dwutygodnik internetowy
24.11.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

O świątecznych książkach dla dzieci

Co roku szukałam nowej, interesującej książki dla moich córek, aby wspólnie z nimi przeżywać ten czas oczekiwania na narodziny Jezusa.

Ilustr.: Ania Libera

Warto, aby lektury, które zaproponujemy dzieciom w tym szczególnym okresie oczekiwania na Narodzenie Pana były nie tylko pięknie wydane, ale też skłaniały do odpowiedzi na takie ważne pytania.

Zaduszkowe znicze nie zdążą się jeszcze wypalić, kiedy w nasze życie bezceremonialnie wkraczają święta. Nieważne, że do Adwentu zostało sporo czasu – w sklepach pojawiają się nie tylko świąteczne dekoracje, ale również Świąteczne Słodycze, Świąteczne Torebki do Prezentów, Świąteczne Książki oraz Świąteczne Wszystko, Co Tylko Może Być Świąteczne… W telewizji i na ulicach to samo, nie ma ucieczki.

 

Głównym bohaterem tego całego zamieszania jest tak zwany Święty Mikołaj. Tak zwany – bo nie ma on nic wspólnego z tym prawdziwym – biskupem i świętym Kościoła. Święty od miłości i dzielenia się ustąpił pola rubasznemu bożkowi zakupów, patronowi supermarketów i promocji, ograniczającemu sens świąt Bożego Narodzenia niemal wyłącznie do prezentów. Podobnie dzieje się z Adwentem, który stał się przede wszystkim Czasem Wielkiego Kupowania. Jak się w tym wszystkim odnaleźć? Jak nie przeoczyć prawdy o tym, co w tych świętach najważniejsze? Gdzie ją znaleźć?

 

Ja szukam jej zawsze w książkach. Mam kilka takich rytualnych, do których wracam regularnie w okresie przedświątecznym – jedną z nich jest „Noelka” Małgorzaty Musierowicz. Co roku szukałam też nowej, interesującej książki dla moich córek, aby wspólnie z nimi przeżywać ten czas oczekiwania na narodziny Jezusa. Kilkanaście lat temu, kiedy było one jeszcze małe, znalezienie ciekawej, dobrze napisanej i pięknie zilustrowanej książki było rzeczą niełatwą. Teraz jest inaczej – literatura dziecięca w Polsce przeżywa swój renesans, ukazuje się wiele wartościowych i pięknych książek, co wcale nie znaczy, że jest łatwiej. Wśród tego, co możemy znaleźć w księgarniach, równie dużo jest pozycji byle jakich, niewartych uwagi, czasu i pieniędzy, choć czasem na pierwszy rzut oka wyglądają bardzo atrakcyjnie.

 

Świąteczne książki można „z grubsza” podzielić na trzy kategorie:

 

Bożonarodzeniowe – czyli takie, które w większym lub mniejszym skrócie streszczają historię Narodzenia Pańskiego, a więc opowiadają własnymi słowami to, co blisko 2 tysiące lat temu napisał św. Łukasz;

 

Mikołajowe – opisujące najrozmaitsze perypetie tzw. Świętego Mikołaja (zwanego czasem po prostu Mikołajem) w drodze do dzieci, czyli sprowadzające sens tych świąt wyłącznie do prezentów, których powinno być jak najwięcej, bo święta bez nich są nieważne.

 

Choinkowe – takie, których akcja osnuta jest wokół świątecznych przygotowań, ze szczególnym uwzględnieniem ubierania choinki. Ich bohaterami „często gęsto” bywają najrozmaitsze zwierzęta – tak jakby wieszanie bombek było normalną czynnością wszystkich stworzeń na początku zimy. Równie często (bo są to pozycje tłumaczone z innych języków) zwyczaje świąteczne w nich pokazywane są niekoniecznie zgodne z tym, co praktykuje się w Polsce. O Wigilii jest tam powiedziane niewiele, a prezenty dzieci znajdują pod choinką w bożonarodzeniowy poranek.

 

Są też książki, które wymykają się tym kategoriom i właśnie takich staram się szukać, bo wnoszą coś nowego, często zaskakującego. Jedną z naszych ulubionych, choć obecnie niedostępnych na rynku, jest „Opowieść wigilijna” Briana Wildsmitha, która tylko pozornie jest prostą opowieścią o małym osiołku urodzonym wiele lat temu w Nazarecie. To, co jest sensem tej historii, rozgrywa się w tle, wyłącznie na ilustracjach. W dalszym planie, za oknami widzimy anioła, który „zwiastuje pannie Maryi”, Trzech Króli pogrążonych w rozmowie z Herodem i wreszcie anioły budzące pasterzy. A jakie piękne są te anioły!!! Jakby zeszły z ikon albo z obrazów Chagalla… O prawdziwym świętym Mikołaju, biskupie Miry oraz o tym, co o nim wiemy i co sobie wyobrażamy, opowiada z kolei mała książeczka Jarosława Mikołajewskiego wydana przez wydawnictwo Muchomor. Zilustrowała ją Dorota Łoskot-Cichocka, która współtworzyła również niezwykły kalendarz adwentowy wydawnictwa Sykomora – „Wszyscy na Ciebie czekamy” Marka Kity.

