dwutygodnik internetowy
14.08.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Najnowszy bestseller handlarzy strachu

Wyobraź sobie, że przed tobą jest stół, a na nim dwie pękate koperty. Obydwie czekają na ciebie, choć wziąć możesz tylko jedną z nich. Którą wybierzesz?

ilustr.: Piotr Karski

ilustr.: Piotr Karski

Tekst pochodzi z 34. numeru papierowego Magazynu „Kontakt” pod tytułem „Święty gniew”.

1.

W kopercie numer jeden znajduje się dziesięć tysięcy złotych – jeżeli twój wybór padnie na nią, to zawartość należy do ciebie i możesz z nią zrobić, co tylko zechcesz. W kopercie numer dwa znajduje się z kolei dwadzieścia tysięcy złotych. Jest jednak mały szkopuł. Jeżeli ją wybierzesz, to zanim pieniądze trafią do twojej kieszeni, musisz odwiedzić najbliższe kasyno i postawić całą jej zawartość w klasycznej ruletce na numerek 20. Jeśli wygrasz, cały zysk należy do ciebie.

Co ci się bardziej opłaca? Pieniądze z pierwszej koperty są gwarantowane. Jednakże przy odrobinie szczęścia masz szanse w ciągu minuty zwielokrotnić i tak już podwojoną zawartość drugiej koperty. Mowa o kilkuset tysiącach złotych.

Co wybierasz: kopertę numer jeden czy kopertę numer dwa?

2.

Znakomita większość z nas bez wahania wybierze kopertę numer jeden. Prosty zarobek, zero ryzyka. Sam też bym ją wybrał. Dlaczego? Bo wystarczy wykonać bardzo szybki rachunek prawdopodobieństwa, by uznać, że szansa zatrzymania się ruletkowej kuleczki na numerze 20 jest zbyt mała, by był sens ryzykować. Bezpieczniej jest zgarnąć oferowane dziesięć tysięcy złotych i cieszyć się nimi tu i teraz. Takie zachowanie – które w zasadzie polega na tym, że nie dajemy się ponieść chciwości – jest kwintesencją racjonalności.

Pamiętając o kopercie numer jeden, warto jednak zadać sobie pewne pytanie. Dlaczego podobny racjonalizm szwankuje, gdy konfrontujemy się z inną niż chciwość emocją: ze strachem przed terroryzmem?

Nie tak dawno ośrodek badawczy Kantar Public przeprowadził sondaż, w którym każdy przebadany Polak miał wskazać trzy z szesnastu spraw, które wywołują u niego największe obawy. Na pierwszym miejscu znalazł się terroryzm i związane z nim zamachy. Na drugim – przybycie uchodźców. Rok temu CBOS zapytał Polaków: „Czy osobiście obawia się Pan(i) ataków terrorystycznych, czy też nie?”. Twierdząco odpowiedziała połowa.

Polacy naprawdę boją się, że mogą zginąć w ataku terrorystycznym. Tymczasem ryzyko śmierci w takim zamachu dokonanym w jednym z europejskich państw jest ponad dziewięćdziesiąt tysięcy razy mniejsze niż wylosowanie numerka 20 w ruletce.

3.

Przytoczone wyniki są doskonałym dowodem na to, że we współczesnej Polsce faktyczny stan bezpieczeństwa stanowi zupełnie odrębny byt od poczucia bezpieczeństwa.

Skąd tak wielka rozbieżność? Aby ją zrozumieć, musimy nauczyć się dostrzegać polityczną funkcję strachu, czyli relację pomiędzy strachem a władzą. Od zawsze istnieli politycy, którzy budując swoją pozycję, nie tylko żerowali na ludzkich lękach, ale również potrafili je konstruować, nakierowywać oraz skutecznie podsycać. Polityczny strach jest dla nich poręcznym narzędziem służącym do realizacji własnych ambicji.

Handlarze strachem – jak nazwał ich Zygmunt Bauman – doskonale rozumieją, że w zarządzaniu tą emocją kluczowe jest ociosanie abstrakcyjnych i niejednoznacznych lęków społecznych w precyzyjnie zdefiniowany strach przed konkretnym obcym. To od tego, jak umiejętnie zapłodnią oni naszą wyobraźnię obrazem wroga, który nam zagraża i którego mamy się bać, zależy trwałość zorganizowanej wokół tego zagrożenia społeczności. A im bardziej społeczność ta będzie im wierzyć, tym skuteczniej będą mogli wmawiać jej, że tylko oni mogą ochronić ją przed wyimaginowanym wrogiem. W zamian za działania pozorujące ochronę zyskają poparcie i idącą za nim realną władzę. Fałszywe nadzieje są bowiem potężnym narzędziem kontroli.

