dwutygodnik internetowy
09.02.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Obrazki nie tylko dla dzieci

Przyzwyczailiśmy się dotychczas, że jeśli książka ma dużo ilustracji a mało tekstu, znaczy to, że jest dla dzieci. Im mniej jest w niej do oglądania, a więcej do czytania, tym starsi są jej adresaci. Dorosłym przysługiwały już jedynie literki. Treść książek zawarta była w słowach, ilustracje pełniły jedynie funkcje ozdobne oraz pomocnicze – aby ułatwić nieumiejącemu czytać dziecku zrozumienie.

dwoje_ludzi01

Czy książka dla dorosłych może mieć obrazki?

Picturebook mogłaby w zasadzie zostać na polski przetłumaczona jako książka obrazkowa. W zasadzie – bo nazwa angielska używana jest równie często, a fakt, że w polskiej wersji występuje zdrobnienie, infantylizuje ją i sugeruje, że chodzi wyłącznie o książki adresowane do małych dzieci. Czym więc właściwie jest książka obrazkowa (picturebook)?

Obrazy i słowa

Pośród badaczy książki obrazkowej, pomimo różnic w podejściu, istnieje zgoda w sprawie pojmowania formy książki obrazkowej jako tej, która jest złożona z dwu sposobów przedstawiania, dwu reprezentacji – obrazów i słów – stanowiących jeden kulturowy tekst.
Niezgoda natomiast panuje w szczegółach pojmowania wagi tej podwójności, np. czy książka obrazkowa jest przede wszystkim książką, w której najważniejsza jest historia do opowiedzenia za pomocą słów i zilustrowana za pomocą obrazów, czy raczej jest rodzajem sztuki narracji wizualnej, którą dookreślają słowa?
Czy może wreszcie równoważność obrazów i słów jest istotą tego gatunku? Pytania te rodzą się podczas analizy relacji obrazów i tekstów oraz pracy tych dwu modalności na rzecz jakości książki obrazkowej pojmowanej jako całość.
pisała Małgorzata Cackowska w „Rymsie” w 2009 roku.

Przyzwyczailiśmy się dotychczas, że jeśli książka ma dużo ilustracji a mało tekstu, znaczy to, że jest dla dzieci. Im mniej jest w niej do oglądania, a więcej do czytania, tym starsi są jej adresaci. Dorosłym przysługiwały już jedynie literki. Treść książek zawarta była w słowach, ilustracje pełniły jedynie funkcje ozdobne oraz pomocnicze – aby ułatwić nieumiejącemu czytać dziecku zrozumienie.
Współczesny czytelnik funkcjonujący w świecie zdominowanym przez obrazy i znaki graficzne – zarówno dorosły, jak i (a nawet bardziej) dziecko, od początku żyjące w świecie internetu drugiej generacji – przyzwyczajony jest już do przyswajania informacji przekazywanych w sposób nielinearny i niesekwencyjny oraz do interakcyjności. Czytanie nie oznacza już dla niego kontaktu jedynie z literami, przyzwyczajony jest do kontaktu z transtekstami, łączącymi w sobie elementy druku i innych mediów (np. filmów, zdjęć, muzyki).

Obrazki dla dorosłych

Coraz częściej pojawiają się książki obrazkowe (picturebooki), które nie są adresowane do dzieci. Często w ogóle nie mają konkretnego (w sensie np. grupy wiekowej) adresata. Przeznaczone są dla każdego kto po nie sięgnie i komu się spodobają, a odbiorca na każdym poziomie wiedzy i życiowego doświadczenia może w nich znaleźć coś dla siebie. Tak tworzy Iwona Chmielewska, która swoje książki nazywa jeszcze inaczej: Ja staram się tworzyć książki obrazowe. To dlatego, że nie zgadzam się na infantylizację sztuki dla dzieci. Słowo „obrazek” niesie z sobą rodzaj uproszczenia i sprowadzenia obrazu w książce do funkcji podrzędnej tekstowi. Książka z obrazkami to opowieść z dołączonymi ilustracjami. Zarówno w autorskich, jak i wspólnych projektach nie tworzę obrazków i nie zajmuję się tylko ilustracją. Staram się osiągać taki związek obrazu z tekstem, żeby powstawał rodzaj hybrydy, w której tekst jest niepełny bez obrazu, a obraz nie może być odebrany w pełni bez tekstu. To niełatwa sztuka. Przekonują się o tym studenci, z którymi mam zajęcia właśnie z książki autorskiej. Uczymy się, jak dopełniać tekst obrazem i odwrotnie, panując jednocześnie nad całością przekazu. Gdy obraz prowadzi osobną narrację, a jednocześnie, paradoksalnie, pozostaje w ścisłym związku z tekstem, będąc w całości wynikiem zamysłu artysty czy artystów – autorów książki, mamy do czynienia, moim zdaniem, z książką obrazową. (rozmowa z Agnieszką Sikorską – Celejewską dla portalu Qlturka).

