dwutygodnik internetowy
19.06.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Opisać nieopisywalne

Trzecia, wydana w zeszłym roku, powieść Jonathana Safrana Foera to dzieło nieoczywiste. W „Oto jestem” Foer próbuje się zmierzyć z tym, co w dzisiejszych czasach znaczy być Żydem, ale też: co znaczy być człowiekiem – a konkretniej: czterdziestolatkiem po przejściach.

materiały prasowe

materiały prasowe

Foer książkę tę pisał lat jedenaście. W tym czasie zdecydowanie zmieniła się jego wizja tego, czym dzieło to miało zostać. Pierwotnym zamiarem był lekki serial o małżeństwie – coś a’la Woody Allen. Małżeństwo neurotyków, które już się nie kocha, które utraciło wzajemną bliskość. Wszystko to trochę przegadane, trochę zabawne. Inteligentny sitcom, nic więcej. Widać zresztą, że na początku powieści Foer nie wie, po co pisze – niewiedza ta staje się wartościowa po paruset stronach; wszystko łączy się wtedy w spójną całość.

Amerykański sen

„Oto jestem” opowiada o amerykańskiej rodzinie żydowskiego pochodzenia: Jacobie i Julii Bloch, a także trojgu ich synów, ojcu i dziadku. Wszystko zaczyna się od przygotowań do bar micwy Sama, najstarszego dziecka Blochów, której odbycie się zostaje postawione pod znakiem zapytania, ze względu na – domniemane – zachowanie Sama, co jest tym bardziej problematyczne, że Blochów z tej okazji postanawia odwiedzić rodzina z Izraela. Po paru rozdziałach okazuje się też, że Jacob – również domniemanie – zdradza Julię. Ton książki zmienia się jednak po paruset stronach, gdy Bliski Wschód cierpi z powodu trzęsienia ziemi, wydarzenia, które odmienić może cały region. Dychotomia pomiędzy początkiem a dalszą częścią powieści nie jest związana jedynie z tym, że pierwotnie „Oto jestem” miało być serialem telewizyjnym. Jak podkreślał sam Foer w wywiadach, wszystko zmieniło się po jego rozwodzie z żoną i wyjeździe do Izraela, kiedy zrozumiał, że znów ma o czym pisać (poprzednią powieść, „Strasznie głośno, niesamowicie blisko”, wydał on w 2005 roku; w międzyczasie publikując jedynie esej-manifest, „Zjadanie zwierząt”).

Pytania o tożsamość

Co zrozumiałe, głównym tematem książki jest więc pytanie o Izrael i o Żydów: o to, co znaczy być Żydem w dzisiejszym świecie. Istotne są tu, oczywiście, dychotomia pomiędzy Izraelem a Stanami Zjednoczonymi (choć ten temat Foer jakby rozszerza, zastanawiając się nad różnicą pomiędzy światem wschodu i zachodu, pomiędzy – mówiąc górnolotnie – światem słowa a światem działania), ale też i powszechne teraz pytanie o tożsamość polityczną, a w tym wypadku również o żydowskość niereligijną. Nieprzypadkowe są więc porównania „Oto jestem” do Rothowskich „Operacji Shylock” czy „Kompleksu Portnoya” – wydaje się, że Foer jest pierwszym od tego czasu autorem, który postanowił opisać tak szczegółowo i dogłębnie tę kwestię, jako pierwszy próbując zgłębić istotny też aspekt różnicy pokoleń, którego świadectwem są ojciec oraz dziadek Jakuba.

W swojej książce Foer podejmuje też temat polityczności, a konkretniej rozdzielenia rzeczywistości na tę polityczną i osobistą. Po pierwsze więc, pojawia się tu dość oczywiste pytanie o to, co ważne. Dosyć to częste w literaturze, tu jednak zdaje się bardziej złożone. Foer zastanawia się najpierw nad tym, co ma znaczenie: czy istotne jest życie prywatne, czy można żyć tak zwyczajnie, gdy na świecie dzieje się coś. To trochę jak w pamiętnikach okresu wojny: czy to moralne, by pisać o tym, co nas boli, gdy cierpią wszyscy? Czy możemy się skupiać na pięknie krajobrazu i własnych problemach, gdy zagrożone jest całe społeczeństwo? Wydaje się zresztą, że podział ten powstał niejako sztucznie – że to druga wojna światowa doprowadziła do wynaturzenia, w którym zmuszeni jesteśmy wybierać pomiędzy politycznością a codziennością; choć temu wszystkiemu trudno się w przypadku „Oto jestem” dziwić, jest to przecież książka o Izraelu.

Dylemat ten widać w „Oto jestem” w postaciach Jakuba i Tamira (kuzyna Blochów mieszkającego w Izraelu). Gdy Bliski Wschód trzęsie się w posadach (dosłownie i w przenośni), ten drugi zakłada od razu, że zmuszony jest do Izraela wrócić, za jedyną możliwą odpowiedź uznając działanie, nie zważając zupełnie za koszty. W przypadku Jakuba widać tę próbę wygrania z rzeczywistością: to „chcę i nie chcę”. Jakub stara się więc wyjechać. Chce tego. Chce poczuć realność, istotę, znaczenie. I już jedzie, już prawie, gdy jednak okazuje się, że nic z tego, że tuż przed lotniskiem musi zawrócić.

