dwutygodnik internetowy
06.04.2015
magazyn papierowy


Od alienacji do zbawienia. Biała gorączka czerwonej teologii

Publikujemy w dwutygodniku ułożony alfabetycznie zarys programu europejskiej teologii wyzwolenia, który pierwotnie ukazał się się w 24. numerze magazynu „Kontakt” zatytułowanym „Pols-kość niezgody”.

11087183_1022944567733779_1547342986_oAlienacja: Człowiek, którego duch unosi się nad całym tym alfabetem, wskazał kiedyś na dwa rodzaje grożącego nam wyobcowania: zagubienie pośród rzeczy oraz zagubienie w nas samych. Pierwsze wiąże się z heroicznym podporządkowaniem człowieka zbiorowości, drugie zaś – z narcystycznym skupieniem się przez niego na jego własnym wnętrzu. Niebezpieczeństwo obydwu skrajności polega na tym, że głosząc pochwałę, odpowiednio, kolektywu lub jednostki, uśmiercają OSOBĘ wraz z jej otwarciem na Boga i na drugiego człowieka. Miejsce człowieka nie jest bowiem w anonimowym tłumie ani w kryształowym pałacu wyobraźni, lecz we wspólnocie – niewybranej na zasadach konsumenckich, lecz przyjętej w duchu powołania i służby. To właśnie służąc drugiemu człowiekowi, przede wszystkim UBOGIEMU, traktując nie tylko jego duszę, ale i jego ciało jako przestrzeń sakralną, pozwalamy na to, by doczesny firmament został rozświetlony przez przebłysk ZBAWIENIA.

Biblia: Pismo Święte jest opowieścią o wyzwoleniu człowieka i ludzkości w znaczeniu nie tylko moralnym, lecz również politycznym: wyjście Izraelitów z niewoli egipskiej stanowi prefigurację odkupieńczej śmierci CHRYSTUSA. Tak też czytali Biblię mieszkańcy Ameryki Łacińskiej – jako dramat opowiadający o ich własnym doświadczeniu ucisku i ich własnym przeżywaniu nadziei. Księga Wyjścia jest jednak tekstem opowiadającym nie tylko o wyzwoleniu Izraela, lecz również o wyzwoleniu Mojżesza, który zaczyna swoją drogę jako wychowany przez egipskich ciemiężycieli radykał, na wygnaniu staje się zgorzkniałym rewolucjonistą, wobec Boga objawiającego mu się na górze Horeb zachowuje się jak tchórz, by po długiej wędrówce przez wewnętrzną pustynię skończyć jako człowiek pokładający swoją nadzieję w Panu i z Pana czerpiący moc przemieniania serc i struktur. Niech pamięta o tym bezbożna LEWICA!

Chrystus: W Księdze Wyjścia czytamy, że na Horebie Pan zdradził Mojżeszowi swoje imię. Wbrew uczonym teologom, Bóg objawił się jednak nie jako Ten, który w sensie abstrakcyjnym jest, lecz jako Ten, który przysięga wierność swojemu ludowi i który tej wierności dochowuje. Nasz Bóg nie jest Bogiem ukrytym, lecz zaangażowanym w historię swojego stworzenia. Nie jest Bogiem obojętnym wobec zła, lecz przyjmującym na siebie zło w jego najbardziej radykalnej formie. Bogiem, który lęka się, płacze i poci krwią, czyniąc umęczone ciało człowieka rzeczywistym miejscem TEOLOGICZNYM. Który obmywa nogi swoim uczniom, przypominając im o ich wzajemnej zależności. Który oddaje życie za dłużników, zastępując logikę sprawiedliwej odpłaty logiką SOLIDARNOŚCI. „Bóg pragnie, abyśmy zbudowali sprawiedliwość, pokój i jedność między ludźmi w naszym świecie i naszych czasach – komentuje o. Józef Wrzesiński. – Jezus Chrystus nie jest apolityczny. Jego życie, śmierć i Zmartwychwstanie były zamysłem, polityką i programem dla człowieka” (patrz: ZBAWIENIE).

