dwutygodnik internetowy
04.11.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Mazowiecki: dylematy personalisty

Wyraźnie dystansując się od kolektywistycznej ideologii realnego socjalizmu, Mazowiecki zwracał uwagę na to, że w jego warunkach szczególnie kusząca wydawać się może droga wiodąca we wprost przeciwnym kierunku: indywidualizm. Opowiadał się przeciw tej opozycji.

ilustr.: Rafał Kucharczuk

W marcu 1958 roku, w dobie popaździernikowej odwilży, ukazał się drugi numer miesięcznika „Więź”. Redakcja opublikowała w nim artykuł napisany przez ówczesnego szefa zespołu, Tadeusza Mazowieckiego, zatytułowany „Dlaczego personalizm?”. Bez jego znajomości trudno o zrozumienie formacji intelektualnej i motywów działania przyszłego premiera. Oraz ciężaru dylematów, przed jakimi musiał stawać.

 

Personalizm został przeszczepiony na grunt polskiego katolicyzmu z Francji, ze środowiska zgromadzonego wokół nieżyjącego już wówczas Emmanuela Mouniera i pisma „Esprit”. Sam Mounier w ten sposób pisał o narodzinach ruchu:
 
Ruch personalistyczny zrodził się z kryzysu, który w 1929 roku rozpoczął krach giełdowy na Wall Street i który nadal rozwija się na naszych oczach po paroksyzmach drugiej wojny światowej. […] Kryzys, z którego głębokości wielu ludzi nie zdawało sobie sprawy, można było dwojako tłumaczyć. Marksiści mówili: Klasyczny kryzys ekonomiczny, kryzys struktury. Wystarczy zoperować ekonomię, choremu wróci zdrowie. Moraliści się sprzeciwiali: Kryzys człowieka, kryzys obyczajów, kryzys wartości. Trzeba zmienić człowieka, społeczeństwa wyzdrowieją. Nas nie zadowalali ani jedni, ani drudzy. Wydawało się nam, że spirytualiści i materialiści popełniają ten sam współczesny błąd, wskutek którego – idąc za wątpliwego rodzaju kartezjanizmem – oddzielają ciało i duszę, myśl i działanie, homo faber i homo sapiens. My natomiast twierdziliśmy: kryzys jest równocześnie kryzysem ekonomicznym i kryzysem duchowym – kryzysem struktur i kryzysem człowieka.

 

Między skrajnościami

Na gruncie personalizmu Mouniera i „Esprit”, który stał się również programem Mazowieckiego i „Więzi”, człowieka postrzegano w sposób integralny, nie próbując w sztuczny sposób wypreparować z niego tego, co cielesne, i tego, co duchowe. Myślano więc o nim jako o jedności, ale nie jako o jednostce. W przekonaniu Mouniera ludzka egzystencja jest bowiem głęboko zakorzeniona społecznie. Człowiek staje się sobą, żyjąc wśród innych i dla innych. Zarówno jego zniewolenie, jak i jego wyzwolenie musi zatem mieć charakter nie tylko duchowy i materialny (ekonomiczny), ale również społeczny.
 
W swojej recepcji personalizmu Mazowiecki, w duchu kształtującej się wówczas tradycji polskiego katolicyzmu otwartego, kładł znaczny nacisk na jego możliwie aideologiczny charakter: „Ideologia społeczna ma sens o tyle, o ile jest ona podporządkowana służbie człowiekowi”. Człowiekowi zaś wcale nie służy najlepiej poczucie bezpieczeństwa wynikające z zamknięcia świata w klatce pojęć, tworzących siatkę tak gęstą, że niczego – poza nimi samymi – przez nią nie widać. Personalizm pozwala znaleźć „nie tyle bezpieczną przystań, uwalniającą człowieka od myślenia i decyzji, czy zbiór gotowych formuł lub idealnych rozwiązań, co raczej pewną oś, wokół której trzeba się zespolić, i pewną perspektywę, którą trzeba się kierować, podejmując tę, jak powiedziałby Mounier, stałą przygodę ludzką, jaką jest kroczenie w historii, w jakiej nam żyć wypadło”. Mając w pamięci rolę, którą Tadeusz Mazowiecki odegrał w roku 1989 i latach następnych, oraz odpowiedzialność, którą ponosi on za kształt przeprowadzonych wówczas reform, słowa te mają w sobie coś z proroctwa utrzymanego w tonie Mounierowskiego „tragicznego optymizmu”.
 
