dwutygodnik internetowy
07.04.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Mister D.

Ze smutkiem trzeba więc stwierdzić, że Mister D to raczej niezbyt trafiony projekt niż zespół muzyczny – do usłyszenia i zobaczenia (ale to też raczej przez wzgląd na nazwisko autorki), ale chyba nie do słuchania i oglądania

 
Człowiek orkiestra. Tak można by określić Dorotę Masłowską, szczególnie teraz, gdy obrotów nabiera jej kariera muzyczna. Po książkach, teatrze, epizodzie filmowym, laureatka Nike próbuje swoich sił jako wokalistka, autorka tekstów i muzyki, twarz i pomysłodawczyni projektu Mister D. Pokusić się można o stwierdzenie, że pisarka z pomocą Youtube’a wdarła się pod strzechy – teledysk „Chleb”, w którym oprócz Masłowskiej wystąpiła modelka Anja Rubik, wyświetlony został ponad milion razy.
 
Kto oglądał film „Wojna polsko – ruska” ten pewnie ze zdziwieniem przyjął wiadomość o tym, że Masłowska śpiewa. Nie będzie chyba przesadą ani złośliwością stwierdzenie, że „warunki głosowe” to nie jest mocna strona pisarki. Ale kto zetknął się z jakąkolwiek twórczością Masłowskiej, ten pewnie też domyśla się, że to, co pozornie wydaje się wadą – dziecięcy, piskliwy głos, seplenienie, wykorzysta ona tworząc z nich swój znak rozpoznawczy. A swoim piosenkom nadając ton jeszcze bardziej absurdalny, parodiując i obnażając w nich jeszcze więcej. Tylko co tak naprawdę jest wyśmiane, poddane krytyce lub po prosu o czym są piosenki i teledyski Mistera D?
 
Nikt nie ośmieli się chyba powiedzieć, że nie uśmiechnął się ani razu oglądając „Chleb” czy „Hajs”. Był to jednak, przynajmniej w moim przypadku, uśmiech zdawkowy. Niestety wszystkie potencjalnie śmieszne obrazki zaczerpnięte z internetu, czasopism o celebrytach, lanszafty z zachodzącym słońcem, gust dresiarzy i blachar (ale także przebranie swojej córki Maliny za truskawkę) to chyba jednak za wiele. Łatwo pogubić się w tym, z kogo lub czego właściwie mamy się śmiać. Może z obciachowo ubranej Anji Rubik, może z pojawiających się nie wiadomo dlaczego kotów, a może z samej Masłowskiej? Jeśli by użyć metafory, którą często określa się twórczość pisarki – krzywego zwierciadła, w którym się przeglądamy – to piosenki i teledyski Mistera D wydają się nie tylko zniekształcać obraz, ale też zupełnie go rozmywać.
 
Z opublikowanych dotąd trzech teledysków wyróżnia się znacząco najnowszy – „Ryszard”, zrealizowany przy współpracy z artystką Anetą Grzeszykowską, laureatką Paszportu Polityki 2013. Zasługą Grzeszkowskiej jest to, że Mister D uspokaja się, przestaje się wygłupiać i proponuje tym razem obraz artystyczny. Można spierać się o to, czy jest on pretensjonalny, czy nie, ważniejsza jednak wydaje się całkowita zmiana estetyki, środków wyrazu, ale też chyba zamierzonych celów. Niezależnie od tego, czy film do piosenki „Ryszard” podoba się, czy nie, na pewno wprowadza w konsternację i przełamuje schamatyczność dwóch wcześniejszych klipów. Z drugiej zaś strony, oczywistym jest, że trafi on do zupełnie innych odbiorców. Rozbawieni „kanapkami z hajsem” czy „maszyną do wypiekania chleba” teledysku „Ryszard” raczej nie „zapostują” już na ścianie na swoim Facebooku. Niewątpliwie natomiast Mister D we wspólnej pracy z Grzeszkowską puszcza oko do odbiorców sztuki krytycznej, którzy mogli czuć się mocno zawiedzeni po „Chlebie” i „Hajsie”. Masłowska wydaje się jednak w swojej muzycznej twórczości zupełnie niekonsekwentna, obraz „Ryszard” to nie tylko przełamanie wcześniej przyjętej konwencji. Różni się tak zasadniczo, że ciężko dopatrzeć się w tym jakiejkolwiek spójności wizji artystycznej.
 
Ze smutkiem trzeba więc stwierdzić, że Mister D to raczej niezbyt trafiony projekt niż zespół muzyczny – do usłyszenia i zobaczenia (ale to też raczej przez wzgląd na nazwisko autorki), ale chyba nie do słuchania i oglądania. Może jednak zetknięcie się z nim sprowokuje do sięgnięcia po którąś z powieści lub któryś z dramatów Masłowskiej. Tak, że w efekcie Królowa D zapanuje znów na półkach, a nie na Youtube’ie.

  • Leszy

    “Ze smutkiem trzeba więc stwierdzić, że Mister D to raczej niezbyt trafiony projekt niż zespół muzyczny – do usłyszenia i zobaczenia (ale to też raczej przez wzgląd na nazwisko autorki), ale chyba nie do słuchania i oglądania.”

    Nie wszyscy się tak znów smucą: http://www.dwutygodnik.com/artykul/5184-obyczaje-polskie-szczatki.html