dwutygodnik internetowy
26.02.2018
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Gluza: Zamiast celebry – namysł nad przeszłością

Co zrobić, by tę sinusoidę państwowości, gorzkie numerowanie kolejnych Rzeczpospolitych definitywnie przerwać? Stąd nazwa i znak nieskończoności w prowadzonym przez nas programie: „Nieskończenie Niepodległa” – postulat, by państwo niepodległe było już na zawsze.

fot. Emilia Ułanowicz

fot. Emilia Ułanowicz


logo_NIESKONCZENIE_NIEPODLEGLA_kolor

Magazyn „Kontakt” dołącza do grona partnerów programu Nieskończenie Niepodległa organizowanego przez Ośrodek KARTA. Na przestrzeni 2018 roku na łamach dwutygodnika pojawiać się będą opinie, komentarze i wywiady wpisujące się w narrację programu wyznaczaną przez cotygodniowe teksty w Rzeczpospolitej. „Jesteśmy przekonani, że polska wspólnota przebiegu tego roku powinna doświadczać razem, bez dzielenia na formacje polityczne, pokoleniowe, światopoglądowe. Niepodległa ma nas – na zawsze – łączyć” – mówią organizatorzy programu. Partnerstwo rozpoczynamy wywiadem z prezesem Ośrodka KARTA, Zbigniewem Gluzą, a już 27 lutego o 18.30 redaktor Magazynu Kontakt, Stanisław Zakroczymski, weźmie udział w debacie „Start II Rzeczpospolitej: w którą stronę?” w warszawskim Domu Spotkań z Historią.

ANNA DOBROWOLSKA, JAKUB SZYMIK: Po co w ogóle świętujemy?

ZBIGNIEW GLUZA: Rozmawiamy o stuleciu niepodległości? Nie mam w tej sprawie intencji świętowania – ani całego stulecia, ani zdarzeń sprzed stu lat. Uważam tę rocznicę za niezwykłą okazję do zbiorowego namysłu: nad przeszłością, współczesnością, przyszłością. Brak takiej refleksji pomaga wzmacniać głęboką polaryzację polityczną i społeczną, której w Polsce doświadczamy. Rocznica zbiega się w czasie z kampanią wyborczą, więc będzie wykorzystywana przez obie strony tej rywalizacji, podczas gdy ta akurat okazja najmniej się nadaje do dzielenia Polaków. Tym razem naczelne powinny być racje całej wspólnoty, a jeśli tak by się szczęśliwie stało, wynikłoby z tego i integrujące świętowanie.

My, zajmując się w Ośrodku KARTA historią najnowszą, postanowiliśmy podjąć tę rocznicę ponad podziałami – tak, by zaakcentować jej uniwersalny wymiar. KARTA przez 36 lat swojego istnienia nie była w żadnej relacji z którąkolwiek partią polityczną. No, może z wyjątkiem komunistycznej – po wprowadzeniu przez nią stanu wojennego byliśmy jej zdeklarowanym wrogiem. Po zmianach ustrojowych, już jako legalna organizacja pozarządowa, przyjęliśmy dla Ośrodka twardą zasadę neutralności politycznej. Nigdy więc nie byliśmy od nikogo w ten sposób zależni, a z czasem wypracowywaną przez lata apolityczność zaczęły szanować też środowiska czynnej polityki.

Status tego rodzaju jest w Polsce bardzo rzadki, dlatego też postanowiliśmy wykorzystać go do mobilizacji innych środowisk, które chciałyby przy tej szczególnej rocznicy podjąć wspólną debatę nad całym stuleciem 1918–2018. Debatę, której nie zdominuje partyjna walka o współczesną władzę.

Od II wojny światowej nie było ważniejszej rocznicy i długo po niej podobnej nie będzie. Dla Polski niepodległość to kwestia fundamentalna – gdybyśmy jej dwukrotnie nie tracili, uznawana byłaby pewnie za oczywistość; po tych utratach jednak ciągle pozostaje zadaniem do wykonania. Mamy okazję, aby lepiej zrozumieć, co się w ostatnim wieku złożyło na odzyskiwanie niepodległości, potem jej tracenie, marzenie o niej, wreszcie znowu odzyskanie. I co zrobić, by tę sinusoidę państwowości, gorzkie numerowanie kolejnych Rzeczpospolitych definitywnie przerwać. Stąd nazwa prowadzonego przez nas programu: „Nieskończenie Niepodległa” – postulat, by państwo niepodległe było już na zawsze. Proponujemy znak nieskończoności (za Andrzejem Pągowskim) jako symbol trwałości RP. 

