dwutygodnik internetowy
19.03.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Mamona w służbie ołtarza

Na światłach zatrzymuje się luksusowy samochód. Dwoje ubogich dzieci myje okna limuzyny. Czyjej? Sądzić by można, że właścicielem jest bogaty biznesmen, polityk, a może nawet szef mafii. Oczom widza ukazuje się wnętrze samochodu, wypełnione opasłym ciałem odzianym w czerń. Rozmowa telefoniczna, jaką prowadzi pasażer, dotyczy kosmicznych sum. Słyszymy czułe słowa: „tak, Tadziu, tak 10 milionów”. […]

ilustr. Olga Micińska

Na światłach zatrzymuje się luksusowy samochód. Dwoje ubogich dzieci myje okna limuzyny. Czyjej? Sądzić by można, że właścicielem jest bogaty biznesmen, polityk, a może nawet szef mafii. Oczom widza ukazuje się wnętrze samochodu, wypełnione opasłym ciałem odzianym w czerń. Rozmowa telefoniczna, jaką prowadzi pasażer, dotyczy kosmicznych sum. Słyszymy czułe słowa: „tak, Tadziu, tak 10 milionów”. Najistotniejszym jednak akcentem jest koloratka, świadcząca o tożsamości tajemniczej persony. Mamy więc do czynienia z księdzem katolickim – biznesmenem, politykiem i mafioso w jednej osobie, który wręcza dzieciom wyjęty z imponującego pliku banknotów stuzłotowych święty obrazek.

Kto jeszcze nie rozpoznał przedstawionego motywu, przypomnieć powinien sobie ostatnią kampanię wyborczą i spot nowopowstałej partii, której jednym z naczelnych haseł jest skrajny antyklerykalizm. Spot ten, rażący swym populizmem, jest niestety reprezentatywnym przykładem retoryki ugrupowania Janusza Palikota, którego nieoczekiwane 10 procentowe poparcie stało się wyrazem nastrojów społecznych i, jednocześnie, poważnym ostrzeżeniem dla Kościoła, wciąż przeświadczonego o swojej silnej pozycji i znaczących wpływach.

Jednoznaczna wymowa nagrania skupia się na braku społecznej wrażliwości kleru, która wiąże się z jego rzekomo znakomitą sytuację majątkową. Stawia zatem zarzut porzucenia ideałów i hipokryzji oficjelom kościelnym, którzy głoszą jednocześnie miłość bliźnich i ubóstwo. Rzeczywistość jest znacząco inna i zdecydowanie bardziej złożona, niż ta ukazana w spocie, ale, biorąc pod uwagę kształt i zasięg polskiego antyklerykalizmu, należy ciągle zastanawiać się nad obliczem Kościoła w Polsce, jego społecznym przekazem i tym jak jest postrzegany.

Porzućmy jednak na razie budzące silne emocje wątki etyki seksualnej, eklezjalnych mediów i miejsca symboli religijnych w przestrzeni publicznej, które poważnie kształtują obraz instytucji Kościoła, i wykorzystując opublikowany w ostatnim czasie raport KAI, rozważmy poruszany na wielu łamach problem jego finansów.

 

Zamszowe i zaślubne

Według publikacji KAI głównym źródłem zarobków księży w Polsce są stypendia mszalne – „iura stolae”. Przychód z tacy najczęściej zasila bowiem budżet przeznaczony na utrzymanie samej parafii. Stypendia te to ofiary składane za posługi duszpasterskie takie jak śluby, pogrzeby i chrzty. Od wszystkich tych przychodów państwo pobiera podatek dochodowy w wysokości zależnej od liczby mieszkańców parafii, również tych niewierzących, co jest ewenementem w skali światowej. W świetle europejskich rozwiązań niepowtarzalne jest natomiast rozliczanie kapłanów z działań duszpasterskich.

W obliczu kryzysu ekonomicznego i postępującej sekularyzacji, przyszłość eklezjalnej kasy jawi się jako wielce niepewna -przekonują autorzy diagnozy. Sytuacja majątków wielu parafii, zwłaszcza tych o niewielkim zaludnieniu i ubogich mieszkańcach, rysuje się wyjątkowo mizernie. Z kolei w miastach większym zagrożeniem jest wciąż potwierdzane w statystykach odchodzenie ludzi od Kościoła, co również przekłada się na rozmiar jego zarobków. Ciekawe i niepokojące zarazem wydaje się także zróżnicowanie pod względem zamożności polskich parafii. Niektóre mają poważne problemy ze zbilansowaniem swoich budżetów, a zdarza się, że konieczne wydatki znacznie przekraczają dochody.

