dwutygodnik internetowy
09.02.2015
magazyn papierowy


O dobrej i złej biedzie

Poglądy księdza Stryczka w ten przynajmniej sposób przekładają się na funkcjonowanie Szlachetnej Paczki, że – co deklaruje on wprost – pomocą objęci zostają wyłącznie „dobrzy” biedni.

ilustr.: Magdalena Walkowiak

ilustr.: Magdalena Walkowiak

Pułapki Szlachetnej Paczki, tekst napisany przez Katarzynę Górniak, zrobił różnicę. Z jednej strony – co cieszy – okazał się najchętniej czytanym spośród tekstów opublikowanych na naszych łamach w minionym roku, z drugiej jednak – wywołał lawinę komentarzy o charakterze, mówiąc dość oględnie, polemicznym. Autorem jednego z takich komentarzy był Grzegorz Pac, którego odpowiedź, zatytułowaną Pułapki szlachetnej krytyki, opublikowaliśmy dwa tygodnie temu. Jako że krytyka sformułowana przez zastępcę redaktora naczelnego „Więzi” – szlachetna czy nie – w pewnej mierze wydaje mi się trafiona, oprócz próby obrony tez postawionych przez Katarzynę Górniak podejmę również próbę zilustrowania ich i uzupełnienia.

Kto nie zasługuje na pomoc

Podstawowy zarzut, na jaki – krytycznie analizując dyskurs oplatający działalność Szlachetnej Paczki – naraziła się Autorka, ma charakter warsztatowy. „Krytykowane poglądy Autorka streszcza, ale w jej tekście nie pojawia się ani jeden (!) cytat. Musimy więc albo dawać wiarę jej streszczeniom, albo sami poszukać, co ksiądz Stryczek naprawdę powiedział” – wytyka Grzegorz Pac. I bez wątpienia ma rację. Nostra culpa. Pisząc swój tekst, Katarzyna Górniak przeanalizowała wszystkie dostępne wypowiedzi księdza Stryczka, czytelnik ma jednak prawo do tego, by poznać je w ich oryginalnym brzmieniu.

Zacznijmy może od filmu opublikowanego na kanale Szlachetnej Paczki na YouTube (październik 2013). Dlaczego Szlachetna Paczka nie pomaga wszystkim?

Trudno mi zaakceptować, że ktoś, kto może iść do pracy, jest biedny w 2010 roku, dalej jest biedny w 2011, w 2012 i w tym roku kolejny raz jest biedny. Trudno mi to zrozumieć, bo ja w tym czasie dużo pracowałem. Jeżeli słyszę, że ktoś mówi, że nie ma pracy, odpowiadam, że praca jest zawsze. Może nie ma wynagrodzenia. Ale jeśli ktoś pracuje, to w końcu nauczy się tak dużo, że będą chcieli mu za jego pracę płacić. Tym wszystkim ludziom, którzy nie chcą pracować, którzy żyją z tego, że wyglądają na biednych, którzy sobie zorganizowali tak życie, żeby inni, którzy pracują, ich utrzymywali, mówimy „nie”. I nie będziemy im pomagać. I jesteśmy coraz bardziej radykalni w tym, komu odmawiamy tej pomocy.

Aż nie wiadomo, od czego zacząć… Od rozbrajającej ignorancji w kwestii problemu strukturalnego bezrobocia i jego destrukcyjnego wpływu na osobowe życie człowieka? Od pochwały współczesnych form wyzysku i alienacji pracy? Od całkowitego braku zrozumienia strategii przetrwania osób dotkniętych wielowymiarowym ubóstwem? A może od lansowania skrajnie uproszczonego podziału tych osób na zasługujące i niezasługujące na pomoc? Nóż się w kieszeni otwiera. Nie trzeba być socjologiem ubóstwa, pracownikiem pomocy społecznej czy streetworkerem, żeby czuć się zdolnym do sformułowania bardziej zniuansowanej diagnozy omawianych problemów społecznych.