Kiedy straszy się nas wrogiem na poły baśniowym – na przykład kosmitami lub chemtrails – stosunkowo mała jest szansa na tak mocną radykalizację zorganizowanej wokół strachu przed tym wrogiem społeczności, by doszło do wykraczających poza granice zdrowego rozsądku działań oddolnych, politycznych oraz administracyjnych, mających na celu zapewnienie nam „ochrony”.

Gorzej, gdy polityczne palce zaczynają wskazywać wrogów z krwi i kości, a polityczne usta wypluwać przy tym strumienie stereotypów i krzywdzących generalizacji. Tego typu strach niesie ze sobą zazwyczaj realne konsekwencje oraz realne ofiary. A taki strach został właśnie rozbudzony w Polsce.

4.

Kim jest największy polski wróg społeczny? Wiemy już, że przybywającym z daleka terrorystą. Spróbujmy jednak ten rzeczownik o bardzo szerokim i nieostrym znaczeniu doprecyzować przy pomocy kolejnych badań nad polskim strachem i niechęcią, wykonanych w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy.

Międzynarodowa Organizacja do Spraw Migracji przy ONZ zamówiła pół roku temu specjalny raport na temat stosunku Polaków do Innych. Wynika z niego, że blisko dwie trzecie respondentów ma obawy związane z napływem do Polski jakichkolwiek cudzoziemców. Ze wszystkich cudzoziemców najbardziej boimy się jednak Arabów – aż siedmiu na dziesięciu respondentów obawia się ich ze względu na kojarzone z nimi zagrożenie dla Polski.

Podobne wyniki przyniosło przeprowadzone kilka miesięcy później badanie CBOS – spośród podanych respondentom 25 nacji najbardziej niechętni jesteśmy Arabom. Warto podkreślić, że jeszcze parę lat temu w tym samym badaniu za największych wrogów uznawano Żydów i Romów.

Okazuje się też, że Polacy nie tylko wyjątkowo nie lubią Arabów, ale również często z nimi utożsamianych muzułmanów (choć, jak wiemy, nie każdy Arab to muzułmanin, a zaledwie co piąty muzułmanin to Arab). Amerykański ośrodek badawczy Pew Research Center przeprowadził przekrojowe badania w Europie, z których wynika, że w Polsce aż 66 procent badanych odnosi się negatywnie do muzułmanów. Jesteśmy trzecim narodem w Europie, po Węgrach i Włochach, który czuje do muzułmanów aż tak dużą antypatię. Jest to mniej więcej taki sam odsetek badanych, jaki według CBOS uważa islam za zagrożenie.

Warto dodać, że CBOS zapytał respondentów również o to, czy znają jakiegoś muzułmanina. I co się okazało? Jedynie 12 procent ankietowanych Polaków poznało jakiegokolwiek w swoim życiu. Ci zaś, którzy ich poznali, o wiele rzadziej wskazywali, że się ich boją.

5.

Z przedstawionych badań wynika, że mniej więcej dwie trzecie Polaków boi się Arabów, terrorystów oraz muzułmanów i to pomimo tego, że w Polsce nie ma zamachów terrorystycznych, a Arabów i muzułmanów mieszka tu po kilkanaście tysięcy. Dwie trzecie Polaków to znacząca grupa do zagospodarowania, a drzemiące w niej przerażenie jest stosunkowo prosto przekładalne na sondażowe punkty procentowe poparcia dla konkretnych partii i polityków. Nic więc dziwnego, że w przestrzeni społecznej funkcjonować zaczęła triada wywołująca w nas strach: Arab-muzułmanin-terrorysta.

W 2015 roku została ona rozszerzona o jeszcze jeden element: uchodźcę-imigranta. Spowodowane jest to dynamicznym – i tym samym utrudniającym kontrolę – wzrostem liczby osób, które przybyły przez basen Morza Śródziemnego do Europy, aby złożyć w niej prośbę o azyl. Mowa o ponad milionie osób i to w większości z krajów muzułmańskich oraz arabskich. Tak więc w ciągu ostatnich dwóch lat nowy zlepek – Arab-muzułmanin-uchodźca-terrorysta – stał się bestsellerem dla handlarzy strachem.

