dwutygodnik internetowy
22.02.2016
magazyn papierowy


Nasze rodowody. „Losowi na przekór” Andrzeja Wielowieyskiego

Autor opowiada także o realiach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, ukazując czytelnikowi świat wcale nie czarno–biały i oczywisty. Pisze o trudnych wyborach, o stawianych sobie samemu granicach – rzadko jednak ocenia i wartościuje decyzje innych.

 

Jeszcze do niedawna można było pomyśleć, że w Polsce nastąpił swoisty „koniec historii” – w końcu wywalczyliśmy sobie demokrację, rozwinęliśmy się gospodarczo, weszliśmy do Unii Europejskiej i do NATO, byliśmy nawet gospodarzami EURO2012. Hasło „Polska w ruinie” może więc wydawać się niektórym absurdalne. Co mogłoby pójść źle?

Ostatni rok jednak dość dobitnie pokazał, że konflikty w polskim społeczeństwie wcale nie zanikły, historia bynajmniej się nie skończyła, sytuacja nie jest stabilna ani oczywista, a pozornie wszechobecny względny dobrobyt nie rozwiązuje wszystkich problemów. Minione miesiące mogą być nawet dowodem na to, że teoria konfliktu międzyklasowego nie jest wcale taka przestarzała – zwłaszcza gdy porówna się różnice pomiędzy wyborcami najważniejszych partii pod względem zarobków, sektorów zatrudnienia i klas społecznych. Powstają także nowe ugrupowania, jak .Nowoczesna i Razem, które, wychodząc ze skrajnie różnych założeń, na pierwszym miejscu stawiają postulaty ekonomiczne. Z pewnością można więc stwierdzić, że polityka stała się czymś więcej niż tylko wyborem między „W Smoleńsku Był Zamach” a „Mniejszym Złem, Które Przynajmniej Nie Jest PiSem”. Twierdzenie, że społeczeństwo się polaryzuje, jest całkiem słuszne.

W czasach znaczących przemian społecznych i politycznych można czuć się zagubionym. A gdy człowiek nie jest zbyt pewny, co czynić i co myśleć, najlepiej jest się zwrócić do „Mądrej Głowy”.

Świadek historii

Taką „Mądrą Głową” jest dla mnie bezsprzecznie Andrzej Wielowieyski – urodzony w 1927 roku żołnierz AK, działacz katolicki, wiceprezes i sekretarz Klubu Inteligencji Katolickiej, negocjator Porozumień Gdańskich, poseł, senator, wicemarszałek sejmu, publicysta. A prywatnie także: mąż, ojciec siedmiorga dzieci, dziadek dwadzieściorga pięciorga wnuków (w tym i mój) oraz pradziadek dziesięciorga prawnuków.

Wielowieyski napisał niedawno autobiografię „Losowi na przekór” (wyd. AGORA), w której opisuje swoje dzieje od „lat cielęcych” do czasów XXI wieku. Przemierzając wraz z nim jego życie, strona za stroną stajemy się świadkami najważniejszych przełomów w najnowszej historii Polski. Te najbardziej według autora znaczące lata to 1914–1921, 1939–1952 i 1980–2015. Wielowieyski pisze o nich: „Przeorały one głęboko naszą rzeczywistość i nas samych. Dziś mamy dużo nowych doświadczeń, ale to, kim jesteśmy, tym przełomom przede wszystkim zawdzięczamy”.

Autor, przedstawiając historię Polski XX wieku, opowiada także o realiach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, ukazując czytelnikowi świat wcale nie czarno–biały i oczywisty. Pisze o trudnych wyborach, o stawianych sobie samemu granicach – rzadko jednak ocenia i wartościuje decyzje innych. W „Losowi na przekór” natrafić możemy na dużą liczbę anegdot, między innymi o różnie wyglądających rozmowach z Urzędem Bezpieczeństwa (jak na przykład ta o sekretnie dopingujących opozycję ubekach – czyli cicho wypowiedziane przez kapitana Hodysza po przesłuchaniu Aleksandra Halla słowa: „A jednak to wy macie rację!”). Dla części czytelników te historie mogą być zaskakujące – zwłaszcza że dziś niektórym z zadziwiającą łatwością, bez znajomości dokładnych okoliczności, przychodzi oceniać podjęte przez kogoś decyzje. Wielowieyski jednak w swej autobiografii stara się nauczyć czytelnika pewnej pokory wobec zdarzeń z przeszłości.

