dwutygodnik internetowy
13.10.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Neoliberalizm bez demokracji

Pod groźbą utraty obiecanych zysków Parlament Europejski przełknie zapisy porozumienia TIPP, które w normalnych warunkach wiązałoby się z szeroką dyskusją na temat praw obywateli i idei Unii Europejskiej.

ilustr.: Antek Sieczkowski

Negocjacje TTIP od początku były nazywane „najbardziej niedemokratycznym procederem w historii Unii Europejskiej”. Brak jakichkolwiek konsultacji zapisów TTIP z przedstawicielami społeczeństwa.

 

Transatlantic Trade and Investment Partnership jest jednym z największych przygotowywanych porozumień handlowych w historii świata. Ma łączyć rynek europejski z amerykańskim, znosząc cła w handlu dobrami i usługami, a także regulując wiele sfer życia, takich jak obieg danych osobowych, prawa konsumenta w internecie czy prawa korporacji do zabezpieczania swoich zysków w przyszłości.

Przebieg negocjacji prowadzonych przez rząd USA i Komisję Europejską jest ściśle tajny, a elementy porozumienia są konsultowane tylko i wyłącznie z dużymi instytucjami biznesowymi. Właściwie nie można tu nawet mówić o konsultacjach, ponieważ, aby nie zdradzić tajemnicy negocjacji, dyskusji nie są poddawane konkretne zapisy prawne, a raczej ogólny pogląd na sytuację.

Negocjacje TTIP od początku były nazwane przez lewicowych działaczy „najbardziej niedemokratycznym procederem w historii Unii Europejskiej”. Chodzi przede wszystkim o brak jakichkolwiek konsultacji zapisów TTIP z przedstawicielami społeczeństwa. Zapisy umowy nie zostały udostępnione szerokiemu gronu posłów Parlamentu Europejskiego, nie zostały również skonsultowane z organizacjami pozarządowymi. Sytuację, w której dobrotliwie oddajemy naszą przyszłość w ręce brukselskiej biurokracji, dobrze zilustrowałyby słowa Ivana Krasteva wypowiedziane w zeszłym tygodniu na Uniwersytecie Warszawskim podczas Debaty Tischnerowskiej: Unia z neoliberalizmu zachowała swoje liberalne oblicze, ale utraciła oblicze demokratyczne.

Faktycznie, jedynym demokratycznym aktem uprawomocniającym umowę przed obywatelami Unii ma być ostateczna akceptacja przez Parlament Europejski. Prawdopodobnie jednak posłowie zostaną postawieni przed ultimatum, wyborem między przyjęciem projektu w całości lub całkowitym jego odrzuceniem. A któż w dobie kryzysu gospodarczego zaryzykuje odrzucenie tak intratnego projektu – szacunkowo oznacza on wpływy na poziomie 120 mld euro dla UE i 100 mld dla USA?! Pod groźbą utraty obiecanych zysków europosłowie będą musieli przełknąć zapisy, których wprowadzenie w normalnej procedurze wiązałoby się z szeroką dyskusją na temat praw obywateli i idei Unii Europejskiej.

Wygląda na to, że połykać będzie co. O TTIP krąży obecnie więcej mitów niż faktów. „Podobno” w treści porozumienia mają się znaleźć zapisy ograniczające swobodę użycia danych w internecie, podobne do zapisów odrzuconego po protestach ulicznych w całej Europie ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement). „Podobno” porozumienie zakładać ma nowy sposób funkcjonowania sądownictwa, dający dużo większe prawo do kształtowania wyroków w sprawach gospodarczych korporacjom; ma również pozwalać korporacjom wytaczać procesy przeciw państwom, gdyby te podjęły decyzje grożące utratą zakładanych wcześniej zysków (pisał o tym na naszych łamach Adam Ostolski).

Najwięcej emocji wzbudza oczywiście wątek dotyczący swobodnego obrotu danymi. Obecnie dane przechowywane są w miejscach, w których swoje serwery posiada usługodawca, niezależnie od kraju pochodzenia użytkownika. Oznacza to, że poczta Niemca, korzystającego z usług amerykańskiej korporacji, np. poczty Gmail, przechowywana jest na serwerach w USA i podlega jurysdykcji Stanów Zjednoczonych. Może być kontrolowana przez tamtejszy rząd. Od czasu ujawnienia procederu podsłuchiwania przez CIA polityków europejskich dyskutowane jest „unarodowienie” danych. Od teraz dane z takiej skrzynki pocztowej mają być przechowywane na dyskach w Europie i podlegać prawu unijnemu.

Wszystko to garść plotek i ogólników. W dodatku trudno do nich dodać coś, o czym jeszcze nie słyszeliśmy. W rzeczywistości o tym, o co chodzi w umowie, która ma dotyczyć ponad 800 mln obywateli po obu stronach Atlantyku, wie tylko i wyłącznie garstka negocjatorów. Dlatego też politycy (nie tylko w Polsce) nabrali wody w usta i nie zapowiadają, czy TTIP zaakceptują czy odrzucą.

Z drugiej strony trudno wyobrazić sobie, w jaki inny sposób mogłyby się odbywać negocjacje gospodarcze miedzy dwoma tak dużymi organizmami politycznymi i gospodarczymi, uwzględniając konieczność zachowania należytej tajemnicy o stanowiskach negocjatorów. Warto też spojrzeć prawdzie w oczy. Umowa z USA nie jest wyjątkiem – ma status specjalny umowy handlowej analogiczny do podobnych traktatów Unii z Chinami czy Rosją. Wyjątkowy w tej sytuacji jest jednak zakres rozstrzygnięć podejmowanych za zamkniętymi drzwiami.

Wygląda na to, że dzisiejsza lewica europejska nie ma żadnego pozytywnego pomysłu na rozwiązanie problemu TTIP. Nie pozostaje jej nic innego, jak tylko głośno krzyczeć, aby w negocjacjach, mających doprowadzić do liberalizacji regulacji rynkowych, nie doszło do ograniczenia wolności obywatelskich.

 

Jeśli nie chcą Państwo przegapić kolejnych wydań naszego tygodnika, zachęcamy do zapisania się do naszego newslettera.

Magazyn „Kontakt” to nie tylko internetowy tygodnik, ale także papierowy kwartalnik. Zachęcamy do lektury. Można go nabyć m.in. w prenumeracie.