dwutygodnik internetowy
11.03.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Nie tak „Wspaniała”, jak ją malują

Całość jest do bólu schematyczna i przewidywalna, nie ma tu miejsca na żadne niespodzianki, wszystko to zostało pokazane w kinie już wielokrotnie. Z powodu takiego nagromadzenia wątków film jest też wyraźnie za długi, przez co po pewnym czasie zaczyna zwyczajnie nużyć.

 

Nie wiem, co kieruje filmowcami, którzy zamiast skupić się na tym, by dopracować jeden temat, koniecznie chcą w swoich dziełach zmieścić jak najwięcej wątków, przez co zwykle po prostu przedobrzają. Dobrym przykładem tego typu porażki jest francuska komedia „Wspaniała”.

 

Rose Pamphyle (Deborah Francois) przyjeżdża do Lisieux, by tam znaleźć pracę jako sekretarka. I chociaż ewidentnie nie nadaje się na to stanowisko, dzięki umiejętności bardzo szybkiego pisania na maszynie zostaje zatrudniona przez Louisa Echarda (Romain Duris), który postanawia wykorzystać jej talent w zbliżających się zawodach szybkiego pisania.

 

Gdyby rzecz cała skoncentrowała się na przedstawieniu treningu, przygotowań, kłótniach między bohaterami o wyraźnie różnych charakterach, co zostałoby uzupełnione serią dobrych żartów, wzruszenia i uroku, mielibyśmy całkiem sympatyczną komedię romantyczną. Problem polega na tym, że debiutujący reżyser, Regis Roinsard, dodatkowo chciał zmieścić w tym problem emancypacji kobiet (rzecz dzieje się pod koniec lat 60. ubiegłego wieku), dodał też wątek niespełnionej miłości Louisa, którą czuje do żony swojego najlepszego przyjaciela, a jakby tego było mało, gdzieś tu jeszcze pobrzmiewają różnice między USA i Francją („USA ma serce do biznesu, Francja do miłości”).

 

To wszystko sprawia, że „Wspaniała” jest o wszystkim i o niczym. Wyraźnie brakuje kontroli nad poszczególnymi historiami. Emancypacja kobiet, przedstawiona jako możliwość zostania sekretarką, wygrania kolejnych konkursów, a tym samym zdobycia sławy (co w filmie wiąże się trochę z byciem cyrkową małpką) oraz znalezienie męża, wygląda dość kuriozalnie. Wątek Louisa i Marie Taylor, którą wciąż kocha, jest niepotrzebny, bo nic z niego nie wynika, wprowadzenie zaś tej postaci wygląda trochę jak próba wykorzystania popularności Berenice Bejo, znanej z „Artysty”.

 

Do tego całość jest do bólu schematyczna i przewidywalna, nie ma tu miejsca na żadne niespodzianki, wszystko to zostało pokazane w kinie już wielokrotnie. Z powodu takiego nagromadzenia wątków film jest też wyraźnie za długi, przez co po pewnym czasie zaczyna zwyczajnie nużyć, tym bardziej, że Rose nie wystarczy wygrana w lokalnym konkursie, musi jeszcze wziąć udział w zmaganiach krajowych i międzynarodowych. Jak dla mnie jest to przynajmniej o jeden turniej za dużo.

 

Plusy? Są, oczywiście. Po pierwsze, muzyka, bardzo ładna, pasująca do wydarzeń na ekranie. Po drugie, świetnie zmontowane sceny turniejowe, dzięki czemu da się bez bólu oglądać te, nie ukrywajmy, niezbyt ciekawe zmagania. Po trzecie, przyzwoita gra aktorska, bez rewelacji, ale i bez zawodu. Choć najbardziej sympatyczną postacią jest przyjaciel głównego bohatera Bob Taylor (Shaun Benson).

 

Zdecydowanie wolę pisać o filmach udanych, które nie wywołują u mnie zmęczenia. Niestety, w tym wypadku tak nie było, więc po „Wspaniałą” polecam sięgnąć tylko w wypadku, kiedy nie byłoby nic lepszego do obejrzenia.

Przeczytaj inne teksty Autora.