dwutygodnik internetowy
24.06.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Prof. Paszewski: Nie klonujmy człowieka

Jest bardzo prawdopodobne, że ktoś gdzieś na świecie prowadzi badania nad klonowaniem ludzi w celach reprodukcyjnych. Sklonować człowieka tak, żeby doprowadzić do jego pełnego rozwoju, byłby wielkim sukcesem naukowym. Mam jednak nadzieję, że prawo nigdy nie będzie na to zezwalać – mówi profesor Andrzej Paszewski.

Ilustr.: Kuba Mazurkiewicz

Jest bardzo prawdopodobne, że ktoś gdzieś na świecie prowadzi badania nad klonowaniem ludzi w celach reprodukcyjnych. Sklonować człowieka tak, żeby doprowadzić do jego pełnego rozwoju, byłby wielkim sukcesem naukowym. Mam jednak nadzieję, że prawo nigdy nie będzie na to zezwalać i nieszczęsny badacz będzie się bał ujawnić wyniki swojej pracy.

Z profesorem Andrzejem Paszewskim, genetykiem, pracownikiem Polskiej Akademii Nauk, rozmawia Cyryl Skibiński.

 

Czy Bóg Stwórca może już powoli pakować walizki?

Nie widzę ku temu najmniejszego powodu. Jeżeli ktoś wierzy, że świat został stworzony, to żadne nowe odkrycie biologiczne nie może tego przekonania podważyć. Pismo Święte mówi: „Przez Niego się wszystko stało, co się stało”, ale nie jest tam powiedziane, jak się to stało. Próbują to wyjaśniać nauki przyrodnicze, badając ewolucję Wszechświata, ale Pana Boga i tak nie podpatrzymy.

 

Odchodząc od banalnych prowokacji, nie robi na panu wrażenia to, że jesteśmy coraz bliżej sklonowania człowieka? Zarodek sklonowany w celach terapeutycznych przez naukowców z uniwersytetu w Oregonie podzielił się na około 150 komórek – rzecz bez precedensu.

To, co zrobili ci badacze, to było sklonowanie człowieka – zarodek ludzki jest bardzo młodym człowiekiem. Wiąże się z tym fundamentalny problem etyczny, bo przy klonowaniu w  celach terapeutycznych niszczy się zarodek, a więc zabija się istotę ludzką. Opinia ta nie wynika bynajmniej z przekonań religijnych. W tym wypadku to nie hierarchowie twierdzą, że Ziemia jest płaska, tylko ci, którzy nawołują ich, żeby sięgnęli do nauki.

Pytanie, kiedy zaczyna się człowiek, jest jednym z głównych przedmiotów sporu w toczonej od przeszło 40 lat debacie bioetycznej. „Pytanie to stawia się niechętnie – stwierdził w jednej ze swych wypowiedzi filozof, Bogusław Wolniewicz – a odpowiada z reguły wykrętnie, bo odpowiedź szczera jest kłopotliwie prosta: ludzki embrion jest istotą ludzką. Człowiek przybiera w swym rozwoju ontogenetycznym kilka postaci: zarodkową, płodową, noworodkową, niemowlęcą, dziecięcą, młodzieńczą, dojrzałą i starczą. Embrion jest pierwszą z nich: jest istotą ludzką w postaci zarodkowej. Podważanie tej zasadniczej prawdy jest sofistyką”. Podzielam ten pogląd: biologia nie dysponuje żadnymi kryteriami, które pozwalają podzielić rozwój ontogenetyczny człowieka na stadium przedludzkie i ludzkie.

 

Obchodzi się ten problem mówiąc, że embrion jest istotą ludzką, ale jeszcze nie osobą.

„Osoba” jest terminem filozoficznym i teologicznym, stąd moje, jako biologa, opinie na ten temat przyjmowane są niechętnie. Jeśli jednak chce się opóźniać moment przyznawania rozwijającemu się z ludzkiej zygoty organizmowi statusu osoby, trzeba opracować kryteria, które to jestestwo musi spełniać, żeby być uznane za człowieka, za osobę. A kryteria te mogą być tylko biologiczne.