To, co się w efekcie wydarzyło, było łatwe do przewidzenia. Na początku 2015 roku przeciwko przyjęciu uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki do Polski było 53 procent ankietowanych. Kolejne, przeprowadzane co kilkadziesiąt dni sondaże pokazywały, że wraz z narastającą negatywną kampanią, prowadzoną przez część mediów i partii politycznych, niechęć dla przyjmowania ludzi z południowego wschodu systematycznie wzrastała. Na początku 2017 roku wyniosła rekordowe 74 procent.

Gdy bacznie przeanalizuje się sondaże, doskonale widać w nich momenty, kiedy pojawiały się wzrosty niechęci do przyjmowania uchodźców w Polsce. Do tej pory były cztery wyraźne skoki niechęci, z czego pierwsze dwa są typowo polityczne: ostatni miesiąc kampanii prezydenckiej i ostatni miesiąc kampanii parlamentarnej. Trzeci to czas zaraz po zamachu terrorystycznym w Belgii. Dlaczego wtedy? Bo przez kilka dni belgijskiej policji nie udawało się potwierdzić tożsamości wszystkich zamachowców, a w mediach pojawiło się wiele plotek oskarżających o terroryzm uchodźców. To właśnie wtedy, wykorzystując te plotki i powołując się na kwestię bezpieczeństwa kraju, premier Beata Szydło zdecydowała, że Polska nie będzie przyjmować uchodźców w ramach procesu relokacji. Rząd nie zrewidował stanowiska, choć ostatecznie okazało się, że w zamachach tych nie brał udziału ani jeden imigrant bądź uchodźca. Ostatni skok niechęci powiązany jest z wydarzeniami w Ełku, kiedy to pijany Polak ukradł z baru z kebabem napój, a właściciel podczas szarpaniny śmiertelnie zranił go nożem.

ilustr.: Piotr Karski

ilustr.: Piotr Karski

6.

Ostatniego dnia lutego tego roku odbyło się w biurze Rzecznika Praw Obywatelskich spotkanie polityków z przedstawicielami mniejszości muzułmańskich. Obecny był na nim między innymi Janusz Korwin-Mikke, który z rozbrajającą szczerością, patrząc swoim rozmówcom w oczy, stwierdził: „Żeby wygrać wybory, muszę robić seanse nienawiści wobec uchodźców”.

Jak wyglądają takie seanse nienawiści? Wsłuchajmy się w wypowiedzi polskich handlarzy strachem, w to, jak dobierają słowa, w to, jakie porównania stosują. I pamiętajmy, że od dekad mechanizmy zarządzania strachem są podobne, tylko wróg się co pewien czas zmienia.

Z tysięcy wypowiedzi wybrałem tylko kilka poświęconych Arabowi-muzułmaninowi-uchodźcy-terroryście:

„Idą fale” (Beata Kempa), które mają nas „podbić” (Miriam Shaded), „najechać” (Zbigniew Girzyński), „skolonizować” (Janusz Korwin-Mikke), „zislamizować” (Ryszard Legutko), „wprowadzić szariat” (Jarosław Gowin), „zaimplementować dżihad” (Tomasz Rzymkowski). Oni „przyjechali tylko po zasiłki” (Jacek Żalek), bo „nie są mentalnie przygotowani do ciężkiej pracy” (Marek Jakubiak), ale jednocześnie „zabiorą nam pracę, bo są emigracją zarobkową” (Paweł Kukiz). „Gardzą kobietami, uważają je za podludzi” (Patryk Jaki), „będą gwałcić polskie kobiety” (Mariusz Błaszczak), „będą nam obcinać głowy” (Lech Wałęsa). „Próbują zniszczyć i wykorzenić cywilizację łacińską” (Grzegorz Braun) oraz „zagrażają naszemu bytowi etnicznemu” (Paweł Kukiz). „Uciekają tu same młode byczki, zostawiając swoje żony, matki, dzieci” (Joachim Brudziński), „są bydłem i powinni być traktowani jak bydło” (Armand Ryfiński), „są śmieciem ludzkim” (Janusz Korwin-Mikke). „Przyniosą groźne choroby i pasożyty dawno niewidziane w Europie” (Jarosław Kaczyński) i „przywiozą ze sobą ryzyko możliwych epidemii” (Andrzej Duda). Jak już przyjadą, to „będą tworzyć dzielnice islamskie” (Zbigniew Ziobro), „powstaną no go zones” (Mariusz Błaszczak), „nie będą przestrzegać naszego prawa” (Jarosław Kaczyński) i „będą wywoływać konflikty społeczne” (Adam Bielan).

