dwutygodnik internetowy
17.10.2016
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Niechciany pomnik dyktatora

W 1977 roku Bukareszt nawiedziło silne trzęsienie ziemi. Dla dyktatora, Nicolae Ceaușescu, stało się ono pretekstem do wyburzenia dużej części miasta i budowy jednego z największych i najdroższych budynków na świecie – Domu Ludu. Dziś góruje on nad stolicą i jest symbolem nacjonalistycznego reżimu, ale też trudnej pamięci o komunistycznej przeszłości Rumunii.

Fot. Antoni Zakrzewski

Pałac Parlamentu widziany od strony Placu Konstytucji (Piața Constituției), fot.: Antoni Zakrzewski

22 metry szersza i ponad kilometr dłuższa niż paryskie Champs-Élysées – tak miała wyglądać Aleja Zwycięstwa Socjalizmu, będąca główną osią projektu przebudowy Bukaresztu w latach 80. XX wieku. Ogromne założenie urbanistyczne – Centrul Civic – a także Dom Republiki, największy budynek w kraju i jeden z największych na świecie, miały stać się dowodem potęgi socjalistycznej Rumunii i jej przywódców: Nicolae i Eleny Ceaușescu. Dyktator i jego żona nie dożyli jednak ukończenia swojego wielkiego projektu, straceni po szybkim procesie w trakcie grudniowej rewolucji 1989 roku. Monumentalna budowla góruje jednak nad Bukaresztem, będąc świadectwem trudnej historii, z którą Rumuni mierzyć się muszą do dzisiaj.

Droga do narodowego komunizmu

Nicolae Ceaușescu przejął władzę w Rumunii w 1965 roku, po śmierci Gheorghe’a Gheorgiu-Deja. Swoją pozycję konsekwentnie umacniał, wykorzystując hasła „narodowego komunizmu” i niezależności wobec ZSRR. Znaczącą cezurą był tu z pewnością rok 1968, kiedy Rumunia odmówiła udziału w tłumieniu Praskiej Wiosny. Równolegle na sile zyskiwał dyskurs nacjonalistyczny, w którym szczególne miejsce zajmowały odwołania do tradycji starożytnej Dacji i Rzymu, ale też rehabilitacja prawicowych polityków i intelektualistów z czasów dwudziestolecia międzywojennego. Elementem nacjonalistycznej kampanii była również polityka pronatalistyczna, przejawiająca się przede wszystkim w całkowitym zakazie aborcji i antykoncepcji (słynny Dekret 770). Zwieńczeniem tych strategii było formalne przejęcie przez Ceaușescu dyktatorskiej władzy w 1974 roku, kiedy ustanowiono stanowisko Prezydenta Socjalistycznej Republiki Rumunii, dające mu kontrolę nad wszystkimi państwowymi instytucjami. „Słońce Karpat” czy Conducător (Przywódca) to tylko przykłady przydomków nadawanych Ceaușescu w ramach utwierdzanego wtedy kultu jednostki.

Ceaușescu pozostawał w kontakcie z przywódcami innych komunistycznych państw. Szczególne wrażenie wywarła na nim wizyta w Korei Północnej i Chinach. Była to dla niego inspiracja do własnej „rewolucji kulturalnej” w duchu nacjonalizmu. To właśnie pod wpływem kontaktów z Kim Ir Senem miał w głowie dyktatora zrodzić się pomysł generalnej przebudowy Bukaresztu. Okazji do realizacji tego planu dostarczyła natura – w 1977 roku Rumunię dotknęło trzęsienie ziemi o sile ponad 7 stopni w skali Richtera. Najwięcej ofiar odnotowano z Bukareszcie, gdzie zginęło ponad 1400 osób, a wiele starych budynków zostało zniszczonych. Rozmiar katastrofy był ogromny, została jednak szybko wykorzystana propagandowo do budowania wizerunku przywódcy i uzasadniania potrzeby budowy nowego centrum Bukaresztu, tak zwanego centrum obywatelskiego (Centrul Civic). „Projekt Bukareszt” zakładał wytyczenie monumentalnej Alei Zwycięstwa Socjalizmu, którą z jednej strony wieńczyć miał Dom Republiki, mieszczący wszystkie ważne państwowe instytucje, a z drugiej plac Alba Iulia, upamiętniający przyłączenie Siedmiogrodu do Rumunii w 1918 roku. Samo urbanistyczne założenie dobrze pokazuje eklektyczną mieszankę komunizmu z nacjonalizmem, charakterystyczną dla dyktatury Nicolae i Eleny Ceaușescu.