 

Kalendarze adwentowe to tradycja u nas stosunkowo świeża. Pierwsze, jakie się pojawiły w sklepach razem z gospodarką wolnorynkową, były prostu zbiorem czekoladek z obrazkiem. A co na obrazku? W 99 przypadkach na 100 (no, może w 98…) znajdziemy tam choinkę ze stosem prezentów oraz tak zwanego Świętego Mikołaja. W ostatnich latach pojawiły się też wersje z Królikiem Bugsem i Myszką Miki, natomiast niezwykle rzadkim zjawiskiem są takie, które przedstawiałyby jakiekolwiek sceny związane z narodzinami Jezusa. Zgodnie z ich przesłaniem Adwent to Czas Oczekiwania na Prezenty. Zauważyliście, że mają zawsze po 24 czekoladki? A prawdziwy Adwent trwa różnie – od 28 do 22 dni… Ale przecież nie o prawdziwy Adwent tu chodzi, tylko o to, żeby czekoladki niesprzedane w jednym roku „rzucić do sklepów” w następnym sezonie „Wszyscy na Ciebie czekamy” to książka-kalendarz adwentowy, która ma pomóc nam przeżyć z dziećmi prawdziwy Adwent. Swoją opowieść zaczyna od Adama i Ewy czyli od prawdziwego, biblijnego początku Oczekiwania na przyjście Mesjasza. Dołączona do niej jest plansza – plakat z grotą Narodzenia Pańskiego oraz zeszyt z figurkami do wycinania i przylepiania (a także płyta z pieśniami adwentowymi). Książka zawiera 28 historii i figurek do wycinania, ale można je łączyć tak, aby wypełnić tyle wieczorów, ile jest w danym roku w Adwencie. Bo przecież nie chodzi w nim tylko o liczenie dni pozostałych do świąt, ani o planowanie, jak je spędzimy, lecz przede wszystkim o przygotowanie serc na cichy cud, jaki się może w trakcie nich wydarzyć.

 

Kilka lat temu najmłodsza z moich córek znalazła pod choinką „Opowiadania wigilijne. Pod choinkę od polskich pisarzy” wydawnictwa Literatura, które ukazały się niedawno ponownie ze zmienioną okładką. Zazwyczaj unikam podobnych okazjonalnych składanek, ale tej nie zdołałam się oprzeć. Lista jej autorów mówiła sama za siebie – plejada polskich twórców literatury dziecięcej, zilustrowana przez równie znamienite ilustratorki – Iwonę Całą i Ewę Poklewską-Koziełło. Można ją zaliczyć do kategorii książek choinkowych, bo zajmuje się zwyczajami świątecznymi w oderwaniu od ich religijnego kontekstu. Są to jednak obyczaje polskie i na tym polega jej główna zaleta. Nie znajdziemy tu wzmianek o pończochach wieszanych na kominku czy świątecznym puddingu. Jest za to opłatek, barszcz z uszkami, karp i puste miejsce przy stole, które czeka na zbłąkanego wędrowca, czyli wszystko to, co odróżnia święta w Polsce, od obchodzonych w innych miejscach świata. Czytając kolejne opowiadania, patrzymy na święta z perspektywy anioła odwiedzającego Ziemię, psa oraz pudła z choinkowymi ozdobami, ale przede wszystkim widzimy je oczami dzieci (czasem całkiem sporych, jak pewien Januszek). Wszystkie te historie próbują odpowiedzieć na pytanie – na czym polegają prawdziwe Święta? Receptą na nie, jak się okazuje, nie jest ani masa pieniędzy wydanych na prezenty, ozdoby i catering, ani nerwowa krzątanina Mamy wokół porządków i odpowiedniej ilości dań. Paradoksalnie – odpowiedź na to pytanie znajdujemy w opowiadaniu, które rozgrywa się w środku lata, ale gromadka dzieci właśnie wtedy urządza święta, aby spełnić marzenie chorego przyjaciela. Okazuje się, że święta wcale nie potrzebują kalendarza. Są one w nas samych, kiedy myślimy o innych ludziach.

 

Tegoroczna świąteczna nowość wydawnictwa Dwie siostry – „Wigilia Małgorzaty” Indii Desjardins z pięknymi, utrzymanymi w klimacie lat pięćdziesiątych ilustracjami Pascala Balncheta to książka, która tylko wygląda, jakby była dla dzieci. Wydawnictwo zaznaczyło na okładce: Magia tej niezwykłej historii przekracza granice wieku – choć jej subtelny urok docenią przede wszystkim dorośli. Ja sama czytałam ją z narastającym zdziwieniem, bo im dalej byłam, tym mniej odnajdywałam w niej tego, czego się spodziewałam. Małgorzata to osoba stara i samotna z wyboru podyktowanego strachem – przed światem, innymi ludźmi, własną starością i niedołężnością. W swoim ogromnym, pięknym domu żyje jak w złotej klatce. W kolejną samotną Wigilię przydarza się coś, co powoduje, że przełamuje ona swój strach, ale czy rzeczywiście zmieni to jej życie… ?

 

„Wigilia Małgorzaty” to książka, która, podobnie jak inne opisane wyżej, stawia pytania szersze niż tylko to o sens Świąt Bożego Narodzenia. Warto, aby lektury, które zaproponujemy dzieciom w tym szczególnym okresie oczekiwania na Narodzenie Pana były nie tylko pięknie wydane, ale też skłaniały do odpowiedzi na takie ważne pytania. Pytania, nad którymi warto się zastanowić, zanim pochłoną nas świąteczne porządki, zakupy i przygotowania.