I jak się nie bać tak scharakteryzowanego wroga? Najbardziej jednak powinniśmy się go bać, bo stanowi realne zagrożenie terroryzmem. Co tu dużo mówić, według handlarzy strachem uchodźcy są terrorystami. Jeżeli nie teraz, to za rok albo w następnym pokoleniu. Zatem powinniśmy się bać. Bo nadchodzą Oni.

Ale wiecie co? Mamy szczęście, bo nie nadejdą. Jest z nami ktoś, kto nie dopuści ich do naszych granic, obroni nas przed nimi. Kto to taki? Mariusz Błaszczak. Nikt tak często w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy nie podsycał strachu przed uchodźcami jak szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Nie ma tygodnia, by nie postraszył nas zagrożeniem bezpieczeństwa i nie zapewnił o trzymaniu ręki na pulsie.

7.

No to powiedzmy – sprawdzam! Europejski Urząd Policji (Europol) co roku publikuje raport dotyczący terroryzmu. Jest to najważniejszy raport porównawczy na ten temat w Unii Europejskiej. Przyjrzyjmy się zatem liczbie zamachów terrorystycznych w 2015 roku, czyli w okresie najgłębszego kryzysu migracyjnego połączonego z największymi kłopotami z kontrolą migracji.

W całej Unii Europejskiej odnotowano wtedy 211 zrealizowanych, nieudanych bądź przerwanych zamachów terrorystycznych.

Pierwszy wniosek: w porównaniu z pięcioma poprzednimi latami nie odnotowano żadnego specjalnego wzrostu liczby ataków terrorystycznych. Zawsze było ich około 200–250.

Raport Europolu dzieli również zamachy pod względem motywacji sprawców. Ile wśród wszystkich 211 zrealizowanych, nieudanych bądź przerwanych zamachów terrorystycznych było zamachami o podłożu dżihadystycznym? Okazuje się, że zaledwie siedemnaście (czyli 8 procent). Z nich piętnaście dokonanych zostało we Francji, w większości w dwóch grupach: na redakcję Charlie Hebdo, funkcjonariusza policji oraz supermarket żydowski w styczniu 2015 roku oraz na stadion, bary, restauracje i kina w listopadzie 2015 roku. Warto natomiast zwrócić uwagę, że – z punktu widzenia liczby ofiar – zamachy te były diabelnie skuteczne.

Drugi wniosek: islamski terroryzm nie jest tak wszechobecny, jak nam się wmawia. Największą grupą zamachów w 2015 roku były zamachy terrorystyczne o podłożu separatystycznym (ponad 30 procent – 65 zamachów).

8.

Po znalezieniu paszportów łączących jednego z terrorystów biorących udział w listopadowych zamachach w Paryżu z przemytem uchodźców ONZ postanowił przyjrzeć się, jak kształtują się relację pomiędzy terroryzmem a migracją. Powstał raport, który stawia sprawę jasno: „Nie ma wielu dowodów na to, że terroryści używają do przeprowadzania ataków terrorystycznych uchodźców przypływających przez morze, lub na to, że uchodźcy są grupą społeczną bardziej podatną na radykalizację niż inne grupy społeczne. Z badań wynika, że dosłownie kilku uchodźców (na ponad milion przybyłych w 2015 roku) brało udział w atakach terrorystycznych”.

Podobną tezę stawia specjalny raport Europolu poświęcony zmianom taktyki Państwa Islamskiego w stosowaniu terroru w Europie. Autorzy przypominają na przykład, że główny koordynator listopadowych zamachów w Paryżu latał do Syrii rejsowym samolotem. Zwracają również uwagę, że „jeżeli już, to piesze szlaki uchodźcze wykorzystują z rzadka raczej ci regularni dżihadyści, natomiast ci wysoko wykwalifikowani, eksperci i koordynatorzy, podróżują zaopatrzeni w prawdziwe lub fałszywe paszporty i korzystają z bardziej skomplikowanych tras”. Nielegalna podróż oznacza bowiem zbyt duże ryzyko zatrzymania.

