dwutygodnik internetowy
06.04.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Ocean – Ukraina

Rewolucja Godności, jaka ponad rok temu dokonała się na Ukrainie, rozpoczęcie marszu na Zachód, odrzucenie rosyjskiego projektu Unii Eurazjatyckiej, utrata zaanektowanego przez Rosję Krymu i wojna rosyjsko-ukraińska w Donbasie przeorały sytuację na ukraińskiej scenie politycznej i zmieniły cały układ odniesień w polityce zagranicznej. Kijów coraz mocniej zdaje sobie sprawę, że schody, jakie musi pokonać na drodze do spełnienia ambitnych planów integracji z Zachodem, są dużo wyższe niż słynne schody w Odessie, uwiecznione w filmie przez Eisensteina. Ale mocno trwa w postanowieniu, by je pokonać.

ilustr.: Tomasz Obiński

ilustr.: Tomasz Obiński

Fala aktywności społecznej w lutym ubiegłego roku zmyła Wiktora Janukowycza i jego ekipę. Majdan przeciwstawił się nie tylko doraźnemu opóźnieniu, deklarowanemu przez prezydenta w słowach, a faktycznie niechcianej integracji z Europą, nie tylko zbliżeniu z Moskwą, ale generalnie – nieudolnej polityce skorumpowanej władzy. Złote sedesy odkryte w luksusowych rezydencjach przepędzonych notabli stały się symbolem starego rządzącego układu, dążącego do zapewnienia sobie i swoim bliskim krociowych majątków kosztem oszukiwanego i okradanego społeczeństwa. Zdeterminowani Ukraińcy zaprotestowali właśnie przeciwko rozbuchanej kleptokracji i niezdecydowanemu dreptaniu w miejscu bez jasno wyznaczonego celu, bez wizji odmiany życia na lepsze. Na sztandarach Majdanu wypisano hasła domagające się od rządzących uczciwej polityki – i wewnętrznej, i zagranicznej. Wyznaczono też jednoznacznie cel, do jakiego ma zdążać odnowione państwo: przystąpienie do świata zachodniego z jego demokratycznymi zasadami i ideami, członkostwo w Unii Europejskiej i NATO. A wszystko to po to, by stworzyć godne warunki życia i rozwoju obywateli. Zadanie idealistyczne, wymagające fundamentalnych zmian systemu politycznego. I piekielnie trudne do wykonania nawet w warunkach pokoju i społecznego konsensu.

Nowe władze zostały wybrane w wolnych wyborach (w maju 2014 prezydent Petro Poroszenko, w październiku parlament, w którym większość stanowią siły proreformatorskie). Ich legitymacja jest mocna. Podejmowane przez Rosję w początkowym okresie próby jej podważenia, oparte na nieprawdziwym twierdzeniu, że w Kijowie dokonano przewrotu, a jedynym konstytucyjnym prezydentem pozostaje Janukowycz (przebywający w Rosji), nie przyniosły żadnych efektów. Pierwszoplanowym zadaniem nowo wybranych władz było przywrócenie sterowności państwa. I to w sytuacji stale pogarszających się wskaźników gospodarczych.

Już w chwili, gdy na Majdan wyszły tłumy, by domagać się odwołania Janukowycza, Ukraina znajdowała się w fatalnej sytuacji ekonomicznej, na progu bankructwa. Recesja trwała co najmniej od półtora roku, budżet się nie dopinał, Kijów zalegał z wypłatami za rosyjski gaz, rosło zadłużenie Ukrainy z tytułu zagranicznych kredytów. Janukowycz w ostatniej chwili pożyczył od Moskwy 3 mld dolarów i uzyskał obietnicę wysokiego kredytu, ale w nowych realiach Rosja obietnicy tej nie zamierzała dotrzymać.

