dwutygodnik internetowy
3.07.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Odzież wykluczająca

Bluzy czy koszulki z napisem „śmierć wrogom ojczyzny” nie powinny być częścią faktycznie patriotycznego dyskursu, nieujętego w cudzysłów.

ilustr.: Aberamok

ilustr.: Aberamok

Orzeł Biały, kotwica Polski Walczącej, Żołnierze Wyklęci – te i wiele innych emblematów specyficznie rozumianej polskości coraz częściej występuje w przestrzeni publicznej. Od kilku lat panuje moda na tak zwaną odzież patriotyczną. Firma RED IS BAD, jedna z marek zajmujących się jej produkcją, od 2016 roku ma siedzibę przy ul. Chmielnej, w centrum Warszawy. W swoim manifeście twórcy firmy piszą o dumie narodowej, szerzeniu patriotyzmu i pielęgnowaniu polskiej pamięci historycznej. Żeby zorientować się jak bardzo „red is bad”, wystarczy przypomnieć sobie ostatnią kampanię reklamową promującą nową kolekcję marki pod tytułem „Goodbye Mr. Marx”, w której to kampanii modele niszczą dzieła Marksa przy pomocy maszynki do mielenia mięsa i spędzają czas przy grze, w której Pac-Man zjada popiersie filozofa. Marka rozpoczęła działalność internetową w 2012 roku, a powstała nie tylko z chęci afirmacji polskości, ale też – jak piszą twórcy na swojej stronie – z potrzeby kontestacji „kierunku, w jakim dryfowało polskie państwo i polska polityka”. Manifest nie rozwija tej myśli, możemy jednak przypuszczać, że chodzi o zwycięstwa Platformy Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych i prezydenckich.

„Odzież patriotyczna” jest reklamą wybranej przez producentów wizji patriotyzmu, mającą na celu jej uwidocznienie, wprowadzenie do mainstreamu. Trudno nie zauważyć, że moda „patriotyczna” w takim kształcie, jaki obserwujemy dzisiaj, przyjęła postawę „anty”. Raczej walczy przeciwko głównym nurtom i zjawiskom politycznym (takim jak np. przynależność Polski do Unii Europejskiej), niż ujawnia szczerą miłość do ojczyzny. Nawet jeśli dosłowne hasła umieszczane na koszulkach mają wydźwięk pozytywny, to zazwyczaj ich źródłem, ukrytym w podtekście, jest niezadowolenie i chęć wykluczenia innych. Cieszące się dużym powodzeniem koszulki z symbolami Powstania Warszawskiego, choć nikogo nie antagonizują, w swoim przekazie najsilniej gloryfikują śmierć. Tymczasem wydawałoby się, że patriotyzm jest postawą, która powinna budować poczucie wspólnoty i odpowiedzialności za nią. Jak powiedział Jan Józef Lipski, „patriotyzm jest z miłości i do miłości ma prowadzić”.

„Odzież patriotyczną” z polskimi symbolami i obrazkami ukazującymi wybrane fragmenty historii kupują i noszą ludzie z różnych grup wiekowych i zawodowych. Jedni wywodzą się z ruchów nacjonalistycznych i są na co dzień zaangażowani w radykalną działalność polityczną, inni po prostu uważają się za patriotów i pasjonatów historii i w ten sposób chcą manifestować swoją tożsamość. Zwróćmy jednak uwagę na to, jaka jest ta tożsamość. Do czego nawołują „patriotyczne” ubrania? Czy wszyscy Polacy mogą się identyfikować z hasłami promowanymi przez marki „odzieży patriotycznej”?

 

„Wywalcz Polsce wolność albo zgiń”

„Odzież patriotyczna” skupia się w ogromnej mierze na upamiętnianiu polskiej historii – przede wszystkim militarnej. Na koszulkach znajdziemy przedstawienia licznych zmagań wojennych polskiej armii, takich jak bitwa pod Grunwaldem. Jak to się dzieje, że wydarzenie z XV wieku wciąż pracuje w naszej pamięci zbiorowej tak silnie, że ludzie upamiętniają je na ubraniach? Według jakiego klucza producenci „odzieży patriotycznej” wybierają fragmenty historii reprodukowane na koszulkach? Obraz bitwy pod Grunwaldem ma za zadanie wzbudzać dumę, przypominając o wspaniałych czasach, kiedy „nasi” rycerze skutecznie zwalczyli wroga, siłę jednoznacznie złą. Wyobraźnia zbiorowa przywykła do tego obrazu i stał się on emblematem polskości, bezrefleksyjnie reprodukowanym. Od dziecka uczymy się o bitwie pod Grunwaldem, Cedynią, czy Chocimiem – wspomnienie o tych wydarzeniach zostało wdrukowane w polską pamięć historyczną i  stało się immanentnym obrazem w narracji o polskim oddaniu i męstwie. Narracji, którą utrwala „moda patriotyczna”. Dodatkowo wydarzenia te są na tyle oddalone w czasie, że stosunkowo łatwo jest przekazywać ich uproszczoną i pozbawioną niuansów wizję (trudno byłoby zaś utożsamiać się z historią konkretnych jednostek w nie uwikłanych, przeżywać ich osobiste tragedie). Mamy więc do czynienia z pięknym mitem narodowym, budzącym dumę i chęć przynależności do narodu zwycięzców.

