dwutygodnik internetowy
19.09.2016
magazyn papierowy


Oświadczenie w sprawie kampanii „Przekażmy sobie znak pokoju”

Trudno nam zgodzić się z tymi, którzy widzą w omawianej kampanii przede wszystkim znak podziału. Sądzimy, że jedność polegająca na uczynieniu pewnej grupy chrześcijan niewidzialnymi i niesłyszalnymi jest jednością fikcyjną. Wyrażana przez chrześcijan LGBT gotowość do trwania w Kościele, który nie przeciwdziała tendencjom do wypychania ich na margines wspólnoty, może służyć nam wszystkim za przykład wytrwałości w wierze.

znak_pokoju

materiały prasowe

Przekazując sobie znak pokoju, wyrażamy naszą gotowość do pojednania się z drugim człowiekiem. Nikogo przy tym nie oceniamy, pomni na słowa Jezusa: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”. Przebaczamy tym, którzy zawinili przeciwko nam, i sami prosimy ich o przebaczenie. Przyznajemy się do swojej niedoskonałości i sprawiamy, że choćby na chwilę, która trwa nie dłużej niż uścisk dłoni, nasza solidarność w zmaganiu się z grzechem i z cierpieniem staje się czymś namacalnym. Czymś – dosłownie – na wyciągnięcie ręki.

Kampania społeczna, którą objęliśmy swoim patronatem, wyprowadza znak pokoju poza mury świątyń, ale – wbrew obawom wyrażonym w komunikacie Prezydium Konferencji Episkopatu Polski – nie nadaje mu znaczenia, które byłoby „nie do pogodzenia z nauką Chrystusa i Kościoła”. To nieporozumienie. Biskupi słusznie i stanowczo przypominają, że wszyscy ludzie, niezależnie od swojej orientacji seksualnej, są „ukochanymi dziećmi Bożymi – siostrami i braćmi w Chrystusie – i stąd cieszą się równą godnością”. Osoby LGBT, a w sposób szczególny homoseksualni, biseksualni i transpłciowi chrześcijanie, którzy decydują się na coming out, nader często spotykają się jednak w Kościele z wykluczeniem, ze stygmatyzacją, a nawet z przemocą. Pewne wyobrażenie o skali tych zjawisk daje lektura raportu przygotowanego przez grupę polskich chrześcijan LGBTQ Wiara i Tęcza. Wyciągnięcie dłoni w kierunku każdej i każdego z nich jest w tym kontekście elementarnym wymogiem moralnym. O tym, że chrześcijanie powinni prosić o wybaczenie osoby homoseksualne, mówił zresztą sam papież Franciszek. Niemal wszyscy zgrzeszyliśmy kiedyś w stosunku do Was krzywdzącymi myślami, słowami, uczynkami i – przede wszystkim – zaniechaniami.

Trudno nam zgodzić się z tymi, którzy widzą w omawianej kampanii przede wszystkim znak podziału. Sądzimy, że jedność polegająca na uczynieniu pewnej grupy chrześcijan niewidzialnymi i niesłyszalnymi jest jednością fikcyjną. Wyrażana przez chrześcijan LGBT gotowość do trwania w Kościele, który nie przeciwdziała aktywnie tendencjom do wypychania ich na margines wspólnoty, może służyć nam wszystkim za przykład wytrwałości w wierze. Niezależnie od moralnej oceny samych „aktów homoseksualnych” – biorąc pod uwagę postęp, jaki dana osoba robi na swojej drodze do doskonałości – powinniśmy nauczyć się dostrzegać dobro, które realizuje się w wiernych i trwałych związkach jednopłciowych. „Osąd aktów homoseksualnych jako takich jest konieczny, ale Kościół nie musi najpierw zaglądać do sypialni, lecz do jadalni!” – tłumaczył w imieniu wielu uczestników Synodu Biskupów kardynał Christoph Schönborn. Choć Kościół nie uznaje ich relacji za uregulowane, kochający się nawzajem i okazujący sobie troskę partnerzy starają się realizować przykazanie miłości w skomplikowanej sytuacji, w której się znajdują.

Nie chcemy podpisywać się in blanco pod wszystkimi słowami wypowiadanymi przez osoby zaangażowane w kampanię ani hurtem aprobować wszystkich dokonywanych przez nie wyborów moralnych. Ani jedne, ani drugie nie stanowią zresztą integralnych części tej kampanii. Przekazanie bliźniemu znaku pokoju jest gestem niemającym żadnych konsekwencji prawnych ani doktrynalnych, chyba że rozumie się przez to odrzucenie wyższościowej perspektywy i zmianę paternalistycznego języka, którym posługujemy się nieraz w Kościele w odniesieniu do osób LGBT. Nie chcemy „pochylać się nad nimi z troską”, jak gdyby ich problemy nie brały się w pewnej mierze ze sposobu, w jaki traktowani są przez wspólnotę, ani „szukać dla nich właściwego miejsca w Kościele”, jak gdyby – chcąc nie chcąc – jakieś miejsce trzeba im było autorytatywnie wskazać. Chcemy podejmować w tych obszarach wspólny namysł i wspólne działania, towarzysząc sobie nawzajem i pozostając w zgodzie z przesłaniem Ewangelii i z nauczaniem Kościoła.

  • Aldona

    Dziękuję za akcję i mądre argumenty. I za odwagę.

  • Ewelina

    Dziękuję za to, co robicie.