Dotyczące sytuacji na Ukrainie raporty instytucji finansowych na przestrzeni ostatniego roku nieodmiennie zaczynają się od zdania: „Sytuacja gospodarcza kraju jest fatalna, nadal się pogarsza, w ciągu najbliższych miesięcy nie można spodziewać się poprawy”. Odnotowano spadek PKB (prawie o 7%), nastąpiło załamanie handlu zagranicznego (spadek eksportu o 31%, importu – prawie o 35%, dane liczone rok do roku). Ukraińska waluta ogromnie straciła na wartości wobec dolara, rok temu za 1 USD płacono 8 hrywien, dzisiaj trzeba zapłacić już ponad 20 (na początku lutego notowania były jeszcze gorsze: 30 hrywien za dolara, ale był to jedynie kilkudniowy spadek). Spadły rezerwy walutowe Ukrainy. Specjaliści od ekonomii zgodnie stwierdzają, że Ukraina żyje jedynie dzięki pomocy finansowej ze strony wielkich instytucji zachodnich, przede wszystkim Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Na początku marca kierownictwo MFW postanowiło przyznać Ukrainie kredyt 17,5 mld dolarów, suma ta zostanie rozłożona na transze, które będą wypłacane przez cztery lata. „Zachód nie będzie utrzymywać Ukrainy, ale z drugiej strony nie da jej definitywnie zbankrutować” – napisał lapidarnie w analizie „Ukraina bez nowej rewolucji” rosyjski politolog Aleksiej Makarkin.

Salony i chaty

Zastrzyki z MFW to na pewno za mało, by wcielić w życie ambitne zamiary kijowskich władz. Potrzebne są zarówno środki z innych źródeł, jak i niezbędne reformy, które pozwoliłyby uleczyć chore ciało ukraińskiej gospodarki. Toksyczne mechanizmy pozwalające wybrańcom czerpać z wielkiej beczki bez dna, jaką była ukraińska gospodarka za czasów Janukowycza, wymagają gruntownej zmiany. MFW i inne instytucje finansowe zobowiązały Ukrainę do przeprowadzenia niezbędnych z punktu widzenia uzdrowienia gospodarki reform: w sferze bankowej, monetarnej, emerytalnej, naftowo-gazowej, podatkowej itd.

Wynik październikowych wyborów parlamentarnych wskazywał na to, że społeczeństwo oczekuje tych uzdrowicielskich zmian: likwidacji szarej strefy, zwalczenia korupcji, sprawiedliwego podziału dóbr itd. Przecież wygrały partie proeuropejskie, głoszące potrzebę odnowy życia i reform, podczas gdy siły radykalne (jak nacjonalistyczna Swoboda czy Prawy Sektor), a także niedobitki poprzedniej ekipy (Blok Opozycyjny) uzyskały niewielkie poparcie. Widać, że ten wielki kapitał, jakim jest poparcie społeczne dla dokonania zmian, topnieje (o czym szerzej – poniżej). Ekonomiści podkreślają, że reformy muszą być przeprowadzone natychmiast i szybko. Do tego potrzebna jest determinacja władz. Tymczasem na razie widzimy, że do tego reformatorskiego wozu konie zaprzęgane są bardzo powoli.

Część kosztów szokowych reform będzie musiało ponieść społeczeństwo. Rząd już zapowiedział, że w tym roku odbiorców czekają znaczące podwyżki opłat za gaz, prąd i ogrzewanie. A to nie jedyne podwyżki, jakie ludzie już boleśnie odczuwają w swoich portfelach. Niekorzystne trendy na rynku walutowym sprawiły, że realna siła nabywcza hrywny spadła, jednocześnie rząd nie przewiduje rewaloryzacji pensji i emerytur. Efekt: zubożenie społeczeństwa postępuje. Ludzie likwidują depozyty bankowe, sytuację w wielu rodzinach doraźnie ratuje to, że pieniądze przysyłają pracujący za granicą krewni. Jak długo tak się da? Czy na takim paliwie można daleko zajechać? Jak daleko zajadą władze?

