozsądku w tym nie było za grosz.

4) Mam wrażenie, że duża część oburzonych nigdy nie przeczytała projektu „Ratujmy kobiety”, tylko przyjęła go na wiarę.

5) Sam przeczytałem ten projekt w całości. Jest w nim część niekontrowersyjna i część bardzo prawnicza, czyli poprawki do istniejących ustaw, których sensowne skomentowanie wymaga mimo wszystko znajomości samych ustaw. Są również zapisy dla mnie absolutnie nie do przyjęcia, zarówno z punktu widzenia aksjologicznego, jak i moralnego. To nie jest projekt, pod którym mógłbym się podpisać w wersji, jaką przedstawiła pani Barbara Nowacka. Jednak kompromisu szukać trzeba zawsze! Na tym właśnie polega błąd trzydziestu posłów opozycji, że nie chcieli rozmawiać. Wspominana ustawa nie miała zresztą żadnych szans w obecnym parlamencie. Nie łudźmy się, po drugim czytaniu zostałaby odrzucona przez cały klub rządzących.

6) Niemożliwe, żeby projekt „Ratujmy kobiety” poparli wszyscy, nawet ci otwarci i krytycznie nastawieni do obecnej władzy. Mam nawet wątpliwości, czy wszystkie uczestniczki Czarnego Marszu wiedziały, jaki projekt popierają, ale może się mylę. Tak czy inaczej, Polska to nie tylko dwa plemiona, jak próbuje sugerować uproszczona publicystyka. Rządzą nami podziały szersze niż tylko polityczne. To zresztą całkiem naturalne. Wchodzą przecież w grę poglądy religijne, filozoficzne, egzystencjalne. Żadne głosowania i żadne hejty nic tu nie zmienią. Czarne Marsze kobiet sprzed kilkunastu dni okazały się w moim przekonaniu porażką. Czy tylko dlatego, że jest zimno?

7) Nikt już nie zajmuje się jedynym projektem, który przeszedł w sejmie, prezentowanym przez panią Kaję Godek, zresztą w stylu pozbawionym jakichkolwiek wątpliwości, jakby od startu odstręczającym od dyskusji. Ten projekt ustawy (promowany pod hasłem „Zatrzymaj aborcję”) miałby dotyczyć likwidacji przesłanki uszkodzenia płodu w dokonywaniu aborcji, jednej z trzech przesłanek aborcyjnych w dotychczasowej ustawie kompromisowej.

8) Politycznie wszystkie głosy dotyczące aborcji są dawno rozpisane, znamy je od przeszło dwudziestu lat. Nic nowego.

9) Ubolewam tylko, że aborcja została w Polsce tak obrzydliwie upolityczniona, pod pobożną (czytaj: prawicową) maską troski o nienarodzonych odbywa się cyniczna gra, zależna od tego, czy to się opłaca politycznie i jak się odbije w słupkach sondażowych. I na odwrót: maska tolerancji i nowoczesności bardzo często niewiele różni się od maski pobożności; ledwo dysząca lewica polska uważa, że na aborcji odbije się od dna. Tartuffe ma różne oblicza ideowe.

10) Samo wystąpienie Barbary Nowackiej w sejmie miało bardzo dobre momenty, zawierało wiele słusznych haseł w obronie krzywdzonych kobiet i w ogóle praw kobiet. Trudno się z tymi słowami nie zgodzić. Tak, najważniejsze są godność i prawa kobiet, a nie nakazy i kary. W tym miejscu jesteśmy razem. Wielką słabością przemówienia było ustawiczne stosowanie uogólnień i stworzenie wizji Polski jako jednego, wielkiego piekła kobiet. Nagromadzenie tragedii i dramatów ludzkich w jednym wystąpieniu, z dużym natężeniem emocjonalnym, może spowodować zobojętnienie słuchacza, bo u wielu konkretnych osób tworzy się wrażenie fałszu i nierzeczywistości. Trzeba mieć umiar w dozowaniu takich obrazów. Być może jednak demagogia jest immanentną cechą dzisiejszych polityków, niezależnie od opcji. Problem powstaje, gdy przechodzimy od pięknych słów do czynów.

