dwutygodnik internetowy
8.02.2016
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

(Nie)obcy brat. „Barany“ Grimura Hakonarsona

„Barany” wykraczają poza pozbawioną taniego efekciarstwa i okraszoną humorem warstwę fabularną. Opowiadają o empatii i wysiłku, jakiego wymaga otwarcie się na drugiego człowieka. Zwłaszcza takiego, z którym przez lata nie miało się kontaktu, z wyjątkiem wzajemnej wrogości.

 

 

fot. Materiiały prasowe

fot. Materiały prasowe

W dolinie na dalekiej północy, gdzie częściej słychać gwizd wiatru niż ludzką mowę, mieszkańcy niewielkiej osady hodują rzadką odmianę islandzkich owiec. Co roku odbywa się tam konkurs na najdorodniejszego barana. Okazuje się, że dwa najwspanialsze okazy wyhodowali bracia Gummi (Sigurdur Sigurjónsson) i Kiddi (Theodor Júlíusson), którzy – sami uparci jak barany – nie odzywają się do siebie od lat, mimo że są sąsiadami. Zwycięzca może być jednak tylko jeden. Pokonany osładza więc sobie gorycz porażki donosem. Na nieszczęście – prawdziwym. Baran jego brata choruje na trzęsawkę. Służby weterynaryjne zarządzają, że trzeba wybić całą populację owiec z doliny, by zapobiec epidemii. A to ostatnie żywe egzemplarze tego gatunku. Ich hodowla jest dla każdego z braci źródłem satysfakcji i sensem życia.

Film Grimura Hákonarsona w subtelny sposób pokazuje problemy bytowe, mentalne i egzystencjalne mieszkańców osady dotkniętej małą apokalipsą, która niemal wszystkich pozbawiła nie tylko źródła zarobku, lecz także zajęcia. I to na co najmniej dwa lata. Z tej przyczyny jedni się wyprowadzą i będą szukać innego pomysłu na życie, drudzy popadną w alkoholizm, a pozostali będą się nieznośnie nudzić, niczym permanentnie bezczynni kuracjusze sanatorium w Sokołowsku sfilmowani w latach 70. przez Krzysztofa Kieślowskiego w filmie „Prześwietlenie”. Problemy społeczne są jednak jedynie tłem opowieści o skomplikowanej relacji dwóch mężczyzn w podeszłym wieku, którzy nie wyobrażają sobie życia poza hodowlą owiec – zwłaszcza tych wyjątkowych, islandzkich. Owiec, z którymi są tak mocno zrośnięci, że ich wyginięcie mogłoby oznaczać wyginięcie samych hodowców, którzy do tego dopuścili. Rewersem tragedii całej osady jest więc szansa na pojednanie skonfliktowanych braci. Bo kto jak nie oni – najzagorzalsi i najbardziej oddani hodowcy – ma spróbować zapobiec wybiciu rzadkiego gatunku?

„Barany” wykraczają jednak poza pozbawioną taniego efekciarstwa i okraszoną humorem warstwę fabularną. Poziom wyżej opowiadają o empatii i wysiłku, jakiego wymaga otwarcie się na drugiego człowieka. Zwłaszcza takiego, z którym przez lata nie miało się kontaktu, z wyjątkiem wzajemnej wrogości. To studium rozumienia Tego Innego, o którym pisał Ryszard Kapuściński. Bo wbrew pozorom Inny nie musi być przybyszem z dalekiego świata – może być sąsiadem, a nawet krewnym. Żeby go „oswoić”, należy wykonać krok w jego stronę – spróbować go poznać, zrozumieć jego motywacje i zaakceptować odmienność, która nie musi zagrażać, a może wzbogacać.

Islandzki kandydat do Oscara oraz zwycięzca sekcji Un Certain Regard festiwalu w Cannes skłania do tego wysiłku także widzów, a nie tylko bohaterów kameralnej historii rozgrywającej się gdzieś na końcu świata i jakby poza czasem. Statyczne kadrowanie rozległych krajobrazów pozwala zanurzyć się w atmosferycznie i emocjonalnie chłodnym świecie filmu, a długie, nieposzatkowane niepotrzebnymi cięciami ujęcia znakomicie oddają narastające między braćmi napięcie. Tym silniej wybrzmiewające, że zagrane bardzo oszczędnie – bez zbędnych słów czy nachalnego, ciasnego kadrowania postaci, nadmiernie eksponującego mimikę i gestykulację. To wysmakowane, subtelne kino dla widza wrażliwego i wnikliwego. Nie podaje wszystkiego na tacy. Wręcz przeciwnie – wymaga zaangażowania i doszukiwania się sensów. Cierpliwej, uważnej i aktywnej obserwacji, która przynosi satysfakcję.

„Barany” wpisują się w jedną z obecnie najciekawszych tendencji światowego kina – tendencję do ucieczki od świata zalewającego nas ze wszystkich stron nowymi bodźcami. Świata pełnego pośpiechu oraz presji szybkiego efektu i łatwej satysfakcji. Kino staje się azylem, w którym na czas seansu można zwolnić. Po wygaszeniu świateł odciąć się od pędzącej rzeczywistości i skupić uwagę na sztuce, która wykracza poza tanią publicystykę czy powierzchowną obserwację wydarzeń. Kino uczy dzisiaj myślenia i cierpliwości, których często brakuje w szybkiej, zmechanizowanej codzienności. A w „Baranach” ta forma służy opowiadaniu o poszukiwaniu akceptacji i oparcia w drugim człowieku – czyli o jednym z najważniejszych tematów dzisiejszego wyalienowanego świata, w którym brakuje empatii i czasu na troskę o Innego.