 

Jak możliwość odczuwania bólu, wykształcenie się serca…

Kryteria takie muszą być z konieczności w pełni arbitralne. Gdyby pan pozbierał wszystkie wskazywane przez różnych myślicieli momenty, w których ich zdaniem zarodek staje się człowiekiem, to pewnie dzieliłyby je minuty. Jeśli zgodzimy się na opisowe definiowanie człowieka, to, jak słusznie zauważył profesor Andrzej Zoll na jednym z posiedzeń zespołu Jarosława Gowina, może kończyć się to zgodą na Holokaust. W Niemczech hitlerowskich morderstwo było przecież dalej przestępstwem, tylko Żydzi przestali być uznawani za ludzi, a ich eksterminacja była traktowana jak deratyzacja.

 

Cel, jaki wyznaczył sobie zespół naukowców pod kierownictwem Shoukhrata Mitalipova, jest na pierwszy rzut oka głęboko humanitarny, a wyniki ich badań stanowią pierwszy krok na drodze do wprowadzenia rewolucyjnych technik leczenia ludzi.

Zadaniem, jakie przed sobą postawili, było otrzymanie tzw. komórek macierzystych, z którymi rzeczywiście wiąże się dziś duże nadzieje terapeutyczne. Są to komórki, z których, przynajmniej teoretycznie, można wyhodować dla konkretnej osoby dowolny organ i przeszczepić go bez ryzyka odrzucenia go przez jej organizm.

Klonowanie jest w tym wypadku sposobem na „zresetowanie” jądra wyspecjalizowanej już komórki, np. komórki skóry, w której część genów, na skutek jej specjalizacji, została już wyłączona (a inne aktywowane), aby otrzymać odróżnicowaną komórkę pluripotencjalną. Pluripotencjalną, czyli charakteryzującą się tym, że  powstające z jej podziału komórki potomne mogą różnicować się w komórki tkanek różnej specjalności.

W przypadku wielu roślin klonowanie jest bardzo proste, na przykład z jednej, zróżnicowanej komórki marchwi można odtworzyć całą roślinę. U zwierząt jest to dużo trudniejsze, bo komórki w czasie rozwoju tracą taką możliwość. Mitalipov, wszczepiając do komórek jajowych pozbawionych własnych jąder, jądra komórek już zróżnicowanych udowodnił, że także w przypadku komórek człowieka „resetowanie” jest możliwe. Nie wiemy, czy było to pełne „zresetowanie” i czy z tego zarodka rozwinąłby się cały organizm, jak udało się to z owieczką Dolly, ale dla celów terapeutycznych uzyskane w ten sposób zarodki są bardzo wartościowe, właśnie ze względu na obecne w nich pluripotencjalne komórki macierzyste.

 

Ilustr.: Kuba Mazurkiewicz

W artykułach dotyczących klonowania zamieszczanych w prasie katolickiej, bardzo często pada argument, że rozwijanie technologii klonowania człowieka w celach terapeutycznych jest nie tylko niedopuszczalne etycznie, ale też bezsensowne, bo komórki macierzyste można pozyskać z tkanek dorosłego człowieka, co jest zresztą tańsze.

To prawda, ale są one mocno rozproszone i trudno je wyizolować. Wachlarz zastosowań leczniczych, do których takie komórki mogą być wykorzystane, jest bardzo szeroki, ale nie pełny, jak w przypadku komórek macierzystych pobranych we wczesnej fazie rozwoju zarodka. Technika jednak cały czas idzie naprzód i pojawiają się przypuszczenia, że w przyszłości  niemal każdą dorosłą komórkę będzie się dało „zresetować”.

 

Przyjmijmy na chwilę, że osiągniemy kiedyś społeczny konsens i wszyscy zgodzą się, że płód od chwili poczęcia jest człowiekiem. Czy możliwość zabicia człowieka w fazie embrionalnej po to, aby inny, dorosły człowiek mógł wyzdrowieć i żyć dalej, jest dla pana do przyjęcia?

