dwutygodnik internetowy
25.07.2016
magazyn papierowy


„Na kanwie języka”. Kilka uwag o twórczości Tomasza Pułki

Poezja Tomasza Pułki sama sobie wystarcza i nie musi być podpierana kulawą pseudolegendą. To twórczość wymagająca i pełna pułapek, w które czytelnik wpaść może bardzo łatwo, szczególnie że Pułka często umyślnie zaburza tok wiersza czy wprowadza w jego struktury “znaczące” błędy, przez co skutecznie deformuje i wiąże na supeł poetyckie języki.

ilustr.: Urszula Zabłocka

ilustr.: Urszula Zabłocka

9 lipca minęły cztery lata od samobójczej śmierci Tomasza Pułki. O poecie pisano wtedy sporo, jednak z reguły interesowano się przede wszystkim jego biografią, konkretnie zaś desperacką próbą jej mityzacji. Pojawiły się więc obowiązkowe porównania do Wojaczka, wskrzeszano też klisze związane z etosem „poety przeklętego”. Poezja Pułki jednak, w przeciwieństwie do niektórych twórców taką etykietą oznaczanych, sama sobie wystarcza i nie musi być podpierana kulawą pseudolegendą.

To twórczość wymagająca i pełna pułapek, w które czytelnik wpaść może bardzo łatwo, szczególnie że Pułka często umyślnie zaburza tok wiersza czy wprowadza w jego struktury anakoluty, solecyzmy oraz inne „znaczące” błędy, przez co skutecznie deformuje i wiąże na supeł poetyckie języki; „na początku był błąd – mogłoby brzmieć pierwsze zdanie remiksu Genesis według Pułki”1, jak słusznie pisze Marek Olszewski.

Manipulacje i oszustwa w obrębie materii językowej czy rozmontowywanie mechanizmów wiersza to oczywiście zabiegi od dość już dawna obecne we współczesnej polskiej poezji, ale Pułka wykracza poza prostą kontynuację idiomu Pióry oraz Sosnowskiego i otwiera zupełnie nową perspektywę, podejmując próbę metajęzykowego, metatekstualnego zapisu własnej, niezwykle intensywnej percepcji przestrzeni internetowej. Tradycyjne struktury poetyckie ulegają tedy całkowitemu wykolejeniu, zastąpione przez model umożliwiający lepsze oddanie wielokanałowości, niehierarchiczności i niecentralności swobodnego internetowego przebiegu danych, określony przez samego autora mianem „wiersza dysinformatywnego”. Poezję, wydaje się mówić Pułka, należy zainfekować białym szumem przepływu informacji oraz poddać działaniu hipertekstowych gier, by ostatecznie „rozwalić wszelkie zabezpieczenia i mentalne zapory, a następnie […] czerpać z kultury, całymi terabajtami”, jak głosi manifest grupy Rozdzielczość Chleba, pod którym podpisał się również Pułka2. Takie jego poetyckie i poetologiczne wcielenie najłatwiej śledzić na przykładzie utworów publikowanych na stronie liternet.pl3, a także wchodzących w skład tomu „Zespół szkół” (2010).

Nie sposób patrzeć jednak na Pułkę jedynie jako na poetę dekonstrukcji języka czy poetę cybernetycznego. To także jeden z najznakomitszych w ostatnich latach autorów poezji lirycznej, w której uwidacznia się niezwykła wrażliwość na drobne gesty i detale, z których zbudowana jest codzienność. Często głęboko ironiczne (wręcz De Manowskie) podejście do języka schodzi u Pułki „lirycznego” na dalszy plan; wyraźniejsze jest za to poczucie całkowitej pustki i nędzy poezji jako medium niezdolnego do udźwignięcia rzeczywistości ze wszystkimi jej niuansami, czyli „drobnymi przesunięciami akcentów” i drobiazgami, takimi jak „gałązki i sznureczki” z wiersza „Oswajanie snu”. Może najpiękniejsze są właśnie te utwory Pułki, w których tak widoczne jest zmaganie się niemal całkowitego już zwątpienia w możliwości języka z odrobiną wiary w zapis dający, zaryzykuję, ocalenie:

Ukraina(10)

Nie do końca wiem jak to opisać:

Dzieci przy grobie. To w czerwonej

kurtce puka w tablicę, to z drugiej

strony spokojnie pyta – „Kto tam?”.4

Ta twórczość nie ogranicza się jednak wyłącznie do dwóch silnie odmiennych koncepcji poetyckich. Warto wspomnieć również o radykalnych tekstach krytycznych z cyklu „Lutowanie wełny”, w których ze szczególną nienawiścią traktowany jest Mieczysław Jastrun, Stanisław Barańczak i Tadeusz Różewicz, ale zdecydowanie bardziej warto zajrzeć do nieco niepozornych mikrodzienników Pułki publikowanych na stronie wydawnictwa Ha!Art jako „Impresje rudnickie”. Dość luźne zapiski są przede wszystkim rejestracją prób wracania do codzienności – wiele w nich opisów prostych, codziennych czynności, sporo jedzenia, biegania, oglądania filmów. Ta stabilność jest jednak niezwykle krucha, nieustanne zagrożona rozpadem i nawiedzana przez kolejne kryzysy.

W ostatnim, stanowiącym podsumowanie całego cyklu fragmencie „Impresji” Pułka wydaje się przy okazji doskonale charakteryzować to, co dla wszystkich niemal jego tekstów kluczowe:

„Rozgrywamy się na kanwie języka, którego ktoś nas kiedyś, na nieświadomce, korzystając z tego przerażającego ontologicznie czasu, jakim jest dzieciństwo, nauczył – to rodzi niebywałe pokłady epifanii samotności. […] Ten dzienniczek był – udaną zresztą – próbą oswojenia tego niewyrażalnego ukurwienia byciem, jakie paraliżuje albo rozhisteryzowuje (na przemian, bez reguły) moje postrzeganie”5.

***

1 M. Olszewski, error 404, http://opcje.net.pl/marek-olszewski-error-404-tomasz-pulka-cennik/ (dostęp: 17.07.2016)

2 L. Onak, Ł. Podgórni, Manifest v.1.8, http://xn—ch-ppa33b.pl/manifest/ (dostęp: 17.07.2016). Jest to chyba najważniejszy tekst programowy w polskiej literaturze od czasu manifestu neolingwistów warszawskich (2002).

3 http://halfka.liternet.pl/ (dostęp: 17.07.2016).

4 T. Pułka, Ukraina (10), http://www.krytykapolityczna.pl/Serwiskulturalny/PulkaUkraina/menuid-431.html (dostęp: 17.07.2016).

5 tenże, Impresje rudnickie (20), http://haart.e-kei.pl/felietony/2070-tomasz-pulka-impresje-rudnickie-20.html (dostęp: 17.07.2016).