Fot. Antoni Zakrzewski

Bulwar Jedności (Bulevardul Unirii, planowany jako Aleja Zwycięstwa Socjalizmu) fot.: Antoni Zakrzewski

 

Fot. Antoni Zakrzewski

Widok na Pałac Parlamentu od strony Placu Jedności (Piața Unirii), fot.: Antoni Zakrzewski

Na gruzach dawnego Bukaresztu

Trzęsienie jednak nie wystarczyło – na potrzeby budowy Centrul Civic wyburzono znaczną część miasta. Z powierzchni ziemi zniknęła zabytkowa dzielnica Uranus, słynąca z dziewiętnastowiecznych willi i kamienic. Jej mieszkańcom, zbędnym tak jak inne relikty „burżuazyjnego Bukaresztu”, nakazano wyprowadzkę z dnia na dzień i przeniesienie się do blokowisk na obrzeżach miasta. Nowe, socjalistyczne miasto zamieszkiwać mieli teraz komunistyczni dygnitarze, całkowicie posłuszni władzy Ceaușescu. Nic dziwnego, że w społecznej pamięci ta dramatyczna przebudowa zyskała miano Ceaușhimy, przez porównanie do skutków amerykańskiego ataku atomowego na Hiroshimę i Nagasaki. Jej efektem było zniszczenie około 20 procent historycznej zabudowy Bukaresztu, w tym zabytkowych cerkwi, z których dwadzieścia wyburzono, a osiem przeniesiono w inne miejsce. Utworzona w ten sposób wyrwa w tkance miejskiej została szybko zapełniona socjalistycznymi budowlami, nad których wyglądem osobiście czuwał sam dyktator. Kierowanie zespołem architektów powierzono co prawda Ance Petrescu, która w momencie ogłoszenia tej decyzji miała jedynie 28 lat. Jednak Nicolae i Elena nie zostawili architektom wiele przestrzeni do realizacji swoich pomysłów – wszystkie projekty musiały być konsultowane z dyktatorem i jego małżonką. Co ciekawe, ponieważ żadne z nich nie umiało czytać planów i rysunków technicznych, przygotowywano dla nich modele fragmentów zabudowy w skali 1:1000.

Lokalizacja najważniejszej budowli w Centrul Civic, Domu Republiki, nie była przypadkowa. Umieszczono go na wzgórzu, dzięki czemu mógł górować nad całym miastem. Z Domu Republiki roztaczał się widok na cały Bukareszt – dosyć znamienne dla kraju, w którym władza służby bezpieczeństwa, Securitate, sięgała właściwie wszędzie. Wzgórze Uranus miało też inne zalety. Małżeństwo Ceaușescu wiele uwagi poświęcało swojemu bezpieczeństwu. Podobno właśnie to miejsce zostało wskazane przez sejsmologów jako najbezpieczniejsze na wypadek kolejnego trzęsienia ziemi. Pod budynkiem zaplanowano również schron przeciwatomowy, a także podziemne korytarze do ewakuacji. Sam Dom Republiki, górujący nad miastem i dominujący je urbanistycznie, miał być dowodem wielkości dyktatora, ale też obiektem narodowej dumy. Stąd starania, aby architektura budynku nawiązywała do tradycyjnego rumuńskiego stylu (widać to przede wszystkim w bogatych ornamentach na neoklasycystycznej fasadzie), a także by wszystkie materiały wykorzystane do jego budowy pochodziły z Rumunii. Dom Republiki miał się stać siedzibą najważniejszych państwowych instytucji, tak aby kontrola nad nimi była jeszcze łatwiejsza.

