dwutygodnik internetowy
3.12.2018
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Nasze wspólne milczenie

Niektórzy księża mają partnerki, a nawet dzieci. W efekcie albo prowadzą podwójne życie, albo opuszczają rodzinę, pozostawiając ją samej sobie. O tym problemie trzeba mówić.

ilustr.: Zuzia Wojda

ilustr.: Zuzia Wojda

Praca nad „Dziećmi księży” nie mogła być łatwa. I to nie tylko dlatego, że Marta Abramowicz wybrała się do Essen, by osobiście porozmawiać o miejscu kobiet w Kościele z dziewięćdziesięcioletnią teolożką Utą Ranke-Heinemann. Nie tylko z powodu rozbudowanej, szczegółowej bibliografii. Nawet nie tylko ze względu na to, że rozmowy z rodzinami księży – czyli partnerkami i dorosłymi już dziećmi – musiały wymagać dużej delikatności i zarazem odporności emocjonalnej.

Jest tutaj raptem jedno miejsce, w którym autorka pisze wprost: „Uparłam się, żeby […] pokonać trudności”. To wprowadzenie, przedstawiające próby dotarcia do rozmówczyń i rozmówców. „Historie do książki zbierałam dwa lata”, wyjaśnia Marta Abramowicz. A po ostatniej opowieści dodaje jeszcze: „To już wszystkie historie, które mogłam opisać. Niewiele jak na dwa lata poszukiwań”. Ale to nie dlatego, że nikt nie słyszał o rodzinach katolickich duchownych: „Na pięćset osób, z którymi rozmawiałam, większość sypała opowieściami jak z rękawa”. Po prostu albo nie chciano skontaktować reporterki z dziećmi i partnerkami kapłanów, albo one same odmawiały.

Z pewnością wiele z tych osób ma dobre powody do milczenia. Nie dziwię się zwłaszcza rodzinom księży, zagrożonym społeczną stygmatyzacją – przecież to one najwięcej ryzykują, gdy próbują rozproszyć duszną atmosferę, w której o związkach kapłanów zwyczajnie się nie mówi. Stąd tym bardziej trzeba docenić zgodę sześciorga rozmówców Abramowicz, czwórki dzieci i dwu matek.

Czy sześć osób to niewiele? Owszem, ale nie jest to wina autorki, która zarówno w tej, jak i wcześniejszej książce reporterskiej, „Zakonnice odchodzą po cichu”, daje wiele dowodów wytrwałości. Część już wymieniałem, wspomnę więc tylko zawartą w „Zakonnicach…” relację z licznych spotkań i obszernej korespondencji z Jolantą Olech, sekretarką generalną Konferencji Przełożonych Wyższych Zgromadzeń Żeńskich (kilka miesięcy temu szeroko cytowano jej wypowiedź dotyczącą potrzeby zatrudniania sióstr zakonnych na umowę o pracę). Ten kontakt przynajmniej na początku musiał być trudny, a jednak w końcu Marcie Abramowicz udało się znaleźć w urszulance sojuszniczkę.

Obie książki pokazują zatem cierpliwość reporterki – i obie pokazują skalę milczenia. W opisywanych historiach możemy prześledzić, jak bardzo jest ono rozrośnięte i jak bardzo utrudnia walkę z kościelnymi strukturami grzechu. A to z kolei przywodzi na myśl plagę nadużyć i przemocy seksualnej wobec niepełnoletnich. Gdyby rodzice chętniej dawali wiarę dzieciom skarżącym się na wykorzystanie; gdyby parafianki i parafianie częściej brali stronę ofiar, a nie sprawców; gdyby parlamentarzyści (nie tylko za rządów PiS) uchwalali prawo sprzyjające ujawnianiu i rozliczaniu przestępstw popełnianych przez część księży… Gdyby, gdyby, gdyby.

*

Jak wygląda mechanizm milczenia? Na przykład tak, że w głębokim PRL ksiądz Bolesław, który ma dziecko z Reginą, zostaje przerzucony do innej, odległej parafii. Albo tak, że ojciec Miłki najpierw jest tylko gościem w domu, a potem odchodzi. Nie mówi prawdy własnym rodzicom, zwodzi parafian, oszukuje: „to moja znajoma, mój daleki kuzyn”. Albo tak, że ksiądz Łukasz ma już spisaną rezygnację, lecz biskup kusi: zostaw syna, zostaw jego matkę, to przeniesiemy cię i damy awans.

Ale milczenie nie jest jedyną odpowiedzią. Istnieją też inne, na przykład tam, gdzie Regina zostaje „tą, która uwiodła księdza” i musi mierzyć się ze spojrzeniami, uśmieszkami, plotkami. Tam, gdzie pewien misjonarz nasyła kancelarię adwokacką na własnego syna, kiedy ten pisze do jego parafii z prośbą, by ktoś nakłonił ojca do zgody na rozmowę. Tam, gdzie ksiądz Krzysztof rozważa urlop w swoim zakonie, dopóki matka nie nakrzyczy na niego przez telefon: „Jak możesz! Ja się ludziom na oczy nie pokażę! Jak wystąpisz, to dla mnie już lepiej się zabić, niż dalej żyć z tą hańbą!”. Zły głos potrafi być tak samo szkodliwy jak milczenie.