Wyraźnie dystansując się od kolektywistycznej ideologii realnego socjalizmu, Mazowiecki zwracał uwagę na to, że w jego warunkach szczególnie kusząca wydawać się może droga wiodąca we wprost przeciwnym kierunku: indywidualizm. „Ostry sprzeciw wobec nadużyć dokonywanych w imię zbiorowości kieruje nas niejako automatycznie w tę stronę” – pisał redaktor „Więzi”, kreśląc następnie uwagę o nieprzemijającej aktualności: „Zjawia się wątpliwość, czy nie jesteśmy uwięzieni między tymi dwoma biegunami, niejako skazani na te dwie skrajności następujące po sobie prawem reakcji. Jeżeli, jak sądzimy, personalizm jest jakąś odpowiedzią na te potrzeby, które współcześnie odczuwamy, to w pierwszym rzędzie dlatego, że stwarza on mocny grunt pod nogami, pozwalający pracować nad przekroczeniem tej antynomii”. Tę właśnie pracę, rozpoczętą, ale – jak się wydaje – wciąż mocno rozgrzebaną, pozostawił nam Tadeusz Mazowiecki w spadku.

 

Wobec złożoności świata

Nawiązując do toczącego się ostatnio sporu o to, czy premierowi rzeczywiście marzyła się taka Polska, jaka hartowała się w ogniu wdrażanych przez jego rząd reform, wszystkim jego uspołecznionym krytykom i liberalnym adwokatom pragnę przypomnieć inny fragment omawianego artykułu: „Prawdziwie bronić człowieka można tylko broniąc zarazem prawdziwego życia wspólnoty przeciw takim lub innym jej zniekształceniom i chorobom. I w tym zakresie postawa ugruntowana na indywidualizmie, na jego tendencji do odrywania człowieka od więzów ze wspólnotą, na okaleczeniu osobowości przez niezrozumienie jej znamienia społecznego, zawodzi na całej linii. Ażeby bronić się przed totalizmem człowiek nie musi wracać do indywidualizmu”. Tym bardziej bolesny w świetle tych słów wydaje się fakt, że mimo wszystko do indywidualizmu wróciliśmy, że jedne złe struktury zamieniliśmy na inne. Wątpliwe jednak, czy – wbrew tym, którzy z wyobrażenia o spełnionym marzeniu architektów transformacji uczynili dogmat swojej wiary – Tadeusz Mazowiecki w dniu swojej śmierci nie byłby skłonny powtórzyć, że „wzrost sprawy człowieka w historii dokonywał się zwykle tam, gdzie wyrastał on z dążenia człowieka do wyzwolenia się spod przemocy warunków, ze zła zawartego w stosunkach, które go otaczają, tam więc, gdzie łączył się on z emancypacyjnymi dążeniami ludzi najbardziej potrzebujących i upośledzonych”.
 
Jeśli zaś koniecznie pragniemy doszukać się u Tadeusza Mazowieckiego jakiejś apologia pro vita sua, to spróbujmy ją znaleźć w tym samym, napisanym w zamierzchłym roku 1958, tekście: „Jesteśmy wyposażeni w dostateczną wiedzę o złożoności świata, znamy z doświadczenia dostateczną liczbę przesłanek, ażeby rozumieć, że pracować na rzecz prawdziwego postępu humanizmu w życiu współczesnym – to wybierać w sytuacjach powikłanych, w których nie wszystko jest naszym własnym wyborem”. Pogodni mądrym smutkiem, módlmy się o to, by stopień powikłania, który stał się udziałem premiera Mazowieckiego, został nam oszczędzony. Lub byśmy mieli więcej szczęścia – bo przecież głównie o łut szczęścia tu chodzi – uwikłani, a mimo to odpowiedzialni za wszystko, cośmy uczynili. Nawet to, czego uczynić wcaleśmy nie pragnęli. Albo to, co uczynić chcieliśmy inaczej, lepiej.

 

Czytaj nas co tydzień. W każdy poniedziałek nowe wydanie tygodnika internetowego „Kontakt”.