11) Może lepiej byłoby, żeby autorki i autorzy obydwu ustaw („Ratujmy kobiety” i „Zatrzymaj aborcję”) najpierw skontaktowali się ze Stowarzyszeniem Rodziców i Przyjaciół Dzieci z Zespołem Downa. A może przede wszystkim, żeby zasięgnęli informacji na temat działającego od lat Ruchu „Wiara i Światło” (to międzynarodowy ruch świecki, związany z Kościołem katolickim, oparty na pracy z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie, utworzony przez Marie-Hélène Mathieu i Jeana Vaniera). Któż nie zna działających w całej Polsce Wspólnot Muminkowych?

„Każdy z nas, niezależnie od swoich darów czy ograniczeń, ma niepowtarzalną i świętą wartość, każdy ma taką samą godność i równe prawa” – tak brzmią słowa Vanierowskiej Karty L’Arche.

Oto, co jeszcze mówi Jean Vanier: „Rozumiem złożoność kwestii aborcji. Wyznam […], że z trudem przychodzi mi akceptować tych, którzy krzyczą w obronie życia, ale w żadnej mierze nie troszczą się o dzieci, które mają się narodzić, ani o ich rodziców, ażeby mieli życie możliwie najbardziej ludzkie”. Dalej Vanier zauważa: „W naszym społeczeństwie rywalizacji, w którym króluje tyrania normalności, boję się, że usiłujemy ignorować wartość ludzkiego życia od momentu jego początku aż do naturalnego końca. Zamiast nawiązać więź ze słabymi, staramy się ich eliminować, w każdym razie odsuwać. Zamiast pracować na rzecz społeczeństwa wzajemnej pomocy, gdzie angażujemy się jedni wobec drugich, gdzie słabi i silni żyją razem, wymaga się perfekcji i doskonałości za wszelką cenę. Ta cena grozi eliminowaniem słabych”. I jeszcze jeden cytat: „Dla wielu z nich posiadanie upośledzonego dziecka jest zbyt wielkim ciężarem. Osoby z niepełnosprawnością intelektualną wciąż jeszcze są usuwane na margines życia społecznego; mają niewielu przyjaciół, nie są akceptowane przez najbliższe otoczenie, nie mają możliwości pełnego zintegrowania się z nim. Wciąż jeszcze wielu ludzi po prostu się ich boi”.

Doktor nauk medycznych, Robert Śmigiel z Vanierowskiej Arki w podkrakowskich Śledziejowicach, mówi: „Na co dzień doświadczamy wiele dobra od osób z zespołem Downa dzięki relacjom, jakie z nimi nawiązujemy. Są oni nauczycielami życia i mistrzami w umiejętności doświadczania stanów emocjonalnych innych, w rozumieniu ludzi, we wrażliwości na odczucia drugiego człowieka. Są nastawieni na pomaganie i wspieranie innych osób, posiadają wysoką zdolność odczuwania i rozumienia relacji społecznych”.

12) Może warto też przeczytać wspaniałą książkę Anny i Tadeusza Sobolewskich: „Cela”.

13) Po przeczytaniu obydwu projektów odnoszę wrażenie, że punktem wyjścia do ich napisania był z jednej strony pogląd, że człowiek to zlepek komórek, a z drugiej „nieludzkie” przekonanie, że od człowieka można wymagać heroizmu. Obydwie „filozofie” odrzucam. Człowiek to stworzenie Boga; ale człowiek to nie Bóg, człowiek to grzesznik, istota słaba, stająca w swoim życiu niejednokrotnie przed wyborami, którym nie jest w stanie sprostać. Człowiek może zdobyć się na heroizm, który niekiedy prowadzi go do świętości, ale tego rodzaju bohaterstwo jest konsekwencją tylko i wyłącznie wolnego wyboru – i tylko wtedy jest prawdziwe. Nikt z nas nie może heroizmu od kobiety wymagać czy tym bardziej żądać.