Dobro wspólne: Wśród przedstawicieli głównego nurtu ekonomii pokutuje przekonanie, że najbardziej efektywnym sposobem zarządzania znaczną większością zasobów, w tym również dobrami i usługami publicznymi, jest ich prywatyzacja. Wspólne zasoby, których (chwilowo) sprywatyzować się nie da, takie jak środowisko naturalne czy przestrzeń publiczna, można jednak utowarowić i sprawić, by dostęp do nich był kupowany za pieniądze. W im większym zaś stopniu poszczególne dziedziny życia społecznego rządzone są przez pieniądz, tym bardziej zaostrzone zostają NIERÓWNOŚCI. Zwolennicy koncepcji HOMO ECONOMICUS uważają, że jednostka w racjonalny sposób dążąca do osiągnięcia zysku nie zajeździ na śmierć kobyły, na grzbiecie której siedzi, pod warunkiem, że jest to jej własna kobyła, nie zaś kobyła „wspólna” lub, nie daj Boże, „państwowa”. Badania wykazują jednak, że wspólnoty lokalne bardzo dobrze radzą sobie z ustanowieniem i przestrzeganiem regulacji chroniących należące do nich zasoby. Pośrednie formy WŁASNOŚCI pozwalają w niektórych przypadkach uniknąć dychotomii prywatnego i państwowego, aczkolwiek to właśnie państwo może stanowić parasol chroniący je przed zakusami wielkiego kapitału. Mało która bowiem forma zarządzania dobrami okazała się równie destrukcyjna jak korporacyjny kapitalizm, w możliwie krótkim czasie i możliwie niskim kosztem drenujący lokalne społeczności i tradycyjnie użytkowane przez nie dobra.

Ekologia: Myślenie w kategoriach ekologicznych nie musi wcale świadczyć o zaspokojeniu podstawowych potrzeb społeczeństwa, które – nasyciwszy się – może oddać się kontemplacji wartości postmaterialistycznych. Rzecz bowiem nie w pozwoleniu sobie na luksus myślenia o środowisku naturalnym, lecz w przyjęciu odmiennego paradygmatu myślenia o człowieku, który nie jest samotną wyspą, lecz istotą głęboko zakorzenioną społecznie i przyrodniczo (patrz: INDYWIDUALIZM). Jeśli zaczniemy pojmować ekonomię w sposób nieco bardziej ludzki, to okaże się, że społeczna ekologia tradycyjnych wspólnot – w BIBLII wyrażająca się w zasadach roku szabatowego (raz na siedem lat ziemia musi odpocząć) i roku jubileuszowego (raz na pięćdziesiąt lat długi są umarzane, dzięki czemu odtworzone zostają nadwyrężone przez chciwość relacje międzyludzkie) – znacznie więcej ma wspólnego z ekonomiczną racjonalnością niż quasi-religijny kult wzrostu gospodarczego.

Franciszek: Jeszcze za życia Biedaczyna z Asyżu stał się symbolem ewangelicznego UBÓSTWA i inspiracją dla ruchów odnowy wspólnoty wiernych. Wiele lat po swojej śmierci został też ogłoszony patronem EKOLOGII. Komentując wybór Jorge Mario Bergoglio na Stolicę Piotrową, Leonardo Boff powiedział: „Jego imię, Franciszek, to coś więcej niż imię. To plan dla KOŚCIOŁA”.

