dwutygodnik internetowy
30.06.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Mundial – wielki czas dla przegranych

Choć piłka to w tej chwili wielki biznes, którego etyczność wzbudza coraz większe kontrowersje, pamiętajmy że to w tym sporcie najczęściej talent wygrywa z wielką kasą.

Reprezentacja Brazylii w piłkę nożną z mundialu 1970. W składzie m.in. Pele.


W związku z tym, że Mundial w Brazylii wkracza w decydującą fazę i znaczna część populacji globu (w tym wielu członków redakcji) pomimo poważnych zastrzeżeń dotyczących etycznego wymiaru tej imprezy, nie może odmówić sobie przyjemności spoglądania w kierunku brazylijskich stadionów, postanowiliśmy ulec presji czasu i pierwszy raz w historii publikujemy na naszych łamach tekst, którego głównym tematem jest sport. Głos oddajemy Szymonowi Rębowskiemu, który o każdym wymiarze futbolu wie prawdopodobnie więcej, niż większość profesjonalnych dziennikarzy sportowych.

Najwybitniejszym zawodnikiem w historii piłki nożnej jest Brazylijczyk Pele. Dlaczego? Odpowiedź wydaje się oczywista. Poprowadził swój kraj do trzech tytułów mistrza świata. Gdy jednak bliżej przyjrzymy się jego karierze, będziemy pewni, że jest ona niemożliwa do powtórzenia w XXI wieku. Pele nie jest bowiem legendą żadnego z wielkich europejskich klubów, co więcej, nie grał dla żadnej drużyny ze Starego Kontynentu. Czas, w którym do historii światowej piłki można było wpisać się nie grając w Europie, a publiczność zachwycać jedynie na odbywającym się co cztery lata mundialu, bezpowrotnie minął.
 
Kluby rządzą
 
Stało się tak głównie za sprawą powstania Ligi Mistrzów, elitarnych europejskich rozgrywek klubowych, która w 1992 zastąpiła Puchar Europy Mistrzów Klubowych. Nieprawdopodobna rywalizacja (od 1992 nikomu nie udało się obronić trofeum) i najwyższy poziom sportowy, wykształciły niezwykły produkt biznesowy, który wpłynął na rozwój całej europejskiej piłki klubowej (chyba tylko poza Polską – nic dziwnego skoro nasze kluby do Ligi Mistrzów dostać się nie potrafią).
 
Jednak nawet my, Polacy, pozbawieni możliwości oglądania w tych rozgrywkach naszych klubów, potrafiliśmy znaleźć w niej drużyny, którym kibicujemy z niezwykłym oddaniem. Wielu naszych rodaków uwierzyło, że Borussia naprawdę jest „polska”. W tym roku sam, będąc wiernym kibicem Realu Madryt, uczestniczyłem we wspólnym, z innymi kibicami „Królewskich”, oglądaniu wszystkich meczów naszych ulubieńców w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Na wspólne oglądanie finału przyjechało do Warszawy z całej Polski około 700 osób. A radość po zdobyciu upragnionej La Decimy (dziesiątego Pucharu Europy) była nie mniejsza, niż po ewentualnym zdobyciu przez Polskę mistrzostwa świata.
 
Liga Mistrzów to obecnie najważniejsze piłkarskie rozgrywki na świecie, chociaż piłka klubowa dopiero niedawno przejęła palmę pierwszeństwa od reprezentacyjnej. Jeszcze w 2006 roku po Mistrzostwach w Niemczech złotą piłkę otrzymał Fabio Canavaro, Włoch, środkowy obrońca i kapitan zwycięzców Mundialu. Zwycięzca Ligi Mistrzów i mózg Barcelony, Ronaldinho po słabym występie na niemieckim turnieju zajął w tym plebiscycie dopiero czwarte miejsce. Cztery lata później wyniki plebiscytu były zdecydowanie inne. Zwycięzcą okazał się Lionel Messi, który nie strzelił na mistrzostwach ani jednego gola, ale był za to królem strzelców Ligi Mistrzów.
 
Dlaczego mistrzostwa świata utraciły panowanie na rzecz Ligi Mistrzów? Przede wszystkim osiągnięte na nich wyniki w pewnej mierze zależą od sytuacji zewnętrznych. Decydują takie czynniki jak klimat (dotychczas wszystkie drużyny, które grały na tegorocznym mundialu w słynącym ze specyficznego klimatu Manaus przegrały swoje kolejne mecze), to czy zawodnik akurat raz na cztery lata nie nabawi się kontuzji (na mistrzostwach nie oglądamy choćby Falcao czy Reusa), poziom reprezentacji w której grają piłkarze – na mundialu być może nigdy nie obejrzymy grającego dla Walii Garetha Bala. Każdy mecz jest tutaj niczym finał. W przeciwieństwie do Ligi Mistrzów, ani w grupie, ani w fazie pucharowej nie rozgrywa się meczy rewanżowych, co zwiększa szanse kopciuszków – jeśli raz pokonają faworytów, nie muszą, tak jak w Champions League, bronić swojej przewagi w drugim spotkaniu.
 
Piłka klubowa odebrała prymat reprezentacyjnej, wykonuje jednak dla niej niesamowitą pracę. Najlepsze kluby ściągając talenty z całego świata, osłabiają w ten sposób rodzime ligi tych zawodników, ale zwracają wyszlifowane diamenty reprezentacjom. Dzięki piłce klubowej furorę na Mistrzostwach robić mogą pełne gwiazd grających w europejskich klubach takie drużyny jak Chile czy Kolumbia.
 
