dwutygodnik internetowy
04.02.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Maryja tu, Maryja tam

Zza ramienia Maryi, co pokorniutko się skłoniła, wygląda Matka Częstochowska. Obok jeszcze Maryja-półprofil. „Maryja tu, Maryja tam!” – przychodzą na myśl słowa pielgrzymkowej piosenki, gdy stoi się przed jedną z kapliczek w Beskidzie Sądeckim. Nawet jest w niej gdzieś i Jezus, jeśli dobrze się przyjrzysz. W innej kapliczce, jako tło dla multikolorowej gipsowej Maryi, majaczy wyblakłe przedstawienie Chrystusa Miłosiernego.

Fot.: Ewa Kiedio

Zza ramienia Maryi, co pokorniutko się skłoniła, wygląda Matka Częstochowska. Obok jeszcze Maryja-półprofil. „Maryja tu, Maryja tam!” – przychodzą na myśl słowa pielgrzymkowej piosenki, gdy stoi się przed jedną z kapliczek w Beskidzie Sądeckim. Nawet jest w niej gdzieś i Jezus, jeśli dobrze się przyjrzysz. W innej kapliczce, jako tło dla multikolorowej gipsowej Maryi, majaczy wyblakłe przedstawienie Chrystusa Miłosiernego. Wiadomo: pierwsze ma być pierwsze…

 

Dusza pasterza i teologa kurczy się w sobie, płacze, cierpi i zamienia się w kłębek goryczy dojrzewającej szybko do gwałtownego protestu” – mówił lata temu ojciec Stanisław Celestyn Napiórkowski o wyobrażeniach takich, jak „Bogurodzica odpoczywająca” Rafaela, obdartych jego zdaniem z sacrum, powagi i tajemnicy (rozmowa w książce „Dzieci Soboru zadają pytania”). Dusza tak skrojona będzie w drodze przez kościoły i kapliczki płakać, cierpieć i zamieniać się w kłębki jeszcze wiele, wiele razy. Ratunek – zdrowie i spokój – przyniesie tylko czasem spojrzenie na tradycyjną ikonę, wejście w głębię jej teologii. Na co dzień jednak, na co dzień mamy co innego…

Dominujący, maksymalistyczny nurt przedsoborowej mariologii zdawał się budować dla Matki Pana osobną kapliczkę, kaplicę, bazylikę… obok wielkiej świątyni kultu chrześcijańskiego” – to także ojciec Napiórkowski, w tej samej rozmowie. Użycie czasu przeszłego… czy aby w pełni zasadne? „Gdzie jest krzyż?! Gdzie jest krzyż?!” – powtarzam za grupami z Krakowskiego Przedmieścia, próbując się modlić w kościele, otoczona samymi wizerunkami Maryi i świętych. „Kiedyś tu był, a teraz Go nie ma”. Jest, na pewno gdzieś jest, tylko taki malutki. Krzyż, wiadomo, rzecz wstydliwa, nieprzyjemna, makabryczna. Gdzie jest w tych kościołach Oblicze Zbawiciela?

 

Podobno gdy ojciec Matteo Ricci ewangelizował Chiny w XVI wieku, zauważył, że dla żyjących tam ludzi wizerunek ukrzyżowanego Jezusa był „zbyt straszny”. Dlatego jezuita postanowił odwołać się do postaci Maryi. Czytamy o tym w tekście Józefa Majewskiego, „Maryja niczym bogini”, opublikowanym w „Tygodniku Powszechnym” blisko trzy lata temu. Autor podejmował w nim temat dogmatu o Maryi Współodkupicielce, ustanowienia którego domagają się liczni biskupi i rzesze wiernych. Majewski przywoływał tam choćby słowa arcybiskupa Malayappana Chinnappy: „Dla wielu niechrześcijan w Azji Bóg jest najwyższym i wszechmogącym Bytem, który wywołuje w ludziach «uczucie lęku i drżenia». By temu przeciwdziałać, religie te ustanawiają boską «pocieszycielkę, do której można zwracać się bez takiego lęku» i która może komunikować się z Bogiem w imieniu błagających”.