Grzech: Zło rodzi się w akcie ludzkiego wyboru, którego nie dokonujemy jednak w społecznej czy ekonomicznej próżni. Wolności sytego nie można bezmyślnie porównywać z wolnością głodnego, to bowiem, co dla jednego jest spontaniczną decyzją, dla drugiego może okazać się aktem heroizmu. Warunkiem wyzwolenia człowieka z grzechu jest więc nie tylko formowanie jego sumienia, lecz również tworzenie warunków, w których korzystanie z daru wolności znajdzie się w jego bezpośrednim zasięgu (patrz: ROZWÓJ). Inna rzecz, że ludzki grzech bywa niekiedy skrywany i reprodukowany w społecznych strukturach. Doświadcza tego zarówno bogaty, który wyzyskuje swoich pracowników w warunkach morderczej konkurencji, jak i biedny, który oszukuje swojego bliźniego, by wyłudzić pieniądze potrzebne na wyżywienie własnej rodziny. Grzech ma zawsze wymiar społeczny – jest grzechem przeciwko JEDNOŚCI – bo OSOBA ludzka jest istotą społecznie zakorzenioną. Rozpowszechniona wśród religijnych konsumentów egocentryczna troska o nieskazitelność może zaspokajać nasze narcystyczne potrzeby (patrz: ALIENACJA), ale na pewno nie przybliży nas do integralnego wyzwolenia.

Homo economicus: Mit o racjonalnie działającej jednostce, która dąży wyłącznie do maksymalizowania swoich zysków – mimo prostackiej jednowymiarowości, czyniącej odrzucenie go „sprawą smaku” – wciąż pozostaje jednym z dogmatów mainstreamowej ekonomii. W punkcie wyjścia odrzuca on postulaty EKOLOGII społecznej i unieważnia społeczny charakter człowieka, który staje się w pełni sobą tylko w PRACY z drugim i dla drugiego. Przyjęty jako aksjomat w praktyce wielu społeczeństw, mit ów sprzyja dojrzewaniu kolejnych pokoleń egoistów, którzy wchodzą w dorosłość przekonani, że nic nikomu nie są dłużni i że ponoszą wyłączną odpowiedzialność za swój sukces lub swoją porażkę. Koncepcja homo economicus, w zamyśle swoich wyznawców programowo antyutopijna, gotuje światu bardzo ponurą dystopię i nie ma nic wspólnego z tragicznym optymizmem chrześcijanina.

Indywidualizm: ALIENACJA Narcyza, kojarzona przez Emmanuela Mouniera z filozofią egzystencjalną, lepiej dziś chyba nadaje się do opisania społeczeństwa egoistów, którzy próbują oszukać trawiący ich głód sensu za pomocą konsumpcji dóbr. Konsumpcja jest jednak czynnością bardzo samotną i jako taka zwiększa tylko poczucie nienasycenia, które miała zaspokoić. By przerwać zaklęty krąg definiowania siebie przez rzeczy, których się używa, człowiek musi doświadczyć tego, że zależność, której się lęka, jest błogosławieństwem, że cierpienie związane z budowaniem relacji z drugim człowiekiem, również tym „brzydkim”, nie wyniszcza go, lecz pozwala mu być bardziej sobą. CHRYSTUS wyzwala ludzi uwięzionych nie tylko w swojej nędzy, lecz również w swoim dostatku. Ludzi wkręconych w tryby społeczeństwa konsumpcyjnego, które zajmując się kreowaniem uczucia braku u zamożnych, nie zaspokaja podstawowych potrzeb znajdujących się poza jego marginesem ubogich.

Jedność: Choć wiara chrześcijańska nie daje się pogodzić z marksistowską koncepcją walki klas, to konsekwencje obiektywnych podziałów klasowych nie zostały dość poważnie potraktowane przez Kościół, sam przeorany bruzdą społecznego podziału (patrz: NIERÓWNOŚĆ). „Próba pobożnego ukrycia tego podziału pod fikcyjną i formalistyczną jednością to fałszowanie prawdziwego charakteru wspólnoty chrześcijańskiej pod pretekstem takiej religijnej postawy, która próbuje się sytuować poza doczesnymi uwarunkowaniami” – pisał pół wieku temu Gustavo Gutiérrez. Nie oszukujmy się: podzielony świat nie odnajdzie sakramentu swojej jedności w nie mniej podzielonym Kościele.

