dwutygodnik internetowy
05.06.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Nowe podejście do lęku – progresywna odpowiedź wobec Państwa Islamskiego

Powstanie tak zwanego Państwa Islamskiego w Iraku i Syrii – a także zainspirowane przez IS ataki w Europie – doprowadziły do zaostrzenia prawodawstwa antyterrorystycznego, kładąc na ołtarzu bezpieczeństwa narodowego wolności osobiste obywatelek i obywateli. Podejście to przyczyniło się do sytuacji, w której nie tylko ograniczane są prawa obywatelskie, ale i samo prawo jest niebezpieczne i nieskuteczne, wspierając cele Państwa Islamskiego. Potrzebne jest pilne wytyczenie nowego kursu.

ilustr.: Malwina Mosiejczuk

ilustr.: Malwina Mosiejczuk

Wzrostowi niepokojów wokół ataków Państwa Islamskiego w Europie i potencjalnego powrotu jego wojowników towarzyszy istotny wzrost działań nakierowanych na walkę z terroryzmem. Dzieje się to w geopolitycznym kontekście wzrostu lęku połączonego z ostrym politycznym skrętem w prawo, w którym to imigranci, mniejszości i grupy defaworyzowane są traktowane przez media i podnoszącą głowę skrajną prawicę jako kozły ofiarne. Widać to wyraźnie chociażby w antyimigranckich nutach pobrzmiewających wokół Brexitu czy niedawnym zakazie imigracji z krajów muzułmańskich, przepychanym przez Donalda Trumpa pod pretekstem dbania o bezpieczeństwo narodowe. Partie progresywne stoją naprzeciw trudnego, kompleksowego wyzwania, jakim jest odpowiedź na działania Państwa Islamskiego. Muszą udzielić przekonującej odpowiedzi na zagrożenie, rozumiejąc zarazem potencjalny wpływ ich pomysłów na ludzkie życia.

To ważne, by szykując taką odpowiedź, poznać cele Państwa Islamskiego wobec Europy oraz stopień realności tych zagrożeń. Szczegółowa analiza IS to jednak tylko połowa procesu. Musimy mieć dostatecznie dużo odwagi, by potrafić skrytykować działania antyterrorystyczne i wykazać się realizmem co do oczekiwanych skutków ich stosowania. Tworząc bardziej efektywną odpowiedź, musimy radykalnie przemyśleć relacje między bezpieczeństwem a wolnościami obywatelskimi, redefiniując je nie jako wartości antagonistyczne, lecz wzajemnie od siebie zależne.

Czego chce Państwo Islamskie w Europie?

Łatwo jest lekceważyć działania IS jako irracjonalne i uznać, że ich brutalność jest zbyt niebezpieczna i fanatyczna, by można ją było pojąć. Kiedy jednak traktować będziemy dżihadystów jako grupy o własnych motywacjach, będziemy mogli poczynić ważne spostrzeżenia co do strategii, dyskursów oraz organizacji Państwa Islamskiego.

Poprzez analizę jego retoryki nasza uwaga skieruje się do prawdopodobnie najważniejszego dla doktryny IS tekstu, który krąży wśród jego członków i który odpowiadać ma za sporą część jego taktyki – „Zarządzania bestialstwem” („Idarat al-Tawahush”). Napisany w roku 2004 przez Abu Bakr Naji’ego daje wgląd w ogólne podejście Państwa Islamskiego wobec Europy, kreśląc trzy warunki dla możliwości podtrzymania kalifatu (الخلافة) we współczesnym świecie. Po pierwsze, Zachód musi bezpośrednio zaatakować Bliski Wschód. Po drugie, Państwo Islamskie musi zaangażować się w taktyczne ataki terrorystyczne. Po trzecie, wykorzystana musi zostać niezdolność Zachodu do zapobieżenia im. Wspomniane trzy cele, streszczone w hasłach eskalacji, braku bezpieczeństwa oraz wykorzystywania sytuacji, można uznać za podstawę działań IS w Europie.