Cieszące się popularnością siły polityczne dwóch najważniejszych postaci ukraińskiej sceny politycznej – Petra Poroszenki i Arsenija Jaceniuka – od wyborów mocno straciły na popularności. Według marcowych sondaży Blok Poroszenki mógłby obecnie liczyć jedynie na 14% głosów, a partia Jaceniuka Front Ludowy nie przekroczyłaby nawet 5-procentowego progu wyborczego (w wyborach osiągnęły ponad 20 procent głosów), podobnie kiepskie notowania mają wchodzące do koalicji rządzącej Batkiwszczyna Julii Tymoszenko i Partia Radykalna. Jedynie nowa siła na scenie politycznej – partia Samopomoc mera Lwowa Andrija Sadowego – cieszy się niezmiennym poparciem około 10% wyborców.

Koalicja rządowa, złożona z pięciu partii, trzyma się dzięki konsolidacji wokół spraw wychodzących poza krąg reform i interesów gospodarczych. Toczący się od miesięcy konflikt zbrojny na wschodzie kraju sprawia, że wszystkie spory muszą zostać odsunięte na dalszy plan. Konieczne jest demonstrowanie na zewnątrz jedności ekipy. Choć ostatnio jeden ze sporów wyszedł poza ramy: Petro Poroszenko wytoczył armaty przeciwko najpotężniejszemu spośród ukraińskich oligarchów, gubernatorowi obwodu dniepropietrowskiego, Ihorowi Kołomojskiemu.

Między nami oligarchami

„Po zwycięstwie rewolucji na Majdanie w układzie sił pomiędzy głównymi ukraińskimi oligarchami — przedstawicielami wielkiego biznesu o silnych wpływach politycznych — doszło do znaczących zmian, które jednak nie podważyły samego systemu oligarchicznego. Oligarchowie pozostają jednymi z kluczowych graczy w ukraińskiej polityce i gospodarce. Zmiana władzy w Kijowie oraz wojna w Donbasie skutkowały wyeliminowaniem wpływów Rodziny, czyli osób z bezpośredniego otoczenia Wiktora Janukowycza, które w okresie jego prezydentury tworzyły najbardziej ekspansywną grupę oligarchiczną na Ukrainie. […] Przedstawiciele wielkiego biznesu zachowali znaczne wpływy w Radzie Najwyższej [parlamencie]. Kontrola oligarchów nad kluczowymi sektorami gospodarki i mediami oraz podatność przedstawicieli władz na korupcję oznaczają, że każda próba podważenia systemu oligarchicznego generować będzie poważne napięcia. Wyeliminowaniu lub spadkowi znaczenia najpotężniejszych do niedawna grup oligarchicznych towarzyszył w ostatnich miesiącach bezprecedensowy wzrost wpływów Ihora Kołomojskiego” – pisał w analizie „Oligarchowie po Majdanie: stary system na nowej Ukrainie” ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich w Warszawie, Wojciech Konończuk. Jednym słowem – Majdan, Rewolucja Godności i jej szczytne ideały sobie, a twarde interesy i walka o nie – sobie.