Mniejsza już o to, że Autorem cytowanej wypowiedzi jest ksiądz katolicki, który nie musiał co prawda czytać „Bezrobotnych Marienthalu”, ale któremu wpadła zapewne kiedyś w ręce encyklika „Laborem exercens”. Przede wszystkim jednak mamy do czynienia z architektem jednej z największych polskich akcji charytatywnych. Jak to możliwe, że jego wieloletnie doświadczenie pracy z ludźmi dotkniętymi ubóstwem nie wpłynęło na kształt powielanych przez niego klisz? Przyjmijmy nawet – choć niezbyt to eleganckie – że w ostatnich latach ksiądz Stryczek częściej spotykał się ze swoimi wolontariuszami niż ze swoimi ubogimi. Aż trudno uwierzyć, że żaden jego wolontariusz nie jest absolwentem uniwersytetu rozpaczliwie trzymającym się bezpłatnych staży. Albo kimś z trudem utrzymującym się z umowy śmieciowej czy studentem, który powoli uświadamia sobie, że dyplom nie zagwarantuje mu chociażby poziomu życia jego rodziców – trafnie komentował w „Dzienniku Opinii” Michał Wszołek.

Roszczeniowi, zdemoralizowani, okropni

Kolejny warty przytoczenia tekst jest fragmentem felietonu opublikowanego przez księdza Stryczka w „Dzienniku Polskim” (listopad 2013). Te same tezy zostały powtórzone w wywiadzie udzielonym rok później dla „Dziennika Gazety Prawnej” (październik 2014).

Najbardziej brakuje mi zasad. Na przykład jednej prostej zasady: każdy powinien sam radzić sobie w życiu. Oczywiście, wyjątkiem może być jakaś choroba, jak w życiu. Jednak takiej zasady nie ma. Co więcej, wielu ludzi żąda pomocy. Odpowiedzią na to są spuszczone głowy polityków, urzędników. Nawet nie wiedzą, że mogliby powiedzieć: „nie”. W efekcie nieżądający tracą, bo żądający wyszarpują to, czego nie dostaną pozostali. Przede wszystkim [brakuje mi] jasnych zasad. Bo jasne zasady, zasady wolnego rynku, są sprawiedliwe. Nie ma innej sprawiedliwości społecznej jak jasne zasady. […] Roszczeniowi, zdemoralizowani są okropni i sam mam coraz mniej cierpliwości do takich ludzi.

Pobieżna lektura tego fragmentu prowokuje kolejne pytania, między innymi o to, jak ma się liberalna antropologia księdza Stryczka („każdy powinien sam radzić sobie w życiu”) do personalistycznej antropologii chrześcijańskiej, a afirmacja wolnorynkowego kapitalizmu w wersji hard do systemu gospodarczego zarysowanego w społecznym nauczaniu Kościoła. Tym jednak, co szczególnie mocno uderza w cytowanej wypowiedzi, jest zjawisko patologizowania ubóstwa, któremu dużo uwagi poświęciła w swoim tekście Katarzyna Górniak. O tym, że nie mamy do czynienia ze zwykłym wypadkiem przy pracy, świadczy inna wypowiedź księdza Stryczka, pochodząca z jego własnego kanału na YouTube, ale udostępniona na profilu Szlachetnej Paczki na Facebooku (październik 2014).