Tęsknota za rytuałem

Jeden z bohaterów książki mówi w pewnym momencie, że „wartość życia to jego wielkość” – wydaje się jednak, że od bohaterów powieści „wielkości” wymaga nie życie polityczne, a to codzienne. Świadomość podziału i uznanie rzeczywistości społecznej za istotniejszą od tej domowej prowadzi jednak do ogólnej niemocy i poczucia nieistotności, które to w największym stopniu dotykają właśnie Jakoba. Remedium na bezsilność to płacz (bardzo istotny symbol w prozie Foera), ale też i rytuał.

To zresztą kolejny poruszany w książce problem. Co ciekawe, widoczny jest on nie tylko w samej treści książki, ale i w jej formie – to znamienne dla Foera, który jest najwidoczniej świadomy tego, że słowa nie są jedynym ani też wystarczającym środkiem opisu rzeczywistości; niektóre z jego dzieł są wręcz powieściami graficznymi, w których treść przekazywana jest także poprzez układ słów, poprzez zdjęcia. Mimo, że w „Oto jestem” od wszystkich tych prób Foer się jakby odżegnuje, istotną rolę pełni w książce układ rozdziałów, które ułożone w pozornie nieprzemyślany sposób tworzą swoistą nadbudowę nad treścią. Tytuły rozdziałów są więc powtarzalnymi hasłami.

Tęsknotę za rytuałem odnaleźć można i w innych wątkach, które poruszane są w książce – najbardziej znamienny jest chyba ten, w którym premier Izraela postanawia zadąć w róg, wołając: „Żydzi, wracajcie do domu”.

Poza słowami

Bawiąc się formą, Foer pragnie opisać nieopisywalne: widać to w licznych jego próbach złapania tych najdelikatniejszych aspektów rzeczywistości, domowych rytuałów, gestów, których jesteśmy świadomi tylko my sami. Wiąże się to jednak z wadami książki, z jakimś przekleństwem autoanalizy. U Foera wszyscy mają być niezwykli, nie jest więc taki nikt. Samą ideę wyjątkowości autor opisuje bardzo obrazowo – momenty, w których cieszymy się teksturą teflonu, zapachem świeżych pomarańczy czy osobliwym uczuciem, które wywołuje w nas dźwięk zamykanego piekarnika. Pytanie jednak, czy próby tak bliskiego i delikatnego opisu inności bohaterów nam ich przybliżają.

Momentami zdają się oni już nierealni, jakby też nie różnili się wcale od siebie nawzajem. Każdy jest tak inny i wyraża sobą tyle tych „niecodziennie-codziennych” cech, że bardziej niż konkretną postać zaczyna przypominać słowotok smutnego nastolatka, który pragnie wyrazić wszystko, co liczy się dla niego w życiu. Można więc uznać, że miejscami Foer stara się włożyć w usta swoich bohaterów wszystko to, co sam chce powiedzieć i pokazać – co ciekawe, najistotniejsze zdania wypowiadają u niego nie Jakob czy Julia, a ich dzieci. Wszystko to prowadzi do częściowej nad-psychologizacji powieści: tak, jakby każdy był smutnym, amerykańskim intelektualistą, który myśli wciąż o sensie każdego swojego czynu, który interpretuje każde minione wydarzenie (niezależnie od tego, czy ma lat osiem, czy osiemdziesiąt).

To, co można uznać za wadę przy opisywaniu poszczególnych bohaterów, jest niezwykle wartościowe dla Foerowskiego przedstawienia rodziny. To ona jest tu bowiem najistotniejsza, to relacje wewnątrz niej Foer ukazuje najbardziej precyzyjnie – te nienazwane chwile irytacji, wzajemnej antypatii, wszystkie aspekty codzienności zostały ujęte w sposób niezwykły. By opisać rodzinną dynamikę, autor uciekł się też do domowego psa – motyw jego usypiania spaja całą fabułę, ukazując tym wydatniej procesy zachodzące w domu Blochów. W historii psa jak w lustrze odbija się historia całej rodziny.

U Foera pojawiają się też liczne nawiązania do kultury europejskiej, a konkretniej: do literatury rosyjskiej. Począwszy od bohaterów, którymi nieprzypadkowo zostaje przecież trzech braci, aż po liczne parafrazy „wszystkich rodzin, które szczęśliwe są w ten sam sposób”. Wydaje się jednak, że są swego rodzaju grą – zupełnie jednak nieistotną, świadczącą co najwyżej o umiejętnościach autora. Warto też wspomnieć o tym, co dość istotne dla całego „Oto jestem”, a mianowicie o kwestii seksualności: także i do tego tematu Foer podchodzi w niespotykany dla współczesnej literatury sposób – ten aspekt osobowości bohaterów ukazany jest niezwykle delikatnie, precyzyjnie, ale i bezpretensjonalnie.

Wracając jednak do polityki: powieść jest niezwykle ciekawa z kilku względów. Po pierwsze, pokazuje ona możliwość przerwania impasu politycznego – wielkie wydarzenie, które wykraczać może poza ugłaskane ramy, w których zdaniem Foera się obecnie obracamy. Po drugie, jest ona dogłębną analizą interakcji zachodzących w rodzinie. Po trzecie, i chyba najważniejsze, można ją uznać za jedną z ambitniejszych prób odpowiedzi na pytanie o współczesną tożsamość Żydów. Wszystko to opisane jest delikatnym piórem, które sprawia, że w książce można się zatopić i poczuć bezpiecznie w Foerowskim słowotoku. Najlepiej opisał to chyba Alex Preston, uznając „Oto jestem” za „imperfect but engaging novel”. I tak właśnie jest.