Każdy wygrać może
 
Czym więc stał się Mundial? Jest szansą na rehabilitację dla przegranych sezonu klubowego, wygrani bowiem nie mają ani sił, ani tak wielkiej motywacji dla dalszej walki. W Brazylii błyszczy, mający średnio udany pierwszy sezon w Barcelonie Neymar. Argentynę do zwycięstw prowadzi Messi, gwiazdor „Dumy Katalonii” mający za sobą sezon najgorszy od wielu lat. Za pogrom w Lidze Mistrzów na piłkarzach Realu Madryt odwet wzięli zawodnicy Bayernu Monachium. Robben w reprezentacji Holandii upokorzył Hiszpanów – z „Królewskimi” Ramosem, Cassilasem i Xabim Alonso. Cała plejada Monachijczyków w reprezentacji Niemiec, na czele z Thomasem Mullerem walnie przyczyniła się od odpadnięcia Portugalii, w której szeregach gra trzech Madrytczyków (Ronaldo, Pele, Coentrao). Robbenowi w reprezentacji „Pomarańczowych” pomaga mający za sobą fatalny sezon klubowy Robin van Persie.
 
Za to w turnieju nie ma już gwiazd znakomitego w tym sezonie Atletico Madryt, reprezentującego Hiszpanię Diego Costy i kapitana Urugwaju Diego Godina. Odpadli mający za sobą, co prawda nieokraszony mistrzostwem, ale najlepszy od wielu lat sezon zawodnicy Liverpoolu – mieli oni stanowić o sile reprezentacji Anglii, a ta „wyleciała” z Mistrzostw już po dwóch meczach. Co stało się z gwiazdami mistrza Anglii, Manchesteru City? Najlepszy pomocnik Premier League, Yaya Toure nie pokazał nic ciekawego, a jego reprezentacja, Wybrzeże Kości Słoniowej odpadła w jednej z najłatwiejszych grup Mundialu. Napastnik Edin Dzeko (w meczu z Nigerią skrzywdzony przez sędziego) nie pomógł reprezentacji Bośni, nie zachwyca też inny snajper The Citizens – Sergio Aguero, gra dalej, bo bramki dla jego reprezentacji strzela Messi. David Silva nie strzelił być może kluczowej dla Hiszpanów bramki na 2 do 0 w meczu z Holandią. Do tryumfu mieli prowadzić Chorwatów zwycięzca Ligi Mistrzów Modric i zdobywca Ligi Europejskiej Rakitic, żaden nie zachwycił. Chorwatów w Brazylii już nie ma. Z tego schematu wyłamuje się tylko Karim Benzema, który jako jedyny z kluczowych w tym sezonie piłkarzy Realu Madryt, przyjechał do Brazylii w formie.
 
Piłka nożna to w tej chwili wielki biznes. Ten aspekt budzi tym większe kontrowersje, jeśli wydawane są publiczne pieniądze. Przykładem są obecne Mistrzostwa, które miały zostać zorganizowane z prywatnych funduszy, tak się jednak niestało. Brazylijczycy na organizację wydali 14,5 miliarda dolarów, ponad 3 razy więcej niż Republika Południowej Afryki 4 lata temu. Organizacja mundialu wzbudziła protesty społeczne w kraju, który piłkę nożna traktuję jak religię. Są one tym większe, że większość zysków z Mistrzostw zgarnie FIFA i współpracujące z nią wielkie koncerny.
 
Z drugiej strony, to w tym sporcie najłatwiej jest wybić się dzieciakom z najbiedniejszych miejsc na świecie, przykładem może być chociażby Luis Suarez. Piłka nożna pozostaje niezwykle nieprzewidywalna, to w tej grze zespołowej faworyci przegrywają najczęściej, bo kiedy w meczach rozbrzmiewa pierwszy gwizdek „pieniądze faktycznie przestają grać”. Do ostatnich dwóch finałów Ligi Mistrzów doszły Borussia Dortmund i Atletico Madryt, drużyny zbudowane za niewielkie – jak na standardy europejskie – sumy, których największymi gwiazdami są trenerzy. Tymczasem budowany za nieprawdopodobne pieniądze arabskich szejków Manchester City od kilku lat nie może przebrnąć 1/8 finału. Real Madryt zdołał wygrać Ligę Mistrzów, w sezonie, w którym pierwszy raz od wielu lat nie był murowanym faworytem (tą łatkę przejął Bayern), bo jego piłkarze wreszcie byli odpowiednio zdeterminowani i waleczni, wygrali nie dzięki pieniądzom, za które za nich zapłacono, ale wierze, że mogą zdobyć bramkę w ostatniej minucie meczu.
 
Na Mistrzostwach w Brazylii nie zobaczymy już 3 z 4 półfinalistów ostatnich Mistrzostw Europy (Hiszpanii, Włochów, Portugalii), dalej grają zaś Algieria, Kolumbia, Grecja czy Kostaryka, Mundial przestał być najważniejszymi piłkarskimi rozgrywkami, stał się za to turniejem najbardziej romantycznym.
 

UWAGA! W czasie wakacji internetowa odsłona „Kontaktu” będzie ukazywać się raz na dwa tygodnie – co drugi poniedziałek. Serdecznie zapraszamy do lektury!