dwutygodnik internetowy
9.10.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

(Nie)rozrywanie stanu obecnego na pół. O książce „50% racji” Ołeksandra Bojczenki

Po „50% racji” warto sięgnąć – dla poprawy humoru, orzeźwienia intelektualnego lub w poszukiwaniu impulsu do własnych refleksji na temat dzisiejszej Europy, Polski, Ukrainy… Książka ta inspirująco zdenerwuje, lekko zaboli przy jednoczesnym ironicznym znieczuleniu.

ilustr.: materiały prasowe

materiały prasowe

Wydane rok temu „50% racji” to książka, która przez polski świat czytelniczy przeszła jakby bez echa. Moim zdaniem – niesłusznie. Bo ten zbiór trochę bawi, trochę uczy, trochę boli i przede wszystkim w ciekawy sposób zachęca do refleksji. Co więcej, jest to taka kompilacja, w stosunku do której mogę śmiało stwierdzić, że te niespełna 120 stron słownej ekwilibrystyki Bojczenki obfituje w większą ilość wartościowych refleksji niż wszystkie polskie książki na temat Ukrainy z ostatnich trzech lat razem wzięte.

Choć Ołeksandrowi Bojczence już od dawna przysługuje miano „uznanej marki na niwie ukraińskiej literatury”, to polski czytelnik jeszcze do zeszłego roku mógł go kojarzyć – co najwyżej – z nielicznych wywiadów dla Gazety Wyborczej i Nowej Europy Wschodniej (tak czy owak – wywiadów zacnych; szczególnie polecam: „Przepraszam za Wołyń. I co z tego?” – dostępne online). Niemniej za naszą wschodnią granicą opublikował pięć książek własnych, siedem przekładów z języka polskiego i rosyjskiego oraz wiele tekstów eseistycznych, krytycznoliterackich i naukowych. Ponadto w 2003 roku został laureatem prestiżowej nagrody Książka Roku, w 2015 – nagrody im. Jurija Szewelowa, a w latach 2005, 2008, 2013 był stypendystą programu Gaude Polonia. Obecnie znany jest na Ukrainie jako krytyk literacki, tłumacz, felietonista i wykładowca uniwersytecki.

Kariera Bojczenki na polskim rynku wydawniczym rozpoczęła się stosunkowo niedawno. Bowiem „50% racji”, czyli zbiór krótkich tekstów eseistycznych o tematyce „okołoukraińskiej” (pierwsza książka Bojczenki przetłumaczona na nasz język), została opublikowana w drugiej połowie zeszłego roku nakładem małego lubelskiego wydawcy. I powinna się w Polsce już dawno, gdyż mało kto potrafi zasiać taki zamęt w stabilnym światopoglądzie czytelnika, jak to w swych tekstach czyni z konsekwencją Bojczenko. Tak że po lekturze „50% racji” nie sposób dokładnie stwierdzić – za jakim politykiem autor murem stoi czy jaką filozofię w pełni wyznaje. Nie można też określić, jaką przyszłość wieści Ukrainie, choć – mimo wszystko – na sto procent nie jest to futurystyczna sielanka. Co oczywiście nie świadczy o tym, że zachowując takowy pesymizm (czy „optymizm apokaliptyczny” – jak to w książce określa sam Bojczenko), należy siedzieć w smutku. Nic bardziej mylnego – bo zachowanie dobrego humoru wydaje się tu najskuteczniejszym remedium na mnogość osaczających autora-obywatela katastrof.

Zatem, gdy w książce pojawia się odniesienie do Wiktora Janukowycza, to nie jest on opisywany z martyrologicznym zacięciem jako krwiopijca i tyran, a jako „ciężki tępy przedmiot” (w odwołaniu do incydentu z 2004 roku, gdy proputinowskiego prezydenta obrzucono jajkami, po czym milicja ogłosiła w mediach, iż zamach został dokonany za pomocą „ciężkiego tępego przedmiotu”). I od tej metafory Bojczenko snuje dalsze ironiczne rozważania z gorzką nutką powagi. Dla przykładu:

„[…] porównywać Eichmanna z Janukowyczem – też nie można. Po pierwsze, Eichmann, w odróżnieniu od Janukowycza, osobiście nie wydawał rozkazów zabijania ludzi. […] Po drugie, i znów w odróżnieniu od Janukowycza, Eichmann nie schronił się gdzieś w sąsiedztwie, ale w zamorskiej Argentynie”.