Czy należałoby pomagać osobom, które nie mają chęci zmiany, czy raczej należałoby je zostawić na pastwę selekcji naturalnej? […] Pozostawienie człowieka samego sobie w biedzie, wbrew pozorom, często uruchamia w nim bardzo wiele instynktów samozachowawczych. […] Tak jak przy alkoholikach mówi się, że czasami taka osoba musi uderzyć w dno, żeby się móc podnieść. To jest jedna strona medalu. A druga jest taka, że społeczeństwa rozwinięte, demokratyczne, odkryły, że jednostki, których życie jest patologiczne, stają się też uciążliwe dla reszty społeczeństwa, na przykład kradną czy dokonują rozboju, [traktując to] jako sposób na przetrwanie. Więc opłaca się współdzielić z nimi odpowiedzialność za ich życie. Jest potrzebne znalezienie równowagi między doświadczeniem instynktu samozachowawczego, osamotnienia, które często może być początkiem zmiany życiowej, a odpowiedzialnością. I ja rozumiem, że w społeczeństwach demokratycznych świata zachodniego cały czas szuka się równowagi między jednym a drugim, z takim wskazaniem, że czym łatwiej sięgnąć po pomoc socjalną […], tym więcej osób ma problemy, żeby podjąć pracę […], czym pomoc jest trudniej dostępna, tym więcej ludzi jednak walczy, żeby przetrwać. I gdzieś tu trzeba znaleźć jakąś granicę, równowagę.

Tym razem nie ksiądz Stryczek nie jedzie już nawet po bandzie: osoby uwikłane w strukturalne problemy społeczne zostały najpierw skojarzone z alkoholizmem, a następnie sportretowane jako złodzieje. I znowu nie bardzo wiadomo od czego zacząć. Od darwinowsko pobrzmiewającego paternalizmu, który przejawia się w osobliwych pomysłach na dyscyplinowanie ludzi dotkniętych ubóstwem? Od stygmatyzowania ich poprzez rezerwowanie dla nich systemowych mechanizmów solidarności, konserwowanych raczej ze względu na poczucie bezpieczeństwa „zdrowej tkanki społeczeństwa” niż ze względu na elementarny nakaz sprawiedliwości? A może od pochwały systemów wątpliwej redystrybucji, które dopingują ludzi do tego, żeby „walczyli o przetrwanie”…?

Ziarno ideologii pada na żyzną ziemię

Można by zacytować jeszcze inne wypowiedzi księdza Stryczka. Na przykład , w której dzieli biedę na „prawdziwą”, to znaczy taką, która się wstydzi, i – jak możemy się domyślać – „nieprawdziwą”, to znaczy taką, która „przychodzi i wyciąga ręce” (bardzo podobny schemat znajdujemy w jednym z wpisów na blogu). Albo inną wypowiedź, którą mój redakcyjny kolega Kamil Lipiński streścił w błyskotliwym haśle „pierwsi będą pierwszymi”, kulminującą w deklaracji: „Bogacenie się [jest] przygotowaniem do pełnienia odpowiednich ról w Królestwie Niebieskim”. Ale może już starczy. Zarzuty sformułowane przez Grzegorza Paca nie kończyły się przecież na wytknięciu Katarzynie Górniak i redakcji „Kontaktu” braku cytatów z medialnych wystąpień twórcy Szlachetnej Paczki.

Jestem gotów […] na potrzeby tego tekstu przyjąć, że poglądy księdza Stryczka na biedę i pomaganie, głoszone publicznie, są szkodliwe – pisze Grzegorz Pac. – Że źle się dzieje, że jako „twarz” Szlachetnej Paczki je głosi. Rozumiem też, że przekonania osób organizujących pomoc mają wpływ na to, jak ona sama jest postrzegana. To jednak stwierdzenie teoretyczne, a od tekstu oczekiwałbym pokazania, jak w praktyce poglądy księdza Stryczka przekładają się na kształt Szlachetnej Paczki.