Uważam, że nie wolno klonować człowieka dla jakiegokolwiek celu, także terapeutycznego. Wyobrażam sobie jednak, że nawet dla rodziców, którzy uważają embrion za człowieka, tylko na niskim stadium rozwoju, pokusa uratowania jego kosztem życia starszego dziecka będzie zbyt duża, żeby jej nie ulec. Zwłaszcza gdy prawo będzie na to pozwalać. Pewnie wstrzymałbym się w tym przypadku od tego, żeby ich czyn potępić. Nie chcę jednak dopuścić do tego, żeby ze względu na  zaistnienie sytuacji, w których empatia skłania nas do pochylenia się ze zrozumieniem nad czyjąś dramatyczną decyzją, wprowadzić jakąś opisową definicję człowieka, odmawiając embrionowi statusu człowieka.

Być może zresztą podnoszony przez pana problem w przyszłości zniknie. Badania idą obecnie w kierunku lepszego wykorzystania komórek macierzystych pobieranych od pacjentów, których chce się leczyć.

 

Przyjęte na całym świecie międzynarodowe konwencje zakazują klonowania w celach reprodukcyjnych – skąd ta zgodność?

Zakaz robienia kopii człowieka wynika z obowiązującej dziś koncepcji osoby. Nie trzeba sięgać aż do argumentów religijnych, ale choćby do Kanta, który mówił o autonomiczności jednostki. Sklonowanie człowieka powoduje, że jego losy są w pewnej części przez kogoś zaprogramowane. Część zachowań człowieka jest przecież determinowana przez genotyp: poziom inteligencji, skłonność do agresji czy empatii. Na nie nakładają się oczywiście uwarunkowania kulturowe. Wobec nich można się jednak zbuntować, a przeciwko genom nie. Niebezpieczeństwo jest więc takie – to argument Habermasa – że sklonowany człowiek mógłby się czuć nie w pełni odpowiedzialny za to, co robi.

 

Tak na marginesie: można czasem usłyszeć, że istnienie klonów jest czymś naturalnym, o czym świadczą nie tak znowu rzadkie przypadki narodzin bliźniąt jednojajowych.

W przypadku bliźniąt jednojajowych nie mamy do czynienia z matrycą i kopią. Sklonowany człowiek nie jest „opóźnionym” bliźniakiem, ale właśnie kopią.

 

W „Gazecie Wyborczej” wypowiedział się niedawno profesor Roman Kubicki, podkreślając wymiar psychospołeczny kształtowania się osoby. Twierdził, że jego nie bolałoby to, że spotkałby na ulicy kogoś, kto wygląda dokładnie tak jak on, bo doświadczenie życiowe, sposób wychowania i kształt edukacji odebranej przez tego drugiego człowieka powodowałby, że byłaby to zupełnie inna osoba.

Cechy genetyczne, na przykład agresja, mogą być tłumione poprzez wychowanie, niemniej determinacji biologicznej nie da się całkowicie usunąć. Pół biedy, że ktoś ma określony przez genetyków wariant enzymu wątrobowego, ale w przypadku genów determinujących cechy umysłowe i zachowanie sprawa już nie jest błaha. Klonując człowieka, nie konstruujemy co prawda nowego zespołu genetycznego, wybierając kolor oczu czy włosów, ale do pewnego stopnia determinujemy jego losy wyposażając go w konkretny, już istniejący zespół.

 

Wierzy pan, że za, powiedzmy, 30 lat nie ulegniemy pokusie i zakazów tych nie zniesiemy?

Jest bardzo prawdopodobne, że ktoś gdzieś na świecie prowadzi badania nad klonowaniem ludzi w celach reprodukcyjnych. Sklonować człowieka tak, żeby doprowadzić do jego pełnego rozwoju, byłby wielkim sukcesem naukowym. Mam jednak nadzieję, że prawo nigdy nie będzie na to zezwalać i nieszczęsny badacz będzie się bał ujawnić wyniki swojej pracy.

 

Przeczytaj inne rozmowy „Kontaktu”.

 

 

Profesor Andrzej Paszewski jest biologiem-genetykiem. Od roku 1961 pracuje w Instytucie Biochemii i Biofizyki PAN, gdzie zasiada w Radzie Naukowej. Od roku 1958 członek KIK-u – był kierownikiem Sekcji Młodzieżowej (później przemianowanej na Sekcję Kultury) i wielokrotnie członkiem Zarządu. Autor licznych publikacji, dotyczących problemów bioetyki, relacji wiary i nauki oraz zrównoważonego rozwoju, zamieszczanych głównie w „Więzi” i „Znaku”.