dwutygodnik internetowy
04.06.2012
magazyn papierowy


Mój brat obalił dyktatora

Reportażom Haszczyńskiego można zarzucić, że bywają jednostronne i rzadko naprawdę docierają do arabskiej ulicy. Autor uprzedza te uwagi w tekście Ajatollah, który jest rozliczeniem z własnymi ograniczeniami korespondenta gazety codziennej.

W Egipcie, szesnaście miesięcy po rewolucji, nadal wybuchają protesty. Gdy wyniki wyborów prezydenckich pokazały, że w drugiej turze zmierzy się kandydat Bractwa Muzułmańskiego z przedstawicielem dawnego reżimu, młodzi ludzie znów wyszli na ulice Kairu. Choć kraj zdaje się zmieniać, niekoniecznie podąża w stronę wymarzoną przez tłumy zgromadzone w styczniu 2011 roku na Placu Tahrir.

Pytanie o możliwe kierunki zmian w świecie arabskich zajmuje Jerzego Haszczyńskiego we wszystkich tekstach zebranych w książce Mój brat obalił dyktatora. Reportaże te powstawały między 2007 a 2011 rokiem, nie są to więc jedynie relacje z Arabskiej Wiosny. Część z nich opisuje względnie stabilną sytuację Strefy Gazy, Iranu i Turcji. Haszczyński szuka odpowiedzi na pytanie, czy w świecie arabskim demokratyzacja w stylu zachodnim zwycięży z islamizacją. Jeden z jego egipskich rozmówców wątpi – przewidując zwycięstwo islamistów – mówi, że Bractwo ma dwa programy, bo szybko uczy się zachodniej retoryki. Jeden program jest uszyty pod Zachód, na pokaz. A drugi, ukryty i prawdziwy, to całkowita islamizacja, w wersji fanatycznej.

 

Obserwując Arabską Wiosnę Haszczyński nie ma wątpliwości co do tego, że w krajach, które odwiedza, ma miejsce wielka aktywizacja sił wolnościowych. Gdy jedzie karetką pogotowia przez powstańczą Libię, nie dostrzega u spotykanych ludzi fundamentalizmu. Czy setki Libijczyków, których poznaliśmy, mówiły to, co chcieliśmy usłyszeć, a naprawdę myślą coś innego? Chcieli uśpić naszą czujność? Czy wykorzystali Facebooka i Twittera aby utworzyć kalifat w pobliżu Europy? Nie ulega jednak w pełni rewolucyjnemu entuzjazmowi. Jego zdaniem Tunezja rzeczywiście zainspirowała zmiany w pobliskich krajach, jest jednak niepewne, czy będą one trwałe, ile przetrwa z rewolucyjnego uniesienia, ze zdobytej wolności.

Z tej perspektywy mocno wybrzmiewają słowa mieszkańców Strefy Gazy, opowiadających autorowi o tym, jak po wygranych w 2007 roku przez Hamas wyborach stopniowo wzrasta presja obyczajowa. Gaza jest dla Haszczyńskiego przykładem na to, że wpływy zachodnie nie wykluczają się z fundamentalizmem. Kiedy nocą, na środku cmentarza prowadzi wywiad z uzbrojonymi przedstawicielami Hamasu, jego rozmówcy zdają mu się groźni i niedostępni. Tym bardziej intryguje go entuzjazm, jakim wybuchają, gdy przez telefon dociera do nich informacja o kolejnym golu strzelanym w meczu Barcelony w lidze hiszpańskiej.

 

Obserwując ścieranie się tendencji demokratycznych z fundamentalistycznymi, Haszczyński zwraca szczególną uwagę na zakryte kobiety islamu. Fascynują go nikaby, hidżaby i burki, gdziekolwiek się znajduje, prowadzi własne statystyki tego, jak wiele kobiet z odkrytą głową widzi na ulicach. W wielu miejscach słyszy, że liczba ta znacznie zmalała w ostatnich latach, a pewien jemeński profesor politologii mówi mu żartobliwie, że to islamska globalizacja. Taka perspektywa wydobywa przy okazji na wierzch różnicę między centrum a peryferiami. W jemeńskiej wsi na wybrzeżu Morza Czerwonego kobiety zaczęły zakrywać twarze dopiero pięć lat temu. Stało się to wtedy, gdy doprowadzono tam prąd. Pojawiły się telewizory, anteny satelitarne. I wraz z nimi wiedza o tym, jak powinna się ubierać dobra muzułmanka.

Reportażom Haszczyńskiego można zarzucić, że bywają jednostronne i rzadko naprawdę docierają do arabskiej ulicy. Autor uprzedza te uwagi w tekście Ajatollah, który jest rozliczeniem z własnymi ograniczeniami korespondenta gazety codziennej. Haszczyński omawia w nim swój starszy o kilka lat tekst poświęcony irańskiemu duchownemu z miasta Kom. Tłumaczy, że miał mało czasu i nielicznych rozmówców, a ajatollah Gilani zrobił na nim wrażenie miłego staruszka. Dopiero później dowiedział się, że jako sędzia rewolucji islamskiej przyczynił się do śmierci tysięcy opozycjonistów, w tym własnych dwóch synów. Do dziś Gilani jest dla mnie przestrogą. Jego nazwisko przypominam sobie, gdy rzeczywistość dalekiego kraju, którą mam opisać, wydaje mi się jednoznaczna, prosta, jednowymiarowa.

 

Jerzy Haszczyński. Mój brat obalił dyktatora. Wyd. Czarne. 2012. 160 stron.

Poza jednym, wszystkie teksty opublikowane w książce ukazały się wcześniej na łamach „Rzeczpospolitej” lub blogu autora.