Nasze katolicko–inteligenckie rodowody

Choć autor przedstawia różne postawy i nurty polityczne, dość oczywiste jest, że sam przynależy do konkretnego środowiska – zaangażowanych społecznie otwartych katolików. To właśnie ich korzenie opisał wcześniej w latach 70. Bohdan Cywiński w „Rodowodach niepokornych”, przypominając o ich pochodzeniu, tradycjach, etosie. I może „Losowi na przekór” tak właśnie należy czytać – jako rodowody, tyle że już nasze. Ta autobiografia ukazuje, że naszemu środowisku (Klubowi Inteligencji Katolickiej, zaangażowanej społecznie inteligencji, ludziom świadomego działania, otwartym katolikom) pewne konkretne postawy i wartości były od dawna bardzo bliskie. Dziś powinniśmy zadać sobie pytanie: czy są dalej?

Wielowieyski w swej książce, skupiając się na środowisku katolickich intelektualistów, mówi o jego korzeniach (czyli o powstałych jeszcze przed wojną Laskach i ich współtwórcy ks. Korniłowiczu), najwybitniejszych przedstawicielach (takich jak Jerzy Zawieyski czy Jerzy Turowicz) i poszczególnych kręgach (między innymi o „Tygodniku Powszechnym”, „Więzi”, kole poselskim „Znak” i Klubie Inteligencji Katolickiej). Czytając „Losowi na przekór”, możemy pojąć, na czym polegała rola tej grupy społecznej w PRL i jak wpłynęła na naszą historię. Znaczący jest jej udział w Soborze Watykańskim II, którego idee były tej grupie bardzo bliskie. Istotny był też fenomen Klubu Inteligencji Katolickiej – jedynego miejsca, „gdzie można było i odetchnąć głęboko, i razem z innymi myśleć o lepszej przyszłości”. Zwłaszcza ważny i szeroko opisany w książce jest także utworzony w latach 70. sojusz trzech różnych środowisk inteligenckich – przedwojennych elit, laickiej lewicy (przedstawicielami której byli spośród wielu Adam Michnik czy Jacek Kuroń, nazwany zresztą przez Wielowieyskiego „moralnym czołgiem”) i właśnie bliskich autorowi otwartych katolików – które razem w Komitecie Obrony Robotników współdziałały na rzecz represjonowanych w Radomiu i Ursusie. Nie wspominając już o roku 1989, kiedy przy Okrągłym Stole w ramach reprezentacji „Solidarności” zasiadło dwudziestu członków KIK-u.

Etos. To, co ważne i wartościowe

Środowisko to charakteryzował wspólny etos. Które z tych wartości i postaw rzucają się w oczy najbardziej? Z pewnością ciągłe działanie – aktywne zaangażowanie społeczne, często przecież nonkonformistyczne, bo łączące się z wielkimi wyrzeczeniami lub poświęceniami – jak na przykład w przypadku Jerzego Zawieyskiego i jego przemowy w obronie studentów, wygłoszonej w Sejmie w roku 1968. Wielowieyski, razem z wieloma innymi – między innymi Henrykiem Wujcem czy Tadeuszem Mazowieckim – przez cały czas jakoś działają, coś robią. Ciągle doradzają, piszą, komentują, czynnie biorą udział w życiu społecznym Polaków. Gdy tylko coś się w Polsce dzieje, są obecni i aktywni.