Trzeba jednak pamiętać, że na dzieje „naszego narodu” (skądinąd sam „naród” jako wspólnota etniczna zaczął być definiowany dopiero w XIX wieku) składają się również historie niepolskich bohaterów, walczących w naszej sprawie. Pod Grunwaldem walczyli nie tylko Polacy, ale też Litwini, co powinno rozszerzać pojęcie „narodu zwycięzców”; nie ma jednak na to miejsca w narracji prezentowanej przez „patriotyczne marki”. Ponadto warto zastanowić się, czy rzeczywiście forma patriotyzmu oparta na walce i poświęceniu, adekwatna w wieku XV, powinna być odtwarzana w wieku XXI.

Oprócz zwycięskich bitew z odległych czasów największym chyba zainteresowaniem wśród wielbicieli „odzieży patriotycznej” cieszą się ubrania przypominające o wydarzeniach związanych z II wojną światową. Dużo jest obrazów dotyczących obrony Westerplatte, Żołnierzy Wyklętych czy Cichociemnych. Szczególny nacisk położony jest na upamiętnianie Powstania Warszawskiego. Na koszulkach znajdziemy między innymi datę 1944, napis „Pamiętamy”, postać Małego Powstańca i wiele innych motywów należących do pola wyobrażeń o Powstaniu, a także różne wariacje kotwicy Polski Walczącej. Nota bene symbol ten w wyobraźni zbiorowej został tak silnie powiązany z Powstaniem Warszawskim, że wiele osób noszących go na koszulkach nie zdaje sobie sprawy, że powstał wcześniej. Wzmianki w prasie o pojawianiu się na ulicach charakterystycznej kotwicy można było spotkać już w 1942 roku. Co ciekawe, do finału konkursu ogłoszonego na zamówienie Polskiego Państwa Podziemnego (zwycięski znak miał dodawać otuchy i krzepić do walki) doszły dwa projekty – Kotwica i Miecze Grunwaldzkie, co również pokazuje trwałość mitu bitwy pod Grunwaldem.

Przekaz płynący z „ubrań patriotycznych” jest jasny – należy czcić bohaterów i ich oddanie dla Ojczyzny, dążąc do podobnej postawy. Jaka jest jednak cena stawiania na piedestale takich wartości jak mężna walka i poświęcenie w imię abstrakcyjnej idei? Moda wychodzi na ulice i jest widoczna, ubrania mogą służyć promowaniu rozmaitych idei. Nasze społeczeństwo, jak twierdzi Susan Sontag, jest zbiorowością bardziej „opatrzoną” niż „oczytaną”, dlatego treści umieszczane w przestrzeni publicznej, także na koszulkach, mają moc wzorcotwórczą. Rozpowszechnianie wzorców romantycznych nawołujących do oddania życia za ojczyznę może mieć daleko idące negatywne konsekwencje. Hasło: „Wywalcz Polsce wolność albo zgiń”, nawet jeśli jest po prostu przypomnieniem dewizy Cichociemnych, sprawia, że najwyższą wartością staje się walka, największymi bohaterami – żołnierze, a najszlachetniejszym uczynkiem – śmierć.

Ponadto historia promowana przez marki „odzieży patriotycznej” jest bardzo wybiórcza. Jak zauważa Maria Janion, w polskim dyskursie historycznym sprawy narodowe zyskują wyższy status niż sprawy jednostkowe. Nie ma tu też miejsca na wspólnotę odbiegającą w jakikolwiek sposób od wzorca jednonarodowego. Co ciekawe, rzadko przywołuje się konkretnych bohaterów historycznych (chyba że są oni symptomatyczni dla pewnej zbiorowości); mit żołnierza obecny w narracji marek patriotycznych został spłaszczony, oderwany od rzeczywistości. Historia ukazywana na ubraniach jest uproszczona, pozbawiona wrażliwości na czynnik ludzki. Łatwo dać się uwieść pięknej legendzie o bohaterach narodowych, trudniej uświadomić sobie, że musieli dokonywać tragicznych wyborów i że za swoje oddanie ojczyźnie zapłacili najwyższą cenę.