Kołomojski w zeszłym roku położył ogromne zasługi w organizowaniu tamy dla rozrabiających we wschodnich obwodach Ukrainy prorosyjskich harcowników, zorganizował i wyposażył bataliony ochotnicze, ustabilizował sytuację nie tylko w podległym sobie obwodzie dniepropietrowskim, ale także w innych regionach wschodu Ukrainy. Od miesięcy wzmacniał wpływy gospodarcze i polityczne, w tym wpływy nieformalne i nielegalne sposoby działania w biznesie. Poroszenko przeprowadził „ekspedycję karną” przeciwko takim właśnie sposobom działania Kołomojskiego (m.in. nielegalne kontrolowanie wielkich spółek państwowych ze szkodą dla skarbu państwa) – operacja miała na celu pokazanie społeczeństwu, że prezydent jest pełen determinacji, by ograniczać władzę oligarchów i czyścić gospodarcze stajnie Augiasza, rządzące się własnymi, a nie ogólnie obowiązującymi, prawami. Kołomojski złożył dymisję ze stanowiska gubernatora, a konflikt został – przynajmniej czasowo – zażegnany. Punktowe uderzenie w Kołomojskiego nie oznacza jednak całościowej systemowej reformy i wymaganego przez zachodnie instytucje finansowe wprowadzenia przejrzystości w prowadzeniu biznesu na Ukrainie, rozdzielenia sfery politycznej i biznesowej. Oligarchowie i biurokracja trzymają się mocno i są istotnym hamulcem dla wprowadzania reform.

Wojenko, wojenko

Czynnikiem, który najmocniej wpływa na sytuację na Ukrainie, jest bez wątpienia konflikt na wschodzie. Wywołane i sponsorowane przez Moskwę powstanie separatystyczne w obwodzie donieckim i ługańskim jest podstawowym narzędziem przymuszania Ukrainy do rezygnacji z planów integracji z Zachodem. Kreml zareagował na Rewolucję Godności nerwowo. I to z co najmniej dwóch powodów: po pierwsze, Majdan był zwiastunem odwrócenia tendencji w polityce zagranicznej Kijowa, wzmacniał wektor prozachodni; po drugie, pobudził uśpione fobie Władimira Putina, który obsesyjnie obawia się przeszczepienia „kolorowych rewolucji” na grunt rosyjski. Aneksja Krymu miała w założeniu umocnić Putina na arenie wewnętrznej i przestrzec Kijów przed podejmowaniem nieodwracalnych decyzji na rzecz integracji z Zachodem.

To, że „operacja Krym” przebiegła bezkrwawo, a armia ukraińska nie stawiła zbrojnego oporu, zaowocowało zainicjowaniem przez Moskwę kolejnego etapu destabilizowania Ukrainy. W ramach „operacji Rosyjska Wiosna” miały zostać wzniecone antyukraińskie bunty na wschodzie Ukrainy. Tu Rosja napotkała jednak istotny opór – ukraińska armia zaczęła bronić swojego terytorium. Moskwa potajemnie wzmocniła militarnie oddziały separatystów, przysłała ciężki sprzęt i ludzi. Wybuchła krwawa wojna, choć formalnie ani Rosja (odżegnująca się od udziału w działaniach bojowych), ani Kijów stanu wojny nie ogłosiły. Na pewno niezamierzonym przez Kreml skutkiem ubocznym agresji na wschód Ukrainy stało się narodowe przebudzenie Ukraińców, gotowych do ponoszenia ofiar w obronie kraju. Jednym z czynników konsolidujących naród jest obraz wroga – barbarzyńcy ze wschodu, który bezwzględnie zabija, chce zdeptać demokrację i odebrać Ukrainie świetlane ideały. Odbudowanie zaufania pomiędzy bliskimi do niedawna krajami – o ile kiedykolwiek nastąpi – będzie trwało bardzo długo.

Tlący się konflikt w Donbasie ma, w zamyśle Kremla, uniemożliwić Ukrainie samodzielne kształtowanie prozachodniej linii politycznej. Wyjęcie z korony carów ukraińskiej perły zniweczy Putinowi zamiary odbudowania strefy wpływów z czasów ZSRR i odzyskania przez Rosję pozycji mocarstwa. Dlatego bitwa o Ukrainę będzie twarda i długotrwała.

Anna Łabuszewska – od 1992 roku pracuje w Ośrodku Studiów Wschodnich, stale współpracuje z Tygodnikiem Powszechnym, na stronie TP prowadzi blog “17 mgnień Rosji” poświęcony wydarzeniom za naszą wschodnią granicą