dwutygodnik internetowy
09.02.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Nauka w kryzysie. Głosy z Kongresu

„Dzisiaj środowisko akademickie budzi się z głębokiego snu, w jakim było pogrążone. Już w niego nie zapadnie”. Tymi słowami Aleksander Temkin, inicjator Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej, rozpoczął wprowadzające wystąpienie podczas Kongresu Komitetu, który odbył się 3 lutego w siedzibie Fundacji Batorego w Warszawie. Podczas całego dnia debat poruszono wiele kwestii kluczowych dla przetrwania polskich instytutów naukowych i ich reformy w kierunku osiągnięcia większej stabilności finansowej i pewności zatrudnienia.

Kongres rozpoczął się od odczytania i krótkiego omówienia trzech postulatów, z którymi Komitet, wsparty przez ponad siedemdziesiąt instytutów naukowych z uniwersytetów całego kraju, wystąpił do najważniejszych władz państwowych. Po pierwsze, członkowie Komitetu żądają zwiększenia wydatków na naukę, zauważając, że przy obecnym poziomie 0,31% PKB (nie wliczając środków unijnych), Polska plasuje się pod tym względem na szarym końcu państw UE. Prof. Małgorzata Kowalska zwróciła też uwagę na konieczność innej dystrybucji tych środków. Zauważyła, że konieczne jest zachowanie równowagi pomiędzy dyscyplinami naukowymi i ośrodkami, tak aby nie skazywać na wymarcie całych kierunków czy nawet uczelni. Podkreślano też konieczność przywrócenia równowagi między dotacjami na fundusz statutowy ośrodków naukowych a grantami naukowymi ,tak aby przywrócić naukowcom możliwość perspektywicznego planowania swojej kariery i zapewnić im minimum stabilności finansowej.

Po drugie, zwrócono uwagę na konieczność zmiany algorytmów dotacji dydaktycznej, tak aby nie stanowiła ona „pogłównego”, to znaczy nie była związana tylko i wyłącznie z bieżącą liczbą studentów w danej jednostce. Należy ją uelastycznić i brać pod uwagę perspektywę kilku-, a nawet kilkunastoletnią, aby bieżące wahania demograficzne nie miały natychmiastowego wpływu na stan kadry naukowej często bardzo dobrych instytutów badawczych.

Po trzecie, zażądano wprowadzenia wielowymiarowego systemu oceniania jednostek naukowych, który brałby pod uwagę specyfikę poszczególnych nauk i nie oceniał np. instytutów humanistycznych według klucza liczby patentów. Z brakiem akceptacji spotkał się natomiast ministerialny pomysł powołania „Naukowych Ośrodków Wiodących”, które przy obecnym stanie rzeczy, zamiast stać się „kołem zamachowym” polskiej nauki, stają się, według członków kongresu, obciążeniem finansowym dla reszty uczelni.

Nagranie z otwarcia Kongresu i ogłoszenia głównych postulatów Komitetu można zobaczyć tutaj.

Uniwersytet, związki zawodowe, organizacje pozarządowe

Uczestnicy panelu prowadzonego przez Rafała Wosia dyskutowali o współpracy uniwersytetu z jego otoczeniem społecznym i jej pożądanym kształcie. We wprowadzeniu do dyskusji Aleksander Temkin zauważył, że w myśl dokumentów ministerialnych podstawowym celem uniwersytetów jest innowacyjność rozumiana jako innowacyjność technologiczna. Według niego, przy takim założeniu istnienie znacznej części polskich uniwersytetów wydaje się zbędnym luksusem. Jego zdaniem innowacyjność społeczna, obecnie wykluczona z oficjalnych dokumentów, powinna być równie ważnym celem stawianym uniwersytetom.

W swojej wypowiedzi socjolog prof. Wiesława Kozek z Uniwersytetu Warszawskiego wspomniała m.in. o współpracy, jaką prowadzi ze związkami zawodowymi w ramach swojej pracy naukowej. Podkreśliła, że taka współpraca daje jej poczucie sensu i użyteczności, bo widzi, że jest ona obopólnie ważna. Natomiast dr Adam Mrozowicki z Uniwersytetu Wrocławskiego podkreślał bezcelowość skupiania się na współpracy uniwersytetu z biznesem, która sprowadza edukację do nauki praktycznych umiejętności. Dr Mrozowicki podkreślał, że jego zdaniem edukacja ma przede wszystkim dawać narzędzia niezbędne do uczestniczenia w społeczeństwie obywatelskim i skłaniać do przemyśleń.