Kościół: W nie tak znowu dalekiej przeszłości Kościołowi zdarzało się sankcjonować swoim autorytetem struktury politycznej opresji i ekonomicznego wyzysku. My, chrześcijanie, za życia uciekając myślą w zaświaty i zapominając o ziemskim aspekcie ZBAWIENIA, pozwoliliśmy na to, by – jak pisał Jerzy Turowicz – „kto inny podniósł sztandar walki o sprawiedliwość społeczną”. Na przekór naszej amnezji i w trosce o rzeczywistą jedność Kościoła, papież FRANCISZEK wzywa nas do tego, byśmy stali się „Bożymi narzędziami wyzwolenia UBOGICH”. Realizacja tej misji wyraża się w dwojakich działaniach: z jednej strony, poprzez chrześcijańskie MIŁOSIERDZIE, z drugiej zaś – poprzez określanie etycznych ram funkcjonowania struktur życia społecznego oraz poprzez analizę i krytykę konserwowanej przez te struktury sytuacji opresji, której ofiarami padają nasi bracia najmniejsi.

Lewica: „Niezależnie od tego, z jakim ustrojem mamy do czynienia, tradycyjnym, mieszczańskim czy socjalistycznym, nigdy nie są zapewnione ani wolność umysłu, ani solidarność ludzka. Jedyna lewica, jaka zawsze pozostaje wierna samej sobie, to ta, która powołuje się nie na wolność czy na równość, ale na braterstwo, to jest na miłość” – pisał Raymond Aron. Jeden tylko przypis: porządek wartości się zgadza, w praktyce nie wolno jednak oddzielać wezwania do przemiany serc od burzenia skłaniających je do GRZECHU struktur. Gdy dajemy biednym chleb, nie pozwólmy na to, by nazywali nas „świętymi”. Gdy pytamy o to, dlaczego biedni nie mają chleba, niech nazywają nas „chrześcijanami”.

11087790_1022944557733780_2145767693_o

Miłosierdzie: Miłosierdzie nie jest alternatywą dla sprawiedliwości, lecz stanowi inny wymiar chrześcijańskiej SOLIDARNOŚCI z ludźmi dotkniętymi UBÓSTWEM. Wśród jego psychologicznych skutków, wzmacnianych przez praktykę społeczeństwa konsumpcyjnego, wspomnieć należy wstyd, upokorzenie, poczucie nieprzydatności i braku sprawczości. Gdy pomagamy w sposób niewłaściwy, ryzykujemy pogłębienie tych destrukcyjnych tendencji, wchodząc w rolę złych Samarytan. Dlatego od egzaltowanego nieraz współczucia powinniśmy przejść do zaangażowania ukierunkowanego na materialne i moralne wyzwolenie drugiego człowieka. Ponieważ zaś naszym zadaniem nie jest uzależnienie go od siebie, lecz dostarczenie mu narzędzi, przy pomocy których będzie on mógł sam siebie wyzwolić, relacja między nim a nami musi być wolna od znamion podporządkowania. „Ach, jakże łatwo jest dawać tak, jak drzewo daje cień z wyżyny swej wielkości – pisał abp Hélder Câmara. – Ale o ileż trudniej dawać bez poniżania drugiej osoby, dawać jak brat, który spełnia tylko swój obowiązek, który dzieli się z braćmi tym, co im się także należy…”

Nierówność: W encyklice „Populorum progressio” Paweł VI ogłosił, że „kwestia społeczna jest teraz sprawą całej ludzkości”. Gdy pisał te słowa, państwa Zachodu, utrzymującego globalne peryferie w relacji neokolonialnego podporządkowania, realizowały wobec swoich obywateli politykę zmniejszania ekonomicznych dysproporcji. Sytuacja zaczęła się zmieniać kilkanaście lat później, gdy – wraz z postępującym demontażem państwa opiekuńczego – kwestia społeczna powróciła na bogatą Północ. Mówiąc o wołających o pomstę do nieba nierównościach, mamy więc na myśli zarówno nierówności globalne, jak i lokalne. Mówiąc o nowych peryferiach, mamy na myśli zarówno getta spektakularnej nędzy w tak zwanym Trzecim Świecie, jak i obszary mniej widocznego UBÓSTWA w Świecie Pierwszym. Jedne i drugie są produktami ubocznymi pozbawionego ram prawnych i horyzontów etycznych kapitalizmu. Dowiedziono, że w państwach, które osiągnęły pewien poziom zamożności, natężenie niemal wszystkich problemów społecznych nie daje się wytłumaczyć stopniem ROZWOJU gospodarczego, lecz jest wprost proporcjonalne do poziomu występujących w tych państwach nierówności. Niwelacja tych nierówności staje się nie tylko imperatywem etycznym, lecz również priorytetem ekonomicznym.