Eskalacja

Pierwszym celem IS jest zatem działanie na rzecz eskalacji bezpośredniego zaangażowania militarnego, przez prowokowanie do niego Zachodu poprzez akty terroru w Europie. Eskalacja może nie brzmieć na zbyt oczywistą strategię – szczególnie w obliczu utraty strategicznej pozycji przez Państwo Islamskie na Bliskim Wschodzie. Ze strategicznego punktu widzenia działania o charakterze terrorystycznym często stosowane były przez słabnące grupy. Kiedy tracą one swoją pozycję, terror staje się sposobem na odzyskanie inicjatywy. Ataki na ludność cywilną są tańsze, prostsze i równie efektywne politycznie. Poczucie ciągłego braku bezpieczeństwa w Europie ma ich zdaniem wzmacniać żądania interwencji zbrojnych.

Sprowokowanie Zachodu do zintensyfikowania wojny powietrznej oraz do inwazji lądowej przeciwko Państwu Islamskiemu byłoby kosztowne, niepopularne i spowodowałoby wzrost poziomu niestabilności. Byliśmy tego świadkami podczas poprzednich interwencji w Afganistanie, Iraku oraz Libii. Organizacje dżihadystów są świadome, że obecność amerykańskich żołnierzy w Arabii Saudyjskiej umożliwiła powstanie Al Kaidy. Eskalacja działań zbrojnych dodatkowo wspiera narrację IS o tym, że Zachód angażuje się w agresywne działania przeciwko światu muzułmańskiemu, portretując państwa europejskie jako „judeo-chrześcijańskich krzyżowców” – siebie zaś jako historycznego dziedzica i odpowiedź na lęki społeczności świata islamu.

Brak poczucia bezpieczeństwa

Aby zapewnić wspomnianą eskalację zbrojną, „Zarządzanie bestialstwem” zachęca do rozsiewania na Zachodzie poczucia braku bezpieczeństwa za pomocą dwóch posunięć: z jednej strony „działań jakościowych o średniej skali”, odwołując się do przykładów ataków na Bali oraz Dżerbie (do tej kategorii możemy wpisać ataki na redakcję magazynu Charlie Hebdo czy halę Bataclan), z drugiej zaś „te o niewielkiej skali i rezultacie”, o których w mediach często mówi się w kategorii „zainspirowanych przez IS” czy „ataków samotnych wilków”. Jednostki deklarują w nich swą służbę Państwu Islamskiemu zanim dokonają pozornie niemających szczególnego celu działań. W przeciwieństwie do innych grup dżihadystów IS ma do nich „wyluzowane” podejście, zachęcając do działań rozproszone grupy bez udzielania im zbyt wielu – lub wręcz żadnych – wskazówek.

Tego typu atakom trudno jest przeciwdziałać na poziomie zmian prawnych. Właściwie nie da się ich przewidzieć, co ma trzymać Zachód „w stanie ciągłego niepokoju”. Podejście to wskazuje na zrozumienie sposobu „działania” mediów, polityków oraz opinii publicznej i dróg ich przekonywania do przyjęcia coraz bardziej „jastrzębiego” podejścia. We wspomnianej publikacji czytamy, że „choć uderzenie prętem może trafić w głowę (pojedynczego) Krzyżowca to towarzysząca mu eskalacja będzie mieć długofalowy efekt”. Jednostkowe ataki służą zademonstrowaniu dalekosiężnej mocy Państwa Islamskiego oraz – na co ono liczy – zachęceniu „wyjętych z tłumu mas do przybycia do zarządzanych przez nas regionów” i tym samym dołączenia do kalifatu. Stanowią zatem działania, których znaczenie potwierdzają inwestycje w tworzenie wyrafinowanej machiny propagandowej, skupiające się „szczególnie na młodych” w celu stworzenia zdolnego do trwania projektu państwowego.