Bezpodstawne zdają się zatem zarzuty, jakoby kapłani byli zwolnieni od płacenia podatków. Wciąż żywe w populistycznych hasłach legendy o nierozliczanych tacach można niniejszym uznać za godne obalenia.

 

Nieznana twarz Kościoła

Trudno wymiernie ocenić pieniężną wartość społecznej działalności, jaką prowadzi Kościół, wyręczając państwo, ale wyliczenia wskazują, że chodzi o liczby rzędu miliardów złotych rocznie. Nie jest to powszechnie znana twarz Kościoła. KAI dokładnie opisuje wielopłaszczyznowy zakres działań Caritas Polska, która „[…] prowadzi 9 308 różnorodnych placówek […]. Udziela pomocy doraźnej i długofalowej, materialnej i finansowej” potrzebującym. Wartość tej pomocy w roku 2010 wyniosła niemal 482,5 mln zł. Dodatkowo społecznie zaangażowane są zakonne zgromadzenia i parafie, spośród których aż 95 procent obejmuje opieką chorych.

Ponadto Kościół utrzymuje głównie z własnego budżetu i stosunkowo niewielkich subwencji państwowych 11 760 zabytków sakralnych, na same remonty przeznaczając 300-500 mln rocznie. Trudno przecenić więc także jego wkład w rozwój i utrzymanie kultury.

 „Państwowe dotacje na rzecz Kościoła mają w Polsce nieporównywalnie mniejszy wymiar niż w jakimkolwiek przeciętnym kraju europejskim” – przeczytać możemy w dokumencie, ale dokładnych wyliczeń już w nim niestety nie uświadczymy. Najbardziej znaczącą formą tej dotacji jest ustanowiony w PRL Fundusz Kościelny, mający być rekompensatą za zawłaszczone wówczas przez państwo majątki ziemskie.

Publikacja raportu, będącego pierwszą próbą rozliczenia finansów polskiego Kościoła, nie uniknęła ostrej krytyki. Zarzuca mu się nierzetelność, przejawiającą się przede wszystkim w niepełnych danych dotyczących wsparcia ze strony władzy. Uwaga ta jest celna i uderza w, i tak już nadwątloną, wiarygodność Kościoła, o którą koniecznie należy walczyć, jeśli świadczyć się chce o Ewangelii. Nie pomaga w tym częste zaniedbywanie przejrzystego prowadzenia kościelnych budżetów, do czego, w myśl prawa kanonicznego, zobligowani są proboszczowie i biskupi.

 

Hojność i odpowiedzialność

W tej kwestii warto wziąć przykład z Kościoła we Francji, kolebce liberalnej, laickiej, a także antyklerykalnej myśli w Europie, który, nie tylko zresztą w kwestii finansowania, ma wyjątkowo utrudnione zadanie. W myśl prawa o separacji Kościołów i Państwa, które uchwalono po stuletnim okresie obowiązywania napoleońskiego konkordatu, Republika, wyzbywszy się wpływu na nominacje kościelnych dostojników, pozbawiła zarazem Kościół jakichkolwiek dotacji. Kościół katolicki, pozbawiony większości dotychczasowych dochodów, musiał więc szukać innych sposobów na finansowanie swojej działalności. I wygląda na to, że je znalazł.

Z wydanej w zeszłym roku przez francuski episkopat „Analizy kont diecezjalnych” wynika, że Kościół we Francji, gdzie na niedzielną mszę przychodzi przeciętnie 4,5% obywateli, jest w stanie zapewnić sobie „skromne życie i największe możliwe finansowe zaangażowanie w misję ewangeliczną”. A wszystko przy zachowaniu pełnej transparentności budżetu, utrzymywanego wyłącznie z datków wiernych. Zgodnie ze wspomnianym raportem, każda z niezależnych finansowo diecezji ma obowiązek corocznie publikować dane dotyczące wszystkich przychodów i wydatków. Podobna zasada odnosi się do parafii, które są także zobligowane do corocznego odczytywania swych rachunków podczas nabożeństwa. Roczne dochody francuskiego opiewają na ok. 800 mln euro. Około 35% udział w tej sumie ma tzw. denier de l’Eglise, forma dobrowolnego podatku płaconego przez wiernych na rzecz parafii. Jego zbieranie jest zawsze poprzedzone kampanią informacyjną, w której wyłożone zostają plany finansowe każdej z nich. Pozostałe pieniądze Kościół otrzymuje z różnego rodzaju zbiórek i ofiar. Co ciekawe, od roku 1992, kiedy wprowadzono denier, odnotowano wzrost dochodów „znacznie przekraczający stopę inflacji”, co autorzy raportu wyjaśniają „hojnością i odpowiedzialnością wiernych”. Być może jest ona powodowana ich pewnością co do słuszności wydawania tak hojnie darowanych pieniędzy.