Jedną z jej najnowszych (na polskim rynku, bo w Korei, gdzie Iwona Chmielewska była wydawana dużo chętniej od dawna, ukazała się ona już w 2008 roku) książek jest Dwoje ludzi (wyd. Media Rodzina). To zaledwie 33 zdania o tym, na czym polegają związki między kobietą i mężczyzną – w połączeniu z wysmakowanymi ilustracjami mówią więcej niż wszystkie romanse świata. Dwoje ludzi to książka dla osób w każdym wieku, a każdy czytelnik zrozumie ją inaczej, bo odbierać ją będzie poprzez swoje własne doświadczenia.

 
love_story
 

Bodaj pierwszą w Polsce książką obrazkową (picturebookiem) przeznaczoną zdecydowanie dla dorosłego czytelnika było autorskie Love story Oli Cieślak, wydane przez wydawnictwo „Dwie Siostry” w 2008 roku. Ta „wielce romantyczna historia o jeleniu, który szukał prawdziwej miłości” i znalazł ją w osobie pięknej leśniczyny, opowiedziana została w poetyce haftowanych kuchennych makatek, popularnych w kręgu kultury niemieckiej, do czego nawiązywało również stylizowane na gotycką czcionkę liternictwo. Jak zauważa Ewa Stiasny z wydawnictwa „Dwie Siostry”: Wydaje mi się, że pojawienie się takich książek wynika także z pewnego buntu wobec tej sytuacji, że książki ilustrowane były tylko dla dzieci, a dla dorosłych powieści bez obrazków. Bo dlaczego nie zrobić jakiegoś poważnego tematu taka samą techniką, tylko dla dorosłego odbiorcy? Tak na pewno było z Olą Cieślak, która jest artystką zbuntowaną i przełamuje wiele stereotypów na temat książki.„Love story” to książka bardzo awangardowa – dla ludzi z poczuciem humoru, choć pamiętam, że kupowana była też na prezenty ślubne.

Tekst to nie wszystko…

Specyficzną odmianą książek obrazkowych (picturebooków) są takie, które pozbawione są w ogóle tekstu. Przybysz Shauna Tana, wydany w Polsce przez wydawnictwo „Kultura Gniewu”, uznawany bywa za najważniejszą książkę dla młodzieży, jaka ukazała się w XXI wieku, ale nie jest przeznaczony jedynie dla młodego czytelnika. To rozpisana na wiele obrazków opowieść o imigracji, o przyczynach, dla których ludzie opuszczają miejsca swojego urodzenia, i o problemach, jakie mają z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości. Autor umieścił ją w świecie na poły fantastycznym i dzięki temu każdy z jej czytelników (oglądaczy) może zrozumieć, jak obco w tym świecie czuje się bohater. To książka dla odbiorców w każdym wieku, ale im człowiek starszy, tym więcej kontekstów kulturowych i historycznych ukrytych w wieloplanowych, pełnych szczegółów ilustracjach jest w stanie dostrzec i zrozumieć. Mimo braku słów można w niej zatonąć na długo i długo potem o niej myśleć.

Książka obrazkowa jest obiektem integralnym, jej całość tworzą nie tylko te najważniejsze jej elementy: obraz i tekst (jak wykazano, czasem tylko obraz), ale również parateksty, takie jak: tytuł, format, typografia, okładka, wyklejka, stopka redakcyjna, które przez badaczy uznawane są za znaczący dla całej książki motyw relacyjności obrazu i tekstu, pozwalający całą książkę obrazkową widzieć jako estetyczny obiekt. (Małgorzata Cackowska w polemice z Jerzym Szyłakiem – „Zeszyty komiksowe”)