„Dzieci księży” stanowią też wyzwanie dla katolickiej teologii, gdyż ukazują długi łańcuch niedających się bronić wypowiedzi o kobietach. Reporterskie rozmowy przeplatane są przytaczanymi za Ranke-Heinemann wypisami z dzieł ojców i doktorów Kościoła: Klemensa Aleksandryjskiego, Augustyna z Hippony, Tomasza z Akwinu, Alfonsa Marii Liguoriego. Nie zabrakło też cytatów z dziejów synodów tudzież z „Młota na czarownice”. Nie jest to wprawdzie wyczerpująca, wielostronna analiza, ale i tak po tych fragmentach rodzi się myśl, że nakaz celibatu dla nowo wyświęcanych duchownych Kościoła łacińskiego zakorzeniony jest – w jakimś stopniu – w historii negatywnych stereotypów na temat kobiet (a także na temat ludzkiej seksualności). Być może nie przesądza to jeszcze sprawy, jeśli chodzi o dzisiejsze dyskusje teologiczne nad wstrzemięźliwością seksualną i bezżennością, odwołujące się do innych argumentów; na pewno jednak kwestię tę trzeba mieć na uwadze.

Obydwa wątki książki – społeczny i teologiczny – łączą się w rozmowach Marty Abramowicz z trojgiem ekspertów: Joanną Tokarską-Bakir, Tomaszem Stryjkiem i Tomaszem Polakiem. „Ci, którzy są w tej zmowie [milczenia], wskazują kozły ofiarne, by […] przywrócić dobrostan grupy”, mówi pierwsza. „Kogo chroni społeczność? Siebie. […] Ksiądz jest nie tylko święty, on jest także strażnikiem narodu”, powiada drugi. „Kobiety z dzieckiem [w instytucjach kościelnych] nikt nie bierze pod uwagę […]. Podstawowym celem jest utrzymanie księdza w zasobach”, dodaje trzeci. Słysząc takie diagnozy, można zacząć szukać kontrprzykładów i trochę ich pewnie dałoby się znaleźć, ale przede wszystkim trzeba przyznać, że nasze społeczeństwo i polski Kościół mają poważny problem do rozwiązania. Ta krytyka nie wzięła się znikąd.

Profesor Józef Baniak już kilka lat temu mówił: „60 proc. księży w skali [moich] badań jest w związkach z kobietami. 12–15 proc. ma z nimi dziecko”. Jak przyznaje sam socjolog, dane te nie są reprezentatywne statystycznie; nie ma podstaw do twierdzenia, że wśród wszystkich kapłanów w Polsce odsetki będą tak samo wysokie. Prawdopodobnie do Józefa Baniaka chętniej zgłaszają się ci duchowni, w których doświadczeniu celibat jest poważniejszym problemem. Można też jednak spojrzeć na sprawę tak: jeżeli profesor uzyskał dane od ponad tysiąca prezbiterów, to nawet wśród samych jego respondentów jest kilkuset księży pozostających w związku z kobietą. Ilu jeszcze będzie podobnych kapłanów, do których Baniak nie dotarł? Ile jest kobiet, które nawiązały relację erotyczną lub romantyczną z księżmi, skoro część z nich wchodzi w więcej niż jeden związek? Jaka będzie liczba naruszeń celibatu, gdy uwzględnimy zarówno kontakty hetero-, jak i homoseksualne?

*

O seksualności katolickich duchownych i związanych z nią problemach pisze się w Polsce coraz więcej. „Dzieci księży” to już trzeci w tym roku głos Wydawnictwa Krytyki Politycznej na ten temat – wcześniej ukazały się pozycje „Żeby nie było zgorszenia” oraz „Dzieci, które gorszą”. W porównaniu z nimi „Dzieci księży” to publikacja znacznie bliższa formie reportażu literackiego, napisana z wyraźnym rysem artystycznym. Widać to w stylu i w kompozycji. Z kolei w tamtych dwu pracach tak doświadczenie pokrzywdzonych, jak też wskazania ekspertów i ekspertek podawane są w postaci bardziej surowej, mniej przetworzonej. Tę różnorodność trzeba docenić – wykorzystanie seksualne i rodziny kapłanów to sprawy, o których musimy uczyć się mówić w wielu językach.

Mówić, mówić, mówić. Nie ma lepszego lekarstwa na milczenie.

***

Marta Abramowicz, „Dzieci księży. Nasza wspólna tajemnica”, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2018.

***

Polecamy także:

S. Ancilla: Mogłabym być siostrą, nie będąc lekarzem. Ale nie odwrotnie

Nie możemy milczeć. Rozliczmy przestępstwa seksualne w Kościele

Wstyd i zgorszenie