dwutygodnik internetowy
24.11.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

„(niepotrzebne skreślić)” Wojciecha Engelkinga

Engelking wskazuje na postępującą degradację, ale tak jak klienci narzekający na podwyżkę cen w sklepie, nie rości sobie pretensji do wpływania na rzeczywistość.

Nie można autorowi odmówić dobrego słuchu i zmysłu obserwacji, które wykorzystuje nie tylko po to, żeby przedstawić rzeczywistość w krzywym zwierciadle. Zasadniczym celem książki jest diagnoza pokolenia dwudziestokilkulatków.

 

„Ile kosztuje poświęcenie?” „Kiedy stajemy się naprawdę dorośli?” „Czy biedak zasługuje na miano człowieka?” Na te pytania odpowiedzieć ma debiutancka książka Wojciecha Engelkinga „(niepotrzebne skreślić)”, która ma być też „pierwszą polską powieścią o pokoleniu umów śmieciowych”. Pytania, które pojawiają się po przeczytaniu książki, są jednak zupełnie inne, choć wynikają z inspiracji Engelkinga. Czy można dziś przy pomocy jednej powieści zilustrować całe pokolenie? Jak to zrobić, żeby wyszło odkrywczo i niebanalnienie? Czy możliwe jest pogodzenie publicystycznych tez ze stworzeniem dobrej literatury?

Tym, co jako pierwsze rzuca się w oczy i konsekwentnie realizowane jest przez narratora (autora?), jest sposób przedstawiania, budowania postaci. W „(niepotrzebne skreślić)” nie ma bohaterów nie tyle nawet pozytywnych, ile ciekawych. Wszystkie przewijające się postaci wpisują się całkowicie w najprostsze stereotypy – jeśli biedna, to też naiwna, jeśli intelektualista, to hipsterski freelancer. Łączy je „płaskość” charakteru, ale też po prostu głupota. Świat przedstawiony przez Engelkinga jest oczywiście przerysowany, ale w sposób niezwykle upraszczający, schematyczny. W takim świecie narrator (autor?) jest kpiącym, zdystansowanym komentatorem, który przygląda się tylko społeczeństwu, ale sam nie jest jego częścią.

Ważniejsze od historii bohaterów, z którymi nikt – ani autor, ani czytelnik – nie chciałby się utożsamiać, jest to, co o współczesnym świecie ma do powiedzenia sam Engelking. Jest to oczywiście wizja niezwykle pesymistyczna, w której pada jednak wiele trafnych spostrzeżeń. Na pewno każdy był kiedyś świadkiem lub uczestnikiem sytuacji, w której pracodawca, urzędnik czy znajomy użył z pogardliwą wyższością przewijających się przez całą książkę słów: „Czy ty wiesz, kim ja jestem?”. Nie można autorowi odmówić dobrego słuchu i zmysłu obserwacji, które Engelking wykorzystuje nie tylko po to, żeby przedstawić rzeczywistość w krzywym zwierciadle. Zasadniczym celem książki, zasadą, która determinuje to, jak wykreowani są bohaterowie i przedstawione są ich losy, jest diagnoza pokolenia dwudziestokilkulatków.

Początkowo wydaje się, że jest to wizja problemów wchodzących w dorosłość rówieśników autora, rysowana z lewicową wrażliwością. Weronika, córka sprzątaczki – absolwentki malarstwa na ASP, jest spadkobierczynią porażki, jakiej doznała jej matka podczas transformacji. Doświadczenie to ukształtowało je obie w różny sposób, ale z taką samą siłą. Żadna z nich już nigdy nie będzie funkcjonować bez łatki przegranej. Wiktor z kolei pochodzi z typowej klasy średniej, rodziny mieszkańców miasteczka Wilanów, pracowników korporacji. On też jest całkowicie uwarunkowany swoim klasowym pochodzeniem. Działania Weroniki determinuje chęć wyrwania się, chęć awansu, Wiktora – potrzeba sprostania wymaganiom rodziców. Chociaż niewątpliwie świadomość bohaterów kształtowana jest przez ich warunki finansowe, autor nie dochodzi do socjalistycznej puenty. W świecie przedstawionym w „(niepotrzebne skreślić)” nie da się wyrwać spod władzy pieniędzy, niezależnie od tego, czy się je ma, czy nie.

Następstwa tego są nietrudne do przewidzenia – więzy, które łączą bohaterów, są przez nich traktowane czysto instrumentalnie, uczucia wydają się śmieszne przy korzyściach płynących ze znajomości z odpowiednimi osobami. Do tego wszystkiego dochodzi postęp technologiczny i wiecznie niezaspokojone pożądanie podglądania innych i bycia podglądanym. Upadek jakichkolwiek wartości moralnych jest nie do powstrzymania, w zasadzie już się on dokonał. Wydaje się, że nie jest to następstwem rozwarstwienia społecznego czy powszechności mediów społecznościowych, ale odwrotnie – upadek ten wpisany jest właściwie w los człowieka współczesnego.

Powieść Engelkinga przypomina nieco zasłyszane w autobusie czy sklepie krytyczne, pełne goryczy, ale też wyższości, komentarze na temat tego, jak to dzisiaj jest coraz gorzej, do czego ten świat zmierza. Wiele ma też z potocznych opinii krążących w Internecie w postaci memów i filmików (autor jest zresztą internetowym erudytą). Bazuje na podobnych obserwacjach, z taką samą łatwością klasyfikuje ludzi i ich problemy. Wskazuje na postępującą degradację, ale tak jak klienci narzekający na podwyżkę cen w sklepie, nie rości sobie pretensji do wpływania na rzeczywistość.

Być może efekt ten był w pełni zamierzony, a narrator wcale nie jest autorem, tylko wyobrażeniem na temat świadomości tych, którym wydaje się, że potrafią patrzeć krytycznie na to, co ich otacza. Lub też narrator odzwierciedla perspektywę widzenia samego autora. Ciężko stwierdzić jednoznacznie, dlatego: niepotrzebne skreślić.