„Odzież patriotyczna” silnie promuje romantyczną wizję historii, skupiając się na walce i poświęceniu. Gloryfikuje wojnę i bohaterskie postawy zamiast szukać wartości w codziennym, żmudnym działaniu na rzecz państwa i społeczeństwa, takim jak praca, nauka czy wychowywanie dzieci. Obywatele dumni ze swojego pochodzenia, identyfikujący się z polską historią militarną, zaczynają antagonizować wszystkich, którzy według nich mogą zaszkodzić ojczyźnie. A szkodnikiem może być każdy, kto nie mieści się w jedynym słusznym systemie wartości. Każda taka osoba może zostać okrzyknięta wrogiem narodu.

Bluzy czy koszulki z napisem „śmierć wrogom ojczyzny” nie powinny być częścią faktycznie patriotycznego dyskursu, nieujętego w cudzysłów. Patriotyzm, nawet manifestowany w niezrozumiały dla nas sposób, powinien być uczuciem pozytywnym, afirmującym. Nie ma w nim miejsca na nienawiść i uciskanie innych; tu rozpoczyna się już nacjonalizm. Co więcej, w przedstawionym sposobie myślenia historia upamiętniana jest wybiórczo, bez poruszania tematów będących rysą na nieskazitelnym wizerunku (jak na przykład pogrom w Jedwabnem). Skoro patriotyzm polega na wzięciu odpowiedzialności, musi ona dotyczyć także momentów niewygodnych. Nie chodzi jedynie o wychwalanie wzniosłej historii i opłakiwanie ofiarnych bohaterów, ważna jest też otwartość na dyskusję i krytyczne podejście do przeszłości.

 

„Jaki znak Twój?”

„Moda patriotyczna” poza konkretnymi hasłami oferuje też po prostu ubrania z polską flagą czy z polskim godłem. Taka forma manifestowania uczuć politycznych wydaje się najmniej kontrowersyjna, jednak jest pod kilkoma względami problematyczna. Przez komercjalizację symbole narodowe powszednieją, tracą na wartości symbolicznej i stają się maszynką do zarabiania pieniędzy. Ponadto wiele osób nie chce nosić ubrań z flagą czy orłem, nie ze względu na ich własną wymowę, ale przez ogólny przekaz odzieży „patriotycznej”, który dla ludzi o bardziej liberalnych poglądach jest nie do przyjęcia. Dodatkowo obnoszenie się z symbolami narodowymi przywodzi dzisiaj na myśl grupy skrajnie nacjonalistyczne i wartości przez nie wyznawane.

Ubranie może stać się narzędziem manifestowania przynależności do danej grupy społecznej czy światopoglądowej. Prezydent Andrzej Duda w 2015 roku pojechał do Chin (sic!) w koszulce marki RED IS BAD. Mogłoby się wydawać, że nie ma nic dziwnego w tym, iż Prezydent zakłada strój z małym wizerunkiem polskiej flagi w miejscu kieszonki. Jednak wybór koszulki określonej, znanej marki sprawia, że jest to gest deklaracji ideologicznej, w dodatku promującym taką ideologię, z którą nie identyfikuje się połowa społeczeństwa. „Moda patriotyczna” umacnia wizję jednorodnej etnicznie i religijnie Wielkiej Polski Katolickiej, na której obecny rząd zbija kapitał polityczny.

 

Alternatywa?

Czy nie mogłaby powstać odzież patriotyczna, z którą będą utożsamiali się wszyscy obywatele, bez względu na poglądy? Czy umieszczając podobizny Żołnierzy Wyklętych i Małego Powstańca na koszulkach, faktycznie oddajemy im cześć? Raczej sprawiamy, że stają się elementem kultury popularnej, sposobem na zarobienie pieniędzy. Ich wszechobecność w przestrzeni publicznej sprawia, że nie ma miejsca na dyskusję. Obserwujemy ich bardzo uproszczone przedstawienia, przez co nie uświadamiamy sobie, że wiążące się z nimi wartości nie są jednoznaczne.

Czemu jednak nie promować na t-shirtach polskich dokonań naukowych czy kulturowych? Czy nie da się w taki sposób wykorzystać odzieży jako nośnika treści i osobistych przekonań, żeby zamiast dzielić łączyła?

 

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.

  • Michał Maz

    Bardzo dobry artykuł!