dwutygodnik internetowy
23.09.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Nachawati: Zachód nie rozumie, co się dzieje w Syrii

Światowe media mają blade pojęcie o sytuacji w Syrii. Koncentrują się na analizach geopolitycznych, nie mają natomiast pojęcia o tym, jak naprawdę wygląda sytuacja na miejscu.

ilustr.: Agnieszka Wiśniewska

Światowe media mają blade pojęcie o sytuacji w Syrii. Koncentrują się na analizach geopolitycznych, nie wiedzą natomiast nic o tym, jak naprawdę wygląda sytuacja na miejscu. Z Leilą Nachawati, twórczynią niezależnego bloga Syria Untold, rozmawia Tim Bader.

 

Widmo interwencji amerykańskiej w Syrii oddala się, nadal jednak bardzo mało wiemy o sytuacji na miejscu. Za pomocą portalu internetowego Syria Untold próbuje pani to zmienić. Jakie przede wszystkim sprawy są nadal nieopowiedziane?

Po pierwsze to, że w Syrii nadal istnieje ruch obywatelski, który w miejsce reżimu totalitarnego stara się zbudować społeczeństwo otwarte. Ich głos jest zagłuszony. Z jednej strony, odpowiadają za to wszystkie geopolityczne przemowy dyplomatów i ekspertów o sytuacji w regionie, ale też oczywiście reżim, który od samego początku starał się ruch oporu zdławić.

Z drugiej strony, głos syryjskiego społeczeństwa obywatelskiego tonie w zalewie głosów ekstremistów, którzy próbują w Syrii załatwiać swoje interesy. Większość z nich pochodzi z innych krajów, jak chociażby z Arabii Saudyjskiej. Dziś każdy szaleniec, który dostąpi „objawienia”, przyjeżdża do Syrii, żeby odnaleźć prawdę, walczyć o Boga, albo też zarobić pieniądze jako najemnik. Mamy w kraju cały ten śmietnik i będzie trudno się go pozbyć, bo oni są mocni, stoją za nimi pieniądze.

 

Jakie miejsce zajmuje w tym obrazie Wolna Armia Syrii?

Wolna Armia Syrii (FSA) jest praworządnym ruchem oporu, który niestety staje się coraz słabszy. Niszczy go embargo na broń – wielka hipokryzja zaangażowanych krajów, które dopuszczają dozbrajanie reżimu, ale rebeliantom mówią: „sprzeciwiamy się walkom zbrojnym, nie dostaniecie więc broni”.

Ekstremiści mają broń z własnych źródeł, co sprawia, że umiarkowane skrzydła FSA nie mają szans. Pamiętajmy, że FSA uformowała się po wielu miesiącach pokojowych protestów. Została do tego zmuszona terrorem reżimu.


A zatem prawdziwa rewolucja zostaje zagłuszona?

Tak, i dlatego jest niesłychanie istotne, by wspierać głosy, które nadal wierzą w społeczeństwo obywatelskie.

 

Dlaczego światowe media nie mówią o tych sprawach?

Syria przez dziesięciolecia była czarną dziurą. Nikt spoza kraju tak naprawdę nie znał kontekstu, wewnętrznej dynamiki państwa. Chodzi tu o różne rzeczy – tkankę społeczną, sytuację ekonomiczną etc. W takiej sytuacji o wiele łatwiej jest opisywać kraj pojęciami geopolitycznymi. Tu jest Iran, tu Arabia Saudyjska… O wiele łatwiej też mówić, że w Syrii ścierają się dwa większe bloki, niż starać się faktycznie rozumieć źródła konfliktu: społeczne, ekonomiczne i polityczne.

 

Zdawało się, że na te kwestie zwróciła uwagę Arabska Wiosna.

Rzecz w tym, że nadal istnieje tendencja do orientalizowania Arabów, postrzegania ich jako z natury przebiegłych i brutalnych. Zamiast koncentrować się na kwestiach istotnych, Zachód nadal wierzy w przesąd, że Arabowie to stworzenia kierowane instynktem, gwałtownymi impulsami, no i oczywiście religią. Stereotyp jest łatwiejszy do przyjęcia niż rzetelna próba zrozumienia, co się w Syrii dzieje i co się działo przez ostatnich pięćdziesiąt lat.

 

Medialny przekaz koncentruje się na religijnych podziałach: muzułmanie – chrześcijanie, podziały wewnątrz islamu.

Dorastałam w Syrii, nie wiedząc, który z moich sąsiadów jest szyitą, który sunnitą, a który alawitą. Kiedyś nikt nie zawracał sobie tym głowy. Te podziały nie są właściwe naszemu społeczeństwu. Narzucano nam je z zewnątrz i dziś stają się samospełniającą przepowiednią. Jeśli pociągnąć za odpowiednie dźwignie, każde społeczeństwo rozpadnie się na części.

W tym wypadku religijne różnice zostały w instrumentalny sposób wykorzystane przez Asada – była to próba przedstawienia samego siebie jako jedynej osoby zdolnej utrzymać jedność państwa. Straszą więc mniejszości, że „jeśli my upadniemy, was czeka to samo”. Powtarzali to w kółko, aż uwierzył w to cały świat.