14) Być może okażę się ostatnim Mohikaninem, ale byłem i będę nieprzejednanym zwolennikiem dotychczasowej kompromisowej ustawy. Jej współautorem był Tadeusz Mazowiecki, jeden z nielicznych polityków w naszej historii, który podchodził do tego trudnego problemu uczciwie, niekoniunkturalnie i dialogicznie. Co nie oznacza wcale, że owa ustawa kompromisowa jest doskonała. Nie jest! Ale okazuje się, że w Polsce, w obecnej sytuacji, jakiekolwiek jej naruszanie grozi wprowadzeniem rozwiązań skrajnych, poprzedzonym wyniszczającą walką fundamentalistycznych obozów ideologicznych.

15) Jest jeszcze kwestia sumienia. Czytam opinie, że posłowie bojkotujący głosowanie przedłożyli sumienie nad partyjną dyscyplinę, a nie osobisty system wartości nad dobro wspólne. I – jako katolicy – postąpili słusznie. Tak pisze między innymi ksiądz Artur Stopka na portalu Laboratorium WIĘZI. Zgodziłbym się z tym poglądem, gdyby chodziło o głosowanie nad ostateczną wersją ustawy, nie można przecież nikogo zmuszać do głosowania wbrew sumieniu w tak ważnych sprawach, sięgających wymiaru duchowego. Byłby to swoisty terror. Ale to było głosowanie tylko nad przekazaniem obydwu projektów do komisji, żeby później przejść do ich drugiego czytania. Jeszcze raz przypomnę, że chodziło o projekty społeczne, podpisane przez setki tysięcy ludzi. Podkreślam z naciskiem: nie podpisałbym się ani pod jednym, ani pod drugim, ale każdy projekt obywatelski ma prawo wybrzmieć w pełni podczas kolejnych etapów procedury w demokratycznym parlamencie. Nie można nigdy wykluczać kompromisu, nawet jeśli wydaje się on nam mało prawdopodobny. W tym właśnie sensie popełniono poważny polityczny błąd. Dopiero na końcu, rozstrzygając ostatecznie w tak trudnych sprawach, kierujemy się naszym sumieniem i podejmujemy zgodnie z nim suwerenne decyzje. Nikt nie ma prawa nam nic narzucić.

16) Papież Franciszek: „Pamiętam, jak kiedyś, w pierwszym roku mojej posługi biskupiej, w roku 1992, poszedłem do liceum, gdzie pewna dziewczyna spytała mnie: «Ale dlaczego nie mogę usunąć ciąży?». I natychmiast pomyślałem, że gdybym zaczął odpowiedź od «Ponieważ…», nikt nie zaakceptowałby odpowiedzi. Powiedziałem: «To dobre pytanie. Zastanówmy się wspólnie». I wszyscy zaczęli szukać odpowiedzi na pytanie: «Dlaczego?». W szkołach należy uczyć znajdowania odpowiedzi. Uczyć, jak szukać. A nie tylko: pytanie – odpowiedź, pytanie – odpowiedź. Trzeba zacząć w szkole, a potem iść dalej. Utraciliśmy – niech pan pomyśli, co się dzieje w parlamentach – utraciliśmy, i to do jakiego stopnia, kulturę słuchania!”.

Cytat pochodzi z wywiadu-rzeki z papieżem Franciszkiem: „Otwieranie drzwi”, który niedługo ukaże się w wydawnictwie WAM. Czuję, że to będzie książka roku.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.

***

Polecamy także:

Słoń w składzie porcelany

Aborcja jest złem. I co dalej?

Diagnoza wspólnym celem