Fot. Antoni Zakrzewski

Detale fasady Pałacu Parlamentu, fot.: Antoni Zakrzewski

Od Domu Ludu do Pałacu Parlamentu

Budowa Domu Republiki rozpoczęła się w 1984 roku, mimo pogłębiającego się z miesiąca na miesiąc kryzysu ekonomicznego. Wzniesienie monumentalnej budowli, a także jej wykończenie, wymagało ogromnego nakładu pieniędzy, co dla rumuńskiej gospodarki – i tak zmagającej się ze spłatą zagranicznego zadłużenia – było kolejnym gwoździem do trumny. Koszty obsługi długu i budowy Centrul Civic przerzucano na obywateli – w sklepach brakowało produktów, na ulicach i w mieszkaniach oświetlenia, a w domach ogrzewania. Właściwie wszystko, co wyprodukowano w rumuńskich fabrykach, było przekazywane na eksport. Dla zwykłych Rumunów oznaczało to coraz większą biedę, a symbolem tych wyrzeczeń stała się budowa Domu Republiki. Trudno więc dziwić się, że frustracja Rumunów pobudzona przez rewolucję 1989 roku skierowała się szybko przeciwko temu wielkiemu budynkowi stojącemu w centrum Bukaresztu. Mimo że ukończony dopiero w 60 procentach, robił wrażenie rozmachem architektonicznym i przepychem wykończenia. Być może dlatego, po zaspokojeniu początkowej ciekawości tłumów, które ustawiały się w kolejkach, aby zobaczyć jego wnętrze, zdecydowano się na dokończenie budowy i wykończenie wnętrz. Symbolem nowej rzeczywistości była zmiana nazwy budynku – z Domu Republiki, siedziby władz komunistycznego państwa, na Dom Ludu, stanowiący własność wszystkich Rumunów.

Otwarte pozostawało jednak pytanie o to, co dalej z budynkiem. Nie jest łatwo zagospodarować przestrzeń ponad trzystu tysięcy metrów kwadratowych (Rumuni lubią dodawać, że czyni to z Domu Ludu drugi pod względem wielkości budynek na świecie, zaraz po Pentagonie). Wśród różnych, mniej lub bardziej poważnych propozycji padł między innymi pomysł przerobienia budynku na wielkie kasyno, centrum handlowe czy muzeum komunizmu. Rozważano również zburzenie Domu Ludu, okazało się jednak, że byłoby to droższe niż wykończenie go, zniszczone zostałyby również cenne materiały użyte we wnętrzach. No właśnie – materiały. Przewodnicy, oprowadzający dziś wycieczki po budynku, jak karabiny maszynowe wyrzucają z siebie serie liczb: setki metrów marmuru, tony kryształów, tysiące metrów kwadratowych drewna i wiele więcej. Nie zapominają również dodać, że wszystkie materiały wykorzystane do budowy zostały wykonane w Rumunii. Swoistym chichotem historii wydaje się ta narodowa duma przebijająca z opowieści o rumuńskich marmurach czy kryształach. Właśnie takiego języka używał przecież Nicolae Ceaușescu do legitymizacji swojej władzy. Trudno nie odnieść wrażenia, że jego duch wciąż unosi się nad Bukaresztem, czego potwierdzeniem była decyzja o umieszczeniu w Domu Ludu siedziby rumuńskiego parlamentu już w 1993 roku. Od tego czasu oficjalna nazwa budynku brzmi „Pałac Parlamentu”. Ten szybki powrót do pierwotnej idei, w której Dom Republiki miał być siedzibą najwyższych władz państwowych, pokazuje, jak silny wpływ na rumuńską rzeczywistość miała polityka prowadzona przez Ceaușescu. Jej skutki, nie tylko urbanistyczne, ale przede wszystkim społeczne, obserwować możemy do dzisiaj.