Osoba: „Ruch personalistyczny zrodził się z kryzysu, który w 1929 roku rozpoczął krach giełdowy na Wall Street i który nadal rozwija się na naszych oczach po paroksyzmach drugiej wojny światowej – pisał dwa lata po jej zakończeniu Emmanuel Mounier. – Kryzys, z którego głębokości wielu ludzi nie zdawało sobie sprawy, można było dwojako tłumaczyć. Marksiści mówili: Klasyczny kryzys ekonomiczny, kryzys struktury. Wystarczy zoperować ekonomię, choremu wróci zdrowie [patrz: LEWICA]. Moraliści się sprzeciwiali: Kryzys człowieka, kryzys obyczajów, kryzys wartości. Trzeba zmienić człowieka, społeczeństwa wyzdrowieją. Nas nie zadowalali ani jedni, ani drudzy. Wydawało się nam, że spirytualiści i materialiści popełniają ten sam współczesny błąd, wskutek którego – idąc za wątpliwego rodzaju kartezjanizmem – oddzielają ciało i duszę, myśl i działanie, homo faber i homo sapiens. My natomiast twierdziliśmy: kryzys jest równocześnie kryzysem ekonomicznym i kryzysem duchowym – kryzysem struktur i kryzysem człowieka. Rewolucja moralna będzie ekonomiczna albo wcale jej nie będzie. Rewolucja ekonomiczna będzie moralna albo będzie niczym”. Dziś, gdy zglobalizowany świat targany jest skutkami nowego kryzysu, pozostaje powiedzieć: „Amen”.

Praca: Stosunkowo łatwo pomylić pracę z zatrudnieniem, to znaczy z działalnością zarobkową. Jest ona jednak czymś więcej: sposobem ludzkiego uczestnictwa w Boskim dziele stworzenia, który przekracza wąski horyzont INDYWIDUALNEGO, rodzinnego czy klasowego egoizmu, a ukierunkowany jest na budowę DOBRA WSPÓLNEGO. Praca jest również fundamentem tożsamości OSOBY i relacji wzajemnej zależności, które nawiązuje ona z innymi. Na tym tle lepiej zrozumieć można dramat bezrobocia, generującego wstyd związany z niemożliwością wywiązania się z przypisanej sobie roli społecznej, upokorzenie wynikające z konieczności przyznania się do porażki, zanik poczucia międzyludzkiej SOLIDARNOŚCI, dziedziczoną z pokolenia na pokolenie ekskluzję. Inny dramat wiąże się z uczynieniem pracy towarem pośród innych towarów – tym tańszym, im bardziej przez człowieka pożądanym – skutkującym przemianą twórczej działalności, która miała czynić nasze życie „bardziej ludzkim”, w źródło zarobku ledwie wystarczającego na biologiczne trwanie. „Musi być możliwe, by każdy, kto pracuje w pełnym wymiarze, miał zarobki umożliwiające mu życie godne człowieka” – pisze kard. Reinhard Marx. Musi być możliwe, by każdy, kto chce pracować w pełnym wymiarze, mógł taką pracę otrzymać. Musi być wreszcie możliwe, by każdy, kto został zepchnięty na margines życia społecznego, mógł znaleźć swoje miejsce i godność na integracyjnym rynku pracy. Tego po prostu wymaga sprawiedliwość.