 

Nieoczywiste oczywistości

Sytuacja Kościoła we Francji nie jest jednak reprezentatywna dla całej Europy Zachodniej, tak często wrzucanej przez nas do jednego worka z napisem „laicyzacja” i „marginalizacja Kościoła”. Tymczasem nie dość, że zjawiska te nie postępują we wszystkich krajach Zachodu równomiernie, to w dodatku funkcjonuje tam co najmniej kilka koncepcji kształtowania się stosunków na linii Państwo-Kościół i bynajmniej nie wszystkie z nich są dla tego drugiego niekorzystne, także w warstwie finansowej.

Pierwszym wyróżnikiem jest sama, wydawałoby się oczywista, zasada rozdziału Państwa i Kościoła. Trzy kraje „unijnej piętnastki”: Wielka Brytania, Dania i Grecja, zapewne w związku z narodowym charakterem Kościołów w tych krajach, w ogóle jej nie wprowadziły. Oznacza to, że nie istnieje żadna przeszkoda w przekazywaniu Kościołowi publicznych pieniędzy. Warto jednak zaznaczyć, że dotacje budżetowe otrzymują również Kościoły w katolickich w większości Belgii i Luksemburgu, gdzie pensje duchownym wypłaca państwo.

Choć w innych państwach UE państwo jest ostrożne w kierowaniu swych wydatków na potrzeby związków wyznaniowych, to także wśród nich należy wydzielić kilka grup. W Niemczech czy Austrii władza państwowa pełni funkcję pośrednika pomiędzy Kościołem a wiernym. Oznacza to, że datek na rzecz wybranej wspólnoty religijnej (spełniającej kryterium wielkości), można tam złożyć, odpisując część (w Niemczech około 0,8%) podatku osobistego. Podobnie sytuacja ma się we Włoszech, gdzie Kościoły są w tej procedurze traktowane jako alternatywa dla świeckich organizacji charytatywnych. W Irlandii i Portugalii, istnieją natomiast systemy ulg i zwolnień podatkowych dla Kościoła katolickiego.

 

Po pierwsze, jawność

Francuski raport kończy się konkluzją, zgodnie z którą Kościół powinien „jeszcze lepiej informować praktykujących i zabiegać o niepraktykujących”. Hasło to warto byłoby zapewne przełożyć na ojczysty język i częściej stosować je w praktyce. Wokół kościelnych majątków powstaje bowiem wiele niepotrzebnych mitów, zasadzających się na braku twardych danych, które stają się pretekstem do stawiania zarzutów i podstawą populistycznych haseł.

Powodem wciąż stawianych zarzutów o uprzywilejowaną pozycję finansową Kościoła w państwie, jest przede wszystkim brak jawności w tej sferze. Cieszą, podjęte z inicjatywy metropolity katowickiego, arcybiskupa Wiktora Skworca, prace nad jednolitymi wytycznymi w tej sferze dla wszystkich polskich parafii. Cieszą tym bardziej, że diagnoza KAI z pewnością nie odpowiada odpowiednio na oczekiwanie koniecznej transparentności. I choć rozwiązania przyjęte w Niemczech czy Austrii, zwiększające kontrolę transferu pieniędzy od wiernych do kas parafialnych, kuszą niektórych, aby przenieść je na nasz grunt, budzą również wątpliwości, skutkują bowiem masowym odchodzeniem wiernych, którzy nie chcą, aby ich przynależność do Kościoła wyrażała się zależnością finansową. Być może ostatnia propozycja rządu, aby składka ta była fakultatywna i niezwiązana bezpośrednio z przynależnością do danego Kościoła, jest w stanie zaradzić temu problemowi…

Bardziej otwarcie należy również mówić o wkładzie Kościoła w działalność dobroczynną. Takie społecznie zaangażowane oblicze Kościoła, który nie zatracił wrażliwości na najbardziej potrzebujących, jest często pomijane także przez jego aktywnych członków. Wątek otaczania opieką potrzebujących staje się dzisiaj częstym pretekstem do krytyki Kościoła, może więc warto poświęcić mu więcej uwagi. Dotyczy przecież istoty jego powołania.

 

  • Tonietakieproste

    jedno uzupelnienie: rozwiazanie francuskie wymagalo relatywnie krwawej rewolucji w czasie ktorej setki ksiezy i zakonnic zostalo zamknietych w wiezieniu. Wielu zginelo z glodu  w La Rochelle. Nastepnie potrzeba 18 brumeira i Napoleona. Wszystko to, aby miekko wyladowac w ustawie z 1905 roku.