Fot. Antoni Zakrzewski

Boczne wejście do Pałacu Parlamentu, przeznaczone dla turystów, fot.: Antoni Zakrzewski

Trudna pamięć

Sama historia „drugiego największego budynku na świecie” fascynuje wielu, czego dowodem są tłumy turystów odwiedzające co roku Pałac Parlamentu. Jest to jedno z niewielu miejsc w Bukareszcie, o którym powiedzieć można, że skierowane jest do zagranicznych turystów i w pełni dostosowane do ich potrzeb (na przykład poprzez anglojęzyczną stronę internetową czy ofertę wycieczek). Jednak dużo bardziej interesujący wydaje się stosunek samych Rumunów do Domu Ludu i związana z nim skomplikowana pamięć o rządach Ceaușescu. W badaniach przeprowadzonych już po wstąpieniu Rumunii do Unii Europejskiej duża część respondentów wyrażała swoje niezadowolenie ze stanu, w jakim znajdował się kraj. Współczesna Rumunia kojarzyła się im z wysokim bezrobociem, niskim zaufaniem dla demokratycznych instytucji i wysoką korupcją wśród polityków. Nie dziwi więc, że czasy komunizmy są przez wielu wspominane z nostalgią, a sam Ceaușescu zaczyna być postrzegany jako dobry przywódca, za którego rządów każdy miał przynajmniej pracę i mieszkanie. Rosnące rozczarowanie demokracją przyniesioną przez rewolucję 1989 roku to wyzwanie, z którym rumuńskie społeczeństwo (nie jako jedyne zresztą w tej części Europy) będzie się musiało wkrótce zmierzyć.

Ambiwalentny stosunek Rumunów do własnej przeszłości widać również w sprzecznych opiniach na temat Domu Ludu. Dla części z nich jest on znienawidzonym symbolem minionego ustroju, a trauma Ceaușhimy wciąż jest żywa. Jego dominacja nad Bukaresztem to bolesna pamiątka po komunistycznym reżimie. Istnieje jednak duża grupa ludzi, którzy oddzielają dziedzictwo Ceaușescu i Pałac Parlamentu, traktując go jako wielkie osiągnięcie narodu rumuńskiego, a nie dzieło dyktatora. Dla nich duma z wzniesienia tego ogromnego budynku (i wykończenia go w stylu rumuńskim, z wykorzystaniem wyłącznie krajowych materiałów) jest ważniejsza niż pamięć o ofiarach poniesionych w trakcie jego budowy. Istnieje również trzecia grupa – szczególnie ludzi młodych, niepamiętających czasów komunizmu i niezainteresowanych współczesnymi sporami. Dla nich budynek jest po prostu jednym z wielu elementów tkanki miejskiej. Pamięć o czasach komunizmu w Rumunii jest przez niektórych badaczy nazywana „czarną dziurą”, ponieważ brakuje zarówno upamiętnień (muzeów, pomników) dotyczących tego okresu, ale też nie ma wspólnej świadomości historycznej. Skomplikowana pamięć o Domu Ludu jest więc jedynie przykładem szerszego zjawiska społecznego.

***

Choć Nicolae Ceaușescu był jedynym komunistycznym przywódcą w Europie skazanym na śmierć w wyniku rewolucji 1989 roku, to udała mu się rzecz niezwykła: odciśnięcie trwałego piętna zarówno na tkance miejskiej Bukaresztu, jak i w świadomości jego mieszkańców. Pałac Parlamentu góruje nad Bulwarem Jedności dokładnie tak, jak zaplanował to sobie dyktator, choć nadał wtedy tym obiektom inne nazwy. Nawet funkcje Domu Ludu pozostały te same. Zbyt duży, aby go w pełni wykorzystać; zbyt drogi, aby go teraz zburzyć; zbyt mocno wpisany w rumuńską pamięć, aby z niego zrezygnować – Dom Ludu jest niechcianym pomnikiem Ceaușescu i dowodem na siłę narracji, którą narzucił on Rumunom.

Artykuł powstał w ramach projektu badawczego „Miasta pamięci” realizowanego przez Sekcję XX Wieku Studenckiego Koła Naukowego Historyków UW. Na początek roku 2017 planowana jest premiera przewodnika „Bukareszt. Miasto pamięci”.