Rozwój: Zwykło się identyfikować rozwój z drganiami wskaźników wzrostu gospodarczego, społeczną modernizacją lub postępem technologicznym. Niesłusznie. Jak dowodzi Amartya Sen, prawdziwy rozwój polega na poszerzaniu przestrzeni rzeczywistej, nie zaś tylko teoretycznej wolności przysługującej człowiekowi. Przestrzeń tę, w stopniu znacznie większym niż wymienione wyżej czynniki, konstytuują prawa obywatelskie oraz warunki ekonomiczne, takie jak dostęp do pożywienia, czystej wody, mieszkania, zaplecza sanitarnego, opieki zdrowotnej i edukacji. Wynika stąd, że w czasach bezprecedensowego dobrobytu elementarna wolność wciąż jeszcze nie stała się udziałem znacznej części ludzkości, zamieszkującej globalne i lokalne peryferie. Pogląd ten nie znajduje uznania na gruncie mainstreamowych teorii ekonomicznych, opartych na koncepcji HOMO ECONOMICUS, które redukują wolność do swobody konsumowania, czyniąc ją w ten sposób czymś skandalicznie abstrakcyjnym z punktu widzenia ludzi niebędących w stanie z tak pojętej wolności skorzystać. Doświadczenie poucza, że wolność sprowadzona do swojego wymiaru gospodarczego staje się niczym innym jak tylko prawem silniejszego.

Solidarność: Zaspokojenie podstawowych potrzeb każdego człowieka nie jest kwestią chrześcijańskiego MIŁOSIERDZIA, lecz sprawiedliwości. Przypominając o zasadzie powszechnego przeznaczenia dóbr, której podporządkowana jest WŁASNOŚĆ prywatna, papież FRANCISZEK napisał: „Prywatne posiadanie dóbr usprawiedliwione jest przez ich strzeżenie i pomnażanie, tak by lepiej mogły służyć DOBRU WSPÓLNEMU, stąd solidarność należy przeżywać jako decyzję zwrócenia ubogiemu tego, co mu się należy”. Mechanizmem takiej solidarności jest nie tylko dobroczynność, lecz także przeciwdziałanie strukturalnym przyczynom UBÓSTWA na drodze redystrybucji dokonywanej przez państwo i wspólnotę międzynarodową. Chrześcijańskie ramy tej redystrybucji wyznacza, z jednej strony, przekonanie, że sprowadzenie opiekuńczej funkcji państwa do bardzo selektywnej pomocy społecznej stanowi najprostszą metodę obniżenia jakości świadczeń i stygmatyzacji ich beneficjentów, z drugiej zaś – obawa przed degenerującym uzależnieniem grupy ludzi od wsparcia udzielanego im przez instytucje państwowe. Od chrześcijańskiej zasady pomocniczości bardzo daleko jednak do przypowieści o wędce i rybie, bo nauka łowienia wcale nie jest taka prosta, jak się młodym przedsiębiorcom wydaje, a i na niewiele przydaje się ona na peryferyjnym bezrybiu.

Teologia: Teologia nie może abstrahować od problemów usakralizowanej NIERÓWNOŚCI, skoro, z jednej strony, o wyzwoleniu nędzarzy mówi BIBLIA, a przez nich samych mówi Bóg, z drugiej zaś – skala problemu świadczy o GRZESZNYM charakterze lokalnych i globalnych struktur. Angażując się po stronie nędzarzy, teolog może integrować wyzwoleńczą tradycję biblijną z krytyczną analizą rzeczywistości społecznej, by w ten sposób realnie dopomóc wykluczonym w odzyskaniu ich utraconej podmiotowości. Jak napisał Gustavo Gutiérrez, teologia wyzwolenia „nie poprzestaje na refleksji nad światem, ale raczej próbuje być częścią procesu, który przekształca świat”.

