dwutygodnik internetowy
11.03.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

“Miłość” Fabickiego

Nie widziałem żadnego z wcześniejszych filmów Sławomira Fabickiego. Po obejrzeniu jego najnowszego dzieła, „Miłość”, będę musiał szybko nadrobić zaległości, ponieważ jest to przykład bardzo dobrze zrobionego filmu, który na dłuższy czas zostaje w pamięci.

Nie widziałem żadnego z wcześniejszych filmów Sławomira Fabickiego. Po obejrzeniu jego najnowszego dzieła, „Miłość”, będę musiał szybko nadrobić zaległości, ponieważ jest to przykład bardzo dobrze zrobionego filmu, który na dłuższy czas zostaje w pamięci.

 

Cała rzecz dzieje się w niewielkiej mieścinie, w której mieszka młode małżeństwo – Tomek (Marcin Dorociński) i Marysia (Julia Kijowska). W wyniku pewnego zdarzenia, które przytrafia się ciężarnej Marysi (a którego zdradzić nie mogę), para coraz bardziej się od siebie oddala. Ich związek zostaje wystawiony na ciężką próbę.

 

Będąc jeszcze przed obejrzeniem filmu, gdy przeczytałem, o czym będzie opowiadać, od razu nasunęło mi się skojarzenie z „Blue Valentine” Dereka Cianfrance’a. I nie pomyliłem się, bo oba obrazy mają ze sobą wiele wspólnego. To, co działa na korzyść „Miłości”, to na pewno otwarte zakończenie, które można różnie interpretować, także pozytywnie (nawet jeśli takie patrzenie wydaje się naiwne). Na pewno jest to duży plus.

 

W zasadzie jedynym zarzutem, jaki mogę postawić filmowi Fabickiego, jest postać Marysi, która w moim odczuciu jest niedopisana. Ciężko jest mi uwierzyć w jej zachowanie, w to, co robi, po tym wszystkim, co przeżyła, i to do tego w tak krótkim czasie. Mam wrażenie, że czegoś zabrakło przy pisaniu scenariusza, bardziej intuicyjnie, niżbym miał w punktach wypisać, co jest nie tak. Możliwe więc, że wiele osób po obejrzeniu filmu się ze mną nie zgodzi. Powyższe jest poza tym neutralizowane przez bardzo dobrą rolę Julii Kijowskiej.

 

Znacznie łatwiej jest mi uwierzyć w Tomka, również znakomicie granego (co żadnym zaskoczeniem nie jest) przez Marcina Dorocińskiego. Jeśli chodzi o jego bohatera to jednocześnie go rozumiem (przynajmniej na pewnym poziomie), współczuję mu, ale też mam bardzo wiele do zarzucenia jego postawie.

 

W ogóle aktorstwo to jedna z głównych sił „Miłości”. Na drugim planie błyszczą Adam Woronowicz jako prezydent miasta, Agata Kulesza jako jego żona, a zwłaszcza Dorota Kolak, która wspaniale wcieliła się w rolę umierającej matki Tomka.

 

Najważniejszą zaletą jest jednak to, że film nie pozostawia widza obojętnym. Jest tu kilka wstrząsających scen (znakomicie nakręconych), także tych, w których do czynienia mamy z rozmowami między bohaterami. Swoją drogą, nie wiem, czy najbardziej straszna nie jest w tym wszystkim postać żony prezydenta miasta i jej zachowanie. Nie ma co ukrywać, „Miłość” to film przygnębiający, smutny, ale przynajmniej w dużej części, bardzo prawdziwy. Zostawia człowieka z kilkoma pytaniami i sporą ilością materiału do przemyśleń.

 

Jest też bardzo sprawnie nakręcony, z dobrymi zdjęciami, czasami trzyma w napięciu, zbędne sceny można policzyć na palcach jednej ręki. Wszystko to, w połączeniu z tym, co napisałem wyżej, sprawia, że film Sławomira Fabickiego oceniam jako bardzo dobry i z czystym sumieniem zachęcam do wycieczki do kina.

 

Przeczytaj inne teksty Autora.