Nagle nasz największy wróg – Arab-muzułmanin-uchodźca-terrorysta – okazuje się wcale nie taki straszny. Możliwe, że gdyby politycy i usłużne im media podawały rzetelne informacje, pochodzące z najważniejszych europejskich raportów, strach byłby mniejszy. To im się jednak politycznie nie opłaca.

9.

Żonglowanie strachem niesie ze sobą trudne do zaakceptowania konsekwencje. Rozbudza ono bowiem niechęć, która przeradza się w agresję, a z czasem w przemoc.

Zaczyna się od niechęci. Według Międzynarodowej Organizacji do Spraw Migracji (IOM) aż 77 procent Polaków nie zaakceptowałoby Arabów jako członków rodziny (wzrost o 13 procent w skali roku!), a ponadto 66 procent Polaków nie zaakceptowałoby Arabów jako kolegów w pracy (wzrost o 17 procent w skali roku!). Co drugi Polak uważa w dodatku, że obcokrajowcy powinni być zatrudniani do innych prac niż Polacy.

Potem rodzi się agresja. Według danych Prokuratury Krajowej od 2013 do 2016 roku podwoiła się liczba postępowań dotyczących przestępstw z nienawiści (popełnionych z pobudek rasistowskich, antysemickich lub ksenofobicznych). Co więcej nastąpiła nie tylko zmiana ilościowa, ale również jakościowa. W raporcie Prokuratury możemy przeczytać, że „wzrasta ilość spraw o przestępstwa z użyciem przemocy, groźby, pobić”.

W kogo wymierzone są te przestępstwa? Jeszcze do niedawna najczęstszymi ofiarami byli Romowie i Żydzi. Tak jak wspomniałem, przez lata byli głównym wrogiem publicznym. Już nie są. W ciągu półtora roku spektakularnie wyprzedzili ich muzułmanie. Obecnie niemal co czwarta ofiara jest atakowana ze względu na wyznawanie islamu.

W końcu dochodzi do różnego rodzaju zorganizowanej przemocy. Na przykład w marcu 2015 roku polska policja aresztowała trzynastu członków prawicowych grup ekstremistów Blood&Honour, w tym mężczyznę oskarżonego o przygotowywanie zamachu mającego na celu spalenie meczetu w Gdańsku. Podczas aresztowań znaleziono faszystowskie akcesoria, a także broń i ostrą amunicję.

Przemoc zrodzona ze strachu zaczyna nabierać też charakteru instytucjonalnego. Premier Beata Szydło zdecydowała o likwidacji Rady ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji Rasowej i Ksenofobii. Kilka miesięcy później Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji poinformowało oficjalnie na swoim profilu facebookowym, że polscy urzędnicy, decydując o przyznaniu prawa pobytu, będą brać pod uwagę wyznawaną przez imigranta religię. A konkretnie, że będą dyskryminować muzułmanów. Parę dni później Minister Mariusz Błaszczak powtarzał to w mediach. Nikt nie zareagował. W ciszy doszło do złamania wolności konstytucyjnych (art. 32 i 53), konwencji genewskiej (art. 3) i praw człowieka.

10.

W zasadzie wszystkie poważne analizy dotyczące Państwa Islamskiego wskazują, że w interesie wywodzących się z niego terrorystów jest podtrzymanie kryzysu migracyjnego, doprowadzenie do polaryzacji wśród mieszkańców Unii Europejskiej oraz obrócenie mieszkańców przeciwko uchodźcom. Czyżby zatem wygrali? Wśród polskich ugrupowań populistycznych oraz partii prawicowych możemy obserwować doskonałą podatność na taką strategię wykorzystania kryzysu migracyjnego przez Państwo Islamskie.

Warto zaryzykować tezę jeszcze ostrzejszą: w przypadku nowego polskiego wroga publicznego polityczni handlarze strachem i terroryści zaczęli iść tą samą drogą. Cechuje ich bowiem podobny zamysł: tak bardzo przestraszyć społeczeństwo, aby móc dzięki zniewoleniu strachem wpłynąć na rzeczywistość i osiągnąć własne cele.