Ubóstwo: Chrześcijanie, którzy żyją we względnym dostatku, lubią do samych siebie odnosić pierwsze spośród błogosławieństw, od których CHRYSUTS rozpoczął Kazanie na Górze. Ignorują przy tym fakt, że w tradycji BIBLIJNEJ ubogimi duchem, to znaczy otwartymi na wolę Boga, byli przede wszystkim biedni i uciśnieni. Protestując przeciwko „spirytualizacji ubóstwa”, teologowie wyzwolenia wskazują na trzy jego wymiary. Obok ubóstwa duchowego i materialnego wyróżniają ubóstwo KOŚCIOŁA, który angażuje się po stronie nędzarzy, stając się ich głosem, a w razie potrzeby również krzykiem. W społeczeństwie konsumpcyjnym, po raz pierwszy w dziejach, ubodzy nie mają do odegrania żadnej roli – czy to jako przedmiot odrazy, czy to jak obiekt współczucia. Nie są dziś wykorzystywani, lecz po prostu zbędni – obwiniani o swój dziedziczony z pokolenia na pokolenie los oraz o wszystkie dehumanizujące konsekwencje swojej nędzy: bezrobocie, demoralizację, przemoc. To przez ubogich mówi jednak Bóg i to ich punkt widzenia jest punktem widzenia Ukrzyżowanego. Ich cierpienie jest nie tylko społecznym problemem, lecz także społecznym GRZECHEM, a ponadto skandalem TEOLOGICZNYM, z którego wynika imperatyw ich integralnego wyzwolenia.

Własność: Wbrew przekonaniom neoliberalnych ekonomistów i intuicjom uwiedzionych przez nich chrześcijan, własność nie jest święta. Od początku swojego istnienia KOŚCIÓŁ kładł nacisk na społeczne zobowiązania, które pociąga za sobą posiadanie dóbr. Z zasady powszechnego ich przeznaczenia mogą wynikać postulaty uznania niektórych spośród nich, na przykład środowiska naturalnego i zasobów naturalnych, ale również przestrzeni publicznej, publicznych instytucji i usług, za DOBRA WSPÓLNE lokalnych społeczności lub całej rodziny ludzkiej. Przypominając o pierwszeństwie PRACY przed kapitałem, Jan Paweł II napisał, że „własność nabywa się przede wszystkim przez pracę po to, aby służyła pracy”. Wynika stąd aprobata dla własności pracowniczej i spółdzielczej, które przełamują fałszywą dychotomię tego, co w wąskim rozumieniu prywatne, i tego, co państwowe, nader często błędnie utożsamianego z „niczyim”. Wynika również – pomimo sięgającej czasów Tomasza z Akwinu warunkowej afirmacji własności prywatnej – odmowa sankcjonowania sytuacji, w której dobra są „posiadane dla posiadania”. Takimi zaś dobrami są prywatne źródła wody w okresie suszy, opatentowane leki w czasie epidemii oraz grunty miejskie służące spekulacji w warunkach niedoboru mieszkań. Squatersi, czytajcie encykliki społeczne!

Zbawienie: Mając problem z wyobrażeniem sobie tego, co niewyobrażalne, zmuszeni jesteśmy mówić o zbawieniu językiem metafor. Taką właśnie metaforą, akcentującą społeczny wymiar zbawienia, jest wyzwolenie. Idzie zarówno o moralne wyzwolenie z niewoli egoizmu i GRZECHU, jak i o społeczno-polityczne wyzwolenie z niewoli struktur utrwalających ALIENACJĘ i podporządkowanie. Człowiek nie jest duszą uwięzioną w ciele, odkupienie dotyczy więc również jego ciała – głodnego, spragnionego, nagiego, chorego, bitego, cierpiącego… „Walczyć przeciwko nędzy i wyzyskowi i budować sprawiedliwe społeczeństwo to znaczy już być częścią zbawczego działania, które zmierza do swojej pełnej realizacji” – pisał pisał Gustavo Gutiérrez. – Doczesne życie nie jest tylko próbą”.

To naprawdę zaczyna się już tutaj, na ziemi.