Tekst napisany przez Katarzynę Górniak spotkał się z wieloma bardzo emocjonalnymi reakcjami. Nawet jeśli – co było już pewnym sukcesem – ten czy ów komentator, zazwyczaj zaangażowany w Szlachetną Paczkę jako darczyńca, gotów był „roboczo” przyjąć, że z publicznie głoszonymi przez księdza Stryczka poglądami na biedę i pomaganie jest coś nie tak, to natychmiast ze źle skrywaną urazą dodawał, że te poglądy nie mają dla niego – ani, w domyśle, dla innych – żadnego znaczenia i że liczy się czynione dzięki Paczce dobro. Co do tego, że dobro faktycznie się liczy, nie ma wątpliwości ani Katarzyna Górniak, która poświęciła sporo miejsca na opisanie roli odgrywanej przez Szlachetną Paczkę w procesie dekonstruowania negatywnych stereotypów na temat ubóstwa, ani redaktorki i redaktorzy „Kontaktu”, wśród których są i tacy, którzy osobiście angażowali i angażują się w akcję organizowaną przez księdza Stryczka. Tyle tylko, że to „dobro” – fakt zaspokojenia podstawowych i ponadpodstawowych potrzeb tysięcy ludzi żyjących w ubóstwie, doświadczenie rzeczywistego współdziałania darczyńców i wolontariuszy i ich osobistego spotkania z adresatami niesionej przez nich pomocy – nie powinno służyć za narzędzie emocjonalnego szantażu.

Z wdzięcznością odnotowałem fakt, że do takiego szantażu Grzegorz Pac się nie ucieka. Zauważa natomiast, że w obliczu niskich wskaźników zaufania społecznego i zaangażowania Polaków w działalność dobroczynną, krytykę akcji charytatywnych należy prowadzić ze szczególną ostrożnością. Co do zasady zgoda, ale spróbujmy odwrócić to rozumowanie. Czy w kraju, w którym cytowane wypowiedzi księdza Stryczka usłyszeć można w zasadzie na każdym rogu i w każdym tramwaju, a podejmowane przez niego działania – przez niego samego nazywane „wyręczaniem państwa” – spełniają najskrytsze marzenia mainstreamowych ekonomistów, wolno przymykać oko na niebezpieczeństwo skażenia samych tych działań i zarażenia zaangażowanych w nie ludzi ideologią – bo po lekturze zacytowanych wypowiedzi księdza Stryczka nie możemy chyba mieć wątpliwości co do tego, że chodzi o ideologię – którą ich lider konsekwentnie lansuje?

Każda z cytowanych wypowiedzi została udostępniona na profilu Szlachetnej Paczki na Facebooku. Ponad sto pięćdziesiąt tysięcy obserwatorów, moralne wsparcie papieża Franciszka, prezydenta Komorowskiego i Jerzego Dudka wraz z drużyną Realu Madryt. Viralowo rozchodzące się posty, a przy każdym z nich setki lajków, dziesiątki udostępnień i wiele komentarzy świadczących o tym, że siewca sieje szeroko, a ziarno, które rzuca, pada na wyjątkowo żyzną ziemię.

Świat znowu stał się lepszy?

Jeśli szuka się dostatecznie długo, można jednak natrafić również na mniej euforyczne komentarze. Pod linkiem do nagrania, z którego pochodzi jedna z cytowanych wyżej wypowiedzi księdza Stryczka, znalazłem kilka gorzkich zdań napisanych przez kobietę, która najwyraźniej – dość trudno to ocenić – nie została zakwalifikowana do grona beneficjentów Szlachetnej Paczki. Wylewając żale, wspomina o poniżającym doświadczeniu otwierania się przed wolontariuszem i proszenia go o buty dla chorego dziecka. Ponieważ nie sposób wyciągać stąd żadnych bliżej czy dalej idących wniosków, potraktujmy ten komentarz jako pretekst do podjęcia bardziej ogólnych rozważań.