Wykorzystywanie sytuacji

Ostatnim głównym celem IS jest wykorzystywanie poprzednich celów (eskalacji działań zbrojnych oraz braku poczucia bezpieczeństwa w Europie) w celu ukazania słabości oraz moralnego bankructwa Zachodu. Chce go wykorzystać do zaatakowania tak zwanej „szarej strefy” w społeczeństwach Europy, wzmacniając napięcia wewnątrz wielokulturowych społeczności w celu stworzenia warunków do „starcia cywilizacji” dwóch przeciwstawnych sobie grup: muzułmanów (a właściwie tych, których Państwo Islamskie za muzułmanów uważa) i całej reszty. Zachęcając do aktów terroru, IS liczy na wzmocnienie nastrojów antyislamskich oraz zwiększenie ilości aktów przemocy wobec mniejszości, tworzących podglebie dla niekończącej się spirali wzrostu poczucia alienacji, braku zaufania, nienawiści oraz chęci zemsty.

Widać wyraźnie, że aktom terroru towarzyszy wzrost nastrojów islamofobicznych, czego przykładem może być sytuacja po morderstwie Lee Rigby’ego czy zamachach terrorystycznych w Paryżu w roku 2015. Pomagają one zatem w znormalizowaniu nastrojów wrogich muzułmanom, wplatając islamofobię w przestrzenie życia tej społeczności w Europie. Zmianom tym towarzyszy upowszechnianie się antyislamskiej oraz sprzeciwiającej się kosmopolityzmowi retoryki stosowanej przez takie skrajnie prawicowe grupy jak holenderska Partia Wolności, Duńska Partia Ludowa, Alternatywa dla Niemiec, francuski Front Narodowy czy Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa. Wszystkie z nich stosują alarmistyczny dyskurs, w którym muzułmanie stają się awangardą wrogiego „Innego”. Język ten coraz częściej przedostaje się do politycznego głównego nurtu, co z kolei prowadzi do dyskutowania o mniejszościach językiem „zagrożenia bezpieczeństwa”, proponowania deportacji muzułmanów czy traktowania „islamskiej tożsamości” w kategoriach problemu.

Zachęcając do zachodniej agresji, przyczyniając się do alienacji muzułmanów oraz wzrostu islamofobii, IS stawia sobie za cel przyciąganie sympatyków oraz obniżanie morale i paraliżowanie działania społeczeństw Europy. Podejście to jest efektywne – islamistyczne media cieszą się z powodu prowokowania w krajach Europy „fali paniki oraz nowych działań na rzecz poprawy bezpieczeństwa”, dzięki czemu „zamieniają świat w dziką przestrzeń, w której jedynie żyjący pod naszą władzą mogą cieszyć się bezpieczeństwem”.

Tworzenie odpowiedzi

Biorąc pod lupę cele Państwa Islamskiego oraz tradycyjne odpowiedzi z dziedziny poprawy bezpieczeństwa, jasno widać, że ponoszą one klęskę w efektywnej walce z narracją zaproponowaną przez IS. Partie progresywne powinny oprzeć swe podejście do sprawy na trzech filarach. Po pierwsze, Państwo Islamskie wygląda na groźniejsze, niż jest naprawdę, i tak też powinniśmy je traktować. Po drugie, działania antyterrorystyczne są tak naprawdę groźniejsze, niż nam się wydaje, powinniśmy zatem mieć to na uwadze, jeśli chcemy ich większej skuteczności. Po trzecie z kolei, zapewnianie ochrony przed IS nie powinno i nie może oznaczać ograniczania praw obywatelskich i politycznych. Bardziej efektywne podejście, uwzględniające wizję społeczeństwa, w którym chcemy żyć, możliwe jest dzięki poszerzaniu tych praw, szczególnie w obrębie społeczności mniejszościowych.

