dwutygodnik internetowy
30.04.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Manifest działu “Poza Europą”

Dziś na świecie żyje siedem miliardów mieszkańców. Półtora miliarda ludzi oraz pięć i pół miliardów tubylców. Rozróżnienie jest proste. Pierwsi to My, drudzy to Oni. Choć w zasadzie wokoło jesteśmy wyłącznie My. Trudno dokładnie powiedzieć gdzie są Oni. Gdzieś na pewno. Gdzieś poza Europą. Ale gdzie dokładnie – nie wiemy. A ta nasza niewiedza Ich […]

Dziś na świecie żyje siedem miliardów mieszkańców. Półtora miliarda ludzi oraz pięć i pół miliardów tubylców. Rozróżnienie jest proste. Pierwsi to My, drudzy to Oni. Choć w zasadzie wokoło jesteśmy wyłącznie My. Trudno dokładnie powiedzieć gdzie są Oni. Gdzieś na pewno. Gdzieś poza Europą. Ale gdzie dokładnie – nie wiemy. A ta nasza niewiedza Ich dotycząca jest wyjątkowo nam wygodna. Ktoś wie, gdzie leży Kiribati lub Gujana? A po co miałby wiedzieć.

 

My – najbogatsze społeczeństwa świata, świetnie wyedukowane pokolenia, świadome swoich licznych praw i potężnych możliwości jednostki – z dumą określamy nasz świat Światem Pierwszym, bogatą Północą. I z tej perspektywy obserwujemy siebie i innych. A jeżeli coś jest obce naszej rzeczywistości mówimy, że jest nienormalne. Że jest Trzecim Światem lub Peryferium. Zatem, brak pitnej wody to nienormalność. Powszechny analfabetyzm – nienormalność. Egzystencja za dwa dolary dziennie – nienormalność. Nie wspominając już o różnych rozwiązaniach prawnych, rytuałach religijnych, systemach wartości. Norma to My. Wpatrzeni w siebie, nie zdajemy sobie sprawy, że nasza norma dotyczy malutkiej grupy mieszkańców tej planety, a nienormalność na tym świecie sięga osiemdziesięciu procent. Tu ideologiczny projekt trzecioświatyzmu przychodzi nam z pomocą – sumienia nie obciąża, oka nie smuci, odpowiedzialności nie wzywa.

 

Czy umiemy bez tej dumy spojrzeć w lustro? Czy umiemy wykrzyczeć, że jesteśmy wyzyskiwaczami? To jest niezbędne. Tak, i ja jestem wyzyskiwaczem. Pośrednio czerpię profity z historycznego, ale i teraźniejszego wyzysku Ich. I nieprawdą jest, że lepiej o tym nie wiedzieć. Wiedza jest moim obowiązkiem, moim minimum, moim zaczynkiem zmian. Inaczej nadal będę tożsamościowym kaleką, przygwożdżonym ciasnotą pierwszoświatowych horyzontów. Przygwożdżonym sytą perspektywą mojej elitarnej normalności. Europejczykiem nazywającym gorszy status i różnorodność nienormalnością, czasem ładniej: egzotyką. Czas na zmiany. Jeżeli nie spróbujemy głębiej poznać Ich, to nie uda nam się odpowiedzialnie zdefiniować Nas. Jesteśmy niepełni. Nie ma „ja” bez „on”. Nie ma Europy bez Poza Europy. Oto rola tego działu „Kontaktu”.

 

W Poza Europą tubylec jest człowiekiem. W Poza Europą za tego człowieka jesteśmy po chrześcijańsku odpowiedzialni. W Poza Europą nie używamy względem innych retoryki europejskiego humanistycznego uniwersalizmu. Choć w Poza Europą nadal jesteśmy Europejczykami. W Poza Europą wyrzekamy się europocentrycznej perspektywy. W Poza Europą upodmiotowiamy tych, których Europejczycy poza Europą uprzedmiotowiali. W Poza Europą nie poszukujemy jedynej słusznej prawdy. W Poza Europą pragniemy pokazywać głębie różnorodności. W Poza Europą nie mamy ambicji tłumaczenia świata. W Poza Europą stawiamy zarówno na empatię, jaki i na dialog. W Poza Europą nie boimy się krytykować. W Poza Europą wsłuchujemy się w innych. W Poza Europą nie zadowalamy się prostymi odpowiedziami. W Poza Europą obnażamy wszelkie objawy europocentryzmu, imperializmu, orientalizmu i kolonializmu. W Poza Europą jesteśmy świadomi naszego pozaeuropejskiego dziedzictwa. W Poza Europą jesteśmy zaledwie gośćmi. Poza Europą to miejsce kontaktu.