Kilka lat temu w wydawnictwie „Czerwony Konik” ukazała się seria Podręcznych Nieporadników autorstwa duetu twórczego: Profesor Kurzawka i Adiunkt Kwas (za tymi pseudonimami ukryli się Wojciech Widłak i Paweł Pawlak). Ukazały się trzy książeczki: Młotek, Grzebień i Rękawiczka pięcopalczasta, bawiące się formą tak popularnych obecnie poradników i instrukcji obsługi – ale a rebours, w formie absurdalnych instrukcji nieobsługiwania rzeczy wydawałoby się oczywistych. To równocześnie jedyne znane mi książki, w których stopka redakcyjna jest lekturą równie pasjonującą, co cała reszta, i w dodatku w każdej z pozycji inna i zaskakująca. W zeszłym roku Profesor Kurzawka i Adiunkt Kwas „wzięli na warsztat” kolejny przedmiot codziennego użytku – efektem tego jest Niekalendarz (wydany pod koniec zeszłego roku, ale uniwersalny, wręcz wieloletni). Wszystkie one wymagają od czytelnika pewnego rodzaju absurdalnego poczucia humoru i nie wiem, czy jest to rzecz, której można się nauczyć, do której można dziecko wychować, czy też po prostu – ma się je albo nie, niezależnie od wieku.

Joanna Rzyska z wydawnictwa „Dwie siostry”: Ciągle spotykamy się z pomyłkami – jednak ten stereotyp działa. Książka z obrazkami? W wydawnictwie dziecięcym? To na pewno dla dzieci. Zdarzyło nam się, że bibliotekarze proponowali nam poprowadzenie warsztatów dla dzieci na temat „Atlasu wysp odległych”, bo skoro poprzednio wydałyśmy „Mapy” i one są dla dzieci, to „Atlas” zapewne też. „Atlas” to była pierwsza książka z serii dla dorosłych, która przekonała nas, że nie ma się czego bać, bo po „Love story” trochę się wycofałyśmy.

Atlas wysp odległych Judith Schalansky ukazał się pięć lat po książce Oli Cieślak i, w przeciwieństwie do tamtej, trafił na swój czas. Może dlatego, że przynajmniej na pierwszy rzut oka wydaje się być czymś znajomym, wręcz publikacją naukową? Składa się na nią rozbudowany wstęp, opowiadający (mówiąc najogólniej) o naturze map oraz opis pięćdziesięciu rozsianych po wszystkich morzach świata wysp, na których sama autorka nigdy nie była (i nigdy nie będzie, co wyraźnie zastrzega w podtytule). Także większość czytelników nie słyszała o większości z nich i prawie na pewno nigdy żadnej zobaczy. Z korzyścią dla tych miejsc zapewne, bo historie, które Atlas opowiada pokazują dobitnie, że zdecydowanie lepiej im jest bez ludzi.

obrazki książki

Nowość na polskim rynku

Książki obrazkowe (picturebooki) dla dorosłych powoli zdobywają należne sobie miejsce na polskim rynku księgarskim. Nie ułatwiają im tego ich dosyć wysokie ceny, ale ze względu na swoją specyfikę muszą być wydawane bardzo starannie, a więc nie mogą być tanie. Dorośli czytelnicy wchodząc do księgarni szukają czegoś „do czytania” i mając do wyboru za te same pieniądze: książkę – dzieło sztuki, której obejrzenie i przeczytanie zajmie im góra 10 minut i coś, co będzie ich lekturą na co najmniej kilka wieczorów, raczej wybierają to drugie. Zdarzają się jednak wyjątki – wydana w tym roku przez „Dwie Siostry” Wigilia Małgorzaty spotkała się z dużym zainteresowaniem. Częściowo zapewne przyczyniła się do tego jej świąteczna tematyka, dzięki której nadawała się jak znalazł na prezenty, pod choinkę mimo że na ma w niej typowego dla świątecznych lektur przesłodzonego happy endu. Ewa Stiasny komentuje ten problem w następujący sposób: Trudno jest przekonać ludzi, że książka nie musi czemuś służyć. Wydaje się na początku, że to jest takie fiu bździu – bo cienkie, mało tekstu i w zasadzie nie wiadomo po co. Żeby ją zrozumieć, trzeba ją przeczytać i przejrzeć kilka razy. Jesteśmy przyzwyczajeni, że książka albo ma uczyć, albo zabawić, albo pokazać nam jakąś rzeczywistość. Taką, która zamyka w sobie tylko wyrywek rzeczywistości, zupełnie ulotny, przyjmujemy z oporami. Miejmy nadzieję, że te opory czytelników uda się polskim wydawcom przełamać i książka obrazkowa (picturebook) na stałe zagości na polskim rynku wydawniczym.

P.S. Dziękuję Joannie Olech za rozmowę, która była punktem wyjścia do tego artykułu.