Państwo Islamskie bardziej szczeka niż gryzie

Łatwo jest się niepokoić z powodu IS – szczególnie gdy (jak czyni to wielu komentatorów) poprzestaje się na jego retoryce. Uważne spojrzenie na jego dynamikę organizacyjną ujawnia ograniczenia, na przykład odmienne cele poszczególnych szczebli wewnętrznej hierarchii. Podczas gdy większość mediów i ekspertów skupia się na dżihadystach spoza Bliskiego Wschodu, trzon organizacji oraz jej liderów wywodzi się z dawnych wojskowych z rządzącej za Saddama Husajna partii BAAS. Ich służba pomogła Państwu Islamskiemu dzięki ich wiedzy o taktyce zbrojnej, dyscyplinie na polu bitwy oraz powiązaniach z lokalnymi liderami plemiennymi. Osoby te są jednak w dużej mierze „pragmatykami”, zaangażowanymi w IS z powodu lokalnych konfliktów o władzę i niechęci do obecnego irackiego rządu. Ich zaangażowanie oraz działania nie mają wiele wspólnego z globalnym dżihadem – nie mają w nim ani interesu, ani udziału. Myślenie o Państwie Islamskim przez pryzmat jego własnej propagandy, przedstawiającej je jako grupę zjednoczoną w osiągnięciu wspólnego celu, nie ma sensu. Jej zainteresowanie Europą ma bardziej powierzchowny, niespójny charakter, niż się wydaje.

Udział IS w aktach terroru w Europie nie jest taki oczywisty. Przez stosowanie „outsourcingu przemocy” bezpośredni wkład organizacji w ich przeprowadzenie jest ograniczony. Spośród ich sprawców jedynie niewielka część podróżowała walczyć do Syrii – większość wciągnięta została z powodu drobnych zatargów z prawem, osobistych resentymentów czy kłopotów ze zdrowiem psychicznym. Zagrożenie z powodu powracających do Europy bojowników również bywa uznawane za przesadzone – badania wskazują, że powracający są częściej pozbawieni złudzeń czy zmęczeni walką niż skorzy do ataku. Wciągnięci w sieć terroru wpadają w nią, bowiem dyskusje w głównym nurcie przedstawiają ją jako ucieleśnienie działań skierowanych przeciwko Zachodowi. Czyniąc z IS „straszydło Zachodu”, za mocno wierzymy w jego zdolność do atakowania w dowolnym momencie w ramach spójnej strategii. Dajemy mu tym samym więcej prestiżu, niż na to zasługuje.

Działania antyterrorystyczne – prawdziwe zagrożenie?

Stałe rozwijanie narzędzi antyterrorystycznych jako odpowiedzi na Państwo Islamskie jest nieefektywne i przyczynia się do podmywania wolności jednostki. Co więcej – jest nieskuteczne z tego właśnie powodu. Nakierowane na walkę z terrorem programy oznaczały przesunięcie środków na prewencję – mimo tego odczuwane zagrożenie jest większe niż do tej pory. W Wielkiej Brytanii finansowanie działań tego typu wzrosło z poziomu 2,5 miliarda funtów w roku budżetowym 2007–2008 do 3,5 miliarda w 2010–2011. W roku 2017, mimo zapowiedzi szeroko zakrojonych cięć, premier Theresa May obiecała na nie kolejne pół miliarda. Mimo tego faktu, tak jak w roku 2014, zagrożenie uznaje się za wysokie.

Poza wysokimi kosztami finansowymi efektem tej sytuacji jest ograniczanie wolności obywatelskich, dokonywane przez polityków uzasadniających je lękiem przed terroryzmem. Korzystają z niego w celu „zapewnienia sobie powtórnego wyboru, uciszenia krytyków, kontrolowania niezadowolenia, tworzenia bardziej potulnej opinii publicznej czy odwracania jej uwagi od trudnych problemów społecznych”, jak również zapewnienia realizacji szeregu innych, niezwiązanych z terroryzmem działań, „takich jak wprowadzenie dowodów osobistych, ograniczeń imigracji, zwiększania regulacji finansowych czy ograniczania wolności obywatelskich”. Zmiany te przedstawiane są najczęściej jako tymczasowe działania na rzecz walki z bezpośrednim zagrożeniem, rzadko kiedy jednak bywają one później zawieszane, co pokazały przykłady Irlandii Północnej, Niemiec czy trwającego nadal stanu wyjątkowego we Francji.