Danuta Kuroń z Uniwersytetu Powszechnego w Teremiskach mówiła o tym, jaka jest według niej definicja uniwersytetu: że jest on wspólnotą, której celem jest poszukiwanie prawdy, a cechami są autonomia, wolność nauki i nauczania. Podkreśliła też, że współpraca uniwersytetu z otoczeniem społecznym powinna polegać na tym, na czym polegała dawniej, to znaczy przede wszystkim na odpowiedzialności za słowo i kształtowaniu języka oraz kategorii do opisywania rzeczywistości, aby móc mierzyć się z jej problemami.

Uczelnia prekariuszy

Ogólna tendencja do uelastycznienia czasu pracy i rezygnacja z klasycznych form zatrudnienia dotyka także pracowników nauki. Tą problematyką zajęli się uczestnicy debaty zatytułowanej „Uniwersytet śmieciowy. O destabilizacji stosunków zatrudnienia na polskich uczelniach”. Panel prowadził dziennikarz „Gazety Wyborczej” i pracownik naukowy ISP PAN Adam Leszczyński, który rozpoczął od podania kilku bulwersujących przykładów zwolnień pracowników nauki z ostatniego czasu

Poproszony o głos prof. Ryszard Bugaj skupił swoją uwagę na refleksji poświęconej samemu charakterowi pracy naukowej. Podkreślił, że złudzeniem żyje ten, kto liczy na mierzalne efekty takiej działalności, toteż implementowanie ekonomicznego modelu maksymalizacji produktów pracy i minimalizacji jej kosztów jest dla tej dziedziny pozbawione racji bytu. Bugaj zauważył także, że sam uczony nie potrzebuje motywacji do pracy w postaci jej gratyfikacji (choć jest ona, rzecz jasna, niezbędna), lecz czerpie ją z poznawczego pragnienia i ciekawości wobec świata. Sformułował następnie trzy postulaty: wyższy procent PKB przeznaczony na naukę; zmniejszenie udziału pogłównego (zahamowania zasady „pieniądz idzie za studentem”, z powodu której uczelnie obniżają poziom programów, by dostosować do rosnącej liczby studentów); oraz wprowadzenie indywidualnego statusu stałego zatrudnienia pracownika nauki. Ostatnim zgłoszonym w tej wypowiedzi postulatem był wzrost wynagrodzeń. Mocnym argumentem przemawiającym za tym roszczeniem była obrazowa konstatacja: cała elita finansowa, menadżerowie i bankowcy szczycący się dobrym wykształceniem i merytokratyczną legitymizacją swoich pozycji i zarobków, choć pławią się w luksusach, „nie mają wyższych kwalifikacji od hydraulika”.

Leszczyński odparł, że klasa średnia nie przyjmie takich postulatów, gdyż ma akademików za nieproduktywny i pasożytniczy organ społeczeństwa, czym naraził się Bugajowi, który uznał ten stan rzeczy za efekt wielu lat działalności „Gazety Wyborczej”.

Głos zabrała tymczasem dr Magdalena Woźniak-Rek, która w trosce o równowagę genderową panelu przypomniała o szczególnie złych warunkach pracy kobiet na uniwersytetach. Najciekawszą część jej wywodu stanowiła analiza procesu zastępowania asystentów pracownikami grantowymi i tymczasowymi oraz koszmarną tendencję do zmiany proporcji między pracownikami naukowymi a sektorem biurokratycznym, co z aforystyczną swadą podsumowała mówiąc, że uczelniami rządzą dzisiaj nie rektorzy i senaty, lecz kwestorzy. Tu warto odesłać czytelnika do wywiadu z ministrą Leną Kolarską-Bobińską w ostatnim „Magazynie Świątecznym”, w którym utyskuje ona nad faktem, że uczelnie nie zatrudniają na stanowiskach kierowniczych wykwalifikowanych menadżerów, co jest wysoce dyskusyjne z punktu widzenia naukowego etosu.