Skoro celem jest nieskończoność, to czemu kładą państwo nacisk właśnie na ostatnie stulecie?

Bo w nim dokonał się też cały proces „skończoności” – w sumie pięćdziesiąt lat niepodległości i pięćdziesiąt bytu podległego; jeszcze żyją uczestnicy zaprzepaszczania II RP… Od początku było dla nas jasne, że trzeba mówić o ostatnich stu latach jako o całości. A nie o samym 1918 roku i początkowych działaniach II RP, bo one same niewiele tłumaczą. Choć początkowo byliśmy w takim rozumieniu tej rocznicy odosobnieni, to jednak udało się je już znacząco rozpowszechnić.

Naszą realizacją docelową będzie albumowa „Księga Stulecia Niepodległości”, która ukaże się za pół roku. Przedstawi sześćdziesiąt najważniejszych wydarzeń od stycznia 1918 do dzisiaj, kluczowych w kontekście statusu państwa i społeczeństwa – pokaże, jak niepodległość od listopada 1918 była ustanawiana, w latach 1919–1920 broniona, a we wrześniu 1939 po kilku dniach przegrana. Jak potem przetrwaliśmy półwiecze podległości, a następnie – jak radzimy sobie w III RP. Pytania o stan kraju i jego perspektywy dotyczą nas wszystkich.

Sama kampania ma więc na celu refleksję, a nie celebrację?

Celem jest uruchomienie w Polsce debaty, której na razie w ogóle nie ma. Rzecz nie w dyskusji nad rolą poszczególnych postaci historycznych, polityków, nawet głównych twórców polskiej państwowości. Celebrowanie ich wyjątkowości w zasadzie utrudnia analizę ogólnych procesów społecznych czy politycznych, w ostatecznym rachunku odbiera społeczeństwu historyczną podmiotowość.

Już w pierwszych miesiącach II RP objawiły się ostre konflikty wewnętrzne zagrażające państwowości. Sprzeczne wizje kraju, mogące rozsadzić jego kruchą konstrukcję. Spory ówczesne, mające niemały związek z dzisiejszymi podziałami politycznymi, są nie tylko teraz nierozumiane, ale wprost – nieznane. Dlatego najłatwiej się zatrzymać na wielkości Józefa Piłsudskiego; to nie wymaga większego wysiłku intelektualnego. Przy tej rocznicy tematem powinna być cała Polska, a nie wybrani, najważniejsi nawet, Polacy.

5 stycznia uruchomiliśmy w „Rzeczpospolitej”, a w ślad za nią w innych mediach, cotygodniowy cykl „Nieskończenie Niepodległej”. 52 tematy, prezentowane od piątku do czwartku w każdym tygodniu 2018 roku, złożą się na opowieść o pełnym stuleciu, w którym głęboka polaryzacja polityczna określała polską rzeczywistość. Zamiast zwykłej świątecznej celebry proponujemy namysł nad przeszłością.

Widzimy jednak sprzeczność w tych założeniach. Z jednej strony, chcemy się uczyć z historii, żeby była ona dla nas odpowiedzią na pewne bolączki teraźniejszości. Z drugiej strony jednak, mówi pan, że ta refleksja ma być neutralna, żeby nie wpuszczać jej w polityczny spór, który nas obecnie ogranicza. Czy to nie utopijna wizja?

Neutralność miałaby być utopią? Odwrotnie – to warunek niepogłębiania współczesnego sporu, nierozkręcania bieżących starć. To zasadniczo ważne, by nie było w tych działaniach intencji politycznych. Zajmujemy się w rocznicowym programie polityką – przeszłą i współczesną, ale nie możemy stawać po żadnej z jej stron, nie możemy być udziałowcami w bieżącej rywalizacji.