Krytycy tych rozwiązań zauważają, że terroryzm nie stanowi zagrożenia uzasadniającego wprowadzanie w życie będących dziś na stole ograniczeń. Obecne działania na rzecz walki z terrorem często stanowią wręcz większe zagrożenie dla bezpieczeństwa i jakości życia jednostki niż sam terror, przyczyniając się do ograniczania politycznego zaangażowania, możliwości okazywania niezadowolenia czy aktywizmu. „Powinniśmy zatem bardziej bać się antyterroryzmu niż terroryzmu”.

Walka o prawa obywatelskie zamiast ich erozji

Najlepszą odpowiedzią na wyzwania staje się zmiana naszej odpowiedzi na nie. Zapewnienie bezpieczeństwa wobec działań Państwa Islamskiego nie powinno oznaczać podmywania praw obywatelskich czy militaryzacji społeczeństwa. Walcząc o nasze prawa, zwiększamy skuteczność działań skierowanych przeciwko terrorowi poprzez ograniczanie zdolności IS do napuszczania rządów i partii politycznych na muzułmanów i inne mniejszości. Najlepszą odpowiedzią jest zatem pokazywanie, że Europa naprawdę może być wspólnym domem poprzez odwoływanie się do pomysłów na to, jaką chcemy być wspólnotą. To nie myślenie utopijne, lecz niezbędna strategia. Weźmy pod uwagę chociażby olbrzymią ilość osób uciekających do Europy w ramach „kryzysu uchodźczego”. Migracje te wbijają szpilę w twierdzenia o zdolnościach państwotwórczych IS, jak również w ich opowieść o Zachodzie jako oprawcy, zmuszając do przeniesienia środka ciężkości na kwestie bezpieczeństwa. Widząc w uchodźcach potencjalnych wrogów zamiast sprzymierzeńców, poddajemy się narracji Państwa Islamskiego, w której kryzys ten nie jest jasnym dowodem na nieudolność kalifatu, ale narzędziem, za pomocą którego zwiększa on zagrożenie na Zachodzie.

Naszą odpowiedzią musi być odrzucenie opowieści o „starciu cywilizacji”, naciskanie na decydentów przyczyniających się do eliminacji „szarej strefy” oraz walka z retoryką przyczyniającą się do wyobcowania społeczności muzułmańskich. Podczas gdy na przykład Matteo Salvini z włoskiej Ligi Północnej wskazywał na wydarzenia z roku 2015 w Kolonii jako dowód na niekompatybilność islamu z wartościami chrześcijańskimi, niemiecka polityczka Zielonych, Simone Peter, stanęła na czele walki z profilowaniem rasowym, kwestionując proporcjonalność i legalność stosowania tego narzędzia. Odrzucając demonizowanie społeczności muzułmańskich, odrzucamy również „urasowienie terroryzmu”. Musimy także walczyć z mediami i politykami, którzy przypisują każdy atak Państwu Islamskiemu, nie mając często żadnych na to dowodów. Tego typu założenie przyczynia się do tego, że wygląda ono na bardziej groźne i sprawne, niż jest w rzeczywistości. Daje mu jednocześnie więcej czasu antenowego, co wiąże się ze wzrostem nastrojów islamofobicznych. Chroniąc prawa mniejszości, łagodzimy niepokoje i delegitymizujemy poparcie dla IS bardziej, niż czynią to obecnie stosowane strategie.

Progresywni politycy i ich partie muszą zmienić narrację i odejść od dążenia do wszechogarniającego bezpieczeństwa. Bezpieczeństwo i wolność nie są wzajemnie wykluczającymi się pojęciami – traktowanie ich w ten sposób daje łatwe sukcesy propagandowe Państwu Islamskiemu, przyczyniając się do alienacji mniejszości i militaryzacji społeczeństwa. Konwencjonalne podejście do tej kwestii jest przeciwskuteczne i przyczynia się do zwiększania zagrożenia. Odpowiedź na terroryzm poprzez walkę o wywalczone w ciężkich bojach prawa oraz wspieranie najbardziej zagrożonych wykluczeniem w europejskich społeczeństwach jest znacznie bardziej efektywnym podejściem wobec zagrożenia ze strony IS.

***

Artykuł ukazał się na łamach magazynu „Green European Journal”. Tłumaczenie: Bartłomiej Kozek.