Wydaje się, że sytuacja ta nie jest czymś specyficznym wyłącznie dla Azji – w Polsce też nie brak postaw lękowych, które każą w Maryi szukać schronienia przed siekącym gniewem Bożym, a kapliczki i kościoły wypełnić Jej właśnie wizerunkami, nie pozostawiając miejsca na wiele więcej. Tytuł wspomnianego artykułu Józefa Majewskiego brzmi niepokojąco trafnie. Temat Maryi jako bogini podejmują w swojej rozmowie także Elżbieta Adamiak i Olga Tokarczuk („Bogini czy Matka Boga”, „Więź” 2013/1). Tokarczuk mówi tam: „Maria jest człowiekiem i dla sensu całej historii zbawienia musi nim pozostać: ma swoją historię i tożsamość, podlega śmierci, choć osłodzonej wniebowzięciem. Jednak chyba nie wszystkim wiernym to wystarcza. Stąd ten niesamowity kult maryjny, któryczęsto balansuje na granicy heterodoksji”. Okazuje się, że Olga Tokarczuk, która chętnie wpisałaby Maryję właśnie w archetyp bogini, znajduje się pod tym względem zadziwiająco blisko części osób uważających się za katolików…

 

Fot.: Marcin Kiedio

Nie chodzi o to, aby odmówić Maryi jej wielkiej roli w historii zbawienia, ale o to, by w postrzeganiu tej roli nie doszło do niezdrowego przeakcentowania. Papież Paweł VI w adhortacji apostolskiej „Marialis cultus” pisał o potrzebie „powstrzymania wszelkiej dążności do oddzielania – jak to ma miejsce w pewnych formach pobożności ludowej – nabożeństwa do Bożej Rodzicielki Maryi od centrum, ku któremu koniecznie trzeba je skierowywać, mianowicie od Chrystusa”.

Sobór Watykański II mariologię włączył do nauki o Kościele, nie tworzył oddzielnego dokumentu mariologicznego – fragmenty dotyczące osoby Maryi znajdziemy w konstytucji „Lumen gentium”. Przywołane tam zostały słowa Pierwszego Listu do Tymoteusza: „Bo jeden jest Bóg, jeden i pośrednik między Bogiem i ludźmi, człowiek Chrystus Jezus, który wydał samego siebie na okup za wszystkich” (1 Tm 2,5-6). Dalej wskazuje się na podporządkowaną rolę Maryi, nawet wtedy, gdy nazywa się ją pośredniczką: „Do Błogosławionej Dziewicy stosuje się w Kościele tytuły: Orędowniczki, Wspomożycielki, Pomocnicy, Pośredniczki. Rozumie się jednak te tytuły w taki sposób, że niczego nie ujmują one ani nie przydają godności i skuteczności działania Chrystusa, jedynego Pośrednika” (LG 62). Sobór zalecał też, aby przy rozważaniu godności Maryi wystrzegać się „wszelkiej fałszywej przesady, jak i zbytniej ciasnoty umysłu” (LG 67).

 

Wróćmy do Polski AD 2013. Cały czas popularna jest jeszcze pieśń „Serdeczna Matko”, w której znajdziemy np. takie słowa:

Do kogóż mamy wzdychać nędzne dziatki?

Tylko do Ciebie, ukochanej Matki (…)

Zasłużyliśmy, to prawda, przez złości

By nas Bóg karał rózgą surowości

Lecz kiedy Ojciec rozgniewany siecze

Szczęśliwy, kto się do Matki uciecze

Ty masz za sobą najmilszego Syna

Snadnie Go Twoja przejedna przyczyna”.

 

I wszystko już wiadomo: Pośredniczka jest tylko jedna. Pośrednika brak. W stosunku do tej pieśni ojciec Napiórkowski we wspomnianej już rozmowie wyraził postulat, że należałoby ją spalić na stosie. Można przypuszczać, że wśród rzeszy polskich katolików znaleźliby się i tacy, którzy posiadają niezbędne do tego akcesoria. Pytanie tylko, czy nie wolą ich używać do innych celów.

Czy aby Dobra Nowina na pewno dotarła do polskiego społeczeństwa? Wydawać by się mogło, że z kart Ewangelii można wyczytać słowa pełne miłości, pozwalające do Chrystusa zwracać się bez pośredników pełniących rolę kamikadze czy żywej tarczy. Ostatecznie nie bały się Go nawet dzieci…

 

Przeczytaj inne teksty Autorki.