Bardzo wieloaspektowa i systematyczna była wypowiedź doktora filozofii Krzysztofa Posłajko. Zaczął on od nakreślania perspektyw zatrudnienia młodego pokolenia, którego przedstawiciele stoją przed wyborem bezrobocia, względnie prekariatu, lub ciężkiej i niesatysfakcjonującej pracy w korporacji. Wobec takiego horyzontu możliwości, zatrudnienie na uczelni jawi się nie tylko jako sensowne spożytkowanie energii, ale także – nadzieja na stabilność. Niestety, skutkiem takiego stanu rzeczy jest efekt tzw. „świńskiej górki”, czyli ogromnej nadwyżki chętnych w stosunku do oferowanych miejsc pracy.

Żyjemy w stanie natury

Uczelnie podtrzymując w młodych nadzieję, przyjmują ich masowo na studia doktoranckie, bowiem zmuszone są do konkurencji między sobą o fundusze w ramach pogłównego. Nikt jednak nie mówi głośno o tym, co dla wszystkich jest jasne: odsetek doktorantów, którzy ostatecznie uzyskują dyplom, jest bardzo niski. Wiąże się to także z brakiem doktoranckiej tożsamości, której miejsce zajmuje wstyd, wynik potocznego przekonania o nieróbstwie doktorantów. Co więcej, występuje swego rodzaju presja wobec osób, które starają się pasję łączyć z pracą, że powinny one same ponosić konsekwencje takiego wyboru. Szkodliwym zjawiskiem związanym ze studiami doktoranckimi jest także internalizacja klęski, gdy przegra się konkurs o grant, co uniemożliwia, według Posłajki, artykulację oporu. Podsumowanie stanowiły dwa postulaty:  stabilizacja finansowa doktorantów w całym okresie ich studiów oraz program przeznaczony dla niezatrudnionych doktorów.

Jako ostatni głos zabrał dr Maciej Gdula. Rozpoczął wypowiedź od stwierdzenia, że przyszło nam dzisiaj żyć w świecie „stanu natury, dalekiego od tego, w którym żyją zwierzęta”, gdzie grube ryby dysponują ogromnymi zasobami, reszcie zaś pozostało bicie się o ochłapy. Na tym tle, przekonywał, trzeba rozpatrywać problem nauki, gdyż nie ogranicza się on tylko do niej samej.

Dr Gdula postulował powrót do stałych form zatrudnienia, twierdząc, że jest w realizacji „prosty i humanitarny”. Przedstawił także problem nadmiaru doktorantów: stoimy przed wyborem między jakością a ilością, być może trzeba części ludzi pozbawić marzeń o karierze naukowej, z pożytkiem i dla nauki i dla nich samych. Zerwać należy także z fałszywym przekonaniem, które przypisuje wiedzę do jakiegoś konkretnego producenta, czyniąc ją jego własnością, bowiem wiedza powstaje gdzieś między ludźmi uczestniczącymi w poszukiwaniach naukowych. Podobnie jak Posłajko, Gdula bronił jedności pracy i pasji, oraz podziału na czas pracy i czas wolny, który nie jest adekwatny w przypadku uczonego. „Kiedy czytam gazetę, jestem w pracy”, skwitował.

***

W trakcie Kongresu odbyło się jeszcze kilka ciekawych paneli i odczytów. Swoje stanowiska zaprezentowali także działacze oświatowych związków zawodowych. Wszystkie wystąpienia można przesłuchać na kanale Komitetu na YouTube. Choć jeden Kongres zmiany nie czyni, wydaje się, że samo rozpoczęcie otwartej dyskusji na temat strukturalnych problemów polskiego świata nauki jest znaczącym krokiem naprzód. Optymizmem też napawa szeroki krąg, jaki zatoczyła inicjatywa Komitetu, i sygnały poparcia dla niej płynące z całej Polski. Sam fakt, iż jego postulaty docierają do opinii publicznej i wywołują reakcję ze strony rządu, może świadczyć o tym, że polski ruch oburzonych naukowców zaczyna być skuteczny.