dwutygodnik internetowy
17.03.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Muppety. Poza prawem

  W pierwszej scenie filmu Muppety wykonują piosenkę wyśmiewającą Hollywood i jego zamiłowanie do kręcenia sequeli. Twierdzą przy tym, że niemal wszystkie kontynuacje nie spełniają oczekiwań i są o wiele słabsze od oryginału. I chociaż twórcy bardzo starają się, żeby był to tylko jeden z wielu żartów, okazuje się, że już na samym początku podsumowują […]


 
W pierwszej scenie filmu Muppety wykonują piosenkę wyśmiewającą Hollywood i jego zamiłowanie do kręcenia sequeli. Twierdzą przy tym, że niemal wszystkie kontynuacje nie spełniają oczekiwań i są o wiele słabsze od oryginału. I chociaż twórcy bardzo starają się, żeby był to tylko jeden z wielu żartów, okazuje się, że już na samym początku podsumowują swój film.
 
Tym razem Kermit ze swoją ekipą będzie miał możliwość wyruszenia w światowe tournee. Problem tylko w tym, że sam Kermit zostanie podmieniony i jego miejsce zajmie Constantine – najgroźniejsza żaba świata, złoczyńca o wielkiej sławie. Przy pomocy nowego managera, granego przez Ricky’ego Gervaisa (między innymi kilkakrotnie prowadził ceremonię rozdania Złotych Globów), będzie chciał wykraść klejnoty brytyjskiej rodziny królewskiej.
 
Ciężko powiedzieć, że „Muppety. Poza prawem” są produkcją całkowicie nieudaną. Zdarzają się tu przebłyski pierwszorzędnego humoru, czy to sytuacyjnego, czy odnoszącego się chociażby do historii kina. Moim ulubionym dowcipem jest chyba ten związany z „Siódmą pieczęcią” Ingmara Bergmana. Świetnym pomysłem jest też zatrudnienie wielu znanych aktorów do epizodycznych występów, w tym chociażby Christopha Waltza, który tańczy walca, albo Toma Hiddlestona, który stara się uciec z rosyjskiego gułagu. Ich pojawienie się, mimo że chwilowe, nieco ożywia film.
 
Jest on jednak generalnie strasznie nudny i pozbawiony energii – na całą intrygę patrzy się tu bez większych emocji. Ciężko też powiedzieć, by produkcja w reżyserii Jamesa Bobina miała jakiś większy przekaz, ponieważ jedyny poważniejszy wątek – o tym, że liczy się rodzina, a nie sukces – został potraktowany po macoszemu. Jak dla mnie za dużo jest tu też piosenek, po trzeciej ma się już ich po prostu dość, chociaż zwykle mają przynajmniej porządną choreografię tańca.
 
Możliwe, że „Muppety. Poza prawem” znacznie bardziej przypadną do gustu dzieciom. Nie mam jednak co do tego pewności, gdyż coś mi mówi, że nawet one mogą poczuć się znudzone i zmęczone tym, co oglądają. Kto wie czy lepszym pomysłem nie byłoby nakręcenie krótkometrażówki związanej właśnie z naśmiewaniem się z mody na robienie sequeli wszystkiego, co tylko odniesie sukces. Czasem początkowy żart jest po prostu najlepszy.
 
Tu można obejrzeć zwiastun.