Poglądy księdza Stryczka w ten przynajmniej sposób przekładają się na funkcjonowanie Szlachetnej Paczki, że – co deklaruje on wprost – pomocą objęci zostają wyłącznie „dobrzy” biedni. To, że sytuacja ich ubóstwa zostaje – jak pisze Katarzyna Górniak – „ucodzienniona”, nie przekłada się – a wręcz może przekładać się negatywnie – na sposób postrzegania sytuacji „złych” biednych – to znaczy tych, którzy nie mieli pracy ani w 2010 roku, ani trzy lata później. Mając trochę do czynienia z ludźmi dotkniętymi tego rodzaju ubóstwem, mogę w imieniu większości z nich zapewnić, że nie będą mieli oni pracy również w roku 2020, jeżeli w ogóle go dożyją, ale raczej nie ze względu na to, że tak się sprytnie ustawili i że ze swojego skrajnego ubóstwa zrobili swój sposób na życie.

Nawet jednak „dobrzy” biedni – cisi i pokornego serca – zostają postawieni w trudnej sytuacji. Szlachetna Paczka bardzo wyraźnie definiuje bowiem role adresatów i nadawców pomocy: jedni jej potrzebują, a drudzy jej udzielają; jedni o nią proszą, a drudzy na tę prośbę odpowiadają. To więcej niż dobrze, że mamy tu do czynienia z „uznaniem prawa osób biednych do definiowania swoich potrzeb i sposobów ich zaspokajania”. W jakiejś mierze pozwala to na ich upodmiotowienie i na uświadomienie ofiarodawcom, że ubóstwo nie musi być skrajne, że może ono polegać na mało spektakularnym wykluczeniu z kultury, rozrywki lub innych dziedzin życia społecznego. Z drugiej jednak strony, takie „łączenie biednych z bogatymi” – jak charakteryzują swoją działalność twórcy Szlachetnej Paczki – zwiększa ryzyko doświadczenia przez tych pierwszych poniżenia związanego z sytuacją proszenia o pomoc lub poczucia jednostronnej zależności od darczyńców.

Na tym jednak nie koniec. Ma rację Michał Wszołek, który w cytowanym już tekście pisze, że gdy [ksiądz Stryczek] dodaje, że «nie ma Polski biednej i Polski bogatej – jest jedna Polska» – to wyrządza wielką szkodę, tworząc złudzenie, że w społeczeństwie panuje równość, a biedniejsi tylko w swoich rękach mają narzędzia, które pozwolą im wyjść z trudnego położenia. Przypomnijmy, że w zamyśle twórcy Szlachetnej Paczki otrzymane dary mają umożliwić człowiekowi powrót do jego „naturalnego” stanu, który polega na tym, że „sam radzi sobie w życiu”. Oddaję głos Katarzynie Górniak:

Szkodliwość przekonania, że jednorazowa pomoc ma stanowić rewolucję w życiu osoby biednej, prowadzi […] do przerzucenia na osoby biedne odpowiedzialności za ich powodzenie lub jego brak. Razem z paczką osoba biedna otrzymuje wtedy, oczywiście w sensie symbolicznym, nakaz właściwego prowadzenia się. Pomoc staje się zatem instrumentem dyscyplinowania – paczka daje prawo do formułowania wymagań i oczekiwań. Problem polega na tym, że osoba biedna nie będzie w stanie się z tych zobowiązań wywiązać, bo zawartość paczki nie znosi tego, co ją naprawdę ogranicza i hamuje, nie dotyka przyczyn, a jedynie dotkliwych skutków sytuacji biedy.

Problemem nie jest to, że – co podkreśla Grzegorz Pac – Szlachetna Paczka nie stanowi ogniwa systemu redystrybucji i opieki społecznej. Ale to właśnie w tej roli – w roli działalności obliczonej na rozwiązywanie problemów społecznych – obsadza ją sam ksiądz Stryczek. I w mniejszym stopniu chodzi tu o jego słowa, które zawsze można skwitować wzruszeniem ramion, w większym zaś o to, komu i pod jakimi warunkami Paczka (nie) pomaga i jak rzutuje to na sposób, w jaki myślą o pomaganiu darczyńcy i wolontariusze. „Świat znowu stał się lepszy!” – możemy usłyszeć po każdym finale. Czy rzeczywiście? Może po prostu ma lepsze samopoczucie?

