dwutygodnik internetowy
27.05.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

O jeden płot za daleko

Lech Wałęsa wyrządza szkodę nie tylko sobie, ale przede wszystkim pamięci o Sierpniu i całym ruchu „Solidarności”. Dawno już zresztą zaprzepaszczono szansę, aby stała się ona spoiwem budującym wspólną tożsamość Polaków. Komunał o polskiej niezdolności do pielęgnowania pięknych kart naszej historii okazuje się być wyjątkowo na miejscu.

Ilustr.: Antek Sieczkowski

„Wódz” wyrządza szkodę nie tylko sobie, ale przede wszystkim pamięci o Sierpniu i całym ruchu „Solidarności”. Dawno już zresztą zaprzepaszczono szansę, aby stała się ona spoiwem budującym wspólną tożsamość Polaków. Komunał o polskiej niezdolności do pielęgnowania pięknych kart naszej historii okazuje się być wyjątkowo na miejscu.

 

6 maja w tygodniku „Wprost” ukazuje się wywiad z Henryką Krzywonos, w którym sygnatariuszka Porozumień Sierpniowych stwierdza, że prawdziwym mózgiem i „ukrytym przewodniczącym” strajku w Stoczni był Bogdan Borusewicz, a nie Lech Wałęsa.

Dwa tygodnie później, 20 maja, Lech Wałęsa niespodziewanie postanawia odnieść się do sprawy, nie pozostawiając na Krzywonos suchej nitki i jednocześnie sugerując w niedwuznaczny sposób możliwą agenturalną przeszłość inicjatora gdańskiego protestu, obecnie Marszałka Senatu.

 

Po południu wydaje szokujące oświadczenie, w którym w formie pisemnej zwraca się do Borusewicza słowami: „Ty kierowałeś strajkiem? Śmiechu warte”, oraz „Znałeś się na strajkowaniu jak wół na gwiazdach”. Jego pomysły nazywa pomylonymi i powtarza pomówienie o jego nieudaczności, bądź wręcz kolaboracji.

Wieczorem tego samego dnia wydaje kolejne oświadczenie, w którym stwierdza: „Nie ja jestem od wydawania osądów historycznych” i „Po raz kolejny przekonuję się, że dyskusja z przyjaciółmi za pośrednictwem mediów nie służy sprawom”. Z ust wielu wydobywa się westchnienie ulgi.

 

Jednakże rano następnego dnia, 21 maja, w radiowej audycji Moniki Olejnik ten sam Wałęsa mówi, iż „Krzywonos uznawała Borusewicza za mózg, bo sama mózgu nie miała i wciąż nie ma”, „Sterowanie strajkiem było jednoosobowe”, oraz że „W nosie ma własną legendę”. Żąda przeprosin od Borusewicza, który w całej sprawie wydał tylko jedno krótkie oświadczenie, którego najlepszym streszczeniem jest ostatnie zdanie: „A Lecha Wałęsę serdecznie pozdrawiam”.

Odzywają się głosy oszołomionych towarzyszy z czasów opozycji. Henryk Wujec wzywa pierwszego szefa „S” „Lechu, chłopem jesteś, panuj nad emocjami”. Andrzej Celiński twierdzi pojednawczo, że „Historia ruchu „S” jest tak wielka, że każdy znajdzie w niej miejsce dla siebie”. Tylko Borusewicz milczy. Głos zabiera dopiero trzy dni później, 24 maja, stwierdzając, że „To Wałęsa wykazał w czasie strajku wybitne cechy przywódcze. On strajk ciągnął, ja z tyłu popychałem”, oraz że nie widzi sensu roztrząsania historycznych kwestii w bieżącym życiu publicznym.