Oczywiście, wiem, że polaryzacja polityczna rozstrzyga o kształcie dzisiejszej Polski. I tak zapewne będzie, póki nie przewróci się cały aktualny układ sceny partyjnej. Obecna konfiguracja raczej uniemożliwia prowadzenie normalnej polityki, nieopartej na bezwzględnej wrogości, na nienawiści. Co innego jednak polaryzacja społeczna – tej nie przyjmuję do wiadomości. Uważam, że jest sztuczna; wprawdzie wykreowana przez polityków, lecz mimo wszystko powierzchownie. Nasz powrót do przeszłości ma służyć wspólnocie niepodzielonej, łączyć części rozdzielane.

Jakie więc punkty wspólne dla tych dwóch podzielonych sztucznie symbolizmem części społeczeństwa identyfikujecie w programie „Nieskończenie Niepodległa”?

Łącznikiem może być cała wspólna historia, o ile tylko nie jest rozszarpywana przez partykularne intencje współczesne. Przywołujemy ją tu poprzez najbliższe wydarzeniom świadectwa, staramy się oddać głos jej samej. Często czysty ton źródłowej narracji prowadzi do odkryć fundamentalnych, bo nieskażonych piętrowymi interpretacjami, które – szczególnie po dłuższym okresie – zakrywają istotę rzeczy. Zresztą, polskie społeczeństwo nie zna przeszłości sprzed stu lat, więc bezkrytycznie przyjmuje nielicznych komentatorów współczesnych. Na ogół też nie wykazuje zaciekawienia dawniejszą historią. Jak gdyby w tę rocznicę miała wystarczać sama celebra.

Opisując kolejne etapy polskiej państwowości, nie interpretujemy ich. Jedyny komentarz, jaki przy nich umieszczamy, to wyjaśnienie, dlaczego dany moment historyczny uważamy za jeden z najważniejszych w stuleciu. Kompozycja świadectw w każdym z wybranych tematów ma stanowić spójny obraz danego etapu.

Na ile taki przekaz przemówi do czytelników różnych pokoleń? Źródła mogą okazać się hermetyczne, jeśli nie zna się historii i kontekstu wydarzeń. Przedstawiając je, dajemy jednak głos przeciwstawnym świadectwom – skrajne wypowiedzi często najtrafniej tłumaczą okoliczności historyczne, inspirują do bardziej uniwersalnego myślenia o przeszłości.

Wybrane w programie daty to jednak wydarzenia stricte polityczne. Czy w tej opowieści jest miejsce dla doświadczenia mniej elitarnego? A może niepodległość to wyłącznie polityka robiona przez wielkie postaci?

Wybór opisywanych faktów w istocie wynikał głównie z biegu spraw politycznych. Jednak ich prezentacja nie ogranicza się do przywódców – mówią często postacie z trzeciego planu. Czasami jednak społeczeństwo grało rolę główną – jak w roku 1920 czy 1980; dwukrotnie broniliśmy się przed sowietyzmem determinacją mas, sami przywódcy byliby bezradni. Erupcje solidarności społecznej to jednak zdarzenia wyjątkowe tej historii, zazwyczaj dominują politycy, rzadko wybitnej klasy. To jest także temat opowieści o stuleciu.

Być może z tych faktów warto wyczytać długotrwały konflikt między klasą ludową a elitami. Niektórzy widzą go również dziś, w blisko trzydzieści lat po transformacji 1989 roku.

Stało się już oczywiste, że transformacja przebiegała w stanie pewnej głuchoty elity wobec niższych warstw społecznych, mówią to sami jej realizatorzy. Kształt demokracji parlamentarnej i wolnego rynku, uznanych za filary nowego ustroju, przesłonił na kilka lat nierówności czy niesprawiedliwości społeczne, które z przemian systemowych wynikały. A potem było już za późno, by równowagę przywrócić.

Zabrakło nam w latach 90. aktywnego przywódcy formatu Václava Havla, przewodnika także duchowego. To osłabiło wspólnotę, pozostawiając ją na pastwę walczących ze sobą elit politycznych, niemających ani wystarczającego doświadczenia, ani odpowiedniej klasy.