To, co napisałem, nie jest żadną tajemnicą. Mamy wszystkie dane, czarno na białym, by móc otwarcie powiedzieć, że handlarze strachem mają na swoich rękach krew. By móc powiedzieć, że za każdym człowiekiem w bluzie z kapturem, dokonującym przestępstwa motywowanego ksenofobią, stoi człowiek w garniturze, który wskazuje „winnych” i dostarcza uzasadnienie dla tej przemocy. By móc w końcu powiedzieć, że daliśmy się oszukać. Dlatego spójrzmy w lustro i przeczytajmy sobie po raz setny sławny cytat Edmunda Burke: „Aby zło zatriumfowało, wystarczy, by dobry człowiek niczego nie robił”.

***

W tekście przytaczałem dane pochodzące z następujących raportów i badań opinii społecznej:

„Czego Polacy boją się najbardziej?”, Kantar Public dla Tygodnika Polityka, kwiecień 2017.

„Badanie na temat postaw wobec cudzoziemców w Polsce”, Ipsos dla IOM, wrzesień 2016.

„Zagrożenie terroryzmem po zamachach w Brukseli”, CBOS, kwiecień 2016.

„Stosunek do przyjmowania uchodźców”, CBOS, maj 2015–kwiecień 2017.

„Stosunek do innych narodów”, CBOS, luty 2017.

„Postawy wobec islamu i muzułmanów”, CBOS, marzec 2015.

„Prokuratury Krajowej nr PG II P 404/10/15”, kwiecień 2016.

„Views of Muslims in Europe”, Pew Research Center, wiosna 2016.

„EU Terrorism Situation & Trend Report”, Europol, 2016.

„Report of the Special Rapporteur on the promotion and protection of human rights and fundamental freedoms while countering terrorism”,UN A/71/384, wrzesień 2016.

„Changes in Modus Operandi of Islamic State (IS) revisited”, Europol, grudzień 2016.

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj. O zarządzaniu strachem i jego skutkach pisał u nas także Stanisław Krawczyk w tekście „Nienawiść nasza powszednia”.

  • oldtimer1950

    Artykuł przeczytałem wczoraj.
    Przed wyłączeniem komputera sprawdziłem wiadomości – zamach w Barcelonie, kilkanaście osób zabitych.
    Dziś rano, gdy usiadłem by napisać polemikę z tekstem o “handlarzach strachu”, przeczytałem wiadomość o kolejnym zamachu – kilka osób rannych, na szczęście sprawcy zastrzeleni.

    Ale Pan pewnie w dalszym ciągu zadowolony z siebie – z własnej otwartości, wrażliwości, z przenikliwości. Ze swego moralnego uwznioślenia z gniewem i pogardą patrzy Pan na ksenofobiczny tłum “ludzi w kapturach” i manipulujących nim cynicznych “ludzi w garniturach” graczy, polityków. Takim widzi Pan świat, takim chce Pan ten świat widzieć – prosty schemat. Ma Pan poczucie moralnej wyższości i satysfakcję z przynależności do obozu lepszych.
    Oto jak ideologia czyni z dobrych ludzi istoty zaślepione, zamknięte na rzeczywistość, zamykające złożoność świata w jednym prostym schemacie.
    To o Panu.

    Właśnie to ideologiczne zaślepienie i oderwanie od rzeczywistości, widać w czystej postaci w Pańskim tekście.

    Oczywiście, spece od PR potrafią kreować postawy i zachowania, rzeczywistość społeczna poddawana jest najrozmaitszym manipulacjom polityków. W epoce mediów można manipulować społeczeństwami w sposób wcześniej trudny do wyobrażenia. Ale czy to znaczy, że wszelkie postawy i reakcje, które nie rezonują z Pańskimi odczuciami, są irracjonalne? Czy najbardziej nawet cyniczni politycy nie wsłuchują się pierwej w to, co tli się zarzewiem w społeczności, by rozdmuchać to w płomień?