 

  • Siliano Sil

    OO, jak błogo to czytać!!!! Wszystkie niepokoje związane z powyższą pieśnią, która od zawsze nie tylko mnie zdumiewała, ale przerażała, a nie znajdowałam kto by mnie rozumiał; te kościoły przepełnione na nabożeństwach majowych, a pustoszejące na czerwcowych; w końcu wewnętrzna moja blokada przeciw maryjnemu kultowi(nie przeciw Matce Bożej, Miriam dzielnej i pełnej pasji) , która utrudnia niebywale uczestnictwo w litanii do Niej. Zniechęcenie… Panie, Zbawicielu mój, najgłebsze wnętrze mojego serca- gdzie jesteś w kościele? Dzięki Ewo.

  • Gabriel

    Kult maryjny powstał na bazie o wiele starszego kultu Bogini Matki. Nawet imię – Maryja pochodzi od jednego z tytułów Rei, Bogini Matki Greków. (MaReia – Magna Reia, Mater Reia.) Wiele pieśni, w tym “Pod Twoją obronę (…) o Pani nasza Izydo” zostało zchrystianizowane, co polegało na usunięciu imienia Izydy i dodania paru wersów o Chrystusie dla pozorów. Niepokalana, Królowa Niebios, Matka Boża, Matka Boska (czy raczej Boska Matka) to wszystko tytuły Izydy. Nawet przedstawienia Marii tworzono na bazie przedstawień Bogini, często Izydy i Horusa. A i podobnie jak dziś Czarna Madonna, tak kiedyś była Czarna Izyda. Na ziemiach polskich kult Matki Boskiej zlał się z kultem Matki Mokoszy,  a do wielu Jej świętych źródeł pielgrzymuje się po dziś dzień.

    Bóg w chrześcijaństwie kojarzony jest z surowym i karzącym Bogiem wojny i prawa Jahwe, który ma wspólne korzenie z Allahem czy Zeusem (wszyscy troje stali niegdyś na czele lokalnego panteonu Bogów). Z kolei Maryja współczująca i miłosierna jest bliższa ludziom. Jezus czczony dzisiaj ma również cechy Bogów przejętych “po drodze” chrystianizacji, jednak nacisk kładzie się w chrześcijaństwie na część ludzką postaci Jezusa – na to że był nauczycielem, duchowym przewodnikiem, na nauki Jezusa czy wreszcie na fakt śmierci męczeńskiej. W przypadku kultu Maryi, ta część Maryi która ma korzenie w kulcie Wielkiej Bogini, jest silniejsza i aktywniejsza, dziś zwracając się do Maryi zwracamy się najczęściej do Bogini. Z kolei zwracając się do Jezusa, możemy zarówno do Jezusa -Nauczyciela, Jezusa-Boga, ale i do starotestamentalnego Jahwe, w myśl dogmatu jedności Jezusa i Jahwe. To Jahwe utożsamiany z Jezusem budzi strach ludzi, a nie sam Jezus. (Jeśli ktoś się zastanowi dlaczego – proszę spojrzeć na Stary Testament, i czyny Jahwe tamże. Nie przypomina on Dobrego Boga Jezusa którego znacie, prawda?) W przypadku Maryji nie ma tego problemu.

    Wiele przedstawień Jezusa i Maryji wręcz łudząco przypomina Boga i Boginię Celtów – Danu i Dagda oraz Słowian – Dana i Dażbog oraz Mokosz i Swarog.

  • Kjmail

    Jesli czytajacy porzuci emocjonalne zaangazowanie i przeanalizuje tekst dokladnie, zauwazy tu wyrwane z kontekstu fragmenty, ktore maja popierac postawiona teze. Na podstawie jednej piesni i kilku pomieszanych tekstow Autorka probuje wykazac ogolnokoscielna tendencje. Prosze pamietac, ze posrednictwo Jezusa jest przez smierc krzyzowa, a posrednictwo Maryi to dar Jezusa z krzyza i ma inna nature.
    W tekscie widac nalecialosci protestanckie – niedopuszczalne w Kosciele Katolickim.

  • Pingback: Matka Boska Garażowa | Magazyn Kontakt()