Jest pani jedną z osób, które tworzyły Syria Untold. Skąd wzięła się ta idea?
Rok temu zwróciliśmy uwagę, że Syria z czarnej dziury zmieniła się w największe źródło filmów na Youtube w regionie. Istnieje więc wiele informacji, wiele materiałów, ale brak im kontekstu. Dlatego też potrzeba przestrzeni dla głosów twórczego oporu, tak żeby można było znaleźć film z demonstracji w Raqa w 2012 albo dowiedzieć się, jakie pieśni śpiewane były na początku zeszłego roku. Chodzi o tworzenie kontekstu z osią czasu, aby móc przyglądać się ewolucji opowiadania o powstaniu w Syrii i o ruchu obywatelskim.

 

Syria Untold stawiając sobie za cel promowanie głosu syryjskiego społeczeństwa obywatelskiego i, chcąc to robić rzetelnie, podjęła się bardzo trudnego zadania. Skąd czerpiecie swoje informacje?

Istnieje kilka ośrodków medialnych w wyzwolonych regionach, na przykład w Aleppo, ale też innych częściach kraju, które za pośrednictwem Facebooka i Twittera starają się dotrzeć do osób zainteresowanych ich informacją. Syria Untold dociera do ich koordynatorów.

Dziwi mnie, że światowe media nadal cytują Assada. Assad torturuje i zabija ludzi, którzy mają opinie inne niż jego, jego władza nie jest prawomocna. Nie chcę wiedzieć, co ma do powiedzenia ten człowiek.

 

Co z wiarygodnością waszych źródeł?

Polegamy przede wszystkim na blogach i mediach społecznościowych. Zarówno dla dziennikarzy, jak i aktywistów, ważne jest zbudowanie sieci zaufania. Znam kilku ludzi w Bahrajnie, kilku w Tunezji i Libii. Wiem, że jeśli ktoś zamieści coś na Twitterze, mogę ufać, że to prawda. A jeśli o tej samej sprawie napiszą dwie osoby, mam sto procent pewności.

Nie chodzi więc tylko o to, żeby wyszukać hasło „Libia” na Twitterze. Trzeba samemu tworzyć sieć ludzi, którym się ufa. Nie trzeba widywać się z nimi osobiście, wystarczy codziennie wsłuchiwać się w to, co mają do powiedzenia. To szczególnie istotne dzisiaj, kiedy podróże do regionu są zbyt niebezpieczne.

Zdecydowanie bardziej wolę czytać, co mają do powiedzenia ludzie mieszkający w Syrii, niż czytać niekończące się geopolityczne analizy zewnętrznych ekspertów.

 

Co jednak z terenami kontrolowanymi przez reżim? Czy macie źródła i tam?

Tak, również tam działają niezależne ośrodki informacyjne. Staramy się dotrzeć do wiarygodnych głosów – jeśli są one wiarygodne dla innych Syryjczyków, powinny być wiarygodne także i dla zewnętrznego obserwatora. Nie czytam już żadnych informacji o Syrii z zachodnich mediów. Myślę, że ci ludzie nie wiedzą, o czym mówią.

A czy można uznać za wiarygodnych ludzi popierających Assada?

Nikt, kto nie szanuje mojej wolności słowa, nie powinien mieć prawa narzucać mi swojej własnej. Wolność słowa powinna działać w dwie strony. Jeśli zamkniemy w pokoju dwóch ludzi o odmiennych opiniach i jednemu z nich damy pistolet, byłoby naiwnością sądzić, że nawiążą dyskusję. Osobiście bojkotuję więc pro-reżimowe głosy. Nie znaczy to, że nawołuję do zamknięcia ich mediów, ale sama szukam prawdy gdzie indziej.

Rozumiem, że są ludzie, którzy nienawidzą opozycji – w tej chwili toczy się naprawdę brudna walka. Wszystkie szumowiny z regionu ściągnęły do Syrii, gdzie są całkowicie bezkarne. Rozumiem też ludzi, którzy tęsknią za czasami sprzed rewolucji, kiedy dało się prowadzić normalne życie. Tego już nie ma.

 

Co z głosami krytycznymi wobec opozycji?

Jest ich wiele, sama jestem jednym z nich. Ale zawsze trzeba pamiętać o kontekście – mówimy o państwie, w którym rząd zamiast ochraniać obywatel, zrzuca im na głowy bomby.

 

Czy myśli pani, że pojęcia takie jak „neutralność” i „bezstronność” znajdują zastosowanie w odniesieniu do Syrii?

Nie godzę się na pojęcie „neutralności”. Arcybiskup Desmond Tutu powiedział, że jeśli jesteśmy neutralni w czasach niesprawiedliwości, stajemy się sprawcami. Pomagamy sprawcy, który zyskuje na tym, że dobrzy ludzie milczą. Nie wierzę, że należy sprawcę i ofiarę traktować w taki sam sposób. Wierzę natomiast w uczciwą, profesjonalną pracę i analizę. Wierzę w niewymyślanie informacji, w niekłamanie. Staram się szukać prawdy i pomagać ofiarom. Ale żebym miała być neutralna? W żadnym razie.

 

Leila Nachawati jest aktywistką syryjsko-hiszpańskiego pochodzenia. Wykłada na madryckim uniwersytecie Carlosa III. Specjalizuje się w zagadnieniach wolności słowa i nowych form komunikacji w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie. Prowadzi stronę internetową Syria Untold.