Nie można oczywiście pominąć działania w obrębie Kościoła – Wielowieyski wraz z Cywińskim i Śliwińskim należeli wówczas niewątpliwie do najbardziej zaangażowanych świeckich katolików, jeżdżących po duszpasterstwach w całej Polsce. To także to samo środowisko angażowało się w zmiany po Soborze Watykańskim II, przy współpracy – czasem w pełnej zgodzie, czasem przy różnicy zdań – z prymasem Stefanem Wyszyńskim, zresztą bardzo szeroko opisanej w książce. I choć było to działanie wewnątrz Kościoła, to wychodziło ono także na zewnątrz – w końcu KIK, który był środowiskiem głównie katolików otwartych, często gościł w swojej siedzibie („Oazie na Kopernika”) przedstawicieli różnych opcji, między innymi lewicy laickiej.

Postawą fundamentalną dla ludzi takich jak Zawieyski, Mazowiecki czy Wielowieyski poza działaniem nieodłączna była właśnie otwartość na dialog i wrażliwość na innych. Nie tylko gdy chodziło o sprawy duchowe i bardzo częstą przecież polemikę z nauką Kościoła, ale także jeśli chodziło o współpracę z innymi środowiskami w sferze społeczno–politycznej. Przykładem może być wspomniany już sojusz trzech środowisk inteligenckich w KOR-ze, działający dla robotników, a także współpraca już bardziej ramię w ramię z samymi robotnikami – dajmy na to: przy Międzyzakładowym Komitecie Strajkowym. To szczególnie warte uwagi i zwłaszcza to podkreślał Wielowieyski na spotkaniu autorskim:

“Jeśli chodzi o współpracę z MKS, to nie było żadnych problemów – pełne zgranie! Owszem, mogliśmy się spierać – aleśmy się dobrze rozumieli. Mieliśmy naprawdę żywy kontakt z robotnikami”.

Prawie całe lata 70. i 80. są przykładem wspólnego działania w ramach sojuszu inteligencji z robotnikami. Wielowieyski także w roku 1989, już przy Okrągłym Stole obok dziewiętnastu innych KIK-owców, udowadnia, że otwartość, umiejętność dialogu i współpracy różnych środowisk były i są niezmiennie ważne przez cały czas.

Książka Wielowieyskiego, choć opowiada o przeszłości, zawierać może odpowiedzi na nurtujące nas pytania dotyczące przyszłości. Nie możemy przecież iść do przodu, nie wiedząc, co zostawiamy w tyle i nie znając tego, co nas ukształtowało.

Po lekturze można wysnuć wniosek, że jesteśmy spadkobiercami pewnych idei – że ludziom takim jak Mazowiecki, Wielowieyski, Wujec, którzy odegrali niemałą przecież rolę w historii Polski, przyświecał pewien etos. Czy jest on aktualny? Może dziś ważniejsze są jednak inne wartości? A może wręcz przeciwnie, właśnie dziś jak nigdy trzeba o nim pamiętać?

Na spotkaniu autorskim Andrzej Wielowieyski mówił, że jego autobiografia jest właściwie niczym innym, jak dokładnym objaśnieniem, „jak to w ogóle się nam udało” – losowi na przekór.

***

By podejmować dobre decyzje dziś, musimy wiedzieć, co stało się wczoraj. Do zrozumienia teraźniejszej sytuacji niezbędnym jest zrozumieć, jak do niej doszło.

W roku 2016 obchodzimy sześćdziesiątą rocznicę powstania Klubu Inteligencji Katolickiej i Klubu Krzywego Koła oraz czterdziestą rocznicę powstania Komitetu Obrony Robotników. Dlatego w „Kontakcie” rozpoczynamy tym tekstem cykl artykułów, wywiadów, debat i innych wydarzeń, dzięki którym będziemy starali się zgłębić tematykę KKK–KIK–KOR. Dlaczego one powstały? Jaką rolę odegrały? Jak oceniamy ich działalność? Jakie postawy były bliskie ich uczestnikom? Czy mogą oni być dziś nam przewodnikami – czy możemy czerpać od nich inspiracje i wzorce?