    Zgodziłby się Pan na pewno z tezą, że dialog prowadzący do pogłębionego poznania “innego”, stanowi najlepszy sposób do rozładowania niepotrzebnych, destrukcyjnych napięć. Jeżeli człowiek zobaczy rzeczy jakimi są, wyzwoli się z pod władzy fantomów i będzie mógł reagować adekwatnie do sytuacji.
    Jeżeli sytuacja odbierana jest jako zagrażająca, miast powtarzać pokojowe mantry, lepiej z bliska przyjrzeć się zagrożeniu, rozpoznać tak dobrze, jak to tylko możliwe, przyczyny i skutki, zarówno te implicite obecne w tkance historycznej, społecznej, religijnej itd., oraz explicite fakty. I dialogować, z uporem, wytrwale.
    Dostrzega Pan w kręgu swych ideowych współbraci działania, mające na celu pogłębianie wiedzy? Szerokie polemiki z udziałem nie tylko cmokierów, ale twardych przeciwników? Polemiki nie pozorowane i nie profilowane, w których zarówno ci, którzy się boją, jak i ci, którzy przerażają, są traktowani poważnie i uważnie wysłuchiwani?

    Ja takich polemik w Polsce nie spotkałem. A obserwując to, co dzieje się na świecie, dostrzegam, że w imię poprawności politycznej robi się wiele, by tym, co mają wiele do powiedzenia, utrudnić wystąpienia, utrudnić przekaz. To oni domagają się dialogu, oni chcą ostrzegać przed niebezpieczeństwami – prawdziwymi czy urojonymi? – to właśnie w dialogu dało by się ustalić. Ale nie dialoguje się z nimi, ale stygmatyzuje, jak w Pańskim artykule i szykanuje.

    Dlaczego, jeśli chce Pan walczyć z irracjonalnym, Pana zdaniem, strachem, nie komentuje Pan tego, na czym się ten strach buduje – obrazów z walk ulicznych w Paryżu, burd w Kolonii, napaści w Calais? Nie pisze Pan o coraz liczniejszych strefach “no-go”, gdzie panuje prawo szariatu i gdzie policja boi się zapuszczać? Nie komentuje wypowiedzi samych policjantów, czy działaczek feministycznych pracujących z imigrantkami? Czy wreszcie wypowiedzi duchownych islamskich nawołujących wprost do zabijania, imamów nie jakichś zaściankowych ośrodków, ale prominentnych meczetów zachodniego świata? To wszystko są materiały publicznie dostępne i one kształtują emocjonalność społeczeństw.
    Podejmie się Pan tego? Czy nadal będzie Pan zaklinał rzeczywistość?

    Nie posądzam – podkreślam to z naciskiem – Pana o cynizm. W swoim przekonaniu postępuje Pan godnie i uczciwie. To, że miesza Pan skutek z przyczyną, ofiary zaś ze sprawcami, wynika z przyjętej przez Pana optyki. Prawda jest jednak taka, że sztandarowy program lewicy – mulitikulturalne społeczeństwo – tonie. I nie pomogą żadne zaklęcia, takie jak w powyższym artykule, by proces ten zatrzymać. Można jedynie robić starania, by spustoszenie, jakie po sobie zostawił, było jak najmniejsze. Być może uda nam się uniknąć takiego rozwoju sytuacji, jak w proroczej książce Raspaila “Obóz świętych”, ale by tak się stało, trzeba porzucić ideowe zaślepienie i spojrzeć w twarz rzeczywistości.

    Trzeba uderzyć się w piersi, i uznać, że krew zarówno ofiar zamachów terrorystycznych, jak i ofiar odwetu, plami ręce tych, którzy realizując lewicową utopię, zakłamują rzeczywistość w imię ideałów “multikulturowości”, “wiary w jednego Boga” itp…

    • taj

      Skoro odnotowaliśmy zatrucia salmonellą u korzystających z jednej budki z lodami, należy zamknąć wszystkie w każdym z setek miast. Będzie bezpieczniej! Gratuluję podejścia. A skoro wielokulturowość jest w Polsce taka niebezpieczna, to polecam Toronto – nacji zatrzęsienie, a gwałcą, biją i zabijają rzadziej niż w Warszawie. To jedno z najbezpieczniejszych miast na świecie.

  • oldtimer1950

    Nie wiem, czy tu ktoś – z gości, lub redakcji – zagląda,
    Jeśli tak, warto żeby przeczytał i, być może, opatrzył komentarzem tekst Agnieszki Kołakowskiej: http://www.teologiapolityczna.pl/agnieszka-kolakowska-zgubna-gra-europy-w-padamalgam/.