Ponadto – co też widać na powyższym przykładzie porównania prezydenta Ukrainy do nazistowskiego zbrodniarza – Bojczenko nie przejmuje się opiniami z lewej czy prawej i w swoich ostrych żartach nie oszczędza nikogo. Czasami powieje pesymizmem, czasami kpiną – ale bez nadmiaru, bez pastwienia się. Bojczenko świetnie potrafi zbalansować emocje i nastroje w treści każdego rozdziału. Żaden dowcip nie pozostawia niesmaku, a krytyka skłania bardziej do refleksji niż do zrażania się w stosunku do autora. Co więcej, narracja, jaką obiera ukraiński pisarz, niesie ze sobą tak wielkie pokłady autoironii i dystansu, że wywołuje w czytelniku przyjacielskie uczucia, czego świetnym przykładem jest opis relacji polsko-ukraińskich. W takich słowach Bojczenko opisuje swój pobyt na stypendium w Warszawie:

„Nie chcę się okazać nieskromnym, ale z tym młodym ukraińskim poetą, którego stukanie w klawiaturę dopływa do mnie cichymi stypendialnymi nocami zza ściany, jesteśmy w Polsce ludźmi znanymi. A jeśli nie w całej Polsce, to przynajmniej w Warszawie. A jeśli nawet nie w całej Warszawie, to przynajmniej w całodobowym na rogu Jana Pawła i Solidarności. Uświadomiwszy sobie ten, co by nie mówić, bezsprzeczny fakt, uznaliśmy, że własnoręczne gotowanie obiadów nam od teraz nie przystoi. Nie ten status. Tym bardziej, że ja nie umiem, a wyczerpany nocną twórczością poeta zazwyczaj się budzi tuż przed obiadem”.

Warto też podkreślić, że Bojczenko w żadnym akapicie nie jest pretensjonalny. Choć jako literat cieszy się na Ukrainie większym poważaniem niż zwykły śmiertelnik, to w swoich tekstach mówi jako zwyczajny obywatel. Szanuje kulturę, literaturę i całą tradycję, ale jest też realistą i potrafi chłodnym okiem spojrzeć na rolę swojego światka w procesach społeczno-politycznych. W określaniu przyczyn i problemów otaczającej go rzeczywistości nie ucieka się do banalnych geopolitycznych prawideł, lecz podejmuje swoistą mikroanalizę tego, co otacza i otaczało go od lat. Bojczenko umiejętnie pokazuje, że nie trzeba bywać na światowych salonach, by dostrzec nadchodzące w społeczeństwie zmiany lub ich brak. Między innymi dlatego konkluzje zawarte w „50% racji” są tak ciekawe i intelektualnie zapładniające – pomimo dominacji tak zwanej optyki z przymrużeniem oka.

Za następną zaletę zbioru można uznać jego wewnętrzny układ – sposób, w jaki zostały uszeregowane książkowe teksty. Większość rozdziałów to dwustronicowe felietony o tematach, które – w określonej kolejności – dotyczą relacji polsko-ukraińskich, rosyjsko-ukraińskich i stricte ukraińskich. Można więc losowo wybierać teksty do krótkiej lektury, a równie dobrze – wziąć tę książkę na raz, bo teksty zostały ułożone w ten sposób, że temat pierwszego zahacza z lekka o temat drugiego, temat drugiego – o temat trzeciego i tak dalej. Co więcej, Bojczenko pisze stylem bezwzględnie uwodzącym czytelnika (co też zostało świetnie oddane przez tłumaczy), więc zainteresowanemu tematyką ukraińską trudno się będzie oderwać.

Oczywiście nie wszystko w „50% racji” jest idealne i mam też pewne zastrzeżenia tyczące się przede wszystkim technicznej redakcji książki. Główny zarzut wiąże się z przygotowaniem przypisów dla polskiego odbiorcy. Osoba siedząca w tematyce ukraińskiej nie będzie potrzebowała tu żadnych przypisów, natomiast osoba, która o Europie Wschodniej wie mało – bez objaśnień nie zrozumie wielu żartów czy kontekstów. Dlatego dziwi mnie, że z jednej strony na początku książki dość szczegółowe zagadnienia z historii czy tradycji Ukrainy i ZSRR nie zostały wyjaśnione pod tekstem głównym, a z kolei później w przypisach pojawia się informacja, iż „regionalni” lub Partia Regionów to zgromadzenie polityczne, do którego należał Janukowycz – co jest banałem, tym bardziej przy kwestiach z początku książki pominiętych przez redakcję.

Tak czy owak, po „50% racji” warto sięgnąć – dla poprawy humoru, orzeźwienia intelektualnego lub w poszukiwaniu impulsu do własnych refleksji na temat dzisiejszej Europy, Polski, Ukrainy… Bo, czy bliżej ci do lewej, środka czy też prawej strony, książka ta inspirująco cię zdenerwuje, lekko zaboli po ironicznym znieczuleniu.

***

Ołeksandr Bojczenko, „50% racji”, tłum. B. Zadura i M.S. Zadura, Warsztaty Kultury, Lublin 2016.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.