dwutygodnik internetowy
21.12.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

„NieObcy”. Polscy pisarze uchodźcom i nie tylko

„NieObcy” to książka szczególna. Znalazły się w niej teksty najważniejszych pisarzy polskich, zjednoczonych wokół jednej sprawy: losu uchodźców. Należałoby jednak powiedzieć, że konkretne wydarzenia ostatnich miesięcy stały się ważnym przyczynkiem do literackiego przedsięwzięcia na większą skalę. Chodziło o zebranie tekstów poświęconych oswajaniu inności w ogóle.

materiały prasowe

materiały prasowe

Nie mamy do czynienia, rzecz jasna, z doktrynerskimi moralitetami, choć nie da się ukryć, że sam zamysł jest dydaktyczny. Mimo to wspólny mianownik obcości potraktowano swobodnie, a opowiadania nie są koniecznie odpowiedzią na bieżące problemy – tak na przykład „Rubież” Olgi Tokarczuk czekała w szufladzie na odpowiedni czas od 2001 roku.

Podtytuł zbioru jest niezwykle wymowny i odsłania myśl przewodnią: „21 opowieści, żeby się nie bać. Polscy pisarze dla uchodźców”. Z jednej strony więc uchodźcom, z drugiej zaś tym, którzy uchodźców się boją. Ważne, że nie ocenia się tu nastawionych sceptycznie jako nacjonalistów czy rasistów, nie posądza się ich o wrogość, egoizm lub złe intencje. Wskazuje się natomiast na problem obaw o to, co najbliższe, łącznie z tożsamością. Taki lęk jest co do zasady zrozumiałym instynktem. Rzecz jednak w tym, aby starać się go racjonalizować. W przedmowie Pawła Goźlińskiego i Jerzego B. Wójcika pada bardzo wymowne pytanie zaczerpnięte z Halika: czy jeżeli boimy się o utratę własnej istoty, nie oznacza to przypadkiem, że jest ona już w stanie rozkładu, słaba i podatna na wpływy? Strach przed obcym to dla niego znak problemów samej wspólnoty. Można by tu przytoczyć, w nieco innym kontekście, zdanie wypowiedziane przez Chrystusa: „I żadne miasto ani dom, wewnętrznie skłócony, się nie ostoi” (Mt 12, 25).  Być może więc lęk ów jest tak naprawdę dalekim echem pogrzebanych wyrzutów sumienia, które powinniśmy sobie uświadomić. Zwracamy energię na zewnątrz, umacniając mury, zamiast zająć się złem na własnym podwórku.

Wspólnym celem autorów jest wyrwanie „(Nie)Obcego” z bezimiennego tłumu. Jest to myśl w końcu tak bliska chrześcijańskiemu ideałowi poszczególności, wedle którego każdego człowieka mamy darzyć uniwersalną miłością, ale nie jako przedstawiciela mas, lecz jako osobę, konkretną jednostkę. Modelowy „Obcy” nie istnieje, to jedynie wyabstrahowany, fikcyjny konstrukt. Istnieje tylko ten właśnie człowiek, z niepowtarzalną historią, określonymi cechami, pragnieniami, ze swoją osobistą tragedią. Ktoś z krwi i kości, kto staje przed nami i potrzebuje pomocy. Świadomość tego faktu może zgubić się w politycznych przemowach i socjologicznych analizach, a tylko ona może stanowić punkt wyjścia do tego, by, mimo wszystkich różnic, zobaczyć w drugim samego siebie.

Pod względem literackim trudno tę książkę oceniać. Są tu teksty, które podobają mi się bardzo, są też takie, które przemawiają do mnie mniej, ale jestem świadom, jak wiele w przypadku tak różnorodnego zbioru zależy od gustu. Bo w końcu jak porównywać ze sobą Tokarczuk, Chutnik, Bondę, Stasiuka, Huelle, Krall, Karpowicza…? Myślę jednak, że kaliber tych nazwisk mówi sam za siebie. Warto wsłuchać się w tak odmienne głosy mówiące o tym samym, tym bardziej że – ważna rzecz – nie są to umoralniające „piosenki pisane dla pieniędzy”. Cały dochód ze sprzedaży przeznaczono na pomoc ofiarom wojny w Syrii. Czy można pomyśleć o lepszej lekturze na Święta Bożego Narodzenia?