dwutygodnik internetowy
19.05.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Mundial. Gra o wszystko

Niezależnie od tego czy ktoś pasjonuje się historią, sportem, czy polityką, nie wyjdzie z kina znudzony. Nawet jeśli zna się wyniki meczów rozegranych w Hiszpanii, gdy ogląda się ich fragmenty, emocje udzielają się również widzowi.

Często się mówi, że zwiastun filmu zawiera wszystkie najlepsze sceny, a zdarza się, że jest o wiele lepszy od reszty produkcji. „Mundial. Gra o wszystko” jest na szczęście dobrym przykładem, że nie zawsze tak się dzieje, tym bardziej, że po obejrzeniu trailera nie spodziewałem się aż tak znakomitego dokumentu.
 
Dzieło Michała Bielawskiego łączy w sobie trzy moje wielkie miłości – film, politykę i piłkę nożną. Jest to opowieść o stanie wojennym w Polsce, jak również kawałek historii polskiej drużyny narodowej, która w tamtych czasach była jedną z najlepszych drużyn na świecie. Na mistrzostwach świata w Hiszpanii najważniejszym wydarzeniem był mecz ze Związkiem Radzieckim, zwłaszcza dla wszystkich, którzy niecały rok wcześniej zostali internowani.
 
To połączenie wątków ze świata polityki, historii i piłki nożnej wypada doskonale, chociaż nie do końca równo. Kiedy film skupia się bardziej na piłce nożnej, to cały czas gdzieś w tle pobrzmiewa sytuacja w kraju, kiedy jednak na pierwszym planie jest polityka, o piłce nożnej pamięta się jedynie wtedy, gdy ktoś o niej mówi. Nie jest to oczywiście żaden zarzut, bowiem nie ma znaczenia, co akurat oglądamy – wszystko tu jest niezwykle ciekawe. Każdy z bohaterów (a jest ich bardzo wielu) ma do opowiedzenia wiele interesujących rzeczy i anegdot. Tym bardziej, że twórcom świetnie udaje się pokazać, że piłka nożna może oczywiście dzielić, ale także łączyć ludzi. Z jednej strony bowiem władze więzień starały się wbić klin między internowanych, jednym dając do celi telewizor, innym nie. Z drugiej jednak strony każdy praktycznie śledził boiskowe wydarzenia i wspólnie z innymi kibicował biało-czerwonym. „Mundial. Gra o wszystko” ma też wiele ciekawostek związanych z samym turniejem piłkarskim, z tym co działo się w szatni, co myśleli o stanie wojennym piłkarze. Najważniejsze w tym wszystkim jest chyba to, że niezależnie od tego czy ktoś pasjonuje się historią, sportem, tudzież polityką nie wyjdzie z kina znudzony. Zwłaszcza, że nawet jeśli zna się wyniki meczów rozegranych w Hiszpanii, gdy ogląda się ich fragmenty, widzi się radość zawodników i kibiców, emocje udzielają się również widzowi.
 
Duża w tym zasługa tego, w jaki sposób nakręcono ten film. Po pierwsze, ma on doskonałe tempo, wszystkiego jest tu w idealnych proporcjach, prawie nie ma chwili przestoju, więc odbiorca musi być cały czas skoncentrowany na tym, co ogląda. Po drugie, „Mundial. Gra o wszystko” ma rewelacyjne zdjęcia, ze szczególnym uwzględnieniem tych archiwalnych. Gdy tylko pojawia się fotografia sprzed kilkudziesięciu lat, zastosowana zostaje głębia ostrości, która sprawia, że obraz po prostu ożywa. Nie da się tego dokładnie opisać – to po prostu trzeba zobaczyć. Jest tu też bardzo dobra ścieżka dźwiękowa oraz animowane wstawki, które również są dobrym pomysłem, jeszcze bardziej uatrakcyjniającym oglądanie filmu.
 
Pisząc o dokumencie Michała Bielawskiego zaczynam żałować, że w najbliższym czasie nie mogę obejrzeć go ponownie. Kiedy tylko film wejdzie do kin, wybiorę się chyba ponownie. Co i Wam zalecam. Swoją drogą – kiedy myślę o ludziach wypowiadających się w „Mundialu. Grze o wszystko” w pamięci stają mi takie osoby jak Zbigniew Boniek czy Grzegorz Lato. Mówią oni o piłce nożnej w sposób ciekawy i kompetentny, co sprawia, że gdy patrzę na obecny poziom naszego sportu narodowego, zaczynam się zastanawiać czy przeszłość to nie jedyny okres, z którym wymienieni powinni mieć styczność.
 

 
Jeśli nie chcą Państwo przegapić kolejnych wydań naszego tygodnika, zachęcamy do zapisania się do naszego newslettera.