Słudzy nieużyteczni jesteśmy

W ten sposób dochodzimy do ostatniego spośród poruszonych przez Grzegorza Paca wątków. Nie powtórzę za Katarzyną Górniak, że w Szlachetnej Paczce ważniejsi stają się […] ci, którzy pomagają, a osoba biedna staje się jedynie pretekstem do „fajnej zabawy”, przyjemności i możliwości poczucia się lepszym, że samo działanie, pomaganie staje się […] ważniejsze od tego, komu się pomaga i dlaczego. To ryzykowny i nazbyt chyba kategoryczny osąd, z całą zaś pewnością trudny do obronienia. Jest jednak coś, co w paczkowej narracji bardzo mnie niepokoi.

Nie zwykłem nazywać „szlachetnymi” doraźnych działań, wynikających z realizowania elementarnych obowiązków w stosunku do drugiego człowieka. Taka autocharakterystyka twórców akcji – jeśli potraktować ją poważnie, a tak faktycznie ją traktuję – przenosi nas w rzeczywistość XIX-wiecznych balów charytatywnych. Sprzyja ona myśleniu o pomaganiu w kategoriach dorocznego wyrazu szczodrości czy szerokiego gestu (choć oczywiście takiego myślenia nie wymusza). Sprzyja również budowaniu pomiędzy obdarowującym i obdarowanym relacji niepozbawionej autentycznego zaangażowania tego pierwszego, lecz bez cienia wątpliwości ukośnej, niemającej nic wspólnego z wymianą. Jak ulał pasuje to do wspomnianej już typologii ubóstwa według księdza Stryczka: „dobra” bieda nie wyciąga ręki po to, co się jej nie należy, lecz pokornie czeka na swojego dobroczyńcę; „zła” bieda jest zdemoralizowana i roszczeniowa. Wypisz wymaluj, ideologiczna oferta skrojona dla najlepszych przedstawicieli pokolenia wychowanego w przekonaniu, że nic nikomu nie jest dłużne.

Myślę, że nasz polemista trochę lekceważy to niebezpieczeństwo. Wcześniej nie przywiązywałem nadmiernej uwagi do deklaracji księdza Stryczka, że „kocha pomagać”. Grzegorz Pac potraktował jednak rzecz poważnie i przywołał analogiczny cytat z Janiny Ochojskiej: Zajmuję się pomaganiem innym zawodowo, ale to jest coś więcej niż zawód. To jest pasja i jednocześnie ogromnie szczęście, że mogę robić akurat to, co według mnie najważniejsze – służyć innym ludziom.

Ilekroć ksiądz Stryczek słyszy pytanie o sens pomagania, odpowiada: „Bo to daje szczęście”. Niby podobnie. A jednak w cytowanej wypowiedzi Janiny Ochojskiej uwagę przykuwają trzy ostatnie słowa. Najważniejsze, jej zdaniem, jest „służenie innym ludziom”, z którego dopiero może wynikać szczęście. Przeszukałem – podkreślam, że dość pobieżnie – wszystkie dostępne wypowiedzi księdza Stryczka i posty publikowane na facebookowym profilu Szlachetnej Paczki. Słowo „służyć” pojawiało się w nich w zasadzie wyłącznie w kontekście pieniędzy, które mogą służyć człowiekowi. Czy coś z tego wynika? Niekoniecznie. Ja jednak głęboko wierzę w to, że słowa, którymi się posługujemy, wyznaczają ścieżki naszego myślenia i postępowania. To naprawdę nie jest bez znaczenia, czy o pomaganiu drugiemu człowiekowi mówimy w kategoriach szlachetności, czy też w kategoriach służby. W końcu Chrystus powiedział swoim apostołom: Czy dziękuje [się] słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać” (Łk 17,9-10).