dwutygodnik internetowy
21.12.2015
magazyn papierowy


„Obcokrajowiec”, czyli bliźni

Choć ulepieni z tego samego prochu ziemi i posiadający to samo boskie tchnienie życia, przestaliśmy być dla siebie braćmi i staliśmy się dla siebie obcymi. Bóg nie przestaje pytać: „Gdzie jest twój brat, gdyż głos jego krwi wznosi się aż do mnie?”. My zaś odwracamy się plecami, odgradzamy murami i powtarzamy Kainowe: „Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?”.

Ilustr.: Anna Krztoń

Ilustr.: Anna Krztoń

Słowo „obcokrajowiec”, jakim nasz język określa mieszkańca innego kraju, wskazuje, że jest to ktoś dla nas obcy. Język włoski, jeszcze bardziej wyrazisty, osobę taką określa słowem „straniero”, odnoszącym się do faktu, że jest to osoba „strana”, czyli dziwna. Obcy lub dziwny – w ten sposób języki definiują osoby pochodzące z innego kraju, nie mówiące naszym językiem, posiadające odmienną kulturę, inną religię. Gdy pukają do naszych drzwi i pragną znaleźć w naszym kraju schronienie lub gdy przybywają w poszukiwaniu lepszych warunków życia i osiedlają się w pobliżu naszego domu, rodzi się niepokój, poczucie zagrożenia. Obcy, dziwni, niebezpieczni…

Choć ulepieni z tego samego prochu ziemi i posiadający to samo boskie tchnienie życia (por. Rdz 2, 7) przestaliśmy być dla siebie braćmi i staliśmy się dla siebie obcymi. Bóg nie przestaje pytać: „Gdzie jest twój brat, gdyż głos jego krwi wznosi się aż do mnie?”. My zaś odwracamy się plecami, odgradzamy murami i powtarzamy Kainowe: „Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?” (por. Rdz 4, 9-10).

Aby człowiek zrozumiał, że ten drugi nie jest obcym, i na nowo stał się moim bratem, Bóg kształtuje historię zbawienia w oparciu o doświadczenie bycia cudzoziemcem: Abram musi opuścić swój kraj (Rdz 12, 1), Mojżesz mówi o sobie: „Jestem cudzoziemcem w obcej ziemi” (Wj 2, 22). Pamięć o własnej historii i o byciu cudzoziemcami pozwala narodowi wybranemu otworzyć serce na przybysza: „Nie będziesz gnębił i nie będziesz uciskał cudzoziemców, bo wy sami byliście cudzoziemcami w ziemi egipskiej” (Wj 22, 20). Sam Jezus doświadczył losu tułacza. Uciekając przed gniewem Heroda, w drodze do Egiptu i na wygnaniu w Egipcie, stał się pierwowzorem, przykładem i ostoją dla wszystkich emigrantów i wszelkiego rodzaju uchodźców, którzy w obawie przed prześladowaniem lub z powodu niedostatku muszą opuścić rodzinną ziemię, drogich rodziców i krewnych oraz serdecznych przyjaciół i podążać w obce strony (Pius XII, Exsul Familia).

Od 1997, z krótką trzyletnią przerwą, przebywam poza granicami kraju. Choć nie jako uciekinier lub zarobkowy imigrant, to jednak zrozumiałem, co znaczy nie móc swobodnie porozumieć się w obcym dla mnie języku, i mogłem doświadczyć, z jakimi problemami urzędowymi musi zmierzyć się przybysz pragnący osiedlić się w obcym dla siebie kraju. Dzisiaj jestem wdzięczny Panu Bogu za to doświadczenie: że mogłem studiować w międzynarodowym środowisku i że teraz mogę wykładać na uczelni, gdzie wiedzę zdobywają studenci z wielu krajów i kultur. Te spotkania ubogacają o wiele bardziej niż przeczytane książki i teoretyczne wykłady. Obcy już nie są dla mnie obcymi, są moimi braćmi. Jeżeli w katolikach jest taki lęk przed spotkaniem z ludźmi innej rasy, języka, kultury, to co dopiero będzię, gdy przyjdzie się im spotkać z Tym, który jest „Totaliter Aliter” (całkowicie inny)?

Módlmy się ewangelicznym wezwaniem „Effatha”, to znaczy: „Otwórz się”, aby otwarły się ludzkie serca i oczy i abyśmy dostrzegli brata. Módlmy się, aby otworzyły się wszystkie drzwi na Chrystusa, który przychodzi do nas w każdym głodnym, porzuconym, w każdym wędrowcu…