W narracji programu „Nieskończenie Niepodległa” pojawiają się też bardziej optymistyczne akcenty – nie tylko w samej nazwie podkreślającej wytrwałą ciągłość. Mamy na myśli projekt „Nieskończenie Niepodległa – Ludzie”, gdzie sięgacie państwo do dużego ruchu i wartości, które jednak były wspólne.

Historia z 1926 roku, kiedy 5 i pół miliona osób podpisało w Polsce Deklarację Podziwu i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych, ma swój urok. Pod Deklaracją podpisało się w istocie całe pokolenie Kolumbów – od rocznika 1918 prawie wszyscy ówcześni uczniowie. Szkoły polskie, ale też żydowskie czy ukraińskie. Dzięki temu powstała dokumentacja, która pozwala współcześnie prawie każdemu z nas rozpoznać i opowiedzieć historię swoich przodków i to być może zakorzenioną w jednym podpisie. Dzięki temu nawet dla pojedynczych osób ta rocznica może mieć duże znaczenie w kontekście własnej tożsamości.

Owa akcja, z roku przewrotu majowego, była do niedawna i w Polsce, i w USA kompletnie nieznana, nawet wśród historyków. A wywołuje dla Rzeczpospolitej kwestię fundamentalną – systemową pomoc Stanów Zjednoczonych, dyplomatyczną i materialną, bez której wydarzenia sprzed stu lat przebiegłyby z pewnością znacznie gorzej. Tworzymy program „Nieskończenie Niepodległa”, by pomóc nam wszystkim zrozumieć, co Niepodległą wzmacnia, a co osłabia. Wobec aktualnej sytuacji geopolitycznej, a także ściśle wewnętrznej, refleksja nad przebytą drogą może się okazać niebagatelną przestrogą.

Czy po tych 52 tygodniach będziemy mogli powiedzieć coś nowego o naszej współczesnej Polsce 2018 roku?

Robimy wszystko, by rzetelna debata o niepodległości Polski się odbyła. Na razie jednak, w trakcie realizowanego ósmego tematu (front 1919/20 roku), brakuje rezonansu – jak gdyby początki II RP nikogo nie obchodziły. Potencjalnie ta opowieść ma ścisły związek ze współczesnością, a wobec nieznajomości historii – niesie wiele nowych treści. Jeśli jednak społeczeństwo nie będzie ich ciekawe, nie uda się nam ta debata.

Być może jest tak, że mamy w debacie publicznej przesycenie treściami historycznymi. Może ludzie mają tego dosyć?

Tym, co jest obecnie widoczne w przestrzeni publicznej, raczej nie są treści historyczne, ale odniesiona do przeszłości propaganda i kontrpropaganda. Przywoływanie historii nie musi tak wyglądać. Liczymy, że przed listopadową rocznicą zdążymy przedstawić zasadniczą część całego procesu związanego z niepodległym bytem Polski, zanim nastąpi przesyt obchodami, świętowaniem, celebrą – krytyczne spojrzenie na dorobek ostatniego stulecia jest Rzeczpospolitej niezbędny, także na dalszą przyszłość.

***

Zbigniew Gluza – polski redaktor i wydawca. Inicjator, a następnie prezes dwóch fundacji (Fundacji Archiwum Wschodniego i Fundacji KARTA), które obecnie, po połączeniu, jako Fundacja Ośrodka KARTA prowadzi Ośrodek KARTA (organizacja pożytku publicznego). Jest redaktorem naczelnym pisma historycznego „Karta”, inicjatorem programów, takich jak „Wspólne Miejsce – Europa Wschodnia”, „Indeks Represjonowanych” czy „Straty osobowe i ofiary represji pod okupacją niemiecką”. Jest także pomysłodawcą Słownika biograficznego „Opozycja w PRL”, Słownika dysydentów, portalu XXwiek.pl, współinicjatorem Domu Spotkań z Historią w Warszawie. Członek Kolegium Programowo-Historycznego Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku. Inicjator działań związanych z archiwistyką społeczną w Polsce. Członek i współzałożyciel Rady Archiwów Społecznych.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.

***

Polecamy także:

Polskie kłopoty z #dziedzictwem. Hasztag to nie wszystko

Leszczyński: Łatwiej nam walczyć o Polskę niż płacić podatki

Kizwalter: Przemiana rycerza w mieszczanina