 

Lech Wałęsa istnieje ostatnio w mediach tylko i wyłącznie przy okazji skandali, które wywołuje swoimi wypowiedziami. Nie dość, że szokują one swą treścią i formą, to jeszcze prawie zawsze są niespójne między sobą. Z jednej strony na kilka dni przed wyborami popiera Janusza Palikota, z drugiej zaś twierdzi, że „Homoseksualiści w sejmie powinni siedzieć za murem”. Przyjmuje od Leszka Millera zaproszenie na Kongres Lewicy, a następnie nazywa Józefa Oleksego „małym, starym komuchem”. Oburza się na ciężki los stoczniowców w wolnej Polsce, a następnie wylicza w setkach tysięcy dolarów (sic!) straty poniesione z powodu odwołania dwóch wykładów w Ameryce. Pojawia się na uroczystościach państwowych, wspierając premiera, po czym zauważa, że „Polska już nie jest dla Polaków”. W jego słowach nie da się wyczuć legendarnej intuicji, a ich treść można przewidzieć z taką dokładnością, jak wyniki losowań Dużego Lotka.

Władza i związane z nią splendory, średnie efekty jej sprawowania, a następnie nagła ich utrata odcisnęły poważne piętno na człowieku, który posiadał kiedyś w Polsce rząd dusz. Przemawia przez niego zgorzknienie, rezygnacja i rozbuchane ego. W jego wypowiedziach próżno szukać logiki i konsekwencji, dużo w nich za to półprawd i chaosu. Analizując przytoczony wyżej ciąg wypowiedzi, nie sposób nie postawić przykrego pytania o stabilność emocjonalną byłego prezydenta i sensowność kontynuowania jego obecności w życiu publicznym.

 

Najsmutniejsze jest jednak to, że słusznie sprzeciwiając się przejmowaniu na wyłączość legendy pierwszej „Solidarności” przez środowiska związane z Prawem i Sprawiedliwością oraz obecną NSZZ „Solidarność”, sam podejmuje nieudolne próby zawłaszczenia dziedzictwa tego wielkiego ruchu, próbując ograniczyć wielki sukces milionów jego członków do własnego, jednostkowego tryumfu. Miotając przy okazji całkowicie bezpodstawnymi oskarżeniami o współpracę z bezpieką, otwiera furtkę do powrotu do walki na teczki, przyczyniając się tym samym do jeszcze większego osłabienia w oczach Polaków i tak już nadszarpniętego autorytetu solidarnościowych elit, o swoim własnym nie wspominając.

„Wódz” wyrządza więc szkodę nie tylko sobie, ale przede wszystkim pamięci o Sierpniu i całym ruchu „Solidarności”. Dawno już zaprzepaszczono szansę, aby stała się ona spoiwem budującym wspólną tożsamość i świadomość obywateli III Rzeczypospolitej. Nie stanowi także punktu wyjścia do dyskusji o tym, w jakim stopniu dzisiejsza Polska odpowiada wyobrażeniom sformułowanym przez ten wielki ruch społeczny. Ostatnio mówi się o niej już tylko w kontekście waśni między dawnymi bohaterami i rozliczeń między uczestnikami. Komunał o polskiej niezdolności do pielęgnowania pięknych kart naszej historii okazuje się być wyjątkowo na miejscu.

 

Pozostaje mieć nadzieję, że z czasem emocje będą wygasać i dominującym stanie się pogląd Borusewicza, który stwierdził, że „odkrywanie teraz nowych historycznych prawd na temat Sierpnia nie ma sensu. Istotne jest to, co zrobiliśmy wspólnie, i to, żebyśmy tego nie zmarnowali”. Niestety, wydaje się, że na jego realizację jest już zdecydowanie za późno.

Lech Wałęsa tymczasem po raz kolejny udowodnił, że lepszym rozwiązaniem dla niego samego byłoby pozostawić budowanie własnego wizerunku i dbanie o pamięć o „S” biografom (właśnie wyszła nowa pochlebna książka niemieckiego dziennikarza na jego temat pt. „Jak Lech Wałęsa przechytrzył komunistów”) i filmowcom (czekamy na zapowiadanego od dawna „Wałęsę” Wajdy), a samemu przemyśleć trudne słowa Wojciecha Młynarskiego: „Trzeba cenę swoją znać/ Trzeba trzeźwo życie brać/ Trzeba wiedzieć kiedy wstać i wyjść”…

 

Przeczytaj inne teksty Autora.