dwutygodnik internetowy
18.11.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Milczenie o Hiobie Piotra Cieplaka

Biblijna opowieść, wykład z historii sztuki, koncert muzyki na poły alternatywnej, pokaz tańca współczesnego, a może w końcu spektakl, w którym to właściwie widzowie są najważniejsi.


Biblijna opowieść, wykład z historii sztuki, koncert muzyki na poły alternatywnej, pokaz tańca współczesnego, a może w końcu spektakl, w którym to właściwie widzowie są najważniejsi. Piotr Cieplak po sześciu latach przerwy „Milczeniem o Hiobie” wraca na scenę Teatru Narodowego.
 
Długi stół, przy nim siedem krzeseł, jak na konferencji prasowej. Za chwilę każdy z prelegentów weźmie udział w dyskusji, opowie swoją historię. No właśnie – swoją czy też postaci tytułowej? Najpierw jednak reżyser/narrator, a może wręcz sam Hiob zabierze głos. W tej roli świetny Cezary Kosiński, który –na początku z pozycji szefa siedzącego w fotelu, wprowadzi bohatera wieczoru, następnie będzie ważył rady innych dotyczące zmian, jakie tenże powinien wprowadzić w swoim życiu –wierzącego/niewierzącego człowieka – by wreszcie pozostawić wszystkie pytania bez odpowiedzi.
 
Ośmiu aktorów i osiem różnych punktów widzenia, a wszystko to przeplatane elementami muzycznymi. Dźwięk w realizacjach scenicznych Cieplaka od zawsze zajmuje bardzo ważne miejsce, wystarczy przywołać chociażby „Nieskończoną historię” nagrodzoną w zeszłym sezonie Feliksem Warszawskim. Jednakże w przypadku „Milczenia o Hiobie”, te „muzyczne interludia” – skądinąd w świetnym wykonaniu Wiktorii Gorodeckaji, Dominiki Kluźniak i Moniki Dryl przy akompaniamencie muzyki wykonywanej na żywo przez zespół Kormorany – zakłócają narrację spektaklu.
 
Nie tylko wstawki muzyczne, lecz również taneczne (za choreografię odpowiada Leszek Bzdyl) sprawiają, że na scenę niestety wkrada się bałagan. Cały spektakl, takie określenie pada nawet z samej sceny, jest mocno intertekstualny. Zdaje się, że Cieplak sprawdza swojego widza jakby chciał powtórzyć za Cezarym Kosińskim, że każdy przecież wszystko rozumie i nikt nie jest „ignorantem”. Dlatego też nie powinna dziwić Dominika Kluźniak, z wielką torbą na ramieniu i nieodłącznym kubkiem termicznym w ręku, kilkukrotnie odczytująca przez mikrofon (jakby nagrywała audiobooka) fragmenty wspomnień z likwidacji warszawskiego getta. Czy Karol Pocheć czytający na głos wywiad z Andrzejem Stasiukiem o jego rowerowych wycieczkach po obozach zagłady (death camp tour), a za chwilę odgrywający wywiad Anki Grupińskiej z Markiem Edelmanem na temat Holocaustu – „Czasem ci, którzy nie zadają pytań, a tylko słuchając, rozumieją. A ty chcesz wiedzieć więcej. A więcej nie można wiedzieć.” Nie powinien też dziwić wykład z pokazem slajdów Moniki Dryl, historyka sztuki, zainspirowanej felietonem prof. Śpiewaka o żonie Hioba i tropiącej wątki feministyczne na obrazie Georges’a de La Toura „Hiob wyszydzany przez żonę”. Dodajmy do tego jeszcze akwizytora Zamachowskiego wciskającego ludziom płyty CD z nagraniami lotu bocianów – naszych polskich, narodowych ptaków. Oraz bajkę o żabie bezskutecznie próbującej nauczyć czaplę jak się zwyczajnie przewrócić. Cieplak w dość intrygujący sposób stara się pokazać, że pewne, zastane sytuacje, jakkolwiek by je interpretować, pozostaną niezmienne i nie do pojęcia.
 
Wszystko to składa się w jedną, ale bardzo rwaną całość. Być może nie pozostaje nic innego, jak tylko powtórzyć za samym Hiobem – „Mówiłem raz, mówiłem dwa razy, ale już nie będę, rękę moją położę na ustach”. Reżyser w jednym z wywiadów tak skomentował to zdanie, które zresztą wybrał na zakończenie swojego spektaklu – „Jest to fascynujący postulat wykroczenia poza siebie, poza własne sądzenie, poza własne słowa, pojmowanie siebie i świata. Zawieszenie sądów.” Zawieszam osąd zatem. Pozostaje milczenie. Milczenie o Hiobie, a może o nas samych.
 
Milczenie o Hiobie. Scenariusz i reżyseria: Piotr Cieplak. Teatr